Nie czuł upływu czasu. Rozmawiało mu się tak swobodnie, że aż zapomniał o herbatce przygotowanej i przyniesionej przez domowego skrzata. Ta stygła coraz bardziej gdy para zanurzała się w meandry teorii aktorskiego zawodu oraz różnych opowieści powiązanych z teatrem.
Kobieta w pewnym momencie wspomniała o tym, że niedługo będzie się spodziewać powrotu swojego syna. Theodore aż wyprostował się na krześle i spojrzał na nią przejęty. Rozpoznał imię, które użyła. Philip. Nie było miejsca na pomyłkę, musiała mówić o "tym" Philipie Nott. Graczu Quidditcha, Gwiazdy z Zjednoczonych. To imię potrafił rozpoznać każdy, kto interesował się choć trochę miotlarskim sportem, a tak się składało, że młody aktor należał do fanów tej dyscypliny. Od dawna podziwia jego wyczyny na boisku i sama myśl o tym, że być może będzie miał szansę go poznać, wprowadziła go w stan rozkojarzenia, w którym nie był nawet wtedy, gdy dostał zaproszenie od pani Nott lub gdy po raz pierwszy ujrzał rozległą, piękną posiadłość czystokrwistej rodziny. Ciekaw był, czy był taki, jak prezentował się w mediach i czy z bliska wyglądał tak, jak na zdjęciach gazet. Czekał na jego przybycie ze zniecierpliwieniem większym niż rodzona matka Notta.