4 godzin(y) temu ✶
Poddasze kamienicy było spokojnym i zaskakująco przestronnym miejscem. Mocne skosy dachu opadały ku ścianom sprawiając, że boki poddasza wysokie były na ledwie metr. Mimo to, dzięki pozostawieniu przestrzeni bez jakichkolwiek ścianek działowych całość pomieszczenia uniknęło wrażenia ciasnoty typowego dla poddaszy. Ponad głową rozpościerały się pnące na kilka metrów krokwie wspierające dach. Stanowiące dziwnie uporządkowaną sztywną pajęczynę w której mieszkało kilka pająków, Firefly oraz, jak Ceo była przekonana, niewielka rodzina nietoperzy. Ostatecznie zagłębienia miedzy krokwiami były ciepłe i pokryte półmrokiem lub zgoła mrokiem przez cały czas.
Miejsce przy okrągłym oknie, naprzeciwko schodów prowadzących do pomieszczenia zagospodarowane zostało na niewielką oddzieloną biblioteczkę. W tamtym miejscu stało też mahoniowe biurko z papeterią oraz zestaw szachów czarodziejów. Wygodnie koło niego rozstawiony niewielki piecyk z imbrykiem oraz szafka z herbatami w której spoczywały też kawałki suszonego mięsa na wypadek nagłych wypadków.
Z boku leżały sterty kufrów, stara szafa i stara komoda pełne szpargałów czekających na ułożenie lub wyzwolenie. Zależnie od tego czy będą dość zuchwałe by samodzielnie wychynąć z miejsc składowania.
Za nimi stał dla odmiany warsztat. Właściwie przestrzeń do magicznych eksperymentów i tworzenia mechanizmów. Ceolsige rozbudowała i przebudowała zestaw jaki zostawił jej ojciec. Dodała kilka elementów do tworzenia, grawerowania i rycia run. Próby i ćwiczenia opanowania pieczętowania chwilowo szły opornie z racji innych zajęć. Mimo to nie zrażała się a nawet ostatnie włoskie spotkania motywowały ją by z bardziej praktycznej strony przyjrzeć się mocy jaką wnoszą ze sobą runy do przedmiotów, które ozdabiają. Pyszniły się tam zestawy dłut i młotków wykonanych ze stali i żelaza. Pośród nich także rysiki i mniejsze dłuta z płytkami diamentowymi do najbardziej precyzyjnych prac. Umieszczone tu głównie jako zachęta.
Dalej znajdowało się stanowisko przy którym zamierzała spędzić nieco więcej czasu w tym tygodniu. Pogłoski i ślady jakie dotarły do niej, przypadkiem lub zrządzeniem losu krążyły koło tematu gromadzenia popiołu z sabatowych ognisk. Ostatnia spotkania kluby magicznych wynalazków było inspirujące w tym temacie, że kilkoro członków natrafiło na ciekawe właściwości pewnych materiałów. To w połączeniu z kilkoma nowymi materiałami na uszczelnienia półprzepuszczalne stanowiło ciekawe pole do dalszych eksperymentów. Pole do wyprodukowania pojemników, które mogły w bardzo dobrych i stabilnych warunkach przechowywać materiały sypkie i zbrylające niezależnie od zewnętrznych warunków. Oczywiście projekt wymagał dopracowania i przy brakach surowców mógł być prowadzony wyłącznie jako eksperyment na potrzeby przyszłych prac.
Ceolsige miała trochę własnych zapasów i to co udało się uzbierać lub uda się uzbierać w międzyczasie. Możliwe, że na następne spotkanie klubu będzie miała kilka ciekawych wniosków do przedstawienia.
Miejsce przy okrągłym oknie, naprzeciwko schodów prowadzących do pomieszczenia zagospodarowane zostało na niewielką oddzieloną biblioteczkę. W tamtym miejscu stało też mahoniowe biurko z papeterią oraz zestaw szachów czarodziejów. Wygodnie koło niego rozstawiony niewielki piecyk z imbrykiem oraz szafka z herbatami w której spoczywały też kawałki suszonego mięsa na wypadek nagłych wypadków.
Z boku leżały sterty kufrów, stara szafa i stara komoda pełne szpargałów czekających na ułożenie lub wyzwolenie. Zależnie od tego czy będą dość zuchwałe by samodzielnie wychynąć z miejsc składowania.
Za nimi stał dla odmiany warsztat. Właściwie przestrzeń do magicznych eksperymentów i tworzenia mechanizmów. Ceolsige rozbudowała i przebudowała zestaw jaki zostawił jej ojciec. Dodała kilka elementów do tworzenia, grawerowania i rycia run. Próby i ćwiczenia opanowania pieczętowania chwilowo szły opornie z racji innych zajęć. Mimo to nie zrażała się a nawet ostatnie włoskie spotkania motywowały ją by z bardziej praktycznej strony przyjrzeć się mocy jaką wnoszą ze sobą runy do przedmiotów, które ozdabiają. Pyszniły się tam zestawy dłut i młotków wykonanych ze stali i żelaza. Pośród nich także rysiki i mniejsze dłuta z płytkami diamentowymi do najbardziej precyzyjnych prac. Umieszczone tu głównie jako zachęta.
Dalej znajdowało się stanowisko przy którym zamierzała spędzić nieco więcej czasu w tym tygodniu. Pogłoski i ślady jakie dotarły do niej, przypadkiem lub zrządzeniem losu krążyły koło tematu gromadzenia popiołu z sabatowych ognisk. Ostatnia spotkania kluby magicznych wynalazków było inspirujące w tym temacie, że kilkoro członków natrafiło na ciekawe właściwości pewnych materiałów. To w połączeniu z kilkoma nowymi materiałami na uszczelnienia półprzepuszczalne stanowiło ciekawe pole do dalszych eksperymentów. Pole do wyprodukowania pojemników, które mogły w bardzo dobrych i stabilnych warunkach przechowywać materiały sypkie i zbrylające niezależnie od zewnętrznych warunków. Oczywiście projekt wymagał dopracowania i przy brakach surowców mógł być prowadzony wyłącznie jako eksperyment na potrzeby przyszłych prac.
Ceolsige miała trochę własnych zapasów i to co udało się uzbierać lub uda się uzbierać w międzyczasie. Możliwe, że na następne spotkanie klubu będzie miała kilka ciekawych wniosków do przedstawienia.