• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 17 Dalej »
[grudzień 1970] Through the Dark

[grudzień 1970] Through the Dark
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#1
06.08.2026, 01:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2026, 01:13 przez Guinevere McGonagall.)  
Nastał czas ciemności

– Podałam mu środek uspokajający i przeciwbólowy – powiedziała, spoglądając na niewiele wyższego od niej mężczyznę, schludnie jednak ubranego i ewidentnie dowodzącego drużyną czarodziejów, która kręciła się teraz po ośnieżonym polu, zbierając… no cóż… części ciała mężczyzny, który ewidentnie utknął.

Skutki nieudanej teleportacji mogły być katastrofalne, ale z większościami takich przypadków wykwalifikowani czarodzieje potrafili sobie poradzić. Największy problem był z mugolami, którzy mogli się natknąć na takie, hmm, kawałki czarodzieja w niekiedy naprawdę dziwnych miejscach, oraz z psychiką pechowca, który rozszczepił się podczas próby aportowania się w jakieś miejsce.

Jegomość, który utknął na polu za Ostoją dla zwierząt miał jednak pewne szczęście. Po pierwsze (choć to mogło mieć dla mężczyzny skutki jednocześnie pozytywne i negatywne) rozszczepił się w szczerym polu, gdzie mugole nie bardzo się kręcili. Szczere pole oznaczało również, że i czarodzieje niekoniecznie często tu bywali; słowem – mogło minąć cholernie dużo czasu, aż ktoś by go w ogóle znalazł, a gdyby nastąpiło to zbyt późno, to może zbieraliby teraz szczątki denata, a nie kogoś, kto właśnie opowiadał jakieś strasznie denne dowcipy do każdego, kto się do niego zbliżał – a nadal nie bardzo mógł się ruszać, zawieszony tak dziwacznie w powietrzu. Po  drugie, Malcolm McGonagall wracał akurat ze swojego lotu za sowami, i wypatrzył jakiś dziwny „obiekt” na polu, a gdy podleciał nieco bliżej, zorientował się z czym ma do czynienia. Czym prędzej udał się więc do domu, gdzie poinformował o swoim znalezisku resztę domowników i to uruchomiło całą sytuację: jego syn, będący częścią angielskiej ambasady w Ministerstwie Magii Egiptu, przebywający w Anglii ze swoją rodziną, udał się do MM w Londynie poinformować o sytuacji, zaś Ginevra… Ginevra wybiegła w pole, żeby udzielić nieszczęśliwcowi pierwszej pomocy medycznej, jako wykwalifikowany uzdrowiciel, który skończył w Egipcie naukę na specjalizacji uzdrowicielstwa ogólnego i wypadków przedmiotowych. Wiedziała, że żeby poradzić sobie z rozszczepieniem poteleportacyjnym, potrzeba trochę więcej niż jednego uzdrowiciela, ale wierzyła, że mogła pomóc chociaż odrobinę…

Co sprowadzało ich do tu i teraz, gdy ostre, zimowe słońce poranka odbijało się od śniegu, który pokrywał pole i raził w oczy. Było mroźnie. Zadziwiająco aż mroźnie jak na Anglię, aż dziw, że nie padał deszcz, ale jak na ten moment, to może i nawet lepiej…

– Strasznie krzyczał – kontynuowała płynnie po angielsku, chociaż mówiła z wyraźnym, egzotycznym akcentem. Równie egzotycznym co jej uroda, bo choć obleczona była w gruby płaszcz, to widać było po jej twarzy ciemniejszą skórę koloru kawy z mlekiem i nieco ostrzejsze rysy twarzy. – Wierzę, że go bolało. I chyba zresztą lepiej, że teraz gada takie bzdury… – dodała, na moment przenosząc spojrzenie z Laurence’a na rozszczepionego faceta, na którego eliksir uspokajający podziałał nieco zbyt mocno. – Czy mogę jeszcze jakoś pomóc? – nie chciała im przeszkadzać w pracy, ale skoro już i tak tutaj była…

To chyba ostatnie, czego się spodziewała po tym wyjeździe do rodziny. I co prawda nie miało to (chyba) nic wspólnego z tym, co niedawno zaczęło się dziać w Anglii, to jednak nie dało się zaprzeczyć, że przestało tu być tak spokojnie, jak było jeszcze miesiąc temu. W ludziach dało się wyczuć strach.

Biznesmen - Uzdrowiciel
Rób, co możesz, w miejscu, jakim jesteś i z tym, co masz.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Uzdrowiciel i jednocześnie biznesmen. Mierzy 183cm wzrostu. Jego brązowe oczy często ukazują spokój i opanowanie. Włosy ciemnobrązowe, zaczynają być pokryte pasmami siwych kosmyków przy uszach. Charakterystyczna w jego wyglądzie, jest okrągła broda, zawsze krótko przystrzyżona. Ubiera się elegancko, jak przystało na czarodzieja z bogatego rodu, dziedzica a także wysoko postawionego urzędnika w Ministerstwie Magii.

Laurence Lestrange
#2
11.08.2026, 11:18  ✶  

Zgłoszenie o czyjejś nieudanej teleportacji, napłynęło do Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof, którzy takimi przypadkami zajmowali się. Informacja została także przekazana Klinice, aby była przygotowana do przyjęcia pacjenta, nie wiedząc jeszcze, w jakim stanie zastaną rannego.

Laurence zebrał grupę a jednego właśnie uzdrowiciela wysłał do kliniki z informacją. Zebrał zespół włącznie z amnezjatorem, gdyby zaistniała potrzeba usunięcia pamięci mugolom przebywającym w pobliżu. Zawsze był na zapas przygotowany, aby później nie tracić czasu na wysyłanie wiadomości, bo nagle kogoś jeszcze potrzebuje. "Pożyczył" także jednego brygadzistę do nadzoru sytuacji z Departamentu Prawa, gdyby okazało się, że teren nie jest bezpieczny. Ich człowiek wtedy będzie wiedział, czy konieczne będzie powiadomienie o tym Biuro Aurorów i wezwanie większego wsparcia. Nastały czasy, niezbyt bezpieczne. Nie robiłby tego, gdyby nie liczne ataki, jakie miały miejsce na jesień i nie ustępowały. Wybuchały w losowych miejscach. Jeszcze tyle ofiar Laurence w swoim życiu nie widział. Nie myślał, że takich czasów dożyje. To co działo się w ostatnich miesiącach, nie równało ze zwyczajnymi wypadkami czy incydentami na przemarszach i protestach.

Zjawiwszy się na miejsce wezwania ze swoją grupą uzdrowicieli, amnezja torem i brygadzistą, podjęli od razu zabezpieczenie terenu i przejęcie poszkodowanego od kobiety. Laurence wysłuchał jej raportu, obserwując stan pacjenta.

- Dziękuję za interwencję. Przejmiemy go.
Podziękował, posyłając kobiecie lekki uśmiech wdzięczności. Skoro podawała środki uspokajające i przeciwbólowe, musiała znać się na sprawach leczenia. Mieć w tym zakresie odpowiednią wiedzę, oraz przy sobie potrzebne eliksiry.
- Zabezpieczcie teren. Wy dwaj zajmiecie się nim, reszta szuka świadków i pozostałych części ciała.
Wydał polecenia. Każdy wiedział wtedy co ma robić. Lestrange, odziany w czarny płaszcz i granatowy szalik, posiadając na ramieniu charakterystyczną opaskę uzdrowiciela Ministerstwa Magii, zwrócił się do panny McGonagall.
- Gdy Pani się tutaj pojawiła, widziała kogoś w okolicy? Krzyk mógł zwrócić czyjąś uwagę.
Zapytał w odpowiedzi na jej pytanie. Wykorzystując jej obecność, że jeszcze tutaj była. Może pomogłoby im szybciej kogoś znaleźć? Jak tylko uda im się poskładać czarodzieja, będą mogli przesłuchać. Dlaczego teleportacja się nie udała? Brak doświadczenia? Ucieczka przed kimś w pośpiechu i nieostrożnie?
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#3
14.08.2026, 13:13  ✶  

Kiwnęła do mężczyzny głową, gdy jej podziękował, ale jej wzrok automatycznie przesunął się na poszkodowanego, który właśnie gapił się w niebo i gadał jakiś wierszyk o różowych obłoczkach, których teraz próżno było znaleźć gdziekolwiek na horyzoncie. Zmarszczyła przy tym brwi, zastanawiając się, czy przypadkiem nie przesadziła z dawką tego środka uspokajającego, ale z drugiej strony nie wiedziała, jak szybko zjawi się tutaj ktokolwiek, kto go uwolni z tej bardzo niewygodnej pozycji i go poskłada.

Starała się stać tak, by nie plątać im się pod nogami i nie przeszkadzać, chociaż z pewną ciekawością obserwowała co robią, bo choć uczyła się o tym na stażu, to z rozszczepieniem w pracy zawodowej nie miewała do czynienia. Na wykopaliskach górowały zupełnie inne wypadki – złamania najczęściej, ale musiała być elastyczna, bo stare pułapki bywały bardzo wymyślne i czasami czegoś się nie zauważyli pomimo wzmożonej ostrożności – niż nieudana teleportacja.

– Nikogo nie widziałam. Dziadek mówił, że usłyszał go przypadkiem, gdy leciał za sowami. Po tych polach nie za bardzo ktokolwiek się kręci, trochę też dlatego niedaleko rodzina założyła ostoję dla zwierząt – wyjaśniła mężczyźnie tyle, ile sama wiedziała, choć nie było tego wiele, bo gdy dziadek powiedział w domu co i jak, to złapała jedynie torbę z podręcznymi eliksirami jakie ze sobą miała bardziej z przyzwyczajenia niż konieczności (przecież nie była tutaj w pracy, a na urlopie) i wypadła z domu, żeby jak najszybciej znaleźć się we wskazanym miejscu. – Próbowałam się od niego dowiedzieć co się właściwie stało, ale chyba był zbyt przerażony swoim stanem, żeby mówić sensownie – dodała jeszcze, bo spodziewała się, że za chwilę padnie o to pytanie.

Po chwili odwróciła głowę od poszkodowanego i zawiesiła spojrzenie na Laurence’u.

– Dużo macie teraz takich interwencji? – teraz znaczy… ostatnio. Od czasu manifestu Lorda Voldemorta.

Guinevere przeczytała o tym w gazecie, wieści dotarły nawet do Egiptu; ojciec też mówił o tym w domu, że dostali depeszę z Ministerstwa Magii z Wielkiej Brytanii, że czarnoksiężnik zwany Lordem Voldemortem ogłosił się Czarnym Panem i zapowiedział, że zaprowadzi porządek, jaki zawsze powinien istnieć w świecie czarodziejów: czystokrwiści powinni znaleźć się na szczycie hierarchii społecznej, a mugole i mugolacy im służyć. Dla Ginny było to niepojęte, dlaczego jeden człowiek powinien służyć drugiemu, dlaczego jeden miał być lepszy, w drugi gorszy – a wszystko to okraszone rozlewem krwi i torturami. Historia znała przypadku tyranów i dyktatorów, którzy przy braku argumentów przekonywali społeczeństwo do swoich racji za pomocą przemocy i zastraszania. Każdorazowo, prędzej czy później kończyło się to tak samo: buntem ciemiężonych. Upadkiem tych, którzy znęcali się nad innymi. Ale w Anglii to był dopiero początek i patrzyła na to z niepokojem wpierw z ciepłego Egiptu, a teraz z zimnej Anglii, która odwiedziła z rodziną tak naprawdę na chwilę…

Biznesmen - Uzdrowiciel
Rób, co możesz, w miejscu, jakim jesteś i z tym, co masz.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Uzdrowiciel i jednocześnie biznesmen. Mierzy 183cm wzrostu. Jego brązowe oczy często ukazują spokój i opanowanie. Włosy ciemnobrązowe, zaczynają być pokryte pasmami siwych kosmyków przy uszach. Charakterystyczna w jego wyglądzie, jest okrągła broda, zawsze krótko przystrzyżona. Ubiera się elegancko, jak przystało na czarodzieja z bogatego rodu, dziedzica a także wysoko postawionego urzędnika w Ministerstwie Magii.

Laurence Lestrange
#4
21.08.2026, 17:35  ✶  

Dawka eliksiru jaką podała dziewczyna, możliwe że była za duża, ale dzięki temu poszkodowanego nie ogarniała panika i zwracanie na siebie uwagi krzykami bólu i strachu. Zorientowali się w tym uzdrowiciele, gdy próbowali się czegoś od niego dowiedzieć. Przynajmniej mogli wykonywać w spokoju i prężnie swoją pracę.

Laurence, póki nie był potrzebny przy nich, obserwował jako nadzorujący pracę i zbierał dodatkowe informacje od panny McGonagall. Aby wiedzieć, jak później sporządzić raport z działania w terenie. Miał już w tym wprawę jako dowodzący swoją grupą.

- To dobrze.
Stwierdził na słowa, że nie było nikogo więcej w pobliżu, a w szczególności mugoli. Mniej roboty w poszukiwaniu świadków i wymazywaniu im z pamięci tego, co widzieli, bądź słyszeli.

Kolejne jego pytanie ubiegła, więc skinieniem głowy przyjął jej słowa do wiadomości. Nie dziwiło go, że nie udało się dziewczynie wyciągnąć informacje od poszkodowanego, co spowodowało jego nieudaną teleportację i skąd. Dowiedzą się tego, kiedy go już poskładają oddadzą pod opiekę uzdrowicieli z Kliniki.

Jego opanowane do sytuacji spojrzenie, powędrowało na oblicze Guinevere, gdy zapytała o częstotliwość występowania takich interwencji, przypadków. Przez chwilę milczał, rozważając jak to ująć w słowa. Wyglądała mu na uzdrowicielkę, a temat ataków w kraju nie był nikomu obcy.

- Zdecydowanie dużo. Odkąd nastał czas niepokoju, interwencji jest więcej. Jeżeli chodzi o przypadki jak dzisiejszy.
Wskazał gestem dłoni na składanego w części poszkodowanego mężczyznę.
- To częste efekty braku koncentracji i skupienia podczas teleportacji, związanej z ucieczką przed zagrożeniem.
Wyjaśnił, co jednak nie powinno być zaskoczeniem. Nie był nim dla nich. Pojawiło się w miesiącu, kiedy manifest Lorda Voldemorta stał się realizacją i dostawali pierwsze dziwne zgłoszenia. Nie bagatelizowali tego. Laurence starał się sprawdzać każde, nawet jeżeli ktoś zamierzał wprowadzić ich w błąd, aby wyciągnąć z biura. Choćby dla wyciągnięcia pracujących w jego wydziale mugolaków, czy też zdrajców krwi. Po dwóch takich zagrywkach, nie bez powodu Lestrange wystosował prośbę o przydzielanie do ich działań w terenie dodatkowo kogoś z Departamentu Prawa. Nie wszystkich uzdrowicieli czy amnezjatorów posiadał wyszkolonych w zdolnościach przystosowanych do walki. Kto wie, czy atakowanie nawet uzdrowicieli, ma osłabić społeczeństwo, żeby nie mogli otrzymywać pomocy?

Jeden z młodych uzdrowicieli podszedł do nich. Kobieta, odbywająca staż w jego grupie.

- Panie Lestrange. Znaleźliśmy dokumenty tego pana. Nie sposób z nim teraz rozmawiać, więc może to coś pomoże.
Wyciągnęła w jego kierunku dłoń z portfelem. Laurence odebrał i otworzył, aby odszukać dokumenty tożsamości. Wszystko stało się jasne, kiedy spojrzało się na jego nazwisko - Melvyn Cresswell.
- Dziękuję, możesz wrócić do grupy.
Odprawił dziewczynę z podziękowaniem i cicho westchnął.
- Miał sporo szczęścia, że przeżył.
Skomentował, obserwując swoją pracującą grupę. Jeżeli McGonagall chciała spojrzeć na tożsamość człowieka, któremu udzieliła wcześniej pomocy, Laurence nie widział problemu, aby jej pokazać jego dowód tożsamości. A być może kiedyś będzie chciała go odwiedzić i sprawdzić, jak żyje? Jeżeli nie odrzucało ją to, kim był.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#5
25.08.2026, 18:44  ✶  

Kiwnęła głową. Wiedziała, że obecność mugoli w okolicy to przy takich przypadkach tylko problem, bo wystarczy, że zwieje (a zwieje na pewno), szukanie go zajmie czas, nie wiadomo co komu powie, wyczyszczenie tym wszystkim ludziom pamięci to dodatkowa robota… Jakby nie mogła zagwarantować, że tutaj rzeczywiście nikogo nie było, ale dziadek ani ona nikogo nie widzieli, natomiast było takie okno pomiędzy tym, w którym ktoś mógł się tutaj znaleźć…

Tyle, że jak tak o tym myślała, to chyba mugole nie potrafili zacierać swoich śladów w śniegu? Nie pomyślała o tym od razu, bo śnieg to nie było naturalne zjawisko do którego była przyzwyczajona w Egipcie. Styczność z nim miała tylko tutaj, w Anglii, więc niezbyt często i niezbyt intensywnie. Ale… lubiła zimę na swój sposób. Było nieznośnie zimno, to prawda, ale jakoś gdy śnieg spadł, to robiło się jakoś przytulniej, jakby świat układał się do snu pod puchową kołderką? To pewnie przez to, że nie miała tego w Egipcie.

– Czytałam o tym w gazecie, wiadomości dotarły nawet do Egiptu. O tym, hyhhm, obwieszczeniu – wyjaśniła, dając też zapewne przy okazji wskazówkę co do miejsca, z którego pochodziła, a przynajmniej skąd tutaj przyjechała – i jej egzotycznego akcentu i urody. – Okropne… Traktować ludzi jak zwierzęta… a te przecież też czują – niektórzy porównywali ludzi „gorszego sortu” właśnie do zwierząt, mugoli, mugolaków, ale czym oni zawinili? Czy wybrali sobie to, kim się urodzili i w jakich warunkach? Przecież rodziny się nie wybiera, to raz. Dwa: czym zawiniły zwierzęta, by stawiać je niżej, jak coś gorszego, zamiast po prostu innego? Jasne, nie były tak rozwinięte umysłowo jak ludzie, ale wiele z nich było przecież obdarzone magicznymi zdolnościami i prawdę mówiąc gdyby nie zwierzęta, to ludziom żyłoby się dużo gorzej. Nie mieściło jej się w głowie, jak można ogłaszać się kimś lepszym. I tych „gorszych” teraz… wybijać. Zmuszać do niewolniczej pracy. W imię czego? Czystej krwi, która skazana była na zagładę prędzej niż później? To była biologia, tego nie dało się oszukać – prędzej czy później skończy się to źle. – Nie mam za często do czynienia z rozszczepieniem – przyznała po chwili. – Uczyłam się o tym oczywiście, ale tak na co dzień to nie bardzo – a osobiście nie znosiła teleportacji i unikała jej jak ognia. Świstokliki na dużą odległość w dużych ilościach w młodym wieku, by dostać się z Egiptu do Uagadou w Górach Księżycowych, zrobiło swoje i Ginewra zwyczajnie źle znosiła wszelkie takie podróże.

Uśmiechnęła się uprzejmie do dziewczyny, która podeszła na chwilę i przez moment przyglądała się tej interakcji. Sama nie zapytała o personalia poszkodowanego, bo tak prawdę powiedziawszy nie było jej to potrzebne do szczęścia. Wystarczało jej, że zdołała mu pomóc na czas.

– Miał szczęście, że dziadek go zauważył – powiedziała po chwili, w odpowiedzi. – I że akurat byłam na miejscu. I że ojcu łatwiej dostać się do Ministerstwa, żeby dać znać – dodała i uśmiechnęła się pod nosem. – Myślę po prostu, że pisane mu jest inne zakończenie.

Biznesmen - Uzdrowiciel
Rób, co możesz, w miejscu, jakim jesteś i z tym, co masz.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Uzdrowiciel i jednocześnie biznesmen. Mierzy 183cm wzrostu. Jego brązowe oczy często ukazują spokój i opanowanie. Włosy ciemnobrązowe, zaczynają być pokryte pasmami siwych kosmyków przy uszach. Charakterystyczna w jego wyglądzie, jest okrągła broda, zawsze krótko przystrzyżona. Ubiera się elegancko, jak przystało na czarodzieja z bogatego rodu, dziedzica a także wysoko postawionego urzędnika w Ministerstwie Magii.

Laurence Lestrange
#6
05.09.2026, 00:11  ✶  

Wystraszony mugol, zapewne nie myślałby o zacieraniu śladów za sobą. Gdyby tak było i te ślady byłyby widoczne, dostaliby o tym informację. Wiedzieliby, gdzie go szukać. W którym kierunku za nim podążać. Na szczęście ich wszystkich, pole w jakim pojawił się czarodziej, nie było przez mugoli oblegane i to w okresie zimowym. Widocznie wiedział, gdzie podjąć teleportację. Możliwe, że to było pierwsze miejsce jakie pomyślał podczas teleportacji, ale coś w niej poszło nie tak.

Lestrange nie ukrywał zainteresowania i zdumienia, jak media międzynarodowe w ich społeczności potrafią szybko przekazywać informacje do kolejnego kraju i następnego. Na temat ostatnich wydarzeń, gdzie pewien czarnoksiężnik ogłasza się Lordem i planuje wprowadzić zmiany w prawie, w życiu każdego obywatela. Siejąc strach i wymagając posłuszeństwa.

- Zrobiła się z tego masowa nagonka i dość jawna dyskryminacja. Ten, który rozpoczął ataki, nie kieruje się uczuciami. Nie obchodzi go los innych. Co zresztą widać u nas każdego dnia.
Choć było to trudne do pomyślenia, mogło być prawdą. Ten jeden dzień, potem kolejne. Tak mijał tydzień, tygodnie aż poszło w miesiące. Zmieniło to życie wielu mieszkańców, a w większości obawa o bezpieczeństwo. Szczególnie tych, którzy byli potomkami mugoli i czarodziei ich wspierający. Z miesiąca na miesiąc, zaczęto się przyzwyczajać do tych ataków i narastania strachu. Mieszkańcy chcieli jednak wierzyć, że to się kiedyś skończyć. Ci co przeżyli ostatnią wojnę, nie chcieliby powtórki. A Ci, którzy jej nie doświadczyli, nie byli na nią przygotowani.

Zmiany Laurence widział nie tylko podczas patroli i pracy w Ministerstwie, ale również w Klinice, czy w Dolinie Godryka, gdzie mieszkał. Jako uzdrowiciel, był potrzebny wszędzie i częściej. Jego żona swój strach również okazywała w domu. Nie tylko o ich rodzinę, o bezpieczeństwo syna, ale i jego samego. Bo przecież Laurence bywał w miejscach ataków.

Jako potomek rodu Lestrange, nie odnosił się publicznie do tej sprawy w sposób wskazujący poparcie dla jednej ze stron. Jego stanowisko było neutralne, nieokreślone dokładniej. Mógł popierać wprowadzenie w życie ideologii czystości krwi, ale nie musiał popierać masowego wybijania tych, którzy według ogłaszającego się Lordem, byli winni swojego statusu urodzenia lub poglądów. Nie ratował życia mugolaków bo chciał. Ratował ich życie z powodów zawodowych, bo tak trzeba.

- Podstawy teorii też są ważne. Dzięki temu udało się Pani dzisiaj udzielić pomocy.
Zgodził się z jej słowami. Również nie miał zbyt częstych styczności z rozszczepieniami, aż do dnia, kiedy w ostatnich miesiącach ich liczba się niespodziewanie powiększała, a wiedza teoretyczna, stała się praktyczną.

Znali już tożsamość mężczyzny, który miał dużo szczęścia, że przeżył. A jeżeli był ścigany, to nawet podwójnie.

- Bardzo doceniam tak szybką interwencję w Waszej rodzinie.
Posłał lekki uśmiech wdzięczności za pomoc. Cenił współprace w zespołach i szybkie interwencje. Bo nawet w jego wydziale, patrzono na statystyki swojej pracy. Zaangażowania i kierowania zespołami.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#7
10 godzin(y) temu ✶  

Kontrowersje, zwłaszcza w dość małym w porównaniu do mugolskiego, siatki magicznym, jakoś łatwiej przebijały się przez barierę granic, a do Egiptu nie było się dostać aż tak trudno. Oczywiście taka podróż wymagała pieniędzy i zaplanowania, ale była dostępna łatwiej, niż choćby taka do USA, i na swój sposób była też prostsza niż dostanie się na przykład do Związku Radzieckiego. W każdym razie coś takiego, co właśnie działo się w Wielkiej Brytanii, było chętnie drukowane w gazetach za granicą, a tym bardziej w broszurach dla tych czarodziejów, którzy zamierzali podróżować do Wielkiej Brytanii, tak jak rodzina Guinevere miała to w planach na ten grudzień. Plus… jej ojciec pracował w ambasadzie, miał więc pojęcie, jakie były nastroje w Anglii, to znaczy: niewesołe. I Guinevere też wprawiało to w niepokój, że społeczeństwo tak się radykalizuje. Z punktu widzenia historyka, którym przecież była, oglądanie takich ruchów było tak ciekawe jak i na pewien sposób niepokojące, bo historia toczyła się kołem i lubiła się powtarzać, a radykałowie nigdy nie oznaczało niczego dobrego.

– To niedobrze. To bardzo źle wpływa na morale cywilów i bardzo źle wróży też na przyszłość. Oby więc nie doszedł do władzy, bo historia uczy, że dyktatorzy rządzący społecznością najpierw rzucają ją na kolana, a następnie kończą raczej marnie – westchnęła, ale uśmiechnęła się zaraz. – Ale chyba nie ma co mówić o tak ponurym scenariuszu – który jednak był bardzo prawdopodobny, biorąc pod uwagę analizę tekstów historycznych, ale darowała sobie tę uwagę. – Ważne, że ta dzisiejsza historia skończyła się dobrze – uśmiechnęła się, patrząc jak uzdrowiciele radzą sobie z pokrzywdzonym mężczyzną, po czym odwróciła głowę na Laurence'a. – To fakt, ale jednak teoria z praktyką w tym zawodzie mija się bardzo często, bo każdy przypadek jest indywidualny – odpowiedziała mu, choć prawdą było, że bez podstaw w postaci teorii, nie można było w ogóle mówić o pomocy komukolwiek.

– Nie ma za co dziękować. Powinniśmy sobie pomagać i nie zostawiać nikogo na pastwę losu – można wiele było mówić o ludziach, ale mimo wszystko z natury nie byli gatunkiem samotniczym: społeczność była ważna, nie było samowystarczalni i polegali na sobie. Tak trzeba było zrobić, pomóc komuś, kto był w potrzebie – tak robili ludzie porządni, niezależnie od swoich poglądów. Te Guinevere miała znacznie bardziej liberalne od tych Laurence’a, a chociaż sama nie miała zbyt częstej styczności z mugolami, to nic do nich nie miała. Ale nie czuła też by ktokolwiek był lepszy od innych tylko dlatego, że urodził się w rodzinie z tradycjami – każdy miał takie samo prawo, by żyć, i właśnie z takim przeświadczeniem szła przez życie, po szkole wybierając studia uzdrowicielskie w Egipcie. – Czy mogę jeszcze jakoś pomóc, czy raczej nie będę już potrzebna? – zapytała za to grzecznie po chwili.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Guinevere McGonagall (1915), Laurence Lestrange (1263)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa