• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton Las Wisielców [16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue

[16/09/1972] It's always darkest before the dawn | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
4 godzin(y) temu ✶  
Odetchnąłem głęboko, kiedy wreszcie poczułem pod podeszwami wilgotną, twardą ściółkę lasu, rześkie powietrze momentalnie uderzyło mnie w twarz, wdzierając mi się do płuc, jednak przez pierwsze kilka sekund i tak stałem nieruchomo, próbując odzyskać orientację, ponieważ w moim odczuciu przeniknięcie przez przestrzeń zawsze miało w sobie coś nieprzyjemnego, nawet jeśli robiło się to regularnie i teoretycznie powinno było się już przywyknąć do uczucia, że ktoś wywrócił ci żołądek na drugą stronę. Poranek dopiero próbował się rozpocząć, lecz słońce najwyraźniej nie zamierzało brać w nim czynnego udziału, nieboskłon zasnuwały bowiem nisko wiszące chmury, barwiąc ledwo widoczne przez korony niebo na kolor brudnego popiołu. Przed nami rozciągało się osławione przeklęte pustkowie pełne powyginanych drzew, które straciły już większość liści na nadchodzącą zimę - otoczenie było mokre, szare i paskudnie ciche, zasnute mgłą wiszącą nisko między drzewami, która oblepiała gałęzie i krzewy przyozdobione drobnymi kroplami chłodnej rosy.
- Tutaj? - Mruknąłem, puściwszy jej dłoń, rozglądając się przez chwilę, chociaż to pytanie było raczej formalnością, ponieważ Prue zdążyła w tym czasie wykonać kilka kroków przed siebie, najwyraźniej doskonale wiedząc, dokąd zamierzała nas dziś zaprowadzić. Znałem ten krok… Ten konkretny, spokojny sposób poruszania się oznaczał, że miała plan, natomiast ja sam zostałem w nim uwzględniony mniej więcej na zasadzie narzędzia lub obiektu badawczego, który należało dostarczyć na miejsce - najwyraźniej tak jak nasza niegdysiejsza przyjaźń, chodzenie ze sobą polegało również na tym, że czasami robiło się to dosłownie, więc pewnego dnia budziłeś się o świcie z pełnym przekonaniem, że niewiele może cię zadziwić w planach własnej kobiety, aby następnie praktycznie od razu wylądować razem w Lesie Wisielców pod Little Hangleton - ruszyłem więc tuż za nią, poprawiając kołnierz płaszcza i omijając wystające korzenie, które w tej mgle pojawiały się pod nogami bez żadnego ostrzeżenia. Ziemia uginała się pod moimi podeszwami, wilgotne liście przyklejały się do skóry traperów, gdzieś dalej kruk odezwał się pojedynczym, ochrypłym głosem, po czym znowu zamilkł. Nie wiedziałem jeszcze, dokąd mnie prowadziła, ale znałem swoją drugą połówkę wystarczająco dobrze, żeby podejrzewać, że odpowiedź na to pytanie prawdopodobnie miała nadejść całkiem szybko.

!Strach przed imieniem


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
4 godzin(y) temu ✶  
Słyszysz go. Słyszysz kroki czarnoksiężnika, który znajduje się tak blisko. Czujesz smród zgnilizny jego duszy. To omamy? Przez moment tak sobie wmawiasz, bo to lżejsze niż pogodzić się z prawdą, że być może jakaś część Niego będzie w tobie już na zawsze.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#3
3 godzin(y) temu ✶  

Przymknęła oczy na krótki moment, kiedy zjawili się na miejscu. Zaczerpnęła głęboki oddech, powietrze było świeże i rześkie, odrobinę paliło ją w płuca, ale było to całkiem przyjemnym uczuciem. Zimny podmuch wiatru spowodował, że kilka pasm z jej włosów wymknęło się z idealnie związanych włosów. Taki już był urok przebywania na łonie natury. Schowała jeden z nich, ten opadający na twarz za ucho po czym zrobiła krok do przodu. Otworzyła oczy i kiwnęła głową w zasadzie do siebie samej. Znaleźli się dokładnie w tym miejscu, w którym chciała się pojawić.

Las Wisielców być może nie był najbardziej przyjemnym miejscem, jednak nie kręciło się tu zbyt wiele osób, mogli na spokojnie zająć się swoimi sprawami nie wzbudzając zainteresowania, a to było dość istotne w tym przypadku. Wolałaby, aby jednak nikt nie przyłapał ich na tym, co zamierzali zrobić.

Ludzie nie do końca akceptowali praktykowanie pewnych dziedzin magii, Prue miała na ten temat swoją opinię - nie do końca rozumiała, jak można się bać czegoś, czego samemu nigdy się nie spróbowało. Ona sam lubiła sprawdzać pewne rzeczy w praktyce, szczególnie, kiedy ktoś uznawał coś za zakazane nie do końca podając racjonalny powód. Wiedziała, że niektórzy mogli przekroczyć granice, jednak tak samo mogło się zdarzyć w przypadku innych dziedzin magii, a po te jakoś nadal można było sięgać, co dla niej było tylko argumentem za tym, żeby zgłębić temat. Nie lubiła kiedy narzucano coś z góry, mimo, że była całkiem sumienną pracownicą ministerstwa miała swoje tajemnice.

- Tak, tutaj, myślę, że nikt nie powinien nam tutaj przeszkadzać. - Nie sądziła, że Benjy zamierzał kwestionować wybór miejsca, w którym się znaleźli. Nigdy tego nie robił. Ona zawsze przygotowała materiały, sprawdzała dane, szukała lokacji, a on za nią podążał - tak to wyglądało kiedyś i najwyraźniej nie miało się zmienić i w teraźniejszości.

Prowadziła go za sobą, jej krok był bardzo pewny - widać było, że ma plan, inaczej nie poruszałaby się w ten sposób, musiała sobie wszystko wcześniej obmyślić. Poruszała się całkiem żwawym jak na siebie krokiem, ułatwiały jej to na pewno nowiutkie trapery, które kupiła po pierwszym spacerze ze swoim chłopakiem gdy znaleźli się w Exmoor. Tak jak się spodziewała podobnych aktywności miało być więcej, a Prue zamierzała być do nich odpowiednio przygotowana, nie lubila popełniać dwa razy tych samych błędów.

Znaleźli się w końcu między kilkoma drzewami, widzieli co działo się wokół, ale ich było ciężko zauważyć. - O tu, tu będzie idealnie. - Przystanęła i odwróciła się za siebie, żeby sprawdzić, czy jej chłopak stał tuż za nią.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
3 godzin(y) temu ✶  
Teleportacja wyrzuciła nas w sam środek porannego chłodu, który od razu wcisnął mi się pod kołnierz płaszcza i sprawił, że zatęskniłem za własnym łóżkiem w sypialni w Exmoor, chociaż jeszcze przed chwilą nawet o nim nie myślałem, bo od paru dni nawet wcale go już nie zajmowałem, sypiając gdzieś indziej - teraz jednak przez myśl przeszło mi to, jak przyjemnie byłoby się zakopać pod grubą kołdrą w znajomych czterech ścianach rezydencji - podjąwszy decyzję o tymczasowym powrocie na rodzime łono Wielkiej Brytanii jakoś zupełnie nie brałem pod uwagę sezonu, który przypadał na czas mojej wizyty, przez ostatnie dni sierpnia i pierwsze dni września było zresztą całkiem przyjemnie, lecz teraz dosłownie pizgało złem. Gdzieś za drzewami znajdowało się aż za dobrze mi znane Little Hangleton, w którym się wychowałem, ale równie dobrze mogło go nie być, bo o tej porze świat kończył się kilka kroków dalej, dokładnie tam, gdzie mleczna zasłona odcinała dalszą drogę.
- Taaa, tutaj nikt laszej nie bęsie miał powodu nas wypatlywaś… - Przyznałem, chociaż wciąż nie miałem najmniejszego pojęcia, co właściwie zamierzała zrobić. Prue najwyraźniej nie potrzebowała mojego entuzjazmu, bo ruszyła dalej, a ja posłusznie podążyłem za nią przez gąszcz, bo przecież nie miałem zamiaru kwestionować wyboru miejsca, przede wszystkim dlatego, że zdążyłem już przywyknąć do pewnej prawidłowości, wedle której najpierw coś dokładnie sprawdzała, analizowała, przygotowywała, a dopiero potem informowała mnie, gdzie miałem się stawić i co ze sobą zabrać, podczas gdy moim zadaniem pozostawało pojawić się na czas oraz nie zadawać zbyt wielu pytań. Ruszyłem, lawirując między korzeniami i starając się nie poślizgnąć na mokrych liściach, bo upadek w pierwszych pięciu minutach wyprawy byłby wyjątkowo żenującym początkiem dnia, a kiedy wreszcie zatrzymała się między kilkoma drzewami, zwolniłem i podszedłem bliżej. Przystanąłem obok niej, wsuwając dłonie do kieszeni płaszcza, po czym rozejrzałem się po wybranym miejscu - miała rację - z naszej strony i perspektywy można było obserwować fragment lasu, ale z zewnątrz drzewa, mgła i gęste poszycie skutecznie zasłaniały wszystko, co znajdowało się pomiędzy nimi. Co prawda kilka razy wydawało mi się, że coś słyszałem, ale chwilowo usiłowałem zrzucić to na specyfikę terenu, na którym się znaleźliśmy, usiłując nie dać się pochłonąć niepokojowi i typowym tu omamom słuchowym.
- „Idealnie”. - Powtórzyłem za nią z lekkim przekąsem, przenosząc spojrzenie na jej twarz. - To słowo bszmi szczególnie dobsze, kiedy wypowiadasz je w ślodku Lasu Wisielców o polanku, wiesz? - Zdjąłem torbę z ramienia i odstawiłem ją na ziemię, otrzepując dłonie z resztek materii organicznej pozostałej na nich pod wpływem odgarniania gałęzi i tej wszechobecnej wilgoci, dopiero wtedy uniosłem brwi z tym rodzajem zaciekawienia, który najwyraźniej nadal pozostał mi po latach znajomości z kobietą mającą zwyczaj prowadzania mnie w różne dziwne miejsca bez udzielania pełnych wyjaśnień.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (791), Pan Losu (42), Prudence Fenwick (417)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa