świt – popołudnie
Kiedy kładła się spać dość późno (a raczej wcześnie, bo już zaczynało świtać…), po tym, jak przez ostatnie kilka godzin trochę nerwowo przeglądała książki traktujące o Limbo, wiedząc doskonale, że i tak nic tam nie znajdzie, ale robiła to trochę kompulsywnie, ze względu na nerwy, wiedziała, że to nie jest moment na marnotrawienie czasu, i w normalnych warunkach pewnie przewracałaby się jeszcze długo z boku na bok. Bała się, ale nie tym paraliżującym strachem, a tą niepewnością, co przyniesie jutro – albo raczej dzisiaj. Myślała o Samhain przez kilka ostatnich miesięcy, to w końcu to bliźniacze, nierozłączne z Beltane święto: krąg roku, życie i śmierć, przenikające się granice światów… I w tym wszystkim ona, z energią wyrwaną samemu Limbo.
Wiedziała, że musi być tego dnia wyspana. Że nie ma miejsca na przecieranie oczu, na zwolnione reakcje ciała czy umysłu. W lesie czaiło się śmiertelne niebezpieczeństwo, a jeśli ci idioci naprawdę chcieli tam wejść, to jeszcze trzeba było być gotowym na to, że i oni mogą rzucić jakieś paskudne zaklęcia. Zawczasu przygotowała więc sobie wszystko, czego potrzebowała na wieczorny sabat: podstawowe eliksiry (wiggenowe, uzupełniające krew i jedno antidotum), gwoździe, lampion, pudełko na proch, szatę uszytą przez Christophera, runę ochronną, którą dostała od Brenny i inne potrzebne rzeczy…
Postanowiła sięgnąć po ususzone owoce, które zakupiła podczas tego smętnego kiermaszu na Mabon. Miały ułatwiać zaśnięcie i Victoria pomyślała sobie, że to całkiem niezły symbol i klamra – dar Matki zakupiony podczas święta, który miał się przysłużyć, by w trakcie kolejnego sabatu była sprawna psychicznie i fizycznie. Miała ich dwa koszyczki i do tej pory, w całej tej zawierusze domowo-przeprowadzkowo-pracowo-sercowej, zwyczajnie czekały na swoją kolej.
Zjadła kilka kęsów tuż przed ostatnimi przygotowaniami do spania (choć na wszelki wypadek miała też przygotowany eliksir nasenny, gdyby jednak sen wcale jej po tym nie zmorzył), ale już, gdy wykonywała ostatnie kroki przedsennej toalety, poczuła, jak powieki robią jej się ciężkie.
Chwilę później była już w łóżku i smacznie spała. Zaś gdy już się wyspała, zadbała też o zjedzenie porządnego posiłku, który przygotowała dla niej skrzatka, wiedząc, że nie wiadomo kiedy następnym razem Victoria będzie miała okazję coś zjeść, więc była to pożywna potrawka z elfa.
// Zawada: bezsenność; Zużywam 1 porcję owoców ususzonych w popiele oraz 1 porcję potrawki z elfa