Tutaj nie chodziło o to, co wypada. To akurat nie interesowało Theona wcale. Dużo większe znaczenie miało tutaj to, co od niego wymagano. Od samego początku był trzymany dość krótko. Ojciec i matka mieli względem niego konkretne wymagania. Od najmłodszych lat wpajano mu również, że rodzina jest najważniejsza. Powinien działać w sposób, który przyniesie im wszystkim korzyści. Iść wcześniej wytyczoną ścieżką. To też Theon starał się robić, nawet jeśli nie zawsze było zgodne z tym, czego sam dla siebie chciał.
Nawet jeśli czasem było przeciwne temu, w co sam wierzył.
- Z Tobą nie da się rozmawiać. - powiedział ten, z którym rozmawiać się dało.
I tyle było ze spokojnej rozmowy, o którą prosił. Nie przyszedł tu jej grozić. Chciał dobrze. Wyszło natomiast tak samo jak zwykle, kiedy chodziło o Geraldine. Ona zawsze musiała postawić na swoim. Bez wyjątku. Choćby było to skrajnie nieodpowiedzialne. Głupie. Lekkomyślne. Nie myślała o konsekwencjach. On natomiast nie potrafił się tego nie robić.
Może dlatego, że faktycznie miał się czego obawiać?
- W takim razie umieraj, skoro Ci do tego tak śpieszno! - wkurwił się. Wkurwił tak całkiem porządnie. Nawet podniósł z ławki. A że był od siostry wyższy, to też dało się do pewnego stopnia odczuć. Nie powiedział w jej stronę niczego więcej. Jedynie oddychał ciężej, co dało się zaobserwować. Na usta cisnęło się całkiem sporo różnych słów. Określeń. W głowie roiło się od myśli. Wszystko to jednak zachował dla siebie.
Słuchając jej kolejnych słów, zacisnął dłonie w pięści. Po kilku chwilach je rozluźnił. A później to samo z powrotem.
- Nie masz zielonego pojęcia. Kompletnie. Nie wiesz o czym mówisz. - powiedział. Nie padło z jego strony nic o tym, że nie zamierza z tego rezygnować; że w to wszystko wierzy. Sam nie był pewny czy nadal tak było. Czy nie zaczynało mu to wszystko coraz bardziej ciążyć; coraz bardziej go przytłaczać.
Wiedział, że nawet jeśli by tego chciał, to z obranej ścieżki nie było łatwej drogi powrotu. O ile jakakolwiek istniała. Przez te wszystkie miesiące zaszedł zbyt daleko. Gdyby teraz od nich się odwrócił, najpewniej nie miałby czego szukać również po przeciwnej stronie barykady.
Przez chwilę jeszcze próbowali rozmawiać, ale atmosfera była przez cały czas napięta. Nie zmieniło się to aż do samego końca spotkania. Każde z nich widziało sytuacje inaczej. W inny sposób chciało rozwiązać pewne problemy. Nie dali rady dojść na tym polu do porozumienia. Jeszcze nie teraz. Czy zmieni się to później? Cholera jedna wie.
Do Londynu nie wrócili razem. Zirytowana przebiegiem rozmowy, Geraldine po prostu teleportowała się w pizdu zostawiając go nad jeziorem całkiem samego. Musiał sobie jakoś z tym poradzić. Tyle dobrego, że do rodzinnej posiadłości nie było daleko. Złożył niezapowiedzianą wizytę rodzicom, został nawet na kolacji, a po wszystkim wrócił do Londynu przy pomocy sieci fiuu.
Zostało jedynie zająć się zdobyciem nowej różdżki.