• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[21.09.1972, Jesień | Galeria OdNowa] Ceolsige i Astoria | Taki pejzaż

[21.09.1972, Jesień | Galeria OdNowa] Ceolsige i Astoria | Taki pejzaż
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#1
08.07.2026, 13:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2026, 14:57 przez Ceolsige Burke.)  
21.09.1972 | Około południa | Galeria OdNowa

Uliczki Londynu jeszcze niosły na sobie ślady niedawnych wydarzeń. Można było odnieść wrażenie, że Londyn wciąż jeszcze dławił się pyłem Spalonej Nocy. Na Pokątnej przedświąteczny ruch przed Mabon nosił w sobie więcej nerwowości niż radosnego wyczekiwania. Mijane stragany były rzadsze, biedniejsze. Zbyt często unosiła się nad nimi aura desperacji wypychająca wszelkie świąteczne nastroje. Brakło wielu regularnie pojawiających się twarzy, tak samo jak charakterystycznych szyldów i transparentów.
Pożar doświadczył mieszkańców w różnym stopniu, a niektórym przyniósł skrzętnie maskowane wrażenie triumfu. Mimo tego obraz szkód, w kontraściedo przeszłych jarmarków, wydawał się bardziej dojmujący – zwłaszcza dla tych, którzy często obracali się w różnych warstwach społeczeństwa.
Ceolsige stała kilka kroków od sztalugi, na której spoczywało przyniesione przez nią płótno. Wybrała na to spotkanie strój nieco bardziej oficjalny niż zazwyczaj. Pozornie sztywny, głęboko czarny materiał kaftanu wydawał się doskonale trzymać strukturę, wymuszając nienagannie prostą postawę. Fioletowe i ciemnozielone pnącza haftu, wijące się od talii aż po wysoki, ciasny kołnierz, płynnie przecinały ciemność sukna, posyłając krótkie refleksy odbitego światła. Równa fala luźno puszczonych jasnych włosów przelewała się gładko, rozdzielając na ramionach w osobne strugi i stanowiąc ostry kontrast dla mrocznych odcieni szaty. Pod jej szyją matowo lśniła ametystowa broszka, misternie oprawiona w srebro, imitująca dziki kwiat wyrastający wprost ze splecionych na kołnierzu pnączy.
Ceolsige stała w postawie typowego dla niej spokoju. Jej dłonie, obleczone w dopasowane rękawy kończące się równym haftem przy mankietach, spoczywały spokojnie przed nią, splecione luźno na wysokości pasa. Sprawiała wrażenie odprężonej, podczas gdy jej twarz wyrażała typowe dla interesów uprzejme zainteresowanie rozmówcą.
Na sztaludze prezentował się obraz. Sprawiał wrażenie, jakby dopiero co został namalowany. Na farbach przebijał się ten typowy poblask, jakby czaiła się w nich jeszcze wilgoć, a kurz nie zdążył jeszcze przyćmić ich nawet cienką, matową warstwą. Przedstawiał XVII-wieczny, holenderski pejzaż nadmorski, jakby zaklęty w wiecznym, wiosennym popołudniu. Artysta namalował go z perspektywy kogoś stojącego na samym szczycie wału powodziowego. Spoglądając w dół, widz napotykał taflę wody, która – choć namalowana z niezwykłą precyzją – wydawała się całkowicie nieruchoma, bezpiecznie uwięziona w prostokącie zielonej ramy. Dalej, poprzecinane wałami, pojawiały się brązowe dachy zabudowań, aż do majaczącej w oddali linii horyzontu z delikatnym paskiem błękitnego morza.
Po lewej stronie kompozycji dominował potężny, tradycyjny wiatrak o skrzydłach chwytających niewidzialny wiatr, z prawej zaś, daleko na horyzoncie, z mglistej perspektywy powietrznej wyłaniała się wysoka, smukła iglica wieży. Ponura, mroczna i niewyraźna, wyrastająca w bliżej nieokreślonym miejscu morza. Barwy były uderzająco żywe, zupełnie niepasujące do ponurej, szarawej aury panującej obecnie na ulicach Londynu. Jedynym wyjątkiem w tej dojmującej ekspresji była właśnie ta wieża w oddali. Charakterystyczny element wczesnej twórczości Lysandera, zanim postanowił sterować cudzymi rękoma zamiast własnoręcznie nasączać barwą płótna.
W obrazie widać było pewne niekonsekwencje stylu, drobne uchybienia w proporcjach, ale miały one swój artystyczny wydźwięk. Coś, co późniejsze prace zatraciły na rzecz sterylności. A przynajmniej takie opinie dotarły do uszu Ceolsige.
Ceolsige postąpiła pół kroku naprzód. Ruch ten był cichy, okraszony tylko pojedynczym stuknięciem obcasa i szelestem ciężkiego sukna jej spódnicy. Uniosła lekko prawą dłoń, wskazując smukłym palcem na prawy, dolny róg ramy, gdzie pośród misternie namalowanych, drobnych polnych kwiatów krył się ciemniejszy splot linii.
— Sam pejzaż wydaje się niemal ignorować fakt, że minęły stulecia. Czas obszedł się z nim nadzwyczaj łaskawie, co zresztą nie jest szczególnie zaskakujące — odezwała się, a jej głos był spokojny, melodyjny i wyważony. — Podpis jest elegancko subtelny, wkomponowany w strukturę roślinności tak, że nie da się go przegapić, a jednak sprawia wrażenie naturalnego elementu całości. Wstępne oględziny i sploty okoliczności, w jakich trafił w moje ręce, dość jednoznacznie wskazują na Lysandera, jednak… moje rozeznanie w pełnym spektrum jego wczesnej twórczości ma swoje granice.
Opuściła dłoń, przesuwając palcami po materiale szaty, gdzie w kieszeni spoczywała fajka. Przeniosła spojrzenie na Astorię, badając wzrokiem jej reakcję z wyrazem szczerego, uprzejmego zainteresowania.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#2
15.07.2026, 00:00  ✶  
Pojawiła się w galerii kilka minut przed umówioną godziną. Jeszcze przed wyjściem z pracowni odłożyła pędzle do ceramicznego naczynia i przez chwilę stała przed świeżo ukończonym obrazem przeznaczonym na ołtarz Mabonu. Ostatni, niemal niewidoczny refleks światła spoczywał na złoconych liściach otaczających róg kompozycji. Przez kilka sekund przyglądała się swojej pracy z nieodgadnionym wyrazem twarzy, jakby próbowała znaleźć choć jeden detal, który należałoby poprawić. Nie znalazła. Albo nie pozwoliła sobie znaleźć.
Na spotkanie ubrała się z typową dla siebie elegancją. Granatowa sukienka z ciężkiego, doskonale układającego się materiału sięgała kostek i podkreślała smukłą sylwetkę prostym, klasycznym krojem. Krótkie, czarne włosy miała starannie ułożone. Miękkie pasma kończyły się tuż przy linii żuchwy, delikatnie podwijając się ku środkowi i odsłaniając smukłą szyję. Zielone oczy, spokojne i uważne, sprawiały wrażenie, jakby nieustannie analizowały wszystko, co znajdowało się w ich zasięgu.
Wchodząc do jednej z sal OdNowy, poruszała się cicho, z charakterystyczną dla siebie pewnością. Nie było w jej krokach pośpiechu ani zawahania. Galeria od dawna była przedłużeniem jej samej - znała każdy korytarz, każdą wnękę, każdy obraz wiszący na ścianach. Zwolniła kroku, gdy dostrzegła stojącą przy sztaludze Ceolsige. Kobiety znały się od lat i wypracowały zawodową relację, opartą na wzajemnym szacunku. Ceolsige nie należała do osób, które zawracały jej głowę błahostkami. Jeśli pisała, że odnalazła coś wartego uwagi, to najpewniej tak było.
Zatrzymała się przed sztalugą z rękami splecionymi za plecami, pozwalając, by wzrok powoli przesuwał się po całej kompozycji. Nie oglądała obrazu jak kolekcjoner zachwycony nowym nabytkiem. Analizowała go. Rozkładała na czynniki pierwsze każdy pociągnięty pędzlem ślad, każdy kontrast, każdą decyzję kompozycyjną, jakby próbowała odtworzyć tok myślenia człowieka, który stał przed tym płótnem kilka stuleci wcześniej.
- Bardzo dobrze - kiwnęła głową z uznaniem na tę krótką prezentację. Przyglądała się podpisowi dłuższą chwilę, marszcząc lekko brwi. Potem cofnęła się o dwa kroki. Jeszcze raz spojrzała na całość kompozycji, tym razem z odpowiedniej odległości.
- Gdyby ktoś próbował podrobić Lysandera, najpewniej sięgnąłby po jego późniejszy okres. Jest bardziej rozpoznawalny i znacznie cenniejszy. To - przeniosła wzrok z powrotem na płótno - wymagałoby znajomości jego błędów, nie tylko jego talentu.
Zrobiła dwa kroki do przodu, studiując detale, ale nie dotknęła farby. Zamiast tego opuszkiem palca zawisła kilka centymetrów nad powierzchnią. Wskazała fragment nieba tuż nad linią horyzontu.
- Lysander bardzo rzadko mieszał błękity bezpośrednio na palecie. Nakładał je warstwowo. Najpierw chłodniejszy pigment, później półprzezroczysty laserunek. Dzięki temu światło nie jest namalowane. Ono wydaje się przeświecać spod farby.
Przesunęła dłoń niżej.
- Linia wału. Celowo nie jest idealnie prosta. To jego charakterystyczna maniera z wczesnego okresu. Gdy później zaczął malować na zamówienie arystokracji, wszystko stało się matematycznie uporządkowane. Tutaj jeszcze pozwalał sobie na niedoskonałości.
Obeszła sztalugę z lewej strony, pochylając głowę. Przez moment przyglądała się wiatrakowi.
- Widzisz krawędzie skrzydeł? Są prowadzone jednym, zdecydowanym ruchem. Żadnych poprawek. Żadnego zawahania. To wymagało ogromnej pewności ręki. - kontynuowała, a jej spojrzenie ostatecznie zatrzymało się na samotnej wieży wyłaniającej się z morskiej mgły. Tym razem milczała dłużej.
- Widziałam takie samotne punkty w jego szkicownikach. Wieże, latarnie, dzwonnice… - była przygotowana do tego spotkania, próbowała znaleźć wszystkie dostępne jej dane, by móc potwierdzić autentyczność obrazu. - Gdybym miała ocenić go wyłącznie jako kustoszka, bez świadomości nazwiska autora, powiedziałabym, że mam przed sobą dzieło z pierwszego etapu twórczości bardzo utalentowanego malarza. Warsztat nie jest jeszcze doskonały, ale widać już wszystkie cechy, które później uczynią go rozpoznawalnym.
Jeśli to falsyfikat, to jeden z najlepszych, jakie kiedykolwiek widziała. Będzie musiała jeszcze przeprowadzić głębszą analizę, rzucić kilka zaklęć diagnostycznych, żeby się upewnić. Spojrzała na Ceolsige z wyraźnie większym zainteresowaniem niż na początku spotkania.
- Powiesz mi, jak trafił w twoje ręce? - w głosie kobiety zabrzmiała charakterystyczna czujność zawodowa, ale też ciekawość potomkini człowieka, którego pędzel pozostawił na świecie znacznie więcej tajemnic niż obrazów.


learn the rules
then
break some

Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#3
19.07.2026, 07:26  ✶  
Ceolsige słuchała wywodu Astorii w spokoju, nie przerywając jej ani jednym słowem. Jej sylwetka pozostawała nienagannie wyprostowana, a sztywny materiał ciemnego kaftanu sprawiał wrażenie, jakby został stworzony właśnie po to, by ułatwiać zachowanie tej pozy. Jej twarz cały czas prezentowała uprzejme zainteresowanie rozmówcą. W naturalny sposób spojżenie płynnie przeskakiwało między twarzą, gestami a wskazywanymi szczegółami. Na wzmiankę o samotnych punktach i wieżach w szkicownikach Lysandera, Ceolsige skinęła lekko głową. Ruchom powolnym i wyważonym w wyrazie aprobaty lub potwierdzenia.
Gdy Astoria cofnęła dłoń i zadała kluczowe pytanie, na twarzy Burke nie drgnął ani jeden mięsień, który mógłby zdradzić jakiekolwiek wahanie. Kobieta powoli rozplotła dłonie spoczywające dotąd na wysokości pasa, pozwalając, by ciężkie rękawy gładko opadły wzdłuż jej bioder.
— Oczywiście — odpowiedziała, a jej głos rozniósł się po sali spokojnym, melodyjnym echem. — Trafił do mnie w sposób tradycyjnie prozaiczny.
Zrobiła pół kroku w bok, ustępując nieco miejsca przed sztalugą, jakby chciała, by to obraz wciąż pozostawał centralnym punktem ich interakcji. Szmer ciężkiej spódnicy na polerowanej podłodze galerii był ledwo słyszalny.
— Poprzedni właściciel, człowiek obracający się na obrzeżach mojego fachu, nabył go okazyjnie od pewnej rodziny półkrwi. Transakcja miała miejsce dosłownie na chwilę przed nocą pożarów. Sam nie miał pojęcia, co właściwie trzyma w rękach. Słyszał jedynie mgliste pogłoski, że w ich domostwie może znajdować się kilka wartościowych drobiazgów. Kiedy Londyn stanął w ogniu, jego priorytety uległy drastycznej zmianie. Zdołał ocalić to płótno, a gdy popiół nieco opadł, przyniósł je bezpośrednio do mnie, szukając szybkiego i bezpiecznego zarobku na odbudowę tego, co sam stracił. - Mówiła swobodnie. Była to prawda i tylko prawda. Prawda jaką znała i jakiej swobodnie pozwalała wypłynąć podczas tej dyskusji.
Ceolsige uniosła lekko podbródek, a ametyst pod jej szyją rzucił krótki, chłodny refleks na jasne pasma włosów opadających na ramiona.
- Początkowe rozpoznanie wskazało, że rzeczywiście po tutejszym rynku, kilkadziesiąt lat temu krążyły obrazy z kontynentu. Pośród wspomnień z tamtego okresu pojawiają się wzmianki o wczesnych dziełach kontrowersyjnego Avery'ego. Ich istnienie zostało odnotowane głównie z powodu podejrzeń o klątwach jakimi mogłyby być nasączone. Niektóre jego późniejsze dzieła zdawały się wykazywać niepożądane właściwości magiczne. Ten jednak ma iglice, element, które zupełnie zanikł kiedy magia stała się jego jedynym pędzlem. - Wskazała subtelnym gestem na ciemniejszy splot linii w dolnym rogu ramy, po czym opuściła dłoń, splatając palce z powrotem przed sobą.
- Szczęśliwym zbiegiem okoliczności konsultowany klątwołamacz potwierdził, że rzeczony obraz przechodził już wcześniej przez jego ręce w towarzystwie innych przed około 30 laty. To ostatecznie przekonało mnie do wykupienia go z rąk mojego dostawcy. Nie ulegało dla mnie wątpliwości, że zanim podejmę jakiekolwiek dalsze kroki na wolnym rynku, to dzieło w pierwszej kolejności powinno zostać zaprezentowane kustoszkowi rodu Averych. - Na jej twarzy wykwitł lekki, profesjonalny uśmiech, który nie naruszał jednak ogólnego wyrazu uprzejmego dystansu.
— Niestety, dokładna droga, jaką to płótno przebyło z wietrznych, holenderskich wałów powodziowych aż do salonów zamglonego Londynu, pozostaje tajemnicą. Podejrzewam jednak scenariusz nader klasyczny. Wiele z jego wczesnych prac, zanim zyskał swój status, mogło zwyczajnie trafić w ręce przypadkowych czarodziejów jako zapłata za drobne przysługi lub zwykły element wystroju. Wypłynęły po latach, gdy czas i historia nadały im wartość, której pierwotni właściciele nie potrafili dostrzec. - Przeniosła swoje zielone spojrzenie bezpośrednio na oczy Astorii, badając jej reakcję z niesłabnącym, chłodnym zainteresowaniem.
— Nie ukrywam, że przygotowując się do naszej rozmowy, nie brałam pod uwagę fałszerstwa. Prędzej zakładałam teoretyczną ewentualność, że to płótno, pomimo uderzających podobieństw, może ostatecznie okazać się pracą innego, wysoce utalentowanego artysty z tej samej epoki. Choć patrząc na tę wieżę, rzadką tematykę i sam podpis, szansa na pomyłkę wydawała się marginalna. Niestety, w moich skromnych progach nie posiadam innego, bezspornie autentycznego dzieła Lysandera z tamtych lat, by dokonać bezpośredniego porównania sygnatury. Większość tego, co krąży po świecie z jego późniejszego okresu… cóż, sama wiesz najlepiej, jak rzadko kiedy nosiło ślady jego własnych dłoni.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#4
26.07.2026, 18:41  ✶  
Słuchała w skupieniu, ani razu nie przerywając. Z zewnątrz sprawiała wrażenie niemal nieruchomej - jedynie delikatne ruchy oczu zdradzały, że każde kolejne zdanie natychmiast zestawia z posiadaną wiedzą. Była przyzwyczajona do takich rozmów. Proweniencja dzieła bywała równie cenna jak ono samo, a czasem znacznie bardziej zdradliwa. Historie lubiły obrastać w szczegóły, które z każdym kolejnym właścicielem stawały się wygodniejsze niż prawdziwe. Gdy Ceolsige wspomniała o rodzinie półkrwi i transakcji zawartej tuż przed Spaloną Nocą, Astoria niemal odruchowo wróciła wzrokiem do obrazu. Nie szukała już śladów pędzla. Myślała o drodze, jaką płótno musiało przebyć przez ponad trzy stulecia. O salonach, w których mogło wisieć. O rękach, które zdejmowały je ze ścian, nie mając pojęcia, że przenoszą fragment historii rodu Avery.
Przykucnęła, badając miejsce, w którym płótno stykało się z drewnem. Nie próbowała niczego podważać ani demontować. Wystarczyło jej doświadczenie. Widziała ślady przynajmniej dwóch konserwacji, przeprowadzonych w dużym odstępie czasu. Ktoś wymienił blejtram. Ktoś oczyścił werniks. Ktoś inny zabezpieczył spękania, pozostawiając niemal niewidoczne ingerencje. To akurat uznała za dobrą wiadomość. Oznaczało, że obraz nie przeleżał trzech stuleci zapomniany na strychu. Ktoś się o niego troszczył.
- To nawet dobrze - odezwała się cicho, nie odrywając wzroku od płótna. - Gdyby przez trzysta lat nikt go nie konserwował, martwiłabym się znacznie bardziej. - Wyprostowała się powoli. - Późniejsze dzieła Lysandera praktycznie nigdy nie trafiały w przypadkowe ręce. Sprzedawał obrazy kupcom. Oddawał je mecenasom. Wymieniał za przysługi. Kilka podarował ludziom, z którymi podróżował po kontynencie. W tamtym okresie nikt nie przypuszczał, że za sto czy dwieście lat będą warte fortunę.
Przez chwilę wodziła spojrzeniem po wieży. Na jej ustach pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech.
- Podpis również mnie przekonuje. Nie sam kształt liter, tego można się nauczyć. Ale tempo… te litery zostały postawione jednym ciągiem, bez zawahania. Widać to po zakończeniach kresek. Fałszerze niemal zawsze zwalniają przy sygnaturze, bo wiedzą, że właśnie ona będzie później analizowana - odezwała się jeszcze i zaplotła ręce za plecami. - Oczywiście nie wydam ostatecznej opinii po jednych oględzinach. Chciałabym obejrzeć płótno w świetle dziennym, sprawdzić pigmenty, strukturę gruntu i to, czy magia zachowuje się zgodnie z technikami stosowanymi przez Lysandera na początku jego kariery.
Ppoczuła, jak w piersi rodzi się dobrze znane uczucie. To nie był zachwyt. Bardziej zawodowa ekscytacja, która pojawiała się niezwykle rzadko, wtedy, gdy wszystkie drobne elementy zaczynały układać się w spójną całość. Przez lata czytała jego listy, szkicowniki i notatki. Znała reprodukcje prac, które przepadły bez śladu. Wiedziała, jak zmieniała się jego ręka, zanim osiągnął niemal nieludzką precyzję późniejszych lat. Patrząc na ten obraz, miała wrażenie, że obcuje z kimś jeszcze nieukształtowanym. Jej twarz pozostała opanowana, niemal chłodna, lecz zielone oczy zdradzały coś, czego zwykle nie pozwalała sobie okazywać. Lśniły wyraźniej niż wcześniej, z tą charakterystyczną iskrą, która pojawiała się wyłącznie wtedy, gdy odkrywała dzieło mogące zmienić historię rodzinnej kolekcji. Nie dostrzegała już jedynie wartości rynkowej obrazu. Widziała brakujące ogniwo.
- Będę potrzebowała kilka dni na analizę - zastrzegła, choć była to na tyle standardowa procedura, że Ceolsige nie powinna być zaskoczona. Mogła oczywiście uczestniczyć w procesie, jeśli wolała mieć pewność, że nie zostanie po drodze oszukana, niemniej ich dotychczasowa współpraca udowadniała, że żadna z kobiet nie ma w zwyczaju wyłudzania. Przeniosła na nią spojrzenie.
- Czy zdążyłaś już określić kwotę, która byłaby dla ciebie satysfakcjonująca? - zapytała łagodnie, jakby mimochodem, choć zastanawiała się, czy handlarka poda gotową cenę, czy pozostawi przestrzeń do negocjacji. Wartość rynkowa obrazu była ogromna. Ale wartość sentymentalna dla jej rodu była jeszcze większa. Nie miała złudzeń, że Ceolsige również to dostrzegała.


learn the rules
then
break some

Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#5
04.08.2026, 18:38  ✶  
Podczas gdy Astoria przykucnęła przy obrazie Ceolsige odsunęła się o pół kroku w towarzystwie delikatnego szumu szaty. Spojrzeniem szybko obiegła postać kustoszki oraz jej działania. Słuchała w skupieniu słów Astorii ale spojrzeniem powoli lustrowała pomieszczenie. Niby niedbale płynęła błądzącymi oczyma po załamaniach ścian, wyposażeniu pomieszczenia i wejściu do niego. Niczego szczególnego nie szukała robiąc to mechanicznie podczas gdy jej uwaga skupiona była na wywodzie kustoszki.
Gdy Astoria  się wyprostowała i zaplotła dłonie za plecami, wzrok Ceolsige odruchowo zawisł na chwilę na tym ruchu jej rąk. Oczy przeskoczyły po placach, układzie ramion, barków i wreszcie karku podtrzymującego specjalistyczną wiedzę. W kącikach ust paserki, na ułamek sekundy, wykwitł cień innego uśmiechu. Był to krótki, ledwie dostrzegalny przebłysk zadowolenia. Delikatnie przesunęła opuszkami palców po materiale spódnicy w miejscu gdzie zamaskowana kieszeń skrywała twardy cybuch dębowej fajki.
W międzyczasie, podczas obserwacji nieznacznie zmieniła układ stóp, tak, że kiedy ponownie padło na nią spojrzenie rozmówczyni to stała bokiem, prawie z półprofilu do kobiety. Mimo, że nic specjalnego nie zmieniło się w jej postawie, można było odnieść wrażenie jakby rozmowa powoli zmierzała ku konkluzji.
Uniosła smukłą dłoń, poprawiając jasne pasmo włosów opadające na szorstki haft kaftanu, po czym splatała palce z powrotem na wysokości pasa.
— Przeprowadź swoje analizy bez pośpiechu, Astorio — odezwała się, a jej głos brzmiał gładko i bez cienia wahania. — Cenię w interesach kontrahentów, którzy podejmują decyzje oparte na rzetelnej wiedzy i świadomym ryzyku, nie poddając się kaprysom chwilowych emocji. Wnikliwość przed decyzją dobrze wpływa na satysfakcje z transakcji.
Zatrzymała na chwili spojrzenie na oczach Avery, pozwalając, by słowa nabrały odpowiedniego ciężaru.
— Zakładam, że obie doskonale znamy realia rynkowe oraz sumy, jakimi operuje się przy dziełach tej klasy — kontynuowała spokojnie. — Z przyjemnością poczekam te kilka dni, aż spokojnie ocenisz, czy ten pejzaż i jego historia odpowiednio wkomponowują się w profil którejś z waszych kolekcji.
Zrobiła pauzę, a lekki uśmiech profesjonalnego dystansu ponownie zagościł na jej twarzy.
- Tradycyjnie zakładam uzyskanie za niego rynkowej wartości. Uznałabym za dodatkowy profit gdyby galeria OdNowa została moim pierwszym skojarzeniem w przypadku napotkania dzieł tego twórcy. Co do samej formy zapłaty, pozostaję elastyczna. Dopuszczam barter, o ile w grę wchodzą interesujące przedmioty lub surowce, jednak ze względów czysto praktycznych co najmniej połowy kwoty spodziewam się w galeonach.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#6
4 godzin(y) temu ✶  
- Dziękuję. Zajmie mi to maksymalnie tydzień - zapewniła, wciąż oczarowana obrazem, który stanowił zagadkę, ale i nadzieję. Palce jednej dłoni oparła lekko na krawędzi stołu, drugą zaś przesunęła po mankiecie rękawa, wygładzając materiał, choć ten wcale tego nie wymagał. Jej umysł pracował na najwyższych obrotach i już układała najbardziej optymalny plan analiz, żeby sprawdzić autentyczność. Wolała powstrzymać ekscytację do chwili, w której będą mieli całkowitą pewność, że obraz należy do Lysandra.
Słowa o cenie przyjęła bez zaskoczenia. Właściwie tego właśnie się spodziewała. Ceolsige nie była osobą, która przynosiła do galerii coś takiego z czystej ciekawości. Wiedziała, co ma przed sobą, wiedziała też, komu to pokazuje. Astoria nie zamierzała udawać, że tego nie dostrzega. Była więcej niż skora, żeby zapłacić. Chociaż gotowość handlarki do wymiany była interesującą opcją. Kącik ust kustoszki uniósł się ledwie dostrzegalnie. Wymiana dawała jej znacznie większe pole manewru niż zwyczajny zakup. Szczególnie jeśli druga strona miała słabość do rzeczy nietypowych. Po Spalonej Nocy kilka ciekawych artefaktów przewinęło się przez jej ręce, ale na razie nie miała głowy, żeby się targować.
Nie odpowiedziała od razu. Jeszcze przez moment patrzyła na obraz. Tym razem nie analizowała już wyłącznie jego techniki. Myślała o całej drodze, jaką musiał przebyć. O tym, jak długo mógł wisieć w obcym domu, ile razy mógł zmieniać ręce, zanim ktokolwiek zorientował się, czyje nazwisko kryje się pod niemal niewidoczną sygnaturą. I przede wszystkim - o tym, dlaczego właśnie teraz wrócił do jej rodziny.
Czarownica w końcu odsunęła się od obrazu i wyprostowała ramiona. Nie zamierzała jeszcze obiecywać Ceolsige konkretnej sumy.
- Rozumiem, na pewno się dogadamy - zapewniła spokojnie. Ich współpraca pozostała niezachwiana od dłuższego czasu, a teraz dodatkowo rodzina Avery mogła być wdzięczna za sprowadzenie w ich ręce dzieła przodka ich rodu. Zapłacą z nawiązką, jeśli obraz potwierdzi swoją autentyczność. - Mam kilka przedmiotów, które mogłyby wzbudzić twoje zainteresowanie, ale myślę, że możemy je obejrzeć później. Gdy spotkamy się sfinalizować umowę obrazu? - dopytała, nie chcąc zabierać paserce zbyt dużo czasu. Zresztą sama myśl o tym, że będzie mogła wreszcie dokładnie zbadać dzieło przypisywane jej przodkowi, budziła w niej niemal zawodową niecierpliwość. Nie mogła się doczekać, aż zatopi w nim swoje pazurki i rozbierze obraz na czynniki pierwsze, bez pośpiechu i bez niczyjej obecności nad ramieniem. Nie chciała jednak, by jej zainteresowanie wyglądało jak desperacja. W interesach było to niewskazane, a Ceolsige z pewnością nie przeoczyłaby takiej słabości.
- Powiadomię cię, gdy tylko otrzymam wyniki analizy - odezwała się jeszcze, zanim na dobre rozstały się tego wieczoru.

Koniec sesji


learn the rules
then
break some

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1616), Ceolsige Burke (1642)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa