• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[czerwiec 1963, Hogwart] Gdy Gryfonka psuje Ślizgonkę

[czerwiec 1963, Hogwart] Gdy Gryfonka psuje Ślizgonkę
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
24.03.2023, 01:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2024, 21:58 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I


Pokłosie tej sesji.

Ten dzień nie zaczął się tak, jak zwykle.
W ciągu ostatnich paru miesięcy Brenna przeważnie budziła się w Wieży Gryffindoru, we własnym łóżku. To znaczy - raz zdarzyło się, że był to Zakazany Las, parę razy fotele w pokoju wspólnym, a raz szklarnia, w którą niechcący ją zamknięta - regułą jednak było raczej dormitorium. I jako reguła, rankiem rzadko czuła się, jakby miała zaraz umrzeć. Bywała małą, hogwarcką dzikuską, ale na ogół mimo wszystko trzymała się szkolnych przepisów, przynajmniej większości z nich.
Tym razem jednak na pewno nie była w dormitorium. I czuła się, jakby miała zaraz umrzeć.
- Niech ktoś zgasi to światło - jęknęła, kiedy słoneczne promienie padły prosto na jej oczy. Odruchowo osłoniła je dłonią, nie unosząc na razie powiek. Bolała ją głowa. Bardzo bolała ją głowa. Bolały ją też plecy. Tym, co miała pod plecami, chyba nie był materac. Chyba nie miała dziś siły iść na lekcje...
...gdy pomyślała o lekcjach, przypomniała sobie wreszcie, że żadnych lekcji nie ma. Wczoraj zdali (miała nadzieję, że zdali) ostatni egzamin. Dziś po południu mieli wsiąść po raz ostatni do Hogwarts Express. A wczorajszego wieczora byli w Hogsmeade, pili w Trzech Miotłach, korzystając z tego, że mogli sobie na to pozwolić po raz pierwszy i potem...
...Brenna niezbyt pamiętała, co było potem.
Odsunęła dłoń od twarzy i otworzyła wreszcie oczy. Tym, co zobaczyła nad swoją głową, był sufit wieży. Niestety, nie Gryffindoru, a... astronomicznej. W dodatku znajdował się zaskakująco blisko. Brenna wprawdzie nie mogła zebrać myśli, ale kojarzyła nieznacznie, że kiedy mieli lekcje, był jakby wyżej. Właściwie tylko raz widziała go z tak bliska. Kiedy jeden z chłopców dla żartów posłał na krokwie pod sufitem ozdobę do włosów jej koleżanki, ona postanowiła ją zdjąć i weszła na belkę pod sufitem. I...
Poruszyła się gwałtownie na tę myśl, co skończyło się w jedyny możliwy sposób. Brenna Longbottom, lat osiemnaście, wczoraj od mniej więcej piętnastej dumna absolwentka Hogwartu, Domu Gryffindora, zleciała z belki. Z jej ust zdążył się jeszcze wydobyć krótki okrzyk, zanim z hukiem uderzyła o podłogę. Na szczęście, zaprawiona po licznych upadkach z drzew, na które wchodziła zawsze z dużym upodobaniem, odruchowo przyjęła taką pozycję, by zamortyzować upadek. Mimo to przez chwilę leżała na posadce, nieco oszołomiona. A kiedy uniosła wreszcie wzrok, dostrzegła, że nie jest sama.
- Tori? - powiedziała, unosząc się na łokciach. Gardło miała suche i straszliwie chciało się jej pić. - Eeee... pamiętasz, co tutaj robimy?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
24.03.2023, 12:32  ✶  
Victoria nie miała w zwyczaju budzić się nie w swoim łóżku. Właściwie to nie budziła się poza nim prawie nigdy. No zgoda, czasami zdarzało się zasnąć koło Cynthii kiedy gadały jeszcze, albo się uczyły, zamiast pójść spać, ale to było tak naprawdę łóżko obok. Ale żeby obudzić się gdzieś poza własnym dormitorium, czy co gorsza, poza Pokojem Wspólnym Ślizgonów? Nie. To się nie zdarzało. A już na pewno nigdy nie budziła się na twardej, drewnianej, nieco zakurzonej podłodze, przykryta… czymś. A obudziło ja głośne huknięcie gdzieś niedaleko, po którym zerwała się do pozycji siedzącej jak oparzona, choć była kompletnie nieprzytomna, a w głowie dzwoniło jej jakby właśnie koncertowała tam grupa marszowa z bębnami i talerzami o które nawali co dwie sekundy. Ale przed huknięciem było jeszcze coś. Jakiś wrzask? Ktoś krzyczał. To pewnie był bardzo realistyczny sen…
  Przetarła powieki, wtedy usłyszała jęk, szuranie… i przymrużonymi oczami, bo światło zdecydowanie za mocno świeciło, rozejrzała się wokół siebie. Tym, czym była przykryta, była jakaś biała plachta, jaką narzucało się na meble, by tak bardzo się nie zakurzyły. Ubrania miała wymięte, zakurzone i trochę brudne, włosy rozczochrane i to pomimo tego, że wcześniej miała je związane w piękny warkocz. A tam, skąd dochodziły te nieboskie dźwięki, dosłyszała znajomy głos i zaraz dopasowała głos do osoby i twarzy, która się wyłoniła spod… spod nikąd. Po prostu się uniosła, choć reszta ciała nadal leżała.
  - Brenna? – zaczęła inteligentnie. - Czemu leżysz twarzą do podłogi – to miało być pytanie, powinno zabrzmieć jak jedno, ale Tori nie zdołała w sobie siły by odpowiednio wymodelować głos, by jak pytanie zabrzmiało. Trzeba się było domyślić z kontekstu. Lestrange jeszcze nie załapała, że ten huk to była spadająca z belki Brenna i że powinna ją pytać czy nic jej nie jest… ale odzywała się więc żyła. Natomiast na drugie pytanie panny Longbottom, Victoria rozejrzała się jeszcze raz po miejscu, w którym były. To chyba… była wieża astronomiczna? Nie była tu już dobre kilka lat. Dziewczyna w odruchu uniosła dłoń żeby podrapać się po głowie i wtedy wyciągnęła sobie z góry warkocza gałązkę z listkiem, na którą zapatrzyła się nierozumiejącym wzrokiem. I próbowała się skupić. Co tutaj robiły? No właśnie… chyba… chyba… - Chyba chciałaś mi pokazać wasz pokój wspólny? – stwierdziła zamyślona.
  Bogowie. Ale jej się chciało pić! I jak ta głowa bolała!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
24.03.2023, 12:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2023, 12:44 przez Brenna Longbottom.)  
- Spadłam – wyjaśniła Brenna usłużnie, zadzierając głowę, by spojrzeć na belkę, z której zleciała. Oczywiście, migrena natychmiast się nasiliła. Gryfonka jęknęła cicho, a potem, z pewnym trudem, zdołała unieść się do pozycji siedzącej.
Też była rozczochrana, a w jej włosach pełno było liści i znalazła się jakaś pajęczyna. Gdzieś zgubiła wierzchnią, ciemną hogwarcką szatę, chociaż szalik Gryffindoru, jakimś cudem spadł z jej szyi dopiero, gdy ona spadała z krokwi. Odruchowo sprawiła, czy ma przy sobie różdżkę, ale tej na szczęście nie straciła.
- Jak ja tam wlazłam? – zastanowiła się, przyglądając belce. To nie była nawet ta, na którą dostała się na czwartym roku. – Tori, czy ty mnie tam lewitowałaś, czy w nocy nauczyłam się chodzić po ścianach? – spytała, bo chociaż była naprawdę dobra we wspinaniu się, w tej chwili czuła, że na trzeźwo wejścia do tego miejsca by się nie podjęła.
Pokój wspólny…
To przywołało pewne wspomnienie. Tak, faktycznie. Dotarły do zamku i Brenna powiedziała, że właściwie już nikt nic im nie zrobi, nawet jak są Gryfonką i Ślizgonką, i może Victoria chciałaby skorzystać z niepowtarzalnej okazji obejrzenia Pokoju Wspólnego Gryfonów, bo teraz na pewno będzie pusty… i że mają tam świetne fotele. Kiedy miód szumiał w głowie, to wydawało się całkiem logicznym pomysłem. (Właściwie na trzeźwo Brenna też mogłaby narazić Gryffindor na wieczną hańbę i pokazać go Ślizgonkom. Ale raczej nie robiłaby tego w taki sposób, jak w nocy.)
- Zaraz… - wymruczała. – Nie jestem pewna. Pomyliłam wieżę, czy przed kimś musiałyśmy uciekać? – zastanowiła się, bo kojarzyła coś mgliście. Chyba chowały się w jakimś schowku. A potem, pod zaklęciem kameleona wędrowała na czworakach za kolumnami, aby ominąć jakieś duchy, które kłóciły się na korytarzu. Właściwie dlaczego próbowała je ominąć…? Nauczyciele pewnie wspomnieliby coś o tym, że są rozczarowani, ale Brenna miała niejasne wrażenie, że celowo tej ostatniej nocy nie próbowaliby łapać siódmoklasistów, żegnających się z Hogwartem, a im i tak nie można było dać już szlabanu.
A. Zaraz. Chyba z jakichś powodów zapomniała, że w sumie to jest koniec roku.
- Chyba zostanę abstynentką – zadeklarowała, wyciągając z włosów gałązkę. Zamarła i przypatrywała się jej przez chwilę. – To wygląda jak… jak gałązka z Zakazanego Lasu – powiedziała powoli, rozpoznając charakterystyczne liście. Obejrzała uważnie swoje dłonie, a potem kolana. I na jednych, i na drugich, nie brakowało zadrapań. – Ehem, przepraszam. Nie jestem pewna, co się stało, ale myślę, że to moja wina – stwierdziła z miną zbitego psiaka, próbując sięgnąć wspomnieniami do wczorajszego wieczoru. Zanim wchodziły na piętro, i zanim chowały się przed duchami. Pomiędzy drzwiami Trzech Mioteł a wrotami Hogwartu w jej pamięci ziała dziura.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#4
27.03.2023, 09:30  ✶  
Nie miała siły ani odpowiedniej dozy skupienia, by się teraz przyglądać Brennie. Wystarczyło jej że żyła i że najwyraźniej nic jej nie było po tym spektakularnym upadku, którego niestety nie mogła być świadkiem, bo spała. Gadała (może odrobinę mniej i wolniej niż normalnie) i ruszała się (chociaż obecnie statycznie zajmowała jedno miejsce), ale Lestrange oceniła, że z Gryfonką jest wszystko dobrze. Może oprócz kaca, który najwyraźniej męczył i ją.
  Victoria akurat masowała sobie skronie, kiedy Brenna zadała swoje pytanie. No… pierwsze z nich. Sama zadarła nieco głowę do góry, żeby spojrzeć na te wysoką belkę ale jak normalnie miała milion myśli, tak jedyna jaka teraz kołatała jej się po głowie w związku z tą sytuacją, to to, że słońce trochę za głośno świeci przez okno. I musiała aż przymrużyć oczy. Może wyglądała przy tym jakby zwyczajowo się nad czymś zastanawiała, bo taki prawdę powiedziawszy był plan, tylko że był daleki od wykonania. Nie żeby nie próbowała – bo próbowała i po chwili aż sama spuściła wzrok żeby się rozejrzeć czy ma gdzieś obok siebie różdżkę, czy może jakimś cudem ją zgubiła, bo jeśli tak to po pierwsze: tragedia!, a po drugie: na pewno jej nie wylewitowała na górę. W żadnej kieszeni różdżki nie znalazła, od razu załączyła się lekka panika, kiedy Tori zaczęła nieco gwałtownie macać otoczenie wokół siebie i w końcu jej dłoń natrafiła na znajomy kształt. Różdżka była obok niej. Najwyraźniej musiała spać do niej w pewnym sensie przytulona. No dobrze, czyli nie było tragedii, ale to faktycznie mogła byc ona. Znowu zmrużyła oczy i zadarła wyżej głowę usiłując sobie przypomnieć najświeższe wydarzenia tej nocy. Chyba… chyba miała jakieś przebłyski. Coś jak…
  - Chyba… – zaczęła niepewnie - chciałyśmy sprawdzić czy da się tak nadmuchać kogoś jak wiesz… tamtego mugola i – wysłowiła się w końcu i spojrzała na Brennę próbując jednak wie skupić na tym jak wyglądała. Jak nieszczęście, ale nie w tym rzecz. No nie wyglądała na nadmuchaną. Ani na opuchniętą. To był jakiś plus.
  - Eeeee – był to ewidentnie odgłos wzmożonej aktywności mózgu, podczas której Victoria starała się sobie przypomnieć chronologiczny przebieg zdarzeń tej nocy odkąd opuścili Trzy Miotły w Hogsmeade, ale tak jej się chciało pić, tak bolała ją głową i tak wszystko było na nie, że nie szło jej to zbyt dobrze. Pewnie po prostu szła za Brenną tam gdzie prowadziła, a że się przed czymś albo kimś chowały… może przed gniewem Cynthii?
  - Nigdy więcej nie będę łączyć rumu porzeczkowego z miodem i z whisky – mruknęła i jedyne z czego się cieszyła to to, że nie zbiera jej się na wymioty, bo z wieży astronomicznej to… Victoria jedyne z czego się cieszyła to to, że spala w miarę na środku pomieszczenia. I że nie musi patrzeć w dół. Ale nie była wcale taka pewna, czy po pijaku nie miała innych pomysłów odnośnie wieży, wysokości i spoglądania w dół. Albo w górę. - Też takie mam – mruknęła i pomachała swoją gałązką, która wyciągnęła z włosów. Sama ogólnie wyglądała nielepiej, ciuchy trochę potargane, ewidentnie się przedzierały przez jakieś krzaczory i chaszcze. - Obiecaj mi że jak się spotkamy za te dziesięć lat, to nie powtórzymy tej mieszanki alkoholi, co? – machnęła ręką na przeprosiny Brenny bo nie było za co przepraszać. Obie były tak samo winne. Obie – bo nikogo innego tutaj z nimi nie było. - Daj spokój.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
27.03.2023, 10:46  ✶  
Brenna, jak na siebie, była bardzo mało ruchliwa. Kawałek podłogi, na który upadła, szczególnie się jej podobał. Poruszenie się z niego byłoby z pewnością… bolesne. Odrętwiała w końcu od spania na belce, poza tym upadek, na szczęście, nie skończył się połamaniem, ale siniakami już tak, w dodatku w jej głowie, była pewna, galopowało akurat stado hipogryfów. Chociaż nawet to nie powstrzymywało ją przed gadaniem, acz też ograniczyła je… choć wciąż nie do stopnia przeciętnego człowieka.
- Och – powiedziała na słowa Victorii, spojrzała znowu na belkę, a potem ku wielkim oknom, wychodzącym na wszystkie strony. Sięgnęła dłońmi do twarzy i szyi, jakby chciała się upewnić, że na pewno wyglądają normalnie. – Och – powtórzyła. – Merlinie. Jakbym stąd wyleciała, to by mnie złowiono za miesiąc.
Miała szczęście, że chyba ostatecznie z jakichś powodów zrezygnowały z dmuchania i ostatecznie zadowoliły się jakimś łączeniem leviosy i wingardium leviosa. Albo innymi zaklęciami, by gdy Brenna bardzo się skupiła (co okupiła okropnym bólem głowy), przypomniała sobie coś z lataniem. Ale obraz był niewyraźny i zamazany.
- Przysięgam solennie – zgodziła się chętnie na prośbę panny Lestrange, zwłaszcza, że kiedy spróbowała zmienić pozycję, do stada hipogryfów dołączył także jakichś garborożec. Jęknęła i złapała się za głowę. – Wiesz co? Kremowe. Następnym razem będę piła wyłącznie piwo kremowe.
Powinna była być mądrzejsza, gdy Cas zaproponował piwo. Nie doceniła Flinta. Kremowe piwo było wspaniałe! Po kremowym piwie nie bolała głowa! Po kremowym piwie nie wchodziło się na wysokie belki! To znaczy, Brenna robiła to i bez jakichkolwiek napoi, ale potem umiała z wysokości zejść. Zamiast spaść.
Z drugiej strony, musiała przyznać, że wczoraj bawiła się naprawdę dobrze. I właściwie pamiętała wszystko aż do wyjścia z Trzech Mioteł, więc ostatecznie chyba nie żałowała.
Puściła włosy, i zapatrzyła się na gałązkę. Zakazany Las… Jakim cudem trafiły do Zakazanego Lasu? Gdzieś spomiędzy kopyt hipogryfów wyłoniła się…
…lunabella?
- Zaraz – powiedziała powoli. – Chyba chciałam ci pokazać legowisko lunabelli.
Pamięć – a może tylko wyobraźnia? – podsunęła kilka puchatych stworzonek, biegających wokół wielkiego drzewa o grubym pniu w świetle księżyca.
- Merlinie. Dobrze, że zabrałam cię do lunabelli, nie do siedliska jednorożców – przeraziła się Brenna. To pierwsze leżało na obrzeżach lasu. To drugie w głębi. Bardzo, bardzo dalekiej głębi. Zaraz jednak Brenna przypomniała sobie, że nie powinna się przyznawać, że tam w ogóle była, w końcu Tori była prefektem, ona była prefektem, i ach, przestępczynią, która parę miesięcy temu stała się animagiem i dlatego miała okazję wejść w głąb Zakazanego Lasu. (Na swoje usprawiedliwienie: zamierzała się zarejestrować.) – Gajowy wspomniał mi kiedyś, że jest w samym sercu Zakazanego Lasu, gdyby próbować je znaleźć, to by dopiero było – dodała w przypływie natchnienia. I kłamała, i nie, bo słyszała, jak gajowy wspominał, że jednorożce mieszkają w głębinach Zakazanego Lasu, i przecież nie mówiła, że tam nie była… prawda?
- Co za szczęście, że już po rozstrzygnięciach punktowych – parsknęła z pewnym rozbawieniem, mimo tego całego bólu głowy. – Musiałybyśmy odjąć sobie nawzajem punkty. Albo nawet dać sobie szlaban. Mówiłam ci, że kiedyś właściwie odjęłam sobie punkty i dałam sobie szlaban? Hej, czy to już tutaj było, czy to też nasza sprawka…?
Brenna zamrugała, dopiero teraz dostrzegając, że naprzeciwko niej stoi jakieś popiersie. Nie pamiętała go z lekcji. Ale chyba nie przyniosłaby tutaj żadnej rzeźby. Nawet ona nie wnosiłaby jej na szczyt wieży.
Prawda?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
03.04.2023, 20:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2023, 21:00 przez Victoria Lestrange.)  

Jakoś człowiek na kacu zwykle był… mało ruchliwy. Mało gadatliwy. Mało przyjazny. Obolały i po prostu chcący poleżeć w ciszy i spokoju – o, jak najbardziej. Nic więc dziwnego, że teraz obie były takie bardziej… statyczne. Jak na Victorię nie było to przesadne dziwne, ale jak na Brennę to była nowość. I niezwykłe doświadczenie: spoglądać jak siedzi w miejscu i nie planuje niczego skocznego, bo to wręcz było widać, że ta małpka, która siedziała w jej głowie i kazała robić te wszystkie wygibasy też się uspokoiła.

– Wyglądasz normalnie – mruknęła może trochę niewyraźnie, bo nie czarujmy się, Lestrange wolałaby wcale nie ruszać teraz buzią. – Znaczy… Nie jesteś napuchnięta. Wyglądasz jak na kacu, ale to tyle – burknęła i wykonała wielki wysiłek, w którym przesunęła się bardziej pod jakąś ławkę, by się oprzeć o mebel. Aż westchnęła z ulgi i zrzuciła z siebie tę płachę, którą była do tej pory przykryta. – Pewnie byłoby szybciej – dodała jeszcze, bo nie wierzyła, że nie złapaliby Brenny przez miesiąc. Niemożliwość. A potem sięgnęła po swoją różdżkę i złapała ją nieco niepewnie. Dłonie jej się trzęsły ale i tak nie powstrzymało ją to od machnięcia ręką, by wyczarować filiżankę herbaty. Co prawda filiżanka była nieco zbyt mała, a płyn nieco zbyt chłodny jak na to, co chciała osiągnąć, ale lepsze i to… - Chcesz też? – zapytała Brennę i złapała za uszko filiżanki nie umiejąc jednak powstrzymać drżenia dłoni. - Wiesz co będzie najgorsze? Jak wrócę, to Cynthia będzie próbowała na mnie tego swojego oceniającego wzroku. Tego, co wiesz, testowała tyle lat na Castielu – jęknęła pod nosem. Normalnie by się tym nie przejęła, ale wiedziała, że tym razem to będzie wyjątkowo mocno oceniający wzrok i będzie miała przy tym cholerną rację – i to będzie najgorsze. - Nie mówmy reszcie co robiłyśmy – zaproponowała po chwili, głupiutka myśl i prośba na teraz. Bo teraz przeżywały katusze. A za pięć lat będą się z tego śmiać – tak to działało.

Ale nie zmieniało to faktu, że mimo wszystko chciała wiedzieć, co one najlepszego w nocy wymyśliły.

Victoria przekrzywiła głowę na ramię i zapatrzyła się w przestrzeń. Lunabelle? Małe puchate słodkie i skaczące, i… Och. Ooooch.

- Wszystko jedno. W Zakazanym Lesie mogłyśmy trafić tak naprawdę na wszystko – w tym momencie mało ją ochodziło wyjaśnienie Brenny o gajowym. Bo szczerze? Po pijaku to mogły i szukać… kurcze byle czego.  Łącznie z legowiskiem testrali, nawet jeśli by ich wcale nie zobaczyły. To brzmiało jak coś, co mogłyby zrobić. Mogły też się natknąć na wiele gorsze rzeczy. Na akromantule. Na… wrogo nastawione centaury. Na krabopająki. Na Matkę no – szukanie legowiska jednorożców brzmiało w tym wszystkim najmniej absurdalne i nieistotny był przecież powód. Obie zresztą wiele nie pamiętały i Victorii nic o tych jednorożcach nie wydało się wcale podejrzane. - Nie jestem pewna, czy nie próbowałyśmy – mruknęła znowu i spojrzała smętnie na swoją gałązkę. - Chyba coś nas goniło i zwiewałyśmy. Cud, że sobie nie połamałyśmy nóg na jakichś korzeniach i dziurach.

- Nie dziwi mnie to nawet – że Brenna sobie odjęła punkty i dała szlaban. Przynajmniej miała na tyle przyzwoitości… Lestrange nie miała takich wyskoków. Była przykładnym prefektem, a potem prefektem naczelnym… Przecież nie za ładne oczy. - Złamałyśmy chyba z pięćdziesiąt punktów regulaminu, ale w sumie to już nie jesteśmy uczniami więc kto by się tym przejmował – parsknęła i bardzo tego pożałowała, bo zaraz musiała sobie przyłożyć ciepłą filiżankę do skroni. Dopiero po chwili uniosła spojrzenie na rzeźbę, o której wspomniała Brenna, bo i sens tego co mówiła, jakoś długo do niej docierał. - Nie… to nie jest wystrój tej wieży. Bo co ma typ co chciał sprzedać swój pot do astronomii – Victorii wystarczył jeden rzut oka by rozpoznać postać z popiersia, które tu teraz stało. Alguff Odrażający, pewien goblin… Słynący właśnie z tego, co powiedziała. - Nie jestem tylko pewna gdzie to stało oryginalnie.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
03.04.2023, 21:33  ✶  
- …jak na kacu i przeprawie przez Zakazany Las – uzupełnia Brenna, po czym położyła się z powrotem na podłodze. Nawet siedzenie zdawało się teraz zbyt wielkim wysiłkiem. Longbottom zapatrzyła się gdzieś na sufit, myśląc o tym, że spała naprawdę bardzo wysoko, i że to słońce świeci zdecydowanie za głośno.
Spojrzała na Victorię i wyczarowaną filiżankę. Podejście – czy raczej podczołganie się, by przejąć taką – byłoby nazbyt wyczerpujące. Ostatecznie więc Brenna sięgnęła po własną różdżkę i z pewnym wysiłkiem, przy drugiej próbie, dla siebie wyczarowała kubek z wodą. Wypiła go całego, pozbywając się choć częściowo uczucia suszenia w gardle, a potem uzupełniła za pomocą aquamenti i pokropiła sobie czoło. Poczuła się nieco lepiej, ale dalej wzdychała w duchu na myśl o tym, że muszą stąd zejść i przygotować się do podróży. Jak dobrze, że spakowała się przed wyjściem…
- Wiesz co? Ktoś kto wynajdzie zaklęcie na kaca powinni… powinni… - urwała, najwyraźniej zastanawiając się, co takiego „powinni”. Musiała znaleźć coś dostatecznie znaczącego. „Obsypać go złotem” nie wydawało się dostatecznie dobre. – Dać mu Order Merlina. Drugiej klasy co najmniej. I umieścić na talii czekoladowych żab. A co do Cynthii, powiedz jej jedno słowo. „Brenna”. Jestem pewna, że zrozumie przesłanie.
Zawsze uważała się za absolutnie przeciętną dziewczynę i pod wieloma względami właśnie taką była. Ale była też ruchliwa. Rozgadana. I nie rozumiała koncepcji „z pewnymi ludźmi nie wypada rozmawiać”. W efekcie niektórzy chyba zaczynali ją mieć za pierwiastek chaosu.
- Jasne. Po prostu idąc potknęłam się, wpadłam w krzaki, a ty mi pomagałaś z nich wyjść – zgodziła się Brenna. Żadnych lunabelli. Chociaż na ich wspomnienie – które stało się nieco wyraźniejsze w głowie Brenny – uśmiechnęła się mimowolnie. Były naprawdę urocze…
- Tego nie pamiętam… to znaczy pamiętam zwiewanie już tutaj, w Hogwarcie… - powiedziała niepewnie. Czy naprawdę wprowadziła Victorię do serca Zakazanego Lasu? Nawet sama Brenna musiała przyznać, że chyba zupełnie oszalała, skoro zrobiła coś takiego. Oszalała!
Znów uniosła się lekko na łokciach, a potem podciągnęła do siadu. Czuła się… paskudnie, ale już niekoniecznie jak trup, przywrócony do życia przez jakiegoś animatora. (To znaczy, Brenna wyobrazała sobie, że te czują się tak, jak ona przed chwilą. I nawet uśmiechnęła się szeroko do Lestrange, gdy ta powiedziała, że „kto by się przejmował”.)
- Wiesz co, Tori? Mam wrażenie, że po siedmiu latach zdołałam cię zepsuć – stwierdziła półżartem, półserio. Zastanawiając się, czy zdoła teraz przyjąć postawę właściwą homo sapiens i zejść po tych wszystkich schodach, znów przeniosła spojrzenie na posąg goblina. – Ach, to on. Zawsze uważałam, że ten posąg jest szczególnie odrażający. Nie wiem, po co go trzymają. Nikomu nie byłoby przykro, jakby spadł z wieży astronomicznej.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#8
23.04.2023, 21:12  ✶  

Kiwnęła głową. Tak, dokładnie tak, wyglądała jak na kacu i przeprawie przez las, ale to prawdę mówiąc rozumiało się samo przez się. Nie musiała patrzeć w lustro, by wiedzieć, że wygląda podobnie do Brenny: czyli równie beznadziejnie i jak siedem nieszczęść. Nic tylko powrócić do leżenia na podłodze, może nie mięciutkiej i wygodnej, ale na pewno stabilnej. Bo gdy Victoria przymykała powieki, to świat nadal zdawał się wirować. Okropne uczucie. Nie wytrzeźwieć jeszcze w pełni i jednocześnie mieć już potężnego kaca; czuć się jak gówno i mieć świadomość dlaczego, i że nigdy więcej kiedy jeszcze wcale się nie skończyło.

- Żałuję wszystkiego – odpowiedziała Brennie, bo fakt, że nie było jeszcze zaklęcia na kaca (albo po prostu nie było o nim w książkach w Hogwarcie, bo przecież uczniowie to mogą co najwyżej spijać piankę z piwa kremowego), był prawdziwym niedopatrzeniem. - Chyba się poświęcę i wynajdę na to eliksir – dodała smętnie i przyssała się do swojej herbatki, bo tak ją suszyło. Merlinie, chciała więcej, potrzebowała wody, albo cukru, albo jednego i drugiego… - No ta, „Brenna”. Ale ja się zgodziłam. Będę chyba… chyba taktycznie milczeć – to też nie będzie dziwne. Który człowiek na kacu jest żywotny i ma ochotę się socjalizować? Na pewno nie Victoria, jak widać na obrazku. Tutaj z Brenną to co innego, to ich wspólny wyskok i tajemnica.

- To tak, a tak nie było? Było. Przecież bym cię nie zostawiła samej w tych krzakach… - zgodziła się z Brenną. - A później… Zabłądziłyśmy. Tak – poszły nie w tę stronę co trzeba, a kiedy się zorientowały było już za późno… i trzeba było wracać. Czyli wszystko trwało dłużej. Taak. - Hmmm… Nie wiem. Może mi się to przyśniło – a może faktycznie przed czymś uciekały. Albo przed niczym. Nie miało to większego znaczenia, bo teraz były tutaj: w wieży! Astronomicznej!!

- Piękne pożegnanie z Hogwartem, nie ma co. Będziemy to wspominać do końca życia – zamarudziła pod nosem, znowu na moment przymykając oczy – czego zaraz bardzo pożałowała i ze zbolałą miną wyczarowała sobie kolejną filiżankę herbaty. Wtuliła się też mocniej w deskę, o którą się opierała. - Daj spokój. Może zawsze byłam zepsuta – może dopiero tam, w Hogsmead, po alkoholu, z przyjaciółmi, bez ciążącej nad głową kary, że ktoś odejmie punkty Ślizgonom za jakiś wyskok, bez widma niezadowolonej Isabelle (a przecież potrafiła swoje niezadowolenie wyrażać bardzo dobitnie), Lestrange na jeden wieczór mogła rozwinąć skrzydła? Zrzucić te kajdany, które tak definiowały jej życie? Mimo wszystko, pomimo tego jak się teraz czuła, na myśl o tym wszystkim i na słowa Brenny, na które odpowiedziała, uśmiechnęła się. Naprawdę. Szczerze, choć nie szeroko od ucha do ucha. Ale spokojny uśmiech był na jej twarzy widoczny. - Może trzeba zrobić szkole przysługę – rzuciła od niechcenia, patrząc na paskudnego goblina. Ale mogły się go pozbyć w mniej spektakularny sposób prawdę mówiąc.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
23.04.2023, 21:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2023, 21:48 przez Brenna Longbottom.)  
- Jeżeli to zrobisz… natychmiast złożę wniosek o przyznanie ci Orderu Merlina. I umieszczenie na talii czekoladowych żab – obiecała Brenna solennie. – Właściwie to… naprawdę zabłądziłyśmy – przyznała. Wprawdzie nie w lesie ani po drodze z Hogsmeade, tylko już w zamku, bo w końcu zamiast do Wieży Gryffindoru trafiły do Wieży astronomicznej w myśl zasady, że schody to schody, poprowadzą w końcu do jakiejś wieży. Ale to były szczegóły, w które nie musiały już wnikać.
- Wiesz co? Jak już przestanie mnie boleć głowa, to chyba nie będę tego pożegnania żałowała. To było... cholernie dobre siedem lat i całkiem ciekawe ich podsumowanie – stwierdziła Gryfonka, posyłając Victorii uśmiech. A potem bardzo, bardzo powoli, podniosła się do pozycji stojącej. Zerknęła też na zegarek. Dobrze, jeśli zrezygnuje ze śniadania – a i tak nie miała ochoty jeść czegokolwiek – zdąży jeszcze dowlec się do łazienki, wziąć prysznic i potem nawet przespać się godzinę, zanim przyjdzie im zbierać się do pociągu. Nie liczyła, że poczuje się przy tym dobrze, ale może zdoła w miarę żywa wejść do Hogwarts Express.
Na deklarację o tym, że Victoria mogła zawsze być zepsuta, tylko uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- W takim wypadku kiedyś musimy znowu wybrać się razem do jakiegoś lasu poszukać magicznych stworzeń i roślin. Tylko może na trzeźwo – stwierdziła wesoło, po czym przeniosła spojrzenie na posąg. Przekrzywiła głowę, przyglądając się mu z wyraźnym namysłem. Rozważała propozycję Victorii. – W sumie… to jednak własność szkoły. Zostawiłabym go tutaj i niech potem nauczycielka astronomii się zastanawia, jak on tutaj trafił – powiedziała, po czym westchnęła i ponownie potarła skronie. Bo to nie tak, że czuła się dużo lepiej niż parę chwil temu. Aquamenti nie wystarczyło, aby czuła się kwitnąco. – To co? Gotowa na wyzwanie pokonania tych wszystkich schodów w drugą stronę? – zapytała, zerkając w stronę zejścia w dół.
Miała niedoparte wrażenie, że dostanie się z powrotem do Wieży Gryffindoru będzie równie trudnym zadaniem jak zaliczenie wszystkich egzaminów po siódmym roku.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2173), Victoria Lestrange (2064)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa