• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[18.09.1972] Harvest, death, rebirth again | Prue & Ambroise

[18.09.1972] Harvest, death, rebirth again | Prue & Ambroise
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#21
07.08.2025, 13:25  ✶  

Wyjątkowo nie miała chęci na to aby udowadniać swoje racje, wręcz przeciwnie całkiem podobało jej się to, że tym razem spoglądali na to co działo się wokół nich w podobny sposób. Zadziwiająco lekko odnalazła się w świecie, w którym nie musiała ciągle pokazywać, że jest najlepsza. Oczywiście był to tylko ten moment, jednak całkiem miło spędzało się dzień w takich sprzyjających warunkach.

Prudence kojarzyła dziada, ale nie wchodziła w jakieś szczególne interakcje z jego osobą. Zresztą jak z każdym, wolała trzymać się z daleka od większości ludzi. Kiedy nie było to konieczne nie prowadziła z nimi konwersacji, na szczęście jej praca w ministerstwie wiązała się głównie z przebywaniem w towarzystwie martwych, to sporo ułatwiało.

- Typowe, większość z nich tak ma. Lubią sobie popierdolić, tylko to pierdolenie niczego nie daje. - Nie zdziwiło jej to jakoś specjalnie, nie miała pojęcia dlaczego rzeczony wróżbita miałby odwiedzić akurat Ambroisa i jego rodzinę, może to przez to, że byli znani ze swojej wiedzy na temat roślin? Skoro gadał coś o liściach, to może liczył na to, że przeprowadzą go przez tą jego śmieszną przepowiednię, która tak właściwie chyba nie miała najmniejszego sensu. Ot zlepek słów, nie niosący za sobą niczego odkrywczego.

- Może powinieneś mu przygotować jakąś mieszankę ziół, wiesz, znasz się przecież na tym. - Greengrass na pewno miał swoje sposoby, a tamten byłby szczęśliwy gdyby wreszcie udało mu się dojść... do jakichś wniosków, tak, bo przecież przede wszystkim o wnioski im chodziło, a może przy okazji pomogłoby mu to na problemy z innym dochodzeniem...

Bletchley nie do końca wydawało się, aby którykolwiek z wróżbitów był w stanie w swoich przewidywaniach określić co naprawdę miało się wydarzyć. Nigdy nie słyszała z ich ust konkretnych słów, raczej jakieś filozoficzne złote myśli, które można było podstawić do różnych sytuacji. Nie ma się co dziwić, że ludzie im wierzyli, tak naprawdę bez problemu szło to dopasować do tego, co akurat się działo. Sama miała raczej mieszane odczucia, zdawała sobie też sprawę, że jest wielu oszustów, którzy korzystali z tego jako ze sposobu na całkiem szybki zarobek.

Parsknęła, nie mogła się powstrzymać przed kolejnym wybuchem. Ambroise dzisiaj ją zaskakiwał, jeszcze chyba nigdy nie bawiła się tak dobrze w jego towarzystwie, że też wystarczyło jej do tego kilka buchów trawy. Może powinna częściej po nią sięgać, jeszcze zaczęłaby lubić ludzi.

- Jesienna równonoc spowita deszczem, uważaj bo skończysz z kleszczem... - Może nie było to takie dobre, jak proroctwo Greengrassa, ale jednak działało, chyba każdy był w stanie wyrzucić z siebie kilka takich zdań, które mogły być odebrane jako wspaniałe wizje, które mogły się spełnić, albo i nie.

- Może powinniśmy się przebranżowić wiesz, z widmowidzów na jasnowidzów, ludzie ustawialiby się do nas w kolejkach chcąc usłyszeć te wspaniałe przepowiednie. - Och tak, byliby też chętniej widziani wśród społeczeństwa. Nie, żeby wolała to od swojego daru, widmowidzenie od zawsze wydawało jej się być bardziej praktyczne.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#22
07.08.2025, 14:37  ✶  
Być może minęło już trochę czasu od tamtego pamiętnego dnia i spotkania, ale po prawdzie mówiąc, Roise nadal nie wiedział, czemu miało to wtedy służyć. No, oczywiście poza inwigilacją i próbami czytania z nich jak z dwóch podejrzanie nazbyt interesujących ksiąg. Nie, nie miał zielonego pojęcia, czemu służyło tamto pierdolenie. Szczególnie, że nie miał nic do ukrycia. No, przynajmniej w tamtej materii, która zdawała się wyjątkowo interesować ministerialnego wieszcza.
Nie lubił, gdy ktoś na siłę próbował przebijać się przez jego mury ochronne. Nienawidził, kiedy ktokolwiek, komu nie ufał usiłował wzbudzać w nim fałszywe zaufanie. Nie interesowały go gadki szmatki z przedstawicielami władz, którzy zamiast zajmować się realnymi działaniami i problemami, zajmowali głowy już i tak zajętych ludzi.
A gdy jeszcze byli samozwańczymi natchnionymi profetami?
Tak, Prudence tego dnia miała wyjątkowo dużo racji. Nie dało się temu zaprzeczyć, zresztą nawet nie próbował. Być może to ta trawa otwierała u niej czakrę odpowiadającą za bycie zdecydowanie zajebistym rozmówcą? Prawie zapomniał, że zazwyczaj miała kija w dupie.
- Spotkałaś wysokiego, przystojnego, ciemnowłosego, nieznajomego czarodzieja na swojej drodze? Tak czy nie? - Spytał retorycznie, wcale nie oczekując żadnej konkretnej reakcji ze strony dziewczyny, bo wbrew pozorom, nie chodziło mu o to, żeby ponownie nawiązywać do jej burzliwych romansów z jego przyjacielem.
W tym wypadku nawiązywał raczej do typowej gadki słyszanej od większości zarówno czarodziejskich, jak i (o zgrozo) mugolskich proroków rozstawiających swoje stoiska na sabatach czy tam festynach ku uciesze gawiedzi. O jeszcze większa ironio, praktycznie wszystkie przepowiednie dotychczas usłyszane od Ambroisa wyglądały w bardzo zbliżony sposób. Niemalże żadna z nich nie zawierała jakichkolwiek konkretów ani chociażby informacji, które byłyby choć trochę zero-jedynkowe i łatwe do późniejszego zweryfikowania.
Jasne, pojmował, że wiedza pochodząca zza Zasłony nie zostawała podawana nikomu na srebrnej tacy. Jednakże znając już poniekąd tajniki własnych zdolności, bez wątpienia patrzył na to w bardzo określony pryzmat. I nie, nie pasowało mu to, jak wysoko jasnowidze zadzierali swoje nosy, uważając się za lepszych i bardziej wartościowych. Robili z siebie uprzywilejowaną, wyjątkową grupę, tymczasem to oni, widmowidzowie dostarczali ludziom bardziej konkretne informacje. Różnica tkwiła jedynie w tym, że te od nich dotyczyły przeszłości.
Ale z drugiej strony? W końcu wszystko stawało się historią, prawda? Jeśli ich koledzy po fachu nie byli w stanie właściwie zidentyfikować swoich wizji (czy tam przywidzeń, mała różnica), to oni poprawiali po nich robotę, dociekając sensu w tym, co miało miejsce. Im już nikt przy tym nie przyklaskiwał. Żenada.
Nie było żadnych powszechnie uwielbianych widmowidzów, za to świat bezustannie gloryfikował starych, siwych dziadów, którzy tak właściwie nic nie robili. Zamykali się w swoich gabinetach, prywatnych czy ministerialnych, zbierając przepowiednie w komnatach Departamentu Tajemnic. Od czasu do czasu wychodzili do ludzi, aby trochę poględzić o wielkich niebezpieczeństwach i ostrzeżeniach z Zaświatów, ale gdy przychodziło co do czego, rząd i tak reagował nieporadnie.
- Liść senesu, kora kruszyny, korzeń rzewienia i może trochę mięty pieprzowej dla urozmaicenia pikantności doznań - zawyrokował, wydymając wargi i kiwając głową, całkiem niewinnie, zgodnie z sugestią ze strony dziewczyny; tak, to w zupełności miało wystarczyć, aby stary mógł poruszyć swojego kija w dupie i spróbować go stamtąd wydostać. - Potem korzeń pieprzycy peruwiańskiej, jakiś żeń-szeń, palma sabałowa - parsknął z rozbawieniem, wzruszając ramionami. - Może rzeczywiście po to była mu ta wizyta? Ale biedaczek wstydził się poprosić przy damie? - Co prawda nie wydawało mu się, aby ktoś tak zadufany w sobie był nieśmiały, ale cholera wiedziała.
Czasami ludzie potrafili zaskoczyć, nawet po wielu latach. Prue, dla przykładu, chyba jeszcze nigdy nie widział jej od tej strony. Była...
...kreatywna. Nawet bardzo. W tym momencie go bawiła.
- Jeden kleszcz w rowie, w tym roku będziesz po słowie. Dwa kleszcze na dupie, pożar w chałupie. Dwa komary, trzy kleszcze, czasy nadejdą złowieszcze - pokiwał głową z uznaniem dla kunsztu wieszczego Prudence, bowiem z jej słów również można było wyciągnąć naprawdę wiele na temat czekającej ich przyszłości. - Marzę o tym, by przewidywać ludziom, czy dostaną wilka po nocy świętojańskiej w paprociach. Myślisz, że jeszcze możemy się przemianować? - Spytał z uśmieszkiem, przekrzywiając głowę.
No cóż, Ministerstwo nie miało go nigdzie w swoich rejestrach. Przynajmniej wedle jego wiedzy. A z ich skutecznością, miał niemal całkowitą pewność. To nie była powszechna wiedza, jaką szastał na prawo i lewo. A więc?
Koniec sesji


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (6688), Prudence Fenwick (4831)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa