22.09.2026, 12:56 ✶
Dublin, 1972.10.10
Nie wiedział, ze wypad do mogolskiego kina na film, może być taki edukujący.
- A widzieliście jak dobrze odtworzyli nasze zdjęcia? A nawet poszli o krok dalej, bo nie są to krótkie obrazy zapętlone. To zupełnie jakby namówili bardzo realistyczne magiczne obrazy do odgrywania scen! Niesamowite co ci mugole zrobią, żeby radzić sobie bez magii. - pokiwał głową z niedowierzaniem, ale i uznaniem. Zanim całkowicie skupił się na filmie to właśnie ta nowinka techniczna sprawiała, że nie mógł usiedzieć w miejscu i kręcił się jak dziecko w pokoju pełnym najróżniejszych zabawek, których nigdy nie widział. Ciekawe czy udałoby mu się dorwać taką kamerę i zbadać czym ona różni się od zwykłego aparatu.
Z jednej strony całkiem dobrze się bawił, z drugiej przez sporą część seansu zastanawiał się, czy mugole naprawdę sądzili, że wszystkie nadnaturalne stworzenia miały tyle czasu na dramatyczne stanie w drzwiach i patrzenie na swoje ofiary. Gdyby każda klątwa, z którą przyszło mu pracować, dawała mu tyle czasu na reakcję, jego zawód byłby znacznie prostszy. Pewnie też mniej ludzi kończyłoby bez palców i w piachu. Ale cóż ryzyko zawodowe wpisane już w sam tytuł.
- Chociaż ten cały Helsing wiedział co robi, mniej więcej. - wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, stukając kilka razy palcem w jej spód, aż jeden wysunął się na tyle, żeby mógł złapać go ustami. Zajętym szukaniem po kieszeni zapalniczki, drugą ręką chował - Trochę za dużo biegania z krzyżami jak na mój gust. Jakby mi ktoś powiedział, że do pracy potrzebuję krzyża, wody święconej i drewnianego kołka, to bym się zastanowił czy nie pora zmienić zawód… Oh czekaj, w moim używam równie dziwnych połączeń przedmiotów - wyszczerzył się i spróbował odpalić papierosa. Zapalniczka szczęknęła dwa razy, dopiero za trzecim razem pojawił się płomień. Zaciągnął się papierosem i wypuścił dym gdzieś nad głowę tworząc z niego swoisty parasol. Przez chwilę szedł w milczeniu, rozglądając się po wieczornym Dublinie, miasto było zupełnie inne niż Londyn, było spokojniejsze, aż można było poczuć się bezpiecznie.
- To co? - odezwał się wreszcie, zerkając na pozostałą dwójkę. - Znajdziemy jakiś pub żeby napić się irlandzkiego Guinnessa czy chcecie wracać?
Kącik jego ust drgnął, kiedy do głowy przyszła mu pewna myśl.
- A w ogóle to myślicie, że jak wampir wypije krew kogoś pijanego, to automatycznie też stanie się pijany? - zapytał zatrzymując się nagle, jakby to było najważniejsze pytanie tego wieczoru.