• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[28.10.1972] You take me apart and I'm whole

[28.10.1972] You take me apart and I'm whole
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#1
07.10.2026, 07:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 57 minut(y) temu przez Atreus Bulstrode.)  

Było już grubo po północy, to wiedział na pewno. Dokładna godzina była mu jednak nieznana, bo jak na złość, wszelkie zegarki pouciekały mu z zasięgu wzroku, kiedy razem z Christopherem osuszali kolejne szklanki, kojąc alkoholem ból i upodlenie dnia. Twarz wciąż bolała, a nie ważne ile oboje wyczarowali sobie kostek lodu czy zimnych kompresów – opuchlizna wywołana bójką nie chciała całkowicie zejść, dodatkowo rozlewając się siniakami tam gdzie padły ciosy. Czuł, że o poranku będzie tylko gorzej, jeśli nie posmaruje sobie tego jakąś maścią, a przynajmniej myślałby o tym, gdyby nie była to jedna z ostatnich rzeczy jakie zajmowały mu głowę.

Po pierwsze, całość sytuacji, w jakiej znalazł się z Rosierem, była dla niego zwyczajnie absurdalna. Kiedy już obydwoje się nieco uspokoili i znaleźli sobie miejsce inne niż Fontanna Szczęśliwego Losu, wreszcie udało mu się w pełni połączyć kropki, że jakieś skończone idiotki w kowenie zaczęły rozpowiadać, że pojawili się tam z Victorią, bo są na pewno zaręczoną ze sobą parą. Kompletnie nie wiedział po co i dlaczego, ale chyba wciąż było w nim trochę goryczy co do tego, że nie udało im się wiele załatwić.

Po drugie, nie ważne ile procentów wciągnął tego wieczoru, nie mogło to wygonić z jego głowy jednej, dość konkretnej rzeczy. Albo raczej człowieka – Stanleya Borgina. Kiedy wrócił z Lozanny, spodziewał się wielu rzeczy; prezentów, kartek urodzinowych, wyzwisk (bo zdarzali się i tacy, którzy życzyli mu jak najgorzej) i czegoś słodkiego. Ba, zjadł ten kaktusowy tort, udając że potem się o niego poobraża. Była jednak jedna rzecz, której nie spodziewał się w żadnym wypadku – listu. Koperty, którą nadesłała do niego Lorraine, a która zawierała w sobie więcej, niż mógł się spodziewać. Notki panny Malfoy dość szybko wylądowały w koszu na śmieci, kiedy tylko zorientował się, że miała zamiar prowadzić narrację urażonej księżniczki - niestety dla samego siebie, nieco za długo mu to zajęło. Potem pozostało mu przeczytać to, co nakreślił do niego przyjaciel.

Przyjaciel - czy tak właściwie powinien go dalej nazywać? Miał wrażenie, że nikt z jego otoczenia nie uważał, ze było to najlepsze określenie, a mimo tego Atreus nie mógł zebrać się na to, by jednoznacznie przekreślić Stanleya. Wiedział co zrobił, wiedział że zniknął, zapadł się pod ziemie, nie mówił całej prawdy i ukrywał przed nim rzeczy, ale… ale Bulstrode chyba zawsze gdzieś w środku czuł, że nie widział całego obrazka. Ba, nie chciał go widzieć. Odwracał wzrok umiejętnie, ignorując problemy i pewnie przez to niejednokrotnie stając się ich częścią. Nic już nigdy nie miało być takie samo, a mimo tego czuł że słowa zapisane na pergaminie, trafiają bezpośrednio do serca i są nazbyt aż prawdziwe. Gdyby mógł cofnąć czas, wszystko zrobiłby dokładnie tak samo, jeśli chodziło o przyjaźń ze Stanleyem i chyba dlatego tak go to wszystko rozdzierało. Łamanie na kole byłoby lepsze, a mimo tego korespondencja została złożona i schowana do koperty, którą wsunął do płytkiej szuflady w biurku, gdzie trzymał najważniejsze dokumenty.

Biciem i prowokowaniem Rosiera, chciał zagłuszyć to, co przez cały dzień dudniło mu w uszach, kiedy oglądali sobie z Victorią Knieję Godryka, a potem kowen Macmillanów. Nie był to przeciwnik idealny, ale nie zamierzał wzgardzać tym, co samo do niego przyszło - i za to podejście sam siebie mógłby nie znosić, gdyby miał w sobie odrobinę mniej alkoholu i żalu.

Znalezienie kamieni na mugolskiej ulicy okazało się zadaniem niemalże karkołomnym, ale wreszcie mu się udało, nawet pomimo tego ze parę razy zatoczył się i wpakował w ścianę. Potem przez chwilę zastanawiał się, która kamienica była poprawna, by wreszcie wycelować w okiennice. Jeden, drugi, trzeci - całe szczęście amunicja wcale nie była duża i chyba nie mogła zrobić dużej szkody, ale też szybko się skończyła. Zaklął wtedy, widząc że nie osiągnął zamierzonego efektu i wpakował się do środka. Po klatce schodowej, schodami na piętro - całe szczęście właściwe - po to by z rozpędu próbować otworzyć drzwi, bo przecież znał kod. Coś w nim jednak drgnęło w pewnym momencie, jakaś wyraźniejsza, ostrzegawcza myśl, że może nie powinien czegoś takiego robić. Nawet nie dlatego że nie wypadało, a istniało ryzyko ze dostałby za to zaklęciem. Dlatego zapukał. Na miarę swoich możliwości, czyli źle wymierzywszy siłę i nieco za głośno.

— Bre..enna! To ja, otwórz — szkoda tylko, że godzina była nieboska i tak poranna, że słońce nawet nie zaczęło jeszcze wstawać, ale to było zmartwienie na trzeźwego Atreusa.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
07.10.2026, 09:09  ✶  
Kiedy jeden z kamyków uderzył w okno, Brenna zwyczajnie spała, bo czasem wbrew temu, co sądzili niektórzy, się jej zdarzało. Dźwięk wprawdzie ją obudził, ale w pierwszej chwili zaspana uznała, że w szybę puka sowa, a kiedy obróciła się ku oknu i niczego nie zobaczyła, szybko pomyślała, że po prostu coś się jej śniło. Nakryłaby pewnie po prostu głowę kołdrą i wróciła do spania, gdyby nie dźwięki z okolic drzwi, które w sekundę sprawiły, że otrząsnęła się z senności.
Atreus miał rację, że wstrzymał się przed wprowadzeniem kodu. Bo nie że Brenna by się o to wkurzyła, ale istniałaby szansa, że oberwałaby jakimś zaklęciem, zanim zorientowałaby się, z kim ma do czynienia, pierwszym jej odruchem bowiem było oczywiście złapanie za różdżkę i wyskoczenie z łóżka. Opuściła ją jednak słysząc znajomy głos. Może niezbyt mądre, ale ostatecznie ten adres znała zaledwie garstka osób, nie namyślała się więc długo przed odblokowaniem drzwi. Zwłaszcza że wizyta w środku nocy zazwyczaj wskazywała na to, że dzieje się coś nieprzyjemnego. Londyn płonie, ktoś umarł, atakowano siedzibę Ministerstwa Magii, Bertie Bott ogłosił, że przestaje produkować fasolki wszystkich smaków i trzeba szybko zrobić zapasy albo…
…albo po prostu jest się podpitym i z kimś się pobiło.
To ostatnie przyszło jej do głowy jednak dopiero, kiedy drzwi zostały otwarte, a ona zdołała znaleźć włącznik światła. Przesunęła spojrzeniem po jego obitej twarzy, szybko szacując obrażenia. Nie była medykiem, ale oberwała i napatrzyła się na ludzi, którzy oberwali wystarczająco wiele razy, by dojść do wniosku, że wygląda to raczej jak ślady po bójce niż od zaklęć, i że prawdopodobnie było to starcie albo krótkie, albo wygrane. Jakaś opuchlizna, jakieś siniaki, ale bez katastrofy.
– Wpadłeś na zjazd rodzinny Nottów? – spytała, przesuwając się, by pozwolić mu wejść do środka. Nie żeby zakładała, że potrzebował Philippa albo jakiegoś innego Notta do bójki, równie dobrze mógł walnąć komuś nad kartami, jak wracać z jakiejś akcji, po której poczuł potrzebę sięgnięcia po kieliszek. Zablokowała za nim drzwi, i pociągnęła go w stronę salonu. – To tylko twarz? Oberwałeś gdzieś bardziej?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#3
2 godzin(y) temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 56 minut(y) temu przez Atreus Bulstrode.)  

— Cholera, nie pomyślałem o tym wcześniej. To by było coś — mruknął w odpowiedzi, z jakąś taką miną która sugerowała, że faktycznie bardzo chętnie pojawiłby się na Nottowskim zgromadzeniu rodzinnym. Jeśli nie Philip, to ten fagas, przez którego Brennie przestawił ostatnio twarz. Wszyscy byliby z tego spotkania zadowoleni, bo i on dałby upust swoim emocjom, i zrobiłby to Nott.

Wszedł do środka, nieco się przy tym chwiejąc. Nieznajomy korytarz był wrogi, podobnie z resztą jak cokolwiek co się w nim znajdowało, a o co zahaczył stopą, potykając się i uderzając dłonią w ścianę, by podeprzeć się na niej. Pstryknięty włącznik światła wcale nie pomagał, jak można było przypuszczać, bo do tego trzeba by było patrzeć pod nogi, a Bulstrode miał wrażenie że sączący się z góry blask jakoś tak dziwnie boli go w głowę. Dziwne, bo swoim zdaniem wcale nie wypił aż tak dużo, ale może zwyczajnie się przeliczył.

Swoim zdaniem nie wyglądał źle, ale ciężko było ocenić obrażenia, bo nie dane mu było spojrzeć w lustro od momentu, kiedy przepychał się z Christopherem w Fontanny Szczęśliwego Losu. Z resztą, kiedy pociągnęła do w stronę salonu, a zdarzyło się że miała jakieś przy drzwiach wejściowych, to w nie również nie spojrzał, celowo unikając swojego spojrzenia.

— Żenię się, wiedziałaś? — zapytał, zamiast odpowiadać jej na pytania. To gdzie czy jak bardzo dostał, nie było teraz aż tak istotne. Póki stał, to znaczyło to że był w jak najlepszym stanie, chociaż było to twierdzenie człowieka który próbował podnieść się na równe nogi, kiedy spadła na niego cała kamienica. Opowieść też, należało zacząć od samego początku, a przynajmniej od rzeczy najmniej drażliwych, jakby sam przed sobą próbował uniknąć konkretnego tematu. — Nie martw się, nie z tobą — poklepał ją po ręce uspokajająco, ale głos pobrzmiewał dziwnie, jakoś tak zbyt wesoło, w sposób niemal teatralny i gdzieś na granicy drobnego szaleństwa. Wciąż mu się ta plotka nie mieściła w głowie, bo przecież Lestrange była jednym z chłopaków. — Nie z tobą, ale z twoją przyjaciółką, Victorią Lestrange — zaśmiał się, jakby to był najlepszy żart pod słońcem, a potem potarł twarz, na moment zakrywając oczy i odchylając cierpiętniczo głowę do tyłu w towarzystwie cichego kurwa, nie wierzę.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
1 godzinę temu ✶  
– Lepiej nie, znikłbyś pewnie po nim w tajemniczych okolicznościach – stwierdziła Brenna, odruchowo próbując go podeprzeć, kiedy postanowił potknąć się o porzucone w przedpokoju domowe pantofle. Nie była nawet pewna, ale chyba zostawiła je tutaj Dora, bo zdawało się jej, że nie należały do niej. W samym salonie luster nie było, za to jedno minęli w przedpokoju, Atreus mógł więc przyjrzeć się swojej twarzy, noszącej zapewne ślady bójki i podpicia, zanim pociągnęła go dalej. – Może usiądziesz? – zaproponowała na przekór tego jego myślenia, że póki stoi, to wszystko było dobrze, bo miała dziwne wrażenie, że w każdej chwili mógł się przewrócić. A do wyboru miał tu kanapę i fotel, bo może jeszcze salon nie był urządzony tak, jak byłby w domu zamożnych, mieszkających to na stałe osób, ale mieszkanie już wyglądało jako tako – i nawet ubyło zalegających tutaj wcześniej pudeł.
Zamarła na moment, kiedy ogłosił, że się żeni i nie musi się przejmować, bo nie z nią: może coś o niej mówiło, że przez sekundę była gotowa dopuścić do siebie myśl, że mówi poważnie, czy dlatego, że uznał, że małżeństwo aranżowane to rozsądna sprawa i zgodził się na jakąś kandydatkę podsuniętą przez ojca, czy ponieważ w głowie odbijały się mu echem słowa Isobell i dogadał się z Macmillanami.
Ale potem, gdy padło imię Victorii, rozluźniła ramiona i po prostu popchnęła go w stronę siedzenia.
– Nie miałam pojęcia. Pogratulowałabym, ale jestem pewna, że Victoria też nie wie – oświadczyła po prostu, bo w to że Lestrange i Bulstrode próbowali ich wyswatać mogłaby uwierzyć, może nawet w to, że Victoria choć deklarowała, że nigdy na to nie pozwoli, uległaby w końcu prośbom i groźbom, ale z całą pewnością nie, że zgodziłaby się, wiedząc, że oni dwoje się spotykają i jeszcze nic jej nie powiedziała. – Powiedziałeś jej już? Mam tu gdzieś maść na siniaki, ale na tę opuchliznę mogę dać ci co najwyżej lód.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#5
1 godzinę temu ✶  

Może by znikł, a może by nie znikł, tego nigdy pewnie się nie dowiedzą, ale Atreus był przekonany, że gdyby Nottowie spróbowali, to srogo by popamiętali tej próby. Rozważając o swojej własnej wyższości na temat tej konkretnej rodziny, przeszli przez przedpokój (nie, nie spojrzał w lustro, nice try), kierując swoje kroki do salonu. Oferta zajęcia miejsca siedzącego była całkiem interesująca, chociaż przez moment wyraźnie ją rozważał, w duchu idei że tylko słabiaki siadały, ale doszedł jednak do wniosków, że zdążył już udowodnić swoje zdolności poruszania się na dwóch nogach, nawet jeśli potknął się o czyjeś pantofle przy drzwiach.

Usiadł na kanapie, albo raczej zapadł się w nią beznadziejnie kiedy go popchnęła, bo poduszki znajdowały się nie tam, gdzie mu się wydawało. Chciał ją pociagnąć za sobą, ale nie zdążył jej złapać. Ważne jednak, że nie wylądował na podłodze. Uzyskawszy stabilność, zaczął też ściągać płaszcz (buty grzecznie zsunął przy drzwiach, w tak zwanym międzyczasie potykania się), chociaż szło mu to jako tako przez oparcie.

— Widzisz, zabawnie się składa, bo ja też nie miałem o tym najmniejszego pojęcia — odpowiedział radośnie niemal, uporawszy się z rękawami. — Ale najwyraźniej pojęcie miał jej amant, bo zamiast zaśpiewać mi sto lat to postanowił mi na dzień dobry przydzwonić. Słabo mu to poszło, musze przyznać, szkoda że tego nie widziałaś — oznajmił z całkiem zadowoloną z siebie miną. Oczywiście, prawda wyglądała nieco inaczej, przynajmniej fragment o oglądaniu całego zajścia, bo Atreus zdawał sobie sprawę że gadał rzeczy absolutnie żałosne i tylko po to, żeby dodatkowo nakręcić Rosiera. Wyszło mu i był z siebie tak samo dumny, jak i rozczarowany. Albo raczej rozczarowany będzie, kiedy już mu przejdzie. — Nie wiem czy mam odwagę, a co jeśli powie mi nie? Zawiedziemy wtedy te wszystkie rozchichrane kapłanki w kowenie, które tych bzdur pewnie nagadały. Nie wiem kto inny by to zrobił, a akurat dzisiaj byliśmy w Whitecroft rozpytać o ten cały szturm na Knieje Godryka. Wgapiały się w nas jakby bogini nam za plecami stała, przysięgam — skrzywił się zwyczajnie, podciągając rękawy koszuli. — Szkoda że nie jesteś bardziej zazdrosna, miałbym powód by złamać jej serce — pokręcił głową, tylko po to by zaraz poruszyć nią w dół i w górę, dając tym samym znać że jeśli ma lód, to na pewno nie zamierzał narzekać.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
51 minut(y) temu ✶  
– Amant? Masz na myśli Rosiera?
Trochę za dużo czasu spędzała w towarzystwie Atreusa, żeby nie przeczuwała, że to nie do końca tak, że amant wpadł i zaczął się awanturować, a Bulstrode starał się wyjaśnić sytuację. Może nie domyślała się, w jaki sposób go prowokował, ale była pewna, że podgrzewał sytuację.
– Potem poszliście pić? – zapytała, pochylając się, by pociągnąć za rękaw płaszcza i pomóc się mu wyplątać z okrycia. Właściwie to czy pili razem po bójce, czy pił z kimś innym przed bójką nie miało jakiegoś wielkiego znaczenia, ale zastanawiała się, co powie Victoria na tę rewelację, że dwóch panów najwyraźniej postanowiło z jej powodu okładać się pięściami. – Och, kapłanki. Zdaje się, że są twoimi fankami. Ciesz się, że tylko opowiadały plotki, a nie planowały zbiorowe samobójstwo czy coś – skwitowała, chociaż do niej ta plotka nie dotarła: jeszcze. Może dlatego, że była dziś zabiegana, chociaż dziwne trochę, że ktoś złośliwy nie przyleciał do Brenny, by szepnąć jej na uszko, żeby nie robiła sobie nadziei, bo Bulstrode będzie się żenić z tą jej ładniejszą, popularniejszą i jeszcze w dodatku Zimną koleżanką. – Jeśli chcesz mogę z nią pogadać jak przyjaciółka z przyjaciółką i wybadać dla ciebie temat – rzuciła, już wędrując do szafek, żeby wyciągnąć z nich maść. Lód zwyczajnie wyczarowała: była w kształtowaniu na tyle dobra, że nie musiała się przejmować, czy zniknie, a potem owinęła go w ściereczkę. Tak wyposażona wróciła do Atreusa, opadła na miejsce obok, wręczyła mu materiał z lodem… choć pewnie nie poczułby ogromnej różnicy i bez tej ściereczki, ale nie była pewna, czy chłód skóry chroni przed odmrożeniami… a potem otworzyła pojemnik z maścią. Był dość istotnym elementem domowej apteczki przy tym, jak często sama kończyła posiniaczona.
– Byłoby dziwne, gdybym była zazdrosna o Victorię. Trochę za dobrze ją znam – powiedziała, spoglądając mu w oczy. Po prostu nie podejrzewałaby, że Lestrange mogłaby jakiejkolwiek przyjaciółce zrobić taki numer. – Chciałbyś, żebym urządzała sceny zazdrości? – Była raczej typem, który uważając, że facet dawałby ku takim bardzo jasne powody, po prostu by odszedł. Znieść wobec siebie mogła naprawdę bardzo dużo, ale z pewnością nie bycie piątym kołem u wozu. – Wszystkiego najlepszego. Myślałam, że mieliście wrócić dopiero wczoraj. Puścili cię wcześniej?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#7
28 minut(y) temu ✶  

— Oczywiście, że Rosiera — prychnął, ale zaraz nabrał na czujności. — No chyba, że masz na myśli kogoś innego? — zapytał z pewną podejrzliwością, bo nie zakładał że Victoria grała na dwa fronty, nie po sytuacji z Saurielem, ale może zwyczajnie jego przyjaciel się nieco przeliczył co do tego, gdzie znajduje się jego związek (o ile związkiem to w ogóle można było nazwać). — Oczywiście, że tak, w końcu to mój przyjaciel — poinformował ją, jakby nieco go te wątpliwości oburzyły. Bo jak to tak, mieli sobie dać w mordę i pójść w swoją stronę? Bez sensu.

— O, to całkiem zabawne. Ale biorąc pod uwagę te pogłoski o marszu wyzwolenia na Knieję, to ja nie wiem czy któreś nie planują się tam położyć, żeby je coś zeżarło — uśmiechnął się krzywo, wywracając na to wszystko oczami, bo przyjmował z jakąś ponurą pewnością to, że w Dolinie Godryka stanie się komuś w Samhain krzywda. — Nie trzeba, serio. Chociaż pewnie zanim z nią pogadasz, to i tak zobaczę ją w pracy. Najwyżej się znowu obrazi — wzruszył ramionami. Byłoby to niesamowicie niefortunne, ale przynajmniej mieli parę dni do sabatu, żeby sobie w urażony sposób pomilczeć, gdyby mieli taką fantazję.
Przyjął lód z wdzięcznością, chociaż faktycznie, jego temperatura nie przynosiła mu żadnej faktycznej ulgi. Było to raczej jakiej wspomnienie, a może i przyzwyczajenie, że przyłożenie go do bolącego miejsca sprawiało, że było nieco lepiej. Odchylił się do tyłu, kładąc głowę na oparciu kanapy i odetchnął głęboko, na moment przymykając oczy.

— Nie — odpowiedział po chwili ciszy, jakby musiał się nad tym zastanowić, bo wcześniej niezbyt się nad tym rozwodził. W końcu spojrzał na nią — Ostatni raz coś takiego bawiło mnie po szkole — przyznał i może był to jakiś wyznacznik tego, że zwyczajnie się zmienił. — No chyba że na niby, na potrzeby sprawy. Teatrzyk zawsze jest zabawny — przyznał, chociaż nie był pewien jak by to wyszło, biorąc pod uwagę żywe obrazy w jego pamięci, kiedy znajdowała się w jego ciele i zero w tym było teatralności. — Hm, niespodzianka? — uniósł wolną dłoń, w połowicznym geście ta-dam. — Chyba przez to Samhain i przebieżki dookoła Doliny. Swoją drogą, bardzo smaczny tort. Szkoda tylko, że kaktus.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
16 minut(y) temu ✶  
– Nie zdziwiłabym się, gdyby uganiał się za nią ktoś jeszcze – stwierdziła, chociaż nie, samej Victorii nie podejrzewałaby o ciągnięcie dwóch frontów. Ale czy na pewno nie było nikogo, kto w jej imieniu chciałby dać w twarz Atreusowi?
Omal nie westchnęła z czymś w rodzaju „chłopcy” i nie powiedziała, że ona nie bije się z koleżankami, ale potem przypomniała sobie, że właściwie bardzo regularnie biła się z jednym kolegom, a potem siadali zjeść ciastka, więc prawdopodobnie nie powinna oceniać.
– Może spróbują bohatersko ocalić ci życie? Albo będą czekały, żebyś ty bohatersko ocalił je. Wspaniały, książkowy prolog do romansu. Ewentualnie pierwszy rozdział, bo prologiem byłaby jakaś drobna zapomniana interakcja z dzieciństwa albo taka podczas Beltane – stwierdziła więc zamiast tego. – Och, czyli nie przekazywać od niej karteczek w szkolnej stołówce ani nie pytać czy pójdzie z tobą na potańcówkę? – zażartowała, bo właściwie zdarzało się i w Hogwarcie, i tuż po Hogwarcie, że proszono ją, aby służyła za takiego pośrednika.
Uśmiechnęła się lekko, ledwo dostrzegalnie na to przyznanie, że już by go to nie bawiło: i dobrze, bo ani się do tego nie nadawała, ani chyba nie czułaby się dobrze spotykając z kimś, kto celowo taką zazdrość chciał wywoływać… a i chyba wierzyła jednak, że gdyby chciał sprawę zakończyć, powiedziałby jej to przynajmniej wprost. Uśmiech był szczery, ale podszyty jakimś zmartwieniem, bo wcale nie była pewna, czy przyszedł tu tylko dlatego, że pobił się i upił z Rosierem i z jakichś powodów uznał, że to dobry pomysł.
– Nawet teatrzyk o pierwszej nad ranem, kiedy ma się za sobą parę drinków za dużo? – spytała, a potem sięgnęła, by nałożyć trochę maści na obitą twarz z drugiej strony niż trzymał lód. – Powiedziałeś żadnych szamponów kaktusowych, ale nie było ani słowa o kaktusowych tortach. A Nora to czarodziejka w kuchni, więc jestem pewna, że to był absolutnie niesamowity tort.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1834), Brenna Longbottom (1333)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa