• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[15-19.09.1972] Look on my works, ye mighty, and lower your expectations

[15-19.09.1972] Look on my works, ye mighty, and lower your expectations
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
2 godzin(y) temu ✶  
15.09.1972, Epping Forest

Przyszedłem tu z powodów zawodowych, przynajmniej oficjalnie, bo miałem sprawdzić kilka miejsc, w których ostatnio odnotowano podejrzaną aktywność magiczną, a skoro już znalazłem się pośród tych wszystkich mchów, buków, paproci i korzeni próbujących zrobić ze mnie kalekę, uznałem, że równie dobrze mogłem przy okazji rozejrzeć się za czymś, co nadawałoby się na dokładkę do mojego mabonowego dzieła. Optymistycznie założyłem, że skoro święto miało dotyczyć zbiorów, równowagi i całej tej przyjemnej filozofii, to wypadałoby zebrać coś własnoręcznie, zamiast kupować gotowe ozdoby od człowieka, który prawdopodobnie sprzedawał je po zawyżonej cenie na Pokątnej lub pod Whitecroft. I tak w zgarbionej pozycji przesuwałem różdżkę ponad roślinami i wilgotną ziemią, od czasu do czasu rzucając krótkie zaklęcia wykrywające pozostałości zaklęć, które mogłyby znajdować się w zakresie tego, czego szukałem, ale większość wskazań prowadziła mnie do zupełnie nieprzydatnych znalezisk - starego guzika, kawałka zardzewiałego żelaza, zdechłego chrząszcza o okrytym pleśnią pancerzu i czegoś, czego wolałem nie dotykać nawet przez rękawiczkę, ale co zdecydowanie nie miało znaczenia dla roboty, którą wykonywałem - musiałem zatem jakoś zrekompensować sobie poczucie straty czasu, czymże zaś innym, jak odbębnianiem mojej religijnej powinności.
Szedłem powoli, wypatrując czegoś, co mogłoby sprawić, że cała moja koncepcja daru na ołtarz zacznie wyglądać chociaż odrobinę mniej niczym projekt z mugolskiego przedszkola, ponieważ na ten moment miałem zaledwie drucik, kawałek jutowego sznurka i jednego kasztana. Nie potrzebowałem niczego wielkiego, nie miałem szczególnie wygórowanych wymagań, wystarczyłoby mi kilka rzeczy związanych z końcem lata, ziemią i tym całym dorocznym przypominaniem sobie, że wszystko kiedyś dojrzewa, potem zaczyna gnić i wreszcie przemija, by wyparować z pamięci gawiedzi, co zawsze uważałem za wyjątkowo szczery sposób opisywania cyklu życia, biorąc pod uwagę jak wiele całkowitych bzdur jednocześnie wypowiadali kapłani w konwentach.

!Strach przed imieniem

percepcja ◉◉◉○○ - dostrzeżenie czegoś ciekawego do zbiorów
Rzut Z 1d100 - 94
Sukces!


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
2 godzin(y) temu ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
1 godzinę temu ✶  
Mimo wszystko tym razem miałem większe szczęście niż mógłbym zakładać po klapie, jaką było wykrywanie anomalii, bo gdy przyszło co do czego i skupiłem się już głównie na poszukiwaniu fantów do wieńca na Mabon, okazało się, iż instynkt jednak wciąż pracował mi wyjątkowo dobrze - mój wzrok już tym bardziej nie był upośledzony, nawet jeśli przez ostatnie godziny trochę zaczynało mi się pierdolić przed oczami - wyłapywałem drobiazgi, których normalnie pewnie nawet bym nie zauważył, ślady odbite w miękkim, mokrym mchu, złamaną gałązkę, kępę sierści zaczepioną o korę, a w końcu coś białego wystającego spod warstwy liści kilka metrów dalej. Zatrzymałem się i zmrużyłem oczy, bo pierwszy odruch podpowiadał mi, że będzie to kolejny kawałek robaczywego grzyba nadjedzonego przez ślimaki albo wybielona przez deszcz i porosty gałąź, ale las naprawdę postanowił zrobić mi prezent.
Podszedłem bliżej, odsunąłem butem liście i zobaczyłem czaszkę - nie była duża, lecz cała i bardzo dobrze zachowana - po kształcie szczęki i niewielkich, ostrych zębach obstawiałem lisa, chociaż część kości była już mocno oczyszczona przez czas, pogodę i leśnych padlinożerców. Znalezisko leżało praktycznie tuż przy samym pniu starego, pochylonego jesionu, częściowo wciśnięte w wilgotną ściółkę, pomiędzy oczodołami wyrastał cienki pęd bluszczu, co wyglądało na tyle dobrze, że przez chwilę po prostu stałem i patrzyłem, zastanawiając się, czy przypadkiem nie znalazłem właśnie najodpowiedniejszego elementu całej tej ponurej konstrukcji, tym bardziej, iż po krótkiej diagnostyce nie odnalazłem też na nim śladów klątwy ani pozostałości zaklęć, co było zresztą całkiem logiczne, ale przezorny zawsze ubezpieczony - po coś mnie tu jednak przysłano - więc przynajmniej nie zamierzałem przynieść na Mabon czegoś, co o północy miało zacząć szczękać zębami. Być może nie musiałem szukać wiele więcej, może potrzebowałem jeszcze trochę jarzębiny albo innych czerwonych owoców, parę gałązek i tyle - kasztan został przeze mnie odrzucony na tym etapie planowania, chociaż nie wyrzuciłem go od razu - ostrożnie podniosłem znalezisko, owinąwszy je w szalik, zanim zdecydowałem się zebrać jeszcze trochę więcej bluszczu. Był w końcu rośliną wiecznie zieloną, więc idealnie umiejscawiał się w roli symbolu trwałości, ciągłości i przetrwania przejścia od okresu obfitości ku ciemniejszej części roku - teraz miałem już wystarczająco dobrą wizję, aby nie czuć się jak dziecko podczas projektu na zajęcia artystyczne.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
1 godzinę temu ✶  
Ostatecznie wróciłem z lasu z całkiem przyzwoitym zbiorem, chociaż po kilku godzinach grzebania w ściółce i przedzierania się przez krzaki wyglądałem tak, jakbym wkrótce sam zamierzał zostać jednym z elementów mabonowej ofiary - byłem brudny, podrapany, udało mi się zabrać ze sobą co najmniej kilka kleszczy, nie miałem do tego złudzeń, oraz wiele kłujących fragmentów polnych roślin we włosach, w brodzie i na ubraniu - czułem się jednak całkiem zadowolony, nawet jeśli nie odkryłem niczego, po co mnie tam wysłano. Czaszka niewielkiego zwierzęcia spoczywała owinięta w kawałek materiału w mojej torbie, żeby nie obijała się o resztę znalezisk, obok niej miałem naręcze jarzębiny, kilka długich pędów bluszczu, gałęzie głogu oblepione czerwonymi owocami oraz garść dużych, jeszcze nie suchych liści dębu. Na pierwszy rzut oka nie wyglądało to może szczególnie imponująco, ale kiedy rozłożyłem wszystko na stole, szybko doszedłem do wniosku, że materiału miałem aż nadto, jedyny problem polegał teraz na tym, żeby zrobić z niego coś, co przypominałoby zamierzone dzieło, nie zaś stertę rzeczy zagarniętych z dziczy przez człowieka z wyjątkowo dziwnym zmysłem artystycznym.
Usiadłem więc przy stole i zabrałem się za podstawę wieńca, najpierw wziąłem drut, odmierzyłem mniej więcej odpowiednią długość i zacząłem wyginać go w koło, przeklinając pod nosem za każdym razem, kiedy wychodziło mi coś przypominającego jajco, serce z przerostem jednej komory albo mapę kraju, którego nie potrafiłbym wskazać na globusie.

rzemiosło ◉○○○○ - podstawa wieńca
Rzut O 1d100 - 96
Sukces!


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
1 godzinę temu ✶  
Kilka razy poprawiałem kształt, dociskając drucik obiema dłońmi i opierając go o krawędź stołu, aż w końcu uzyskałem coś, co zdecydowanie przewyższyło moje oczekiwania - okrąg był naprawdę, ale to naprawdę elegancki - nie zamierzałem jednak gapić się tak po prostu na swoje twórcze dziecko i ryzykować, że magicznie nagle się powygina, dlatego od razu sięgnąłem po jutowy sznurek i zacząłem ciasno owijać nim całą konstrukcję, przeprowadzając włókno przez drut i zaciskając kolejne odcinki tak, żeby wszystko trzymało się kupy.
Zależało mi na tym, żeby podstawa nie rozjebała się przy pierwszym mocniejszym dotknięciu, ani tym bardziej podczas agresywnego przesunięcia go przez jakąś starą babę po ołtarzu, zwłaszcza że miałem już przed oczami wizję wielogodzinnego dorobku artystycznego rozsypującego się po kamiennej podłodze, rozbitych w drobny mak fragmentów lisiej czaszki, pośmiertnie powybijanych zębów nieszczęsnego stworzenia leżących razem ze zgniecionymi owocami głogu, jarzębiną i resztą moich skrzętnie zbieranych i całkiem należycie transportowanych leśnych zdobyczy, liści pod czyimiś butami i tak dalej…
Po kilku minutach sznurek był już odpowiednio naprężony, węzły trzymały się ciasno, natomiast drut praktycznie zniknął pod grubą warstwą włókien - pociągnąłem za konstrukcję z obu stron, sprawdziłem kilka miejsc kciukiem i uznałem, że miała wytrzymać więcej niż moje ręce podczas tej dosyć niewdzięcznej roboty - chwilowo byłem całkiem cierpliwy, bo jeszcze nie przeszedłem do najciekawszej części pracy i tylko trochę pokłułem się gałęziami podczas ich pozyskiwania, wszystko inne było dopiero przede mną, najpewniej już nie dzisiaj, bo miałem także inne, nie mniej absorbujące zajęcia do odbycia. W końcu zawiązałem porządny, podwójny węzeł, odciąłem końcówkę nożem i odsunąłem wieniec od siebie, uznając, że na tym etapie mogłem już przestać martwić się o swój kręgosłup.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
1 godzinę temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 48 minut(y) temu przez Benjy Fenwick.)  
16.09.1972, Exmoor

Dzień później wróciłem do roboty nad wieńcem, tym razem już bez całej otoczki, która poprzedniego popołudnia skończyła się u mnie ubłoconymi butami, liśćmi we włosach, kleszczami w pachwinach, ale przynajmniej również całkiem elegancką garścią leśnych skarbów rozsypanych na biurku w pokoju w Exmoor - co prawda, zostawiłem je na stole w bibliotece, lecz ani trochę nie zdziwiło mnie to, gdy magicznie zmaterializowały się gdzieś indziej, najpewniej przyniesione przez skrzaty, aby nie burzyć ciotce jej nad wyraz wysublimowanych wrażeń estetycznych podczas wieczornego picia brandy - jutowy sznurek trzymał drut tak porządnie, że aż przez moment poczułem coś na kształt zawodowej dumy, chociaż po latach wiązania innych rzeczy w innych warunkach i celach trudno było nazwać „wyczynem” związanie kawałka metalu sznurkiem.
Przyniosłem ze sobą kolejne rzeczy, przede wszystkim kilka naprawdę ładnych liści paproci, które znalazłem po drodze, wyselekcjonowawszy te szczególnie zdrowe i rozłożyste, z których większość miała jeszcze intensywnie zielony kolor - położyłem je obok przygotowanego wcześniej bluszczu i liści dębu, po czym zabrałem się wreszcie za właściwe oplatanie - najpierw wziąłem najdłuższe pędy bluszczu i przyłożyłem je do podstawy, oceniwszy wstępnie to, gdzie mogły się nadawać, zaczynając od jednego miejsca, które uznałem za początek całej konstrukcji. Przeprowadzałem łodygę pod drutem, wyciągałem po drugiej stronie, zawijałem wokół jutowego sznurka i ponownie wciskałem pomiędzy liście, pilnując, żeby wszystko trzymało się możliwie jak najbardziej ciasno, szczególnie że bluszcz miał tę zaletę, iż był całkiem giętki, ale stawiał opór przy mocniejszych zagięciach, więc zamiast szarpać się z nim bez sensu, prowadziłem go stopniowo po okręgu, wykorzystując naturalne wygięcie każdej łodygi. Kolejne pędy nachodziły na siebie, zakrywały miejsca mocowania i powoli tworzyły gęstą, zieloną warstwę, przez którą przestawała być widoczna większość podstawy wieńca.

rzemiosło ◉○○○○ - oplatam sobie dalej, tym razem z użyciem roślinki
Rzut O 1d100 - 33
Akcja nieudana


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
51 minut(y) temu ✶  
Z bluszczem od początku szło mi odrobinę chujowo, chociaż przez pierwsze kilkanaście minut uparcie udawałem przed samym sobą, że wszystko zmierzało w dobrym kierunku, pomimo wszelkich starań pędy nie układały się tak, jak chciałem, część wysuwała się spod jutowego sznurka, parę niewłaściwie wygięło się w zetknięciu z drutem, inne zawijały się w miejscach, w których zupełnie ich nie potrzebowałem - kiedy próbowałem poprawić jeden fragment, natychmiast psułem dwa kolejne - mimo wszystko brnąłem dalej, bo uznałem, że skoro już zacząłem, to przecież nie będę się poddawał przez kilka cholernych gałązek, zwłaszcza że miałem przed sobą cały wieczór i wystarczająco dużo czasu w oczekiwaniu na moją dziewczynę, żeby zmarnować jego znaczną część na coś, co miało być rzekomą ozdobą ołtarza.
Największy problem pojawił się jednak dopiero pod koniec, kiedy odsunąłem krzesło od biurka i spojrzałem na całość z pewnej odległości, może nie do końca zdrowej w kontekście mojej samooceny, praktycznie w tym samym momencie dotarło do mnie, że może, tylko może, powinienem był zacząć od głogu… Gęstsze, sztywniejsze - kłujące, ale chuj z tym - gałązki znacznie lepiej nadawałyby się na konstrukcję, natomiast bluszcz mógłby później zostać przeze mnie użyty do wypełnienia przestrzeni i przykrycia miejsc mocowania drugiej rośliny, zamiast tego zrobiłem dokładnie odwrotnie, przez co część bluszczu sterczała pod dziwnymi kątami, część była przygnieciona, zaś całość wyglądała tak, jakby ktoś próbował związać żywopłot w fantazyjny wzorek i po drodze stracił zainteresowanie własnym przedsięwzięciem.
Zakląłem pod nosem, bezmyślnie złapałem za pierwszy pęd i zacząłem go wyciągać - oczywiście, że nie chciał wyjść - pociągnąłem mocniej, potem jeszcze raz, aż wreszcie puścił gwałtownie i omal nie uderzyłem się nim w twarz. Kolejne fragmenty potraktowałem jeszcze znacznie mniej delikatnie, nienauczony tym doświadczeniem, wyrywając większość trochę zbyt mocno na chama i odkładając wszystko na bok w rosnącą, już nie tak ładnie wyglądającą stertę. Po kilku minutach spojrzałem na swoje dzieło, które ponownie wyglądało jak zwykły druciany okrąg, na myśl o czym poczułem, że jeżeli natychmiast czegoś nie wypiję, zrobię coś, czego bym później bardzo pożałował…
Poszedłem więc się przewietrzyć i wróciwszy później z tylko nieco lepszym nastawieniem, usiadłem przy blacie i tym razem najpierw sięgnąłem po głóg - ułożyłem gałęzie wzdłuż podstawy, mocując je jutowym sznurkiem i przeklinając pod nosem za każdym razem, gdy ukłułem się w palec, czyli zbyt często, bym mógł zliczyć, dopiero potem zacząłem prowadzić pomiędzy nimi bluszcz. Tym razem pędy teoretycznie miały się czego trzymać, więc mogłem przeplatać je przez gałązki i układać warstwami, zamiast walczyć z nimi na gołym metalu.
Pracowałem mniej chętnie niż z początku, poprawiając kolejne fragmenty, i chociaż nadal nie miałem żadnej gwarancji, że na końcu nie powstanie kolejny botaniczny koszmar, przynajmniej tym razem całość chyba zaczynała wyglądać tak, jak powinna - nareszcie zaczynało to przypominać prawdziwy wieniec, a nie dowód na to, że człowiek, który wykonywał to dzieło, zbyt długo przebywał sam ze sobą w lesie.

rzemiosło ◉○○○○ - dalej ćwiczę przeplatanie, tym razem głogu u podstawy
Rzut O 1d100 - 13
Akcja nieudana


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
39 minut(y) temu ✶  
Albo i nie, bo kiedy skończyłem oplatać głóg bluszczem i odsunąłem się od biurka, przez dobrą chwilę po prostu patrzyłem na tę konstrukcję w milczeniu, próbując znaleźć w niej cokolwiek, co pozwoliłoby mi uczciwie powiedzieć, że wyglądała dobrze - nie znalazłem - całość była, kurwa, brzydka, co gorsza, nie była to nawet taka brzydota, którą można było sprzedać jako zamierzony, surowy, „rustykalny” charakter, tylko zwyczajnie nieudana robota człowieka, który miał przed sobą materiały, plan i wystarczająco dużo czasu, a mimo tego zdołał doprowadzić do sytuacji, w której wieniec wyglądał, jakby ktoś już nim kogoś kiedyś jebnął - a przecież nawet nie zdążyłem go jeszcze donieść na sabat…
Mogłem to oczywiście rozebrać i zacząć jeszcze raz. Mogłem wyciągnąć gałązki, poprawić mocowania, przesortować bluszcz, przyciąć wszystko i spróbować ułożyć całość od początku, ale sama myśl o ponownym przechodzeniu przez ten etap sprawiła, że poczułem pianę na ustach i wkurw wibrujący mi aż w barkach - nie miałem już ani cierpliwości, ani ochoty, ani najmniejszej potrzeby udowadniania samemu sobie, że potrafiłem wygrać z kawałkiem badyla, zarówno z kolcami, jak i bez kolców, zamiast tego sięgnąłem po liście dębu.
Pierwszy wsunąłem pomiędzy gałązki głogu, drugi trochę wyżej, potem zacząłem wciskać kolejne wszędzie tam, gdzie widziałem szczególnie paskudną dziurę albo fragment, który wyglądał, jakby za chwilę miał odlecieć - nie bawiłem się już w żadną szczególną kompozycję - liść był duży i wystarczająco zakrywał lukę, więc go tam wciskałem, miejsce wyglądało pusto, to dostawało dwa liście, coś sterczało krzywo, przykrywałem to trzema kolejnymi i uznawałem problem za rozwiązany. Po chwili do dębu dołączyły paprocie, które zacząłem wplatać głębiej w konstrukcję, pozwalając ich długim, pierzastym łodygom rozkładać się na boki i zasłaniać wszystko, czego nie chciałem już oglądać - z każdym kolejnym liściem sytuacja wizualnie poprawiała się o jakieś… Dwa, może pięć procent, co przy stanie wyjściowym było całkiem niezłym wynikiem, a gdy w końcu nie miałem już żadnego listowia, odsunąłem się od stołu, spojrzałem na wieniec spod przymrużonych powiek - nadal był brzydki, ale przynajmniej teraz był brzydki z większą ilością roślin, więc uznałem to za wystarczający sukces jak na jeden dzień.

rzemiosło ◉○○○○ - dokładam liści
Rzut O 1d100 - 93
Sukces!


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
12 minut(y) temu ✶  
17.09.1972 Exmoor

Dzień później, po całej tej akcji z klubem nocnym i cudzymi upodobaniami do sakiewki mojej dziewczyny oraz mojej własnej sakwy, która na szczęście nie była wyznacznikiem reszty naszej wyprawy z Prue po stolicy, naprawdę późnym wieczorem znalazłem wreszcie chwilę, w której nikt niczego ode mnie nie chciał i nic nie próbowało mnie więcej zmolestować czy nawet wyprowadzić z równowagi, a przynajmniej nie robiło tego drugiego na tyle otwarcie, żebym musiał się tym zajmować. Usiadłem więc przy blacie biurka z kuflem świeżo nalanego piwa korzennego, postawiłem szkło obok materiałów i przez dłuższą chwilę po prostu patrzyłem na wieniec, który poprzedniego dnia niemal doprowadził mnie do szału - w tym świetle wyglądał trochę inaczej, chociaż nie miałem pojęcia, czy rzeczywiście coś się w nim zmieniło, czy po prostu to ja byłem już zbyt zmęczony, żeby dostrzegać wszystkie jego niedoskonałości - przechyliłem głowę w jedną stronę, potem w drugą, upiłem łyk alkoholu i w końcu musiałem przyznać, że te wszystkie próby poprawienia sytuacji rzeczywiście coś mu dały.
Najwyraźniej wciskanie ozdób gdzie popadnie było całkiem dobrym kołem ratunkowym - tam, gdzie wcześniej ziała dziura przypominająca o moich błędach, teraz sterczał szeroki dębowy liść, natomiast tam, gdzie bluszcz przedtem układał się wyjątkowo paskudnie, paproć zasłaniała go na tyle skutecznie, że można było udawać, iż dokładnie taki efekt zamierzałem osiągnąć - stwierdziłem więc, że skoro przypadek raz mi pomógł, nie powinienem nagle zaczynać być przesadnie ambitny. Znowu pociągnąłem trochę piwa, odstawiłem kufel, lekko trącnąłem jedną z najbardziej karykaturalnie odstających gałązek, poprawiłem ją palcami, raczej na odwal się niż skrzętnie, po czym uznałem, że najwyraźniej w tym wyjebaniu tkwiła metoda - i chociaż może nie była ona szczególnie wyrafinowana, posiadała tę zaletę, iż nie wymagała żadnej wiedzy florystycznej ani poczucia estetyki, którego zresztą nigdy nie uważałem za jedną ze swoich najmocniejszych stron - kiedy teraz spojrzałem na całość, liście rzeczywiście coś mu, kurwa, dały, więc mogłem dopierdolić do tego trochę owoców jarzębiny.
Nie próbowałem już zachowywać żadnej przesadnej symetrii - jedną kiść umieściłem wysoko, drugą niżej, kolejną bardziej z boku, aż czerwone punkty zaczęły pojawiać się na całym obwodzie - z każdym następnym fragmentem wieniec nabierał trochę więcej „charakteru”, a przede wszystkim przestawał być jednolicie zielony. Podniosłem kufel, przyjrzałem się efektowi znad jego krawędzi i pokiwałem głową, robiąc przy tym minę kogoś, kto właśnie odkrył własną metodę twórczą i był z niej całkiem, kurwa, zadowolony.

rzemiosło ◉○○○○ - jarzębina gdziekolwiek
Rzut O 1d100 - 28
Akcja nieudana


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2673), Pan Losu (29)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa