- Tutaj? - Mruknąłem, puściwszy jej dłoń, rozglądając się przez chwilę, chociaż to pytanie było raczej formalnością, ponieważ Prue zdążyła w tym czasie wykonać kilka kroków przed siebie, najwyraźniej doskonale wiedząc, dokąd zamierzała nas dziś zaprowadzić. Znałem ten krok… Ten konkretny, spokojny sposób poruszania się oznaczał, że miała plan, natomiast ja sam zostałem w nim uwzględniony mniej więcej na zasadzie narzędzia lub obiektu badawczego, który należało dostarczyć na miejsce - najwyraźniej tak jak nasza niegdysiejsza przyjaźń, chodzenie ze sobą polegało również na tym, że czasami robiło się to dosłownie, więc pewnego dnia budziłeś się o świcie z pełnym przekonaniem, że niewiele może cię zadziwić w planach własnej kobiety, aby następnie praktycznie od razu wylądować razem w Lesie Wisielców pod Little Hangleton - ruszyłem więc tuż za nią, poprawiając kołnierz płaszcza i omijając wystające korzenie, które w tej mgle pojawiały się pod nogami bez żadnego ostrzeżenia. Ziemia uginała się pod moimi podeszwami, wilgotne liście przyklejały się do skóry traperów, gdzieś dalej kruk odezwał się pojedynczym, ochrypłym głosem, po czym znowu zamilkł. Nie wiedziałem jeszcze, dokąd mnie prowadziła, ale znałem swoją drugą połówkę wystarczająco dobrze, żeby podejrzewać, że odpowiedź na to pytanie prawdopodobnie miała nadejść całkiem szybko.
!Strach przed imieniem
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)