- No to… Wiesz, sze zajmowałem się tym jeszcze pszed Spaloną Nocą? - Zapytałem, gdy już odesłałem wiadomość zwrotną i wróciłem na materac, chociaż tak naprawdę nie czekałem na odpowiedź ani tak naprawdę nie oczekiwałem, że będzie twierdząca. - Zacząłem zalas po pszyjeździe tutaj. Właściwie palę dni po naszym pielwszym spotkaniu. Zostałem w wciągnięty w temat ze względu na luny ochlonne, któle ktoś umieścił w lesie. - Spiąłem szczękę, po czym wypuściłem powoli powietrze. - Nie podoba mi się to balsiej, nisz myślisz, ale ani wtedy, ani telas nie mogłem powiedzieś „nie”, nawet jeśli znam lysyko. - Dopowiedziałem ciszej, nie zamierzałem jej odbierać prawa do zmartwienia jakimś tanim zapewnieniem, że wszystko będzie dobrze, bo nie wiedziałem, czy będzie - było kilka rzeczy, których człowiek mógł być pewien, i kilka takich, których nie powinien był obiecywać nawet własnej żonie, jeśli chciał móc patrzeć jej później prosto w oczy.
Atmosfera zrobiła się dziwnie ciężka, chociaż żadne z nas nie powiedziało niczego, czego druga osoba nie powinna była usłyszeć, po prostu… Znałem ten rodzaj ciszy - kurwa, znałem go aż za dobrze - już kiedyś przez coś podobnego przechodziłem, tylko ta sytuacja nie była taka sama, nasza sytuacja taka nie była i wcale nie zamierzałem ulec poczuciu, które próbowało wkraść się w moje myśli - wystarczyło jednak, że pomyślałem o tym przez sekundę, aby mięśnie karku napięły mi się automatycznie, całkowicie odruchowo, zaś gardło odrobinę się zacisnęło, więc odchrząknąłem, kręcąc głową - nie chciałem przenosić tamtej historii na tę, lecz nie chciałem też udawać przed Prudence, że ryzyko nie istniało. Nie mogłem jej zagwarantować, że wrócę bez zadrapania, że nic się nie wydarzy albo że wszystko pójdzie dokładnie tak, jak powinno. Obiecaliśmy się nie okłamywać.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)