• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange)

[17.09.1972] Błądząc pod wiatr (Lukas Nott, Victoria Lestrange)
#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#11
02.06.2026, 20:21  ✶  
— Może Vale ci pomoże z tym kaszlem? — rzucił Lukas, kiedy kolejny atak urwał Victorii głos. Nie zabrzmiało to szczególnie troskliwie, raczej praktycznie, jak większość rzeczy wychodzących z jego ust. — Jest dość sprawna w swoim zawodzie i ma proszki na wszystko. Czasem mam wrażenie, że gdyby komuś odpadła głowa, najpierw podałaby mu coś przeciwbólowego, a dopiero potem zapytała, gdzie ją zostawił.
Nie pociągnął tego dalej. Victoria nie wyglądała na kogoś, kto potrzebował współczucia, a on nie był człowiekiem, który potrafił je podawać w eleganckiej formie. Zresztą jej pytanie było ważniejsze. Kto miał dostęp. Kto znał szafkę. Kto mógł zyskać, jeśli Lukas nie wyjdzie na boisko.
— W sporcie zawsze zajmujesz czyjeś miejsce — powiedział w końcu. — Nie ma innej drogi. Ktoś wypada, ktoś wchodzi. Ktoś się starzeje, ktoś łapie kontuzję, ktoś okazuje się za wolny, za miękki albo za drogi. Ładniej mówi się o formie, decyzjach szkoleniowych i rotacji składu, ale wszystko sprowadza się do tego samego. Do selekcji.
Nie brzmiał, jakby to pytanie szczególnie go poruszyło. Był na to zbyt pewny siebie, a ludzie tacy jak on zawsze mieli wokół siebie kogoś, kto czekał na ich potknięcie. Czasem z zazdrości, czasem z ambicji, czasem tylko dlatego, że cudzy upadek bywał najprostszą drogą do własnego awansu.
— Jeśli pytasz o tę drużynę, to tak, są ludzie, którzy mogliby zyskać na tym, że nie zagram. Rezerwowy szukający przede wszystkim. Cormac Blythe. Dobry dzieciak, szybki, ambitny, zbyt chętny, żeby udowodnić wszystkim, że powinien dostać więcej czasu. Nie lubi mnie, ale to jeszcze nie przestępstwo. Połowa ludzi w tym klubie mnie nie lubi, tylko większość ma dość rozumu, żeby nie puszczać tej informacji w eter. W końcu jestem tu nowy.
Kącik ust drgnął mu krótko, ale nie było w tym rozbawienia.
— Jest też Alden Price, jeden ze ścigających. Nie zyskałby pozycji, ale zyskałby spokój, gdyby mnie tu nie było. Uważa, że klub zrobił ze mnie twarz drużyny za szybko. Może ma rację. Może po prostu boli go, że gazety częściej piszą o szukającym niż o człowieku, który przez cały mecz haruje za trzech. Price lubi narzekać, ale jeśli robi komuś krzywdę, to raczej na boisku, łokciem w żebra.
Zgasił papierosa dopiero wtedy, kiedy żar prawie dotknął filtra. Przez moment obracał niedopałek o ławkę, rozcierając go o metal, jakby potrzebował czymś zająć palce.
— Dostęp do szatni mają zawodnicy, trenerzy, zastępcy trenerów, Marlow, ludzie od sprzętu, Vale i obsługa, sprzątacze. W praktyce to nadal za dużo osób, żeby wskazać jedną i powiedzieć: proszę, oto nasz złoczyńca. Szafka jest podpisana. Każdy wie, która jest moja. Zamek nie był uszkodzony, przynajmniej nie tak, żebym zauważył. Rzeczy w środku leżały tak, jak je zostawiłem. To mnie właśnie najbardziej irytuje. Ktoś wszedł, zrobił swoje i wyszedł, jakby miał na to cały poranek.
Nie mówił już szybko. Jego głos stał się spokojniejszy, chłodniejszy, prawie analityczny.
— Marlow wie, gdzie mieszkam. Administracja też. Vale również, bo po ostatnim treningu wysyłała mi receptę i eliksiry po mikrourazie barku. To mieszkanie klubowe, więc każdy, kto ma dostęp do papierów, może znaleźć adres. Nie jest to wiedza tajemna. — wzruszył ramionami.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#12
03.06.2026, 01:05  ✶  

– Nie pomoże – choćby dlatego, że nie było na to lekarstwa i wiedział o tym cały magiczny świat. Połowa rodziny Victorii była uzdrowicielami, a babka była dyrektorką Munga, trzymając go silną ręką w garści od dekad – była pewna, że gdyby cokolwiek na to wymyślili, to by jej powiedzieli. Poza tym, była umówiona do uzdrowiciela w szpitalu na jutro. – Na to nie ma proszków, ani eliksirów, wszystkie specyfiki na normalny kaszel sobie nie radzą, bo to nie jest normalna choroba – wyjaśniła mu cierpliwie, przy czym zastanawiała się, czy był tak mocno skupiony na treningach, że nie widział co się działo wokół, bo mnóstwo ludzi cierpiało teraz na tę przypadłość, ludzi, którzy za długo byli na zewnątrz, kiedy ten syf sypał się z nieba, i nie bez powodu w gazetach pisano o tym, jak sobie z tym radzić na zasadzie „ulżyć sobie trochę”. – Ale dzięki za próbę – dodała i nawet lekko drgnął jej kącik ust.

Wyznawała się na sporcie i ogólnie quidditchu mniej-więcej tak, jak hipogryf na balecie, więc słuchała go z pewnym zainteresowaniem, próbując to wszystko przyswoić i wyciągnąć wnioski oraz jednocześnie dostrzec w tym coś, czego być może nie widział Lukas, zanurzany w tym światku po same czubki swoich ciemnoblond włosów.

– Tak, o tę drużynę potwierdziła i słuchała dalej, nie przerywając, za to powróciła do swojego notatnika i co i rusz cos w nim notowała. Nazwiska, jakieś słowa, które miały być później dla niej wskazówką i jednocześnie kluczem.

Odezwała się dopiero, gdy skończył, chociaż najpierw przeniosła spojrzenie na szafkę, później na inne szafki, na ściany, sufit, a w końcu na drzwi, którymi tutaj weszli, jakby coś mierzyła, liczyła, albo próbowała sobie poukładać w głowie.

– No dobrze, zacznijmy więc od końca – powiedziała w końcu. – Całkiem szczerze, proponuję ci się tymczasowo wynieść z twojego obecnego miejsca zamieszkania. I nie bierz nowego z ramienia klubu. Odetnij się od tego na jakiś czas, nie wiem, odezwij się do jakiegoś kumpla ze szkoły, do rodziny, cokolwiek, i przynajmniej przez jakiś czas nie podawaj adresu, a powód to oczywiście względy bezpieczeństwa – to była darmowa porada, ale szczera, bo ostrożność jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a na pewno nie w takiej sprawie. – Druga sprawa… Jak wygląda dostęp do szatni? Możecie tu wejść kiedy chcecie, czy są jakoś zamykane i zabezpieczane, kiedy nie macie treningów? A może macie jakieś, nie wiem, treningi indywidualne, albo w mniejszych grupach? Zastanawiam się czy nie warto zerknąć na jakiś grafik tego kto mógł być tutaj na terenie stadionu od ostatniego momentu, w którym w szafce nie miałeś niczego podejrzanego, do znalezienia tego pięknego prezentu – wyjaśniła rzeczowo i w końcu ruszyła się, udowadniając, że nie jest żadnym słupem soli. – Szafki macie tylko zamykane na klucz, czy są jeszcze w jakiś sposób zabezpieczane? Może warto ją sprawdzić i się upewnić… – wymruczała. – Mmm, może warto porównać charaktery pisma reszty zawodników – dodała ciszej, jakby bardziej do siebie. Próbka przecież była, a nuż coś wyda się znajome. – Sprawdzić miotłę i upewnić się, że nikt przy niej nie kombinował… – wyliczała, robiąc mentalną notatkę i o tym, że może trzeba zrobić pokazowy przemarsz przez stadion i poobserwować sobie otoczenie, a najbardziej resztę koleżków.

#BigDickEnergy

When does a man die?

wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szukający Puddlemere United
Wysoki (ok. 190 cm), umięśniony mężczyzna. Kolor włosów ciemny blond, lekko roztrzepane. Jasnoniebieskie oczy. Lekko uchylone usta odsłaniają równe, białe zęby. Ubrany w koszulę, dobrze skrojoną marynarkę i dopasowane spodnie - paleta: czerń, granat, biel oraz odcienie szarości.

Lukas Nott
#13
10.06.2026, 00:27  ✶  
Lukas przyjął jej odmowę krótkim skinieniem głowy. Nie wyglądał na urażonego ani szczególnie przejętego tym, że jego praktyczna rada okazała się bezużyteczna. Bardziej jak ktoś, kto właśnie dopisał sobie w głowie kolejną rzecz do listy spraw, których magia nie potrafiła naprawić, choć wszyscy przez całe życie udawali, że potrafi prawie wszystko.
— W takim razie cofam reklamę Vale — mruknął sucho.
Nie uśmiechnął się. Żart był raczej odruchem niż próbą rozładowania napięcia. Zaraz potem skupił się na tym, co Victoria mówiła dalej, a im dłużej wyliczała kolejne kroki, tym bardziej jego twarz traciła resztki wcześniejszej ironii. Przeprowadzka. Szatnia. Grafiki. Zamki. Charakter pisma. Miotła. Każde słowo było rozsądne, konkretne i przez to jeszcze bardziej nieprzyjemne, bo zmuszało go do działania.
— Do rodziny nie pójdę — powiedział w końcu, bez dłuższego zastanowienia. Ton miał płaski, zamknięty. — To nie jest miejsce, do którego wraca się po bezpieczeństwo. Jeśli będę musiał się wynieść, znajdę coś innego. Kogoś ze szkoły, może hotel pod cudzym nazwiskiem, może mieszkanie kogoś, kto zada mniej pytań niż mój ojciec. Klubowego pokoju też bym teraz nie brał. Skoro mieszkanie jest w papierach, to każdy następny adres z papierów będzie równie dobry dla kogoś, kto wie, gdzie szukać.
Przesunął spojrzeniem po szafkach, jakby nagle każda z nich mogła odpowiedzieć na pytanie, kto był tu ostatnio i czego dotykał. Metalowe drzwiczki stały w równym szeregu, obojętne i zamknięte, z tym samym tępym spokojem rzeczy, które nigdy nie czują się winne.
— Szatnia jest zamykana po wieczornych treningach. Teoretycznie. Zawodnicy mają dostęp w godzinach pracy stadionu, jeśli jest trening, odprawa, kontrola sprzętu albo indywidualna sesja. Poza tym trzeba mieć klucz albo przepustkę z biura. Marlow ma wszystko.
— Indywidualne treningi są normalne — dodał. — Jakiś grafik pewnie jest, ale szczerze to nigdy go nie widziałem. Jestem skupiony głównie na sobie.
Podszedł do swojej szafki i położył dłoń na zamku. Nie otworzył jej od razu. Przez moment tylko stał, patrząc na mały mechanizm, który jeszcze rano wydawał się czymś oczywistym i nieważnym.
— Wczoraj wieczorem w środku nic nie było. Sprawdzałem ochraniacze po treningu, bo jeden pasek przy nadgarstku zaczynał puszczać. Bluza leżała po lewej, rękawice pod spodem, ochraniacze na górze. Zamknąłem. Dzisiaj rano koperta była między ochraniaczami.
Otworzył szafkę wolno, jakby tym razem spodziewał się, że coś wyskoczy ze środka tylko dlatego, że patrzą. Nic się nie stało. Wnętrze wyglądało zwyczajnie
— Klucz mam ja. Zapasowy powinien mieć Wexley albo biuro sprzętowych. Marlow pewnie też. Nie wiem, czy są jakieś zaklęcia na samej szafce. Nigdy nie pytałem, bo do tej pory zakładałem, że największym zagrożeniem dla moich rzeczy jest ktoś, kto ukradnie papierosy albo zostawi mi w bucie żabę po wygranym treningu.
Cofnął się o pół kroku, robiąc Victorii miejsce.
— Możesz ją sprawdzić. Zamek, zawiasy, wnętrze, cokolwiek uznasz za potrzebne. Jeśli trzeba, sprowadzę Wexleya, ale wolałbym najpierw wiedzieć, czy ktoś przy tym majstrował, zanim usłyszy, że pytamy.
Na wzmiankę o charakterze pisma spojrzał na list i przez chwilę milczał. Potem sięgnął po jedną z kartek i przyjrzał się wypalonym literom z wyraźną niechęcią.
— Charakter pisma będzie trudny, jeśli ktoś palił litery zamiast pisać normalnie. Ale w klubie jest tablica obecności, listy sprzętu, notatki treningowe, podpisy przy odbiorze mioteł i eliksirów. Wystarczy poprosić, a Marlow dostanie wysypki z nerwów, bo połowa tych papierów pewnie nie wygląda tak porządnie, jak powinna. Możesz porównać. Ja nie jestem grafologiem, ale jeśli ktoś z drużyny pisze jak pijany hipogryf, pewnie poznam.
Na koniec spojrzał na miotłę. Leżała tam, gdzie ją wcześniej odłożył, ciemna, smukła, znajoma. Ten widok nie powinien wzbudzać w nim niepokoju. A jednak teraz, po całej rozmowie, nawet ona wyglądała jak rzecz, której nie można było ufać bez sprawdzenia.
— Miotłę też obejrzyj, tylko ostrożnie — powiedział ciszej. — Dzisiaj leciała normalnie. Przynajmniej tak mi się wydawało. Ale jeśli ktoś miał dostęp do mojej szafki, mógł mieć dostęp i do niej. Rękojeść, zaklęcia stabilizujące, wiązania, wszystko. Nie wiem, czego szukać. Wiem tylko, jak powinna się zachowywać w powietrzu.
Przerwał, jakby coś jeszcze przeszło mu przez głowę, ale nie od razu zdecydował się to powiedzieć.
— I jeszcze jedno. Jeśli będziesz pytać ludzi, nie zaczynaj od tego, że ktoś grzebał w mojej szafce. Powiedz, że sprawdzasz procedury przed meczem. Albo bezpieczeństwo po Spalonej Nocy. Cokolwiek brzmi nudno i urzędowo. Jeśli winny jest w klubie, niech przez chwilę myśli, że nadal ma przewagę.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#14
16.06.2026, 23:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.06.2026, 23:25 przez Victoria Lestrange.)  

Uśmiechnęła się krzywo – ach, więc to tak. Z rodziną często najlepiej wychodziło się na zdjęciach, coś o tym wiedziała i rozumiała jego bunt bardzo dokładnie, przecież sama nie tak dawno ostatecznie wyniosła się z rodzinnego domu (który zresztą tydzień temu przestał istnieć, bo spłonął doszczętnie, zostawiając tylko częściowo zawalone, spalone ruiny) po kolejnej kłótni z matką, która przelała czarę goryczy.

– Jak chcesz, wymieniałam tylko możliwości – i zresztą sama mu powiedziała, żeby nie brał nic z ramienia klubu, żeby się na jakiś czas przyczaić. – Ostateczna decyzja należy do ciebie, gdzie pójdziesz. Po prostu radzę to zrobić po cichu, na wszelki wypadek jakby twój prześladowca miał dostęp do takich danych jak adres zamieszkania – to też mocno mogło zawęzić grono ewentualnych podejrzanych, ale Lukas był bystry, więc nie powiedziała na głos tego, co wydawało jej się w tej sytuacji oczywiste.

– Okej, czyli ktoś miał dostęp pomiędzy wczorajszym wieczorem, a dzisiejszym porankiem. Kilkanaście godzin, ale może uda się zawęzić pole poszukiwań, nie jest jakoś bardzo szerokie – no bo ile osób mogło mieć tutaj dostęp przez noc? Sprawa była na pewno do sprawdzenia, tymczasem jednak Victoria nie zamierzała robić pięciu rzeczy na raz, bo skoro byli w szatni, to dobrze by było sprawdzić tropy tutaj, a te chcąc nie chcąc wszystkie prowadziły do tej szafki, którą koniecznie trzeba było sprawdzić.

– Ludzie piszą niektóre litery w charakterystyczny sposób. Porównać na pewno nie zaszkodzi – nawet jeśli były wypalone, ale to nie była sprawa na teraz. Niewiele ją zresztą obchodziło w tym momencie czy papiery były wypełnione jak należy – to znaczy o ile to, że nie były prawidłowo nie wpływało na całą tę sprawę w ten czy inny sposób. – Trzymacie miotły gdzie indziej? – dopytała jeszcze, no bo w gruncie rzeczy to się na tym nie znała. Rozumiała, że ta nie mieściła się w szafce. – To znaczy nie zabieracie ich ze sobą do domu? – tak jej się kojarzyło, że w szkole, ci co grali w drużynie i mieli swoje miotły, a nie te na stanie ze szkoły, to trzymali je w swoich dormitoriach, ale tutaj pewnie wszystkie miotły były wykupione przez klub. – No jeśli nic przy niej dzisiaj dziwnego nie wyczułeś, to raczej spada na koniec listy priorytetów – wymamrotała.

Podeszła do szafki i już złapała za drzwiczki, kiedy Lukas powiedział jeszcze jedno, a ona spojrzała na niego z pewnym zastanowieniem.

– No wiesz. Jak już do sprawy wzywany jest auror, to raczej nie dlatego, że animag nasrał wam do szatni w ramach kawału, tylko raczej dlatego, że sprawa jest grubsza – i nie chciała mówić na głos tego, co sobie przy tym jeszcze pomyślała: o tym, jak rozpisywano się o niej w gazetach od maja w kontekście Beltane i Limbo. Victoria była rozpoznawalna, była pokazywana na ulicach, ludzie gapili się na nią i szeptali, a nie była żadnym wziętym graczem quidditcha, za którego transfer zapłacono mnóstwo galeonów. Nie była naiwna i zakładała, że niektórzy zapewne już połączyli jej buźkę z nazwiskiem i artykułami w gazecie, nawet jeśli ostatnio się to trochę uspokoiło, bo były ważniejsze sprawy na tapecie. – Na twoje szczęście znam procedury. O szczegółach sprawy nie rozmawia się z postronnymi – ucięła te dywagacje, bo wiedziała jak wykonywać swoją pracę.

Znowu machnęła różdżką, tym razem skupiając swoje zaklęcie rozpraszające na szafce Lukasa.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 16
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 34
Słaby sukces...

Skrzywiła się przy tym wyraźnie i po czym westchnęła.

– Dobra, wyciągał swoje rzeczy ze środka. Sprawdzę wszystko od razu. Rozłóż je na podłodze – dodała, bo coś błyski jej zaklęcia opadły, zamigotały i szybko zgasły i miała podejrzenie, ze coś wpływa na jej zaklęcie, choć nie powinno mieć to miejsca.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lukas Nott (6085), Victoria Lestrange (5033)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa