14.07.2026, 21:37 ✶
Anthony prawdziwie nie był pewien, czy Morpheus tak doskonale go znał, że na ślepo mógł wskazać miejsce, które przypadłoby Shafiq'owi do gustu, czy może cały ten zachwyt wynikał z faktu, że Morpheus powiedział mu, że będzie mu ta posiadłość odpowiadać. Cóż było pierwsze? Jajko czy kura? Dla Anthony'ego J. Shafiq'a nie miało to najmniejszego znaczenia, gdy z zapartym tchem i entuzjazmem lśniącym w szarych oczach obserwował kamienne ściany i zrujnowaną okolicę. Dom był na uboczu, jak się okazało, z powodu niedogodności członkowie rodziny skupionej na magicznych innowacjach stopniowo opuszczali te ziemie.
Szczury czy inne robactwo. Klątwa. Brud i spragnione renowacji ściany. Oprowadzający go mężczyzna przypatrywał mu się z niepokojem. Oczywiście po Beltane, a zwłaszcza po impecie Spalonej Nocy i potężnym uderzeniu w Warownię Longbottomów, Dolina Godryka nie była aż tak popularnym kierunkiem lokowania funduszy, wręcz przeciwnie, ludzie stąd zasadniczo uciekali.
To była bardzo niepewna inwestycja w budynek, którego co prawda ominęła go pożoga, to jednak wymagał sporych nakładów i - zgodnie z rodzinną historią - byłyby to raczej stracone galeony. Morze galeonów. Chyba, że kupiec chciałby żyć w pustych ścianach i szukać ukrytych pracowni Slughornów. Shafiq jednak nie wpisywał się w żaden sposób w ten scenariusz, jak zawsze dystyngowany, elegancki i wyjątkowo otwarcie zachwycony.
– Wino tu raczej nie wyrośnie, ogród mizerny, raczej żaden, tyle co by pasmem zieleni odgrodzić żywopłot od sąsiadów… – Czarodziej zastanawiał się czy powinien Shafiq'owi powiedzieć o sąsiadach, ale odpuścił, mając wrażenie, że skoro winiarzowi i politykowi nie przeszkadzała para szczurów paradująca na środku głównej sali zapuszczonej posiadłości, to kilka krzykaczy przez płot również nie odstraszy go od decyzji, która już najprawdopodobniej została podjęta. Dziwne. Zakładał, że czarodziej będzie się targował.
– Wybornie, wybornie, tak mój prawnik skontaktuje się z panem i sfinalizuje transakcję. Wie pan jestem człowiekiem bardzo zajętym, ale chciałbym szalenie, żeby tym miejscem zajęto się jeszcze szybciej. Zima się zbliża, a my potrzebujemy… ten kominek. Czy czuje pan bijące od niego ciepło? – pogrążony w swoim świecie mag zdawał się nie dostrzegać podniszczonego kamienia. Och nie. On widział regały pełne książek i piwnicę pełną wina. Plany. Filantropia. Zakończenie wojny. Tak. Ale chciał aby to miejsce w fasadzie chociaż zdawało się być miejscem w którym realnie chciałby się zajmować. Wygodne uszaki dla gości do zatopieniu się w lekturze przy kieliszku smoczego trunku.
Odetchnął głęboko zakurzonym powietrzem, czując melodię przyszłości przemykającą wiekowym korytarzem.
– Zdecydowanie. Bierzemy.
Koniec sesji