• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[08/09-09-1972] La casa in fiamme

[08/09-09-1972] La casa in fiamme
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#1
25.04.2025, 11:46  ✶  
Niecałe dwa lata.
Niecałe dwa lata temu zapytała Longbottoma “czy oni kiedyś po nią przyjdą.” Stwierdził, że nie będą musieli. Dopiero teraz zrozumiała, że miał rację. Tkwili w gotującym się kociołku, pod którymi zwiększano temperaturę na tyle powoli, by nie dało się zauważyć, że się gotują. A dzisiejszej nocy, wreszcie zaczęło kipieć. Gotująca się woda zalewała kuchenkę, brudząc i niszcząc wszystko po drodze. Ktoś zostawił niedopilnowany obiad na gazie, więc gdy woda już się wygotowała - płonąć zaczęło wszystko dookoła.

Tuż przed wyjściem z ministerstwa wypiła podwójną porcję przepisanego jej przez lekarza eliksiru na uspokojenie. Nie chciała ryzykować, że strach i emocje wezmą górę. Jeszcze nie teraz. Może dzięki temu nie zastanawiała się co się dzieje z jej rodziną? Czy rodzice byli bezpieczni? Co z Philomeną? Alexandrem? Wszystkie te wątpliwości i obawy zepchnęła w głębokie odmęta podświadomości, skupiona na swoim własnym przetrwaniu. Nie wiedziała czy płonął tylko Londyn. Czy atak przeprowadzono tylko i wyłącznie na magiczne części miasta?
Nie chciała dłużej siedzieć w Ministerstwie Magii. Nie mogła patrzeć na tych wszystkich ludzi. Na rannych mugoli, którym udzielano schronienia, na uwijających się jak w ukropie urzędników.
Pozwoliliśmy na to, swoją opieszałością.

Dlatego wyszła na ulicę, żeby zobaczyć ogrom zniszczeń. Świat płonął, a palący się czystokrwiści cuchnęli zapewnie tak samo jak mugole. Kamienica. Przez moment nawet chciała zobaczyć jak wygląda posiadłość Mulciberów, ale tak szybko jak pomysł się pojawił - tak szybko umarł. Nie powinna być tam dziś widziana. Nie chciała, żeby ją posądzano o cokolwiek. Wzięła głęboki oddech i natychmiast tego pożałowała. Zgięła się wpół plując przez moment popiołem, dymem i kurzem. I diabli wzięli jej plany o spacerze po Londynie. Nie w takich warunkach. Dlatego teleportowała się w jakiś zaułek dużo bliżej swojej kamienicy. Gdy jednak wyszła na główną ulicę, zamarła. Płonęło. Wszystko kurwa płonęło. Jej dom, kilka innych dookoła. Wiedzieli, że należy do niej? Liczyli, że tu mieszka? Czy to tylko przypadkowy traf? Nie wiedziała.
Zdążyła dotrzeć do strażaków przed resztą spanikowanych rodzin.
- Przepraszam ja…- Zaczęła, ale jeden ze strażaków z łatwością ją od siebie odsunął.
- Nie teraz!
Prychnęła oburzona. Zacisnęła usta w wąską kreskę. Odnalazła wzrokiem tego, który wyglądał na najważniejszego w hierarchii, początkowo zbyt zajętego, żeby zwrócić na nią uwagę. W końcu jednak spojrzał w dół, trafiając wzrokiem na zezłoszczoną, dość przestraszoną czarownicę.
- Pan tu dowodzi?- Zapytała ostro. Strach, stłumiony przez eliksiry nadal huczał jej w głowie. Z jednej strony znajdowała się zbyt blisko wody. Z drugiej otaczał ją ogień. Chciała stąd iść. Ale nie mogła.  Nieco rozpaczliwie chwyciła mężczyznę za poły munduru, wskazując wolną ręką na swoją kamienicę pożeraną przez płomienie. Szlag. Czy ubezpieczenie obejmowało zmasowane ataki terrorystyczne spowodowane przez fanatyków ze świata o którym ubezpieczalnia nie ma pojęcia? Pojęcia nie miała, ale mogła się domyślić.- Ratujcie mój dom!- Wręcz zażądała, puszczając jego mundur, ale tym razem wbijając czubek różdżki w klatkę piersiową mugola.
- Pani się uspokoi, robimy co moż…
- Nie. Nie robicie, ale moglibyście.- Zniżyła nieco głos. Żądanie przestało brzmieć jak żądanie, a raczej jak miłe polecenie, wydane przez kogoś, kogo wypadało posłuchać. Przez moment nawet poczuła lekki wyrzut sumienia, gdy urok ewidentnie zadziałał. Widziała to w jego oczach, pustych i skorych do kooperacji.- Nie wydaje ci się, że tamta kamienica jest warta twojej uwagi najbardziej? To mój dom! Bardzo ładnie proszę...
Strażak pokiwał niemrawo głową. Pewnie nawet nie wiedział dlaczego się zgodził. Biedny, nieszczęsny mugol wysłany na misję ratowania świata, choćby za cenę własnego życia. Odstąpiła od niego; schowała różdżkę z powrotem w głąb rękawa, udając że nic się nie stało. Mężczyzna otrząsnął się jak z nieprzyjemnego snu.
- ROZWIJAĆ WĘŻE! ZACZNIEMY OD TAMTEGO DOMU!
Z niemą satysfakcją obserwowała jak drużyna spogląda po sobie skonfundowana, ale posłusznie łapią za węże i pompy, żeby zacząć przepompowywanie wody z rzeki.

Dopiero teraz odsunęła się od całej zbieraniny. Krok do tyłu, kolejny. Jeszcze jeden. Tak by trzymać się z dala od wody. I płomieni. I najlepiej to tłumu, który zaczął się formować - ot zbiorowisko rozkrzyczanych, przepychających się mieszkańców okolicy. Wcale to nie było najprostsze zadanie.

// Storytellingowo ogrywam swoją klątwę krwi. Lorien jest świadoma, że większe emocje (skądinąd zasadne w tych warunkach) mogą spowodować przemianę, więc zawczasu przedsięwzięła odpowiednie kroki, aby do tego nie doszło.
// Pojawia się zalążek jej lęku przed wodą (zawada)
// Do wysokich rzutów na zauroczenie strażaka we wskazanej kości dorzucam jeszcze charyzmę ◉◉◉◉○. No ciężko jej odmówić.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#2
03.07.2025, 17:22  ✶  
W Ministerstwie panował istny młyn. Atrium było całkiem zapchane ludźmi, tak samo pracownikami, jak i cywilami czy nawet mugolami. On sam miał do tego faktu dość neutralne uczucia, bo każda jedna osoba przeszkadzała mu tam dokładnie tak samo, kiedy przeciskał się przez tłum razem z Jackie. Teraz wszyscy potrzebowali pomocy, ale potem będzie trzeba tym mugolom wyczyścić pamięć i mimo wszystko nie mógł się nie zastanawiać, ile z nich uniknie tych konsekwencji i ruszy w kolejny dzień ze świadomością, ze za ścianą jest inny świat.

Ale mimo tego tłoku i bałaganu na piętrach, nie można było z czystym sercem powiedzieć, że w jakimś kontekście było tam gorzej jak na ulicach. Kiedy na nowo opuścił ministerialne mury, przywitał go dokładnie ten sam krajobraz nędzy i rozpaczy, może nawet gorszy jak za pierwszym razem, bo im dalej w noc, tym więcej miejsc zdawało się mieć problemy, jakby lawina wydarzeń tylko rozkręcała się, poczynając sobie coraz śmielej.

Dziewczyna w szarym mundurze brygadzistów, która stała przy punkcie teleportacyjnym, przekazując wytyczne kolejnym bumowcom i aurorom, wskazała mu kolejny już raz niemagiczny Londyn, jako miejsce ostatnich, bardziej rozpaczliwszych zgłoszeń.

Wszystko płonęło. Niby nic odkrywczego, ale Atreus miał wrażenie, że o wiele za często ta realizacja jakoś mu ciążyła. Niemagiczny, Pokątna, Horyzontalna, Nokturn - wszystko stało w ogniu i wiedział, ze Dolina czy Little Hangleton miały się w podobnej sytuacji. A co dalej? Reszta kraju też stała w ogniu? Tam też wisiały te dziwaczne kłęby dymu, które nie pozwalały wiele przez siebie przejrzeć, a ludzie się w nich zwyczajnie dusili?

W końcu jego uwagę zwróciła grupa strażaków i nagle uświadomił sobie, gdzie właściwie się znalazł. Bliskość wody mogła mu to wcześniej podpowiedzieć, ale w pewnym zaaferowaniu, niezbyt zwrócił na nią uwagę poza pragmatyczne - łatwiej byłoby coś ugasić. Ale znał tę ulicę, znał ten kanał i znał kamieniczkę, która stała w ogniu, a przy której właśnie uwijali się mugole. Znał też postać drobnej i niziutkiej kobiety, która robiła kolejny i kolejny krok do tyłu.

Atreus pochwycił ja w ręce, łapiąc za ramiona, jakby bojąc się że zaraz rozwinie skrzydła i uleci ku niebu, kiedy całkiem już zdejmie ją panika.
- Lorien - rzucił miękko, ale z uwagą przyglądając się jej, jakby chcąc ocenić czy była cała. - Lorien, nic ci nie jest?
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#3
22.07.2025, 21:33  ✶  
Na całej liście rzeczy, których pani Mulciber doświadczyć za chuja pana nie chciała - pochwycenie przez kogoś za ramiona było w czołówce. Zaraz obok noszenia golfów i braniu wolnego w długi weekend.
Zwłaszcza, że nie mogła wyciągnąć różdżki, nie mogłaby się w żaden sposób bronić. Nie, kiedy dookoła było tylu mugoli. Mało, że jej dom płonął? Miała jeszcze wydrapać jakiemuś randomowi oczyska udając silną i niezależną i jakże bojową czarownicę, która niczego się nie boi? To było nie fair. Gdzie ten patriarchat, gdy był potrzebny?
Nic więc dziwnego, że w pierwszej chwili zaskrzeczała zaskoczona (i odrobinę przerażona), próbując się nieco bezskutecznie wyrwać.
- Oy! Trzymaj łapska przy s…- Burknęła, dopiero wtedy podnosząc wzrok na domniemanego “porywacza”, próbując być przy okazji szalenie groźną. Na tyle na ile ledwo odrośnięte od ziemi, zmęczone dziewczę groźne być potrafi.
Frustracja ustąpiła jak ręką odjął, a na jej twarzy pojawił się niemal wyraz ulgi.
Atreus.
Tak. Skoro Atreus tu był to znaczy, że Ministerstwo miało wszystko pod kontrolą, prawda? Zabezpieczali teren, na pewno Reagowali. Kierowali ruchem. Mieli jakiekolwiek plany na to całe szaleństwo. Nie wyobrażała sobie nawet, że mogło być inaczej.
Odetchnęła. Czuła jego dłonie na swoich ramionach - ciężar znajomy, realny. Był tutaj. Ona tutaj była. Nie było powodu do paniki. No może poza szalejącymi pożarami i psychopatami czającymi się w zaułkach. Nie chodziło o to, że nagle, jakimś magicznym sposobem przestała się bać chaosu. Strach wciąż był. Przyczajony gdzieś głęboko pod skórą. Oddychała nierówno, mimo wszystko starając się ich odciągnąć od wody. Nienawidziła jej równie mocno co ognia ślizgającego się po murach budynków.

- Nie. Jest…- Zamilkła, nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Dobrze? No nie było dobrze za cholerę. Nie było nawet w porządku jakby się nad tym bardziej zastanowić.- Jakoś się trzymam.- Poprawiła się lekko, odwracając głowę. Spojrzała znów na swoją kamienicę. Albo to, co z niej zostało. Ot zwykły szkielet drewna, cegły i rozbitych okien. Strażacy robili co w ich mocy, żeby to cholerstwo ugasić. Posłuszni urokowi, którego rzucać pod żadnym pozorem nie powinna była, ale z jakiej racji to ona miała stracić swoje miejsce? Chciała tylko pomóc przeznaczeniu, a w tym nie było żadnego wielkiego przestępstwa. Nikt nic nie udowodni poza ich dobrą wolą.
- Powiedz mi co się dzieje.- Poprosiła Atreusa, zaciskając palce na jego nadgarstku. Tłum gęstniał, łatwo było się w tłoku zgubić.- Te pożary… To tylko te dzielnice prawda? Nie zaatakowano… naszych, prawda? - Przygryzła zestresowana dolną wargę, ale za nic nie mogła się skupić. No nie były to zbyt dobre warunki do opracowywania wielkiego planu odwetu na śmierciożercach.
Parę kolejnych kroków i wreszcie znaleźli się na tyle daleko od Regal Canal, że mogła przestać trzymać się Bulstrode’a tak kurczowo.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#4
07.10.2025, 03:42  ✶  
Atreusowi, niestety, przez myśl nie przeszło, że jego próby mogły okazać się bardzo nie na miejscu. Gdzieś w całym zamieszaniu i zwyczajnej uldze umykało mu, że mógł zostać wzięty za kogoś innego; za przypadkowego przechodnia, nieznajomego, kogoś o złych intencjach. Kogoś gorszego.

Nie minęło wcale tak wiele czasu od momentu, kiedy zapłonęły pierwsze budynki, a popiół zaczął brudzić ubrania i uliczki Londynu, ale od samego początku, gdzieś na dnie żołądka, związywał mu się niepokój. Ten o najbliższych, rodzinę i znajomych, bo pal licho budynki, które wznosiły się dookoła. Je można było odbudować. I nawet jeśli nie było tego po nim doskonale widać, to za każdym razem gdy faktycznie rozpoznawał czyjąś twarz, całą i zdrową, ten niepokój rozwiązywał się nieco.

Cofnął ręce szybko, jak na rozkaz, odrobinę tylko skonsternowany tym nagłym żądaniem i burkliwym tonem. Chyba bardziej by się zmartwił, gdyby przywitałaby go tutaj uśmiechem i spokojem.

Nic jej nie było - to najważniejsze. Reszta nie była już aż tak istotna, nawet jeśli panowie strażacy uwijali się właśnie pod kamieniczką, która należała do Lorien. Atreus rzucił spojrzeniem w tamtym kierunku, uważnie przeczesując tak samo budynek, jak i kłębiących się pod nim funkcjonariuszy, ale ci wydawali się mieć wszystko pod kontrolą - przynajmniej większą niż mógł mieć samotny auror z różdżką, wobec rozszalałemu żywiołowi.

Kiwnął głową, spoglądając na nią i ujmując ją lekko za ramię, chcąc odrobinę odsunąć ich od tłumu i niepowołanych słuchaczy. Dookoła mógł dziać się chaos, ale często tak było że wystarczyło jedno nieodpowiednie wypowiedziane słowo, albo nieodpowiedni odbiorca.
- Nie. To wszystkie dzielnice. Płonie cały Londyn, Lorien. Tak samo magiczne, jak i niemagiczne dzielnice. Wszędzie jest chaos, wszędzie jest ogień. Ale to nie tylko Londyn, zgłoszenia podobno dochodzą także z innych miejscowości, więc to co się dzieje jest o wiele gorsze i daleko sięgające. Z nieba sypie się popiół, po niektórych ulicach nosi się gęsty, nienaturalny dym, a na ulicach znajduje się coraz więcej szaleńców. Otworzyli Ministerstwo, wpuszczając do Atrium tak samo czarodziei jak i mugoli, którzy potrzebowali schronienia. Pełno tam przypadkowych ludzi, ale jest tam zdecydowanie bezpieczniej niż na ulicach. Jeśli jest taka możliwość, to radziłbym ci tam wracać. Tam będziesz bezpieczna.
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#5
19.10.2025, 23:07  ✶  
- Przepraszam.- Powiedziała w końcu, gdy tylko mogła się skupić na czymkolwiek co nie było pożarem i wodą. Pozwoliła się odprowadzić od największego tłumu. I jeszcze dalej od kanału - by wreszcie mogła odetchnąć. Nie z ulgą, na ulgę czas przyjdzie pewnie później; teraz oboje trwali w trybie walki o przetrwanie.- Nie chciałam fuknąć. Po prostu... Ja myślałam, że jesteś… No wiesz…- Potrząsnęła głową, bardzo ale to bardzo nie chcąc nadawać swoim strachom imienia.
O sprawach poważniejszych milczała tak długo aż nie znaleźli się w bezpieczniejszym miejscu. Nie potrzebowali jeszcze problemów z gumowymi uszami - nie tylko tymi przypadkowymi, w postaci zabłąkanych mugoli, ale przede wszystkim tych, którzy dziś czaili się w ciemnościach. Rozejrzała się nerwowo, jakby spodziewała się, że jakiś śmierciożerca wyskoczy zza winkla.

Słuchała Atreusa, cały czas jednak doglądając czy na pewno panowie strażacy ratują jej kamienicę. Nie chciała jeszcze puszczać jego ramienia, chociaż wiedziała, że za chwilę będą musieli się rozstać. W porządku, była dużą dziewczynką; da sobie radę, co za problem samemu przedostać się do domu rodziców albo Ministerstwa Magii? Absolutnie żaden.
Ale nawet wartka akcja ratunkowa nie wróżyła temu wszystkiemu jakiegoś wybitnie dobrego zakończenia. Ogień rozszalał się na piętrze, widziała jak płoną zasłony w oknach, jak śliczna fasada pokrywa się stopniowo czarną sadzą, a przez wyważone drzwi buchają kłęby dymu.

A potem wspomniał o niemagicznych w Ministerstwie i wróciła cała ta złość, która czuła tak niedawno.
- Byłam w Atrium, kiedy to wszystko się zaczęło. Widziałam jak zaczęli wpuszczać tam mugoli.- Nie zdołała powstrzymać grymasu niechęci. Chyba nawet nieszczególnie się starała.- To gwałt na kodeks tajności. Na nasze...- Przerwała w połowie zdania. Zasłoniła usta drżącą dłonią, czując na języku smak popiołu. Odkaszlnęła, próbując się pozbyć opiłków z płuc.-... na Ministerstwo. Nie wiem kto podjął tą decyzję, ale - tu już nie chodzi o ratowanie ich czy nas. Otworzyli Atrium, żeby wywołać większy chaos! Robert Crouch zarobił w pysk od jednego z nich. Atakują sędziów Atreusie. Atakują Wizengamot.
W opinii Lorien Mulciber nie było większego grzechu niż podniesienie ręki na Wizengamot. Wizengamot był prawem i sprawiedliwością. Jedyną na jaką ten kraj zasłużył.

Oparła się o rozgrzane mury jednej z kamieniczek, która uniknęła losu jej własnej. Z każdym kolejnym słowem detektywa czuła coraz większą bezradność.
Nie tylko Londyn. Nie tylko stolica. Zaatakowali całą Anglię. Ale nadal nie rozumiała dlaczego dzisiaj. Oczywiście, że atak z zaskoczenia był najbardziej skuteczny, każdy głupi to wiedział. To nie pasowało do schematu. Nikt o zdrowych zmysłach nie przeprowadza ogólnokrajowych ataków terrorystycznych w randomowy piątek, korzystając z.. no czego? Że część sił zbrojnych zrobi sobie długi weekend? Nie planuje się upadku cywilizacji wybierając palcem pierwszą lepszą datę w kalendarzu. To nie miało sensu! Ale po prawdzie… nic co wydarzyło się tej nocy nie miało większego sensu.
- Nigdzie nie jesteśmy bezpieczni. - powiedziała cicho.- Ale… Sprawdzę czy wszystko dobrze z domem rodziców i wrócę do Ministerstwa. Nie będę cię zatrzymywać, Atreusie. Harper potrzebuje dzisiaj was wszystkich.
Nawet nie próbowała się uśmiechać. Czy wolałaby mieć całonocną ochronę aurorską? Oczywiście. Absolutnie. Nie chciała skończyć jak biedny Robert, albo i gorzej. Ale doskonale wiedziała, że Bulstrode jest potrzebny gdzie indziej.
- Uważaj na siebie, dobrze?
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#6
20.10.2025, 03:24  ✶  
Potrząsnął głową zbywająco, dając jej znać, że to nie szkodzi, nie miała za co przepraszać. Nie odwróci się przecież zaraz na pięcie i nie zniknie w tłumie ludzi, zostawiając ją samą sobie. Wszyscy byli teraz fukliwi, spięci i poddenerwowani, a Atreus szczerze byłby bardziej skonsternowany, gdyby obdarzyła go jakimś rozanielonym uśmiechem.

Sam chodził na pięty niczym struna, chowając to jednak pod wyuczonym, pozornym rozluźnieniem - na tyle oczywiście, na ile pozwalał mu aurorski mundur, który miał na sobie. Niestety, wyglądał on okropnie. Ratowanie Roselyn z płonącego budynku, wywołało chyba najwięcej szkód i Bulstrode dziękował sobie samemu w duchu, że postanowił tym razem zachować jako taką ostrożność i sięgnąć po eliksir chroniący przed ogniem. Może jednak potrafił uczyć się na własnych błędach i postanowił nie skończyć jak po Beltane, z poparzoną skórą po tym, jak śmierciożerca przeciągnął go przez magiczny ogień. Typowa dla aurorskich mundurów czerń, przypominała raczej żałosną szarość. Pełno na nim było pyłu, czy to tego pochodzącego z gruzów, czy to tego popielnego, który padał leniwie z nieba i przesypywał się po ulicach, siniejąc kocie łby. Rękawy miał nieco podwinięte, odnajdując to w pewnym momencie jako nieco bardziej wygodniejsze, a marynarka w ogóle była rozpięta, podobnie z resztą jak kołnierzyk koszuli, bo kiedy pył pierwszy raz siadł mu na płucach jakoś tak poważniej, zaniósł się takim kaszlem że zastanawiał się czy się zaraz nie udusi. Była też krew, ale chyba ją było widać najmniej, szczególnie że rozlewała się plamą przede wszystkim na nogawce spodni, tam gdzie przy nieudanej teleportacji zerwało mu cały płat skóry, a przez co wciąż odrobinkę kulał i oszczędzał nogę, nawet kiedy stał przed kuzynką.

Jego spojrzenie dryfowało między słowami; to koncentrowało się na niej, to znowu podążało za jej własnym spojrzeniem, czujnie kontrolując dokładnie tak jak ona, czy strażacy robią to co do nich należy i radzą sobie z opanowaniem szalejącego ognia. Piętro było aktywnie pożerane przez płomienie, a te nieszczęsne zasłony znikały w mgnieniu oka, pozwalając pozdziwiać rozedrgany żar, który znajdował się w środku budynku. Kłęby wodnej pary unosiły się natomiast ku górze, przy każdym kolejnym zetknięciu wody z płomieniami.

Kiedy skończył opisywać sytuację, nadeszła jego kolej by słuchać. Stał więc, trzymając ją za łokieć, jakby bojąc się że mu zaraz zniknie, kiedy tylko wypuści ją z rąk. Patrzył na nią, już całkowicie odwracając spojrzenie od nieszczęsnego budyneczku.

Przez głowę Atreusa przemknęło bardzo dużo myśli jednocześnie. Powstrzymywał się, żeby się nie roześmiać, bo to przecież musiał być żart. Gwałt na kodeks tajności, oczywiście. To był problem na potem i od tego mieli przecież amnezjatorów. To była ich praca! Otworzenie Atrium, by wywołać większy chaos? Możliwe, chociaż Bulstrode zdawał sobie sprawę, że w takich sytuacjach życie cywili było jedną z najważniejszych rzeczy. pewnie gdyby nie te otworzone łaskawie drzwi, to trup ścieliłby się jeszcze gęściej. Zamiast jednak powiedzieć cokolwiek, w pierwszej kolejności ściągnął usta w wąską kreskę, przez co wyglądał tak, jakby cały ten jej wywód oburzył go z właściwych powodów - czyli tych które właśnie mu wymieniła.
- Dobrze, że pobili Roberta, a nie ciebie. Wyobrażasz to sobie? - zapytał płasko, kręcąc przy tym głową. To nie tak, że Atreus nie wierzył w sprawczość i pewną wysokość Wizengamotu, ale za dużo spraw było rozstrzyganych według pewnego widzimisię. Ba, sporo osób w nim zasiadającym, nie było nawet z wykształcenia prawnikami, przez co całość instytucji stawała się pewnego rodzaju wydmuszką. Czuł momentami gorycz w tym temacie, bo ile to spraw z jego biura rozmywało się, bo tak zarządził szanowny Wizengamot? Jej rola w społeczeństwie, była jednak dla Lorien ważna i jak mógł tego nie wiedzieć? Nie zamierzał z tego powodu wieszać psów na całej instytucji, czy pytać jej czy przez te otwarte drzwi Atrium, to się jej i rozum nie ulotnił. Za bardzo ją na to wszystko lubił.

Biorąc dotychczasowe działania śmierciożerców, Atreus był zdolny uwierzyć w to, że właśnie ten przypadkowy piątek był idealnym dniem na sianie zamętu, bo nikt się tego nie spodziewał. Lorien mogła tego zwyczajnie nie wiedzieć, bo i skąd, ale do tej pory obstawiali że tragedia nadejdzie w kolejny sabat albo na Samhain. W końcu Matka zesłała wizje, podczas modlitw na Lammas, a biorąc pod uwagę co wydarzyło się w Beltane... cóż, wnioski nasuwały się same. Szkoda, że były zwyczajnie błędne.
- To miało być później - wymruczał pod nosem z pewnym rozgoryczeniem, na moment patrząc w bok, znowu na cień kamienicy, z którą walczyli strażacy. Może dlatego wszystko się teraz waliło, bo Ministerstwo też brało pod uwagę inne daty. - Niestety, masz rację. Obawiam się, że nigdzie nie jest w pełni bezpiecznie, ale wierzę że gdzieś może być bezpieczniej niż na ulicach. - odgarnął jej z twarzy jakiś zbłąkany kosmyk włosów, ale więcej w tym geście było roztargnienia niż troski. - Ty też. Proszę, bądź ostrożna - objął ją ramieniem, na moment zamykając w uścisku. Obcy byli tylko tym, nieznajomymi cieniami przebiegającymi po ulicach. Było ich żal, ale rodzina? Strata rodziny było jak wyrwanie kawałka serca. Cofnął się o krok i uśmiechnął zadziornie, we właściwy dla siebie sposób. - Lepiej uważaj, bo jeśli wrócę do Ministerstwa tej nocy i ciebie tam nie będzie, to zacznę cię szukać - i z tymi słowami sięgnął za różdżkę by się teleportować.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1588), Lorien Mulciber (1683)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa