Późny wieczór
Sama nie wiedziała, dlaczego wybrała akurat Chinatown. Być może miała ochotę na coś nowego, a może po prostu lubiła klimat, który tu panował. Chinatown miało swój urok - krzykliwy, żółty, skośnooki. Kakofonia zapachów wdzierała się w nozdrza, drażniąc je mieszaniną egzotycznych przypraw, potraw smażonych na głębokim tłuszczu oraz ryżu. Nie były to jednak niemiłe zapachy. Wszystko tu pachniało czymś, czego kobiecie brakowało od dawna. Wolnością, swobodą, zabawą - odpoczynkiem od szarej codzienności, która spowiła Londyn jak mgła 8 września.
Nie wiedziała, czy Maddox dostał jej wiadomość, ale szczerze liczyła na to, że tak. Dym już nie dusił ludzi w Londynie, a Podziemne Ścieżki powinny zostać już ogarnięte na tyle, że sowy nie powinny mieć problemu z poruszaniem się. A przynajmniej naprawdę na to liczyła. Ubrała się dzisiaj kompletnie zwyczajnie, tak jakby to miało być zwykłe spotkanie, ale prawda była taka, że dla niej spotkanie z Maddoxem nigdy nie było zwykłe. Nie kłamała, pisząc mu że tęskni. Widzieli się podczas ataków we wrześniu, ale prawda była taka, że krótka rozmowa i upewnienie się, że wszystko z nim było w porządku (na tyle, na ile mogło z nim być w porządku), nie było wystarczające. Zbliżała się pełnia, a ona miała niedługo wyjechać do Szkocji, do swoich rodziców. Poprosili, żeby zjawiła się na Mabon i została aż do pełni, na co przystała - niechętnie bo niechętnie, ale wiedziała że w innym wypadku jej nie odpuszczą. Obawiała się trochę, że Nicholas wysprzęgli się z faktu, że jej dom był teraz niebezpiecznym miejscem i rodzice będą drążyć, ale... Chyba tego nie zrobi. W końcu wymusił na niej zmianę miejsca zamieszkania, o czym chciała również porozmawiać z Greybackiem.
Czekała więc, przeglądając ofertę jednego ze stoisk. Czerwone, papierowe lampiony odbijały światło w jej włosach, tworząc czerwono-rude refleksy. Faye nachylała się nad jakimiś ceramicznymi pierdółkami w kształcie kotków z uniesioną łapką. Niektóre machały nią w przód i w tył. Niby miało to przynosić szczęście - serio? Koty? Naturalnie nie przepadała za tymi zwierzętami, a one nie przepadały za nią. Nie pachniała człowiekiem i futrzaki to wyczuwały. A może wyczuwały, że ich po prostu nie lubi? Koty to była dziwna sprawa.