• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[22 czerwca 1969, Islandia] Fiordy, harce i swawole | Hjalmar & Pandora

[22 czerwca 1969, Islandia] Fiordy, harce i swawole | Hjalmar & Pandora
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#21
07.05.2023, 00:42  ✶  

No w to akurat Hjalmar nie do końca wierzył. Jakby nie chciał źle to by się nie wtrącał Takie było jego zdanie i nie zamierzał go zmieniać. Zgodził się nieobijać mu mordy tylko i wyłącznie na prośbę Pandory. Mimo swojego stanu, nie umknęła mu jej smutna mina - na nią niestety nie mógł nic na razie poradzić. Musiała zapłacić najwyższą cenę za uratowanie niedoszłego męża Njáli.

Mówiła całkowitą prawdę. Nie znali się jakoś bardzo długo ale te ich dwa spotkania pokazały mu wystarczająco dużo aby wierzył w te słowa. Sam zresztą ją tak nazywał - Na przykład krzywdę... - dodał do jej słów na sam koniec, posyłając jej lekki uśmiech.

Bardzo łatwo było to zrobić, dlatego Nordgersim palił to tylko okazyjnie albo od święta. A, że dzisiaj była Litha, więc była również idealna okazja - To źle, że nie możesz znaleźć w sobie żadnej negatywnej emocji? - zapytał. Prewettówna ogólnie była pozytywna i ciężko było znaleźć w niej cokolwiek złego. Była niewinna niczym te całe chmurki, tudzież zwane owcami.

- Ale czy można to nazwać miłością jak od tylu lat nie było żadnych deklaracji? O ile rozumiem rudą, że czeka na jakiś ruch od niego bo... - podrapał się po szyi - Tutaj jest trochę konserwatywnie? Wiesz tradycja i tego typu rzeczy... No i ona to w ogóle ma pod górkę. Każdy wie, że za nią lata i nikt nie chce się wpraszać między wódkę, a zakąskę. Jeżeli koniec końców nie zrobi nic aby być z Njálą to może zostać starą panną - wyjaśnił Pandorze. To była bardzo przykra wizja dla dziewczyny. Nie raz ani nie dwa słyszał o jej planach, a tu taki zonk. Zapewne gdyby jego przyjaciel odważył się na jakikolwiek ruch to już dawno byliby po ślubie - Co zrobi? Może weźmie się w końcu w garść? - posłał jej pytające spojrzenie, unosząc przy tym brew. Przydałoby mu się. Albo to albo soczysty wpierdol za jego podejście do sprawy

Ujmujący? Co to miało w ogóle znaczyć? - Dobra. To przestaje zadawać pytania. Nie to nie - udawał obrażenie z zaistniałej sytuacji. Jak mogła mu tak w ogóle powiedzieć? Jak mogła go tak skrzywdzić? - Kim jestem aby Ci zabronić? - odwrócił kota ogonem, a raczej pytanie. Nie widział nic złego w dowiadywaniu się czegoś o drugiej osobie. W ten sposób ludzie się poznawali i zawierali przyjaźnie, czasem nawet na całe życie.

- Nie, ale lubię Cię przedrzeźniać - stwierdził z prawdą. Momentami jednak miał o niej takie przekonanie - zwłaszcza kiedy robiła coś nierozważnego albo niebezpiecznego. Wtedy czuł się w obowiązku aby ją skarcić za złe zachowanie - A nie jestem? - uniósł brew w całkowitym zdziwieniu. W życiu by nie powiedział, że Pandora może być od niego starsza - nie wyglądała i przede wszystkim nie zachowywała się jakby była - Kantujesz mnie. Data urodzin raz, raz... - ruszył palcami aby ją pośpieszyć z udzieleniem odpowiedzi bo coś mu nie pasowało. Robi mnie pewnie w bambuko - Dobrze. Niech tak będzie. Zrobisz to mi przekażesz osobiście - odparł. Właśnie załatwił im kolejne spotkanie swoim geniuszem, a raczej odpowiedzią na pytanie Prewettówny. Ale skoro on wybrał, czy to nie świadczyło, że to on jednak tego dokonał?

Wyczuł jakieś macanie na swoim torsie, które zakończyło się złapaniem miśka - Wtedy Cię po prostu zepchnę na dół - przyznał z lekkim poruszeniem ramionami. To była bardzo prosta kwestia to rozwiązania. Po co miałby jej mówić jak mógłby jej się po prostu pozbyć? Znaczy tak by pewnie zrobił gdyby się nie zorientowała, że gniecie niedźwiadka - a tak to właśnie wydłużyła swój żywot do co najmniej poranka.

- J... - chciał zapytać czy na pewno chodzi jej o niego. Słysząc jednak jej ton wolał poczekać, aż dokończy - Normalnie? Nic szczególnego. Miałaś wódkę, więc byś nie zamarzła. A drogę i tak byś pewnie odnalazła, więc za co Ty chcesz mi dziękować? - nadal nie rozumiał tego. Nic go to przecież wtedy nie kosztowało, a tak to dzięki temu poznał prawdziwe znaczenie Chaosu.

Wybrać ale dodam coś od siebie? To sprawiło, że zaczął myśleć jeszcze bardziej o tej nagrodzie - Nie znam takich. Możesz mi trochę o nich opowiedzieć? - zapytał unosząc kącik ust kiedy puściła mu oczko - Jak jeszcze dwa jak już dwa zgadłem? - lekko się oburzył. Ktoś chciał go tutaj kantować na punkty. Pandora chyba zapomniała, że z Nordgersimem nie takie numery - Jeden to Islandczycy, a dwa to Mary - podkreślił, wystawiając najpierw jeden, a później drugi palec w swoim wyliczeniu aby Prewettówna zrozumiała swój błąd. Skoro nie potrafiła liczył - Hjalmar miał zamiar ją nauczyć.

Mówiła mu o jednym dzisiaj? To wcale nie pomagało jako, że i tak nie do końca miał pojęcie o co jej chodziło. I to nie tak, że nie słuchał co mówiła, a raczej kwestia, że dzisiaj już było powiedziane i tak o wiele za dużo - Narzędzia... - powiedział sobie pod nosem, a następnie wydał pomruk niezadowolenia. Co Ty do licha możesz mieć wspólnego z narzędziami jak nie jesteś kowalem? Wertował jej twarz przymrużonymi oczami. Za nic w świecie nie mógł wymyślić nic lepszego, niż to co powiedział do tej pory. Nie oznaczało to jednak tego, że chciał się poddać. O nie, nie. Teraz Hjalmar zamienił się w tego Pandorowego osiołka i nie zamierzał tak łatwo jej odpuścić - Poproszę drugą podpowiedź - odparł kiedy tyknęła miśka w nos. Czy nie zdawała sobie sprawy, że niedźwiedziom tak się nie robi bo mogą zrobić krzywdę?

- No popatrz... Jaka szkoda... - stwierdził z szyderą w głosie, spoglądając na nią. Kara za swoje zachowanie nadeszła jednak bardzo szybko, ponieważ poczuł lekkie pociągnięcie rzemyka na szyi. Nie było innej możliwości jak ponowne spotkanie się ich oczu - nie pierwszy i nie ostatni zapewne dzisiaj raz - Umm... - wydał z siebie, całkowicie zaskoczonym głosem. Turcję? Czego tam mam się spodziewać? Pada tam w ogóle śnieg? Hjalmar zaczął się nad tym teraz zastanawiać - Poczekaj... Niech pomyślę co ja mam do zrobienia we wrześniu... - uniósł swój wzrok w stronę nieba, aby się zastanowić nad tym. Nie zajęło mu to jakoś długo jako, że jego lista była po prostu pusta - A jeżeli powiedziałbym, że tak, to co wtedy? Znaczy pod warunkiem, że nie będziesz na mnie spadać z drzewa... Chociaż przyznam, że byłoby to całkiem ciekawe - uśmiechnął się, powracając swoim zmęczonym wzrokiem na twarz Pandory. Nigdy nie był, aż tak daleko od domu. Do tej pory najdalej gdzie się znalazł to była Szwecja.

Pochwycił wolną ręką butelkę i pociągnął łyka - Nie zostało tego za wiele. Może z dwa, góra trzy łyki i ani kropli więcej... - dodał z lekkim smutkiem. A niech mnie sam Merlin ukarze, mogłem nie upuszczać tego miodu Gdyby nie jego mała pomyłka przy przekraczaniu rzeki to dalej mogliby tutaj siedzieć beztrosko i rozkoszować się procentami.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#22
07.05.2023, 13:13  ✶  
Gdyby nie fakt, że była przekonana o tym, że uda się jej odrobić te kilka straconych punktów w przyszłości, to nie byłaby pewnie taka łaskawa w wydawaniu swoich ciężko zarobionych zasług na kogoś innego. Z drugiej jednak strony, postrzegała kolegę blondyna zupełnie inaczej, niż on, widząc w nim raczej pocieszne i nieporadne stworzenie, niż mąciwodę. No i rudej naprawdę zależało, więc jak mogła pozwolić, aby jej potencjalnie przyszły mąż musiał później rozglądać się za ewentualną poprawą twarzy lub sztucznymi zębami? Miękkie było z niej stworzenie, zupełnie nieproporcjonalnie do tego, jak umiała być twarda we wszystkich innych okolicznościach, niż tych, które były związane z ludźmi. - Na przykład krzywdę. - powtórzyła za nim ciszej, odwzajemniając posłany jej uśmiech.
Wszystko było dla ludzi, każda używka w granicach rozsądku — może poza Opium, bo przy nim takowego nie było. Głód był okropny, otępiający i włączał jakiś pierwotny, zwierzęcy instynkt, który nakazywał zdobycie kolejnej dawki. - Nie, czasem to przyjemne, ale zwykle dzięki tym negatywnym, bardziej doceniamy te dobre. - odpowiedziała po chwili namysłu, przesuwając palcem po swojej szyi, drażniąc paznokciami skórę. Miała swoje gorsze momenty, chociaż bardzo starała się z tym walczyć i nie pozwalać, aby zło wychodziło na wierzch. W jej własnych oczach wcale nie była tak niewinna, za jaką ją uważał, zwłaszcza na pewnych płaszczyznach, o których chyba jeszcze nie mógł się przekonać. Prawdę mówiąc, postrzegała jego, jako znacznie lepszą osobę, niż ona sama. Ciekawszą.
Słuchała go w milczeniu, a słowo konserwatyzm sprawił, że wywróciła oczami, przeczesując w gwałtowniejszym geście burzę ciemnych włosów. Oh jak ona nienawidziła podejścia ludzi do spraw, które w ogóle nie powinny ich dotyczyć, a już w ogóle ocenianie tego, że kobieta mogła coś więcej, niż ładnie wyglądać — negatywnie, doprowadzało u niej do wewnętrznego wybuchu irytacji. - Tak źle by na nią spojrzeli, gdyby to ona coś zrobiła? Skoro są za sobą, tyle lat się ganiają, to przecież nie mogą się nie kochać. To niemożliwe, aby fascynacja była tak angażująca. - powiedziała w końcu, przenosząc na niego wzrok. - To i tak brzmi lepiej, niż te cyrki, które dzieją się w Londynie lub w Turcji. Tam od zawsze rodzice wybierali Ci żonę, czy męża. I to młodo, najlepiej od razu po dwudziestym roku życia wziąć ślub, zwłaszcza według mojej matki. Miłość nie ma nic do rzeczy, liczą się tylko wpływy i pieniądze. O ile jesteś mężczyzną, to jeszcze coś możesz — bo w końcu w pewnym momencie zostaniesz głową rodu lub jednym z jego głównych przedstawicieli, ale bycie kobietą to bycie jak krowa na sprzedaż. Inwestują w Ciebie, żeby Cię lepiej sprzedać. Bycie starą panną nie wydaje się takie złe, mając w perspektywie człowieka, którego nawet się nie zna. - przerwała, zaciskając usta i westchnęła ciężko, kręcąc zaraz głową i robiąc przepraszającą minę, bo wpadła w prawdziwy słowotok. Rękoma pokazała więc grzecznie, że kończy ten temat i już się zamyka, bo przecież nie będzie na takie głupoty marnowała wieczora, nie warto.- Może gdyby pojawił się ktoś, kto się o nią stara, to poczułby zazdrość i impuls, który pchnąłby go do działania. - zasugerowała, nie będąc pewną, czy jej plan sprawdziłby się na Islandczykach. Wiele razy widziała podstawiane zaloty, żeby zmusić jakiegoś człowieka do ślubu, wmawiając mu, że nie znajdzie lepszej partii. Tutaj jednak chodziło o bieganie za sobą przez tyle lat, było w tym coś więcej. A przynajmniej chciała i w to wierzyła, bo takie rzeczy sprawiały, że świat był znacznie piękniejszy w tym całym swoim materializmie.
- Oj nie bulwersuj się już tak. - rzuciła między śmiechem z jego oburzenia, które również dodało mu tego chłopięcego wręcz uroku, który łagodził jego twarz. - Pytaj, o co chcesz, naprawdę. - nie miała żadnego problemu z udzieleniem odpowiedzi, nawet jeśli nie umiałaby jej odpowiednio ubrać w słowa, to coś by wymyśliła. - Jedyną osobą, która ma taką moc sprawczą.
Bo co mogłaby zrobić, gdyby po prostu nie chciał? Nic. Nawet stawanie na rzęsach by nie pomogło, tym bardziej jej pomysły, aby zmienić jego zdanie. Czasem już tak było, że ludzie po prostu nie byli w stanie w jakiś sposób dać drugiemu człowiekowi szansy na pokazanie się z innej strony i nie umieli go do siebie dopuścić, tak po prostu było. Zupełnie nie rozumiała dlaczego, bo w każdym można było znaleźć coś dobrego i wyjątkowego. Na jego słowa o przedrzeźnianiu, trąciła go delikatnie łokciem z udawaną, oburzoną miną.
Fakt, że była starsza, był zaskoczeniem dla niej samej, więc przytaknęła mu ruchem głowy, że nie był i zaraz na jej usta wpełzł zadziorny, odrobinę niebezpieczny uśmieszek, który sugerował, że mogło przyjść jej do głowy kilka rzeczy związanych z tym, że wiek mógł dać jej przewagę w kilku sprawach. - Podobno kobiet się o wiek nie pyta, chłopcze. - zaczęła, powstrzymując śmiech, aby zaraz kontynuować, zanim ją zrzuci z tego drzewa. - 28 Maja 1941.- nie aż tak dużo, ale jednak była. Pandora przytaknęła na jego słowa o przekazaniu osobiście, odrobinę zaskoczona, ale i zadowolona z uzyskanej odpowiedzi.
- Nie zepchnąłbyś mnie w dół. - odpowiedziała wyjątkowo szybko i wyjątkowo pewnie, bo chociaż czasem ta myśl pojawiała się w jej głowie podczas ich rozmowy na gałęzi, to jednak Hjalmar nie mógłby tego zrobić, bo potem miałby wyrzuty sumienia. Może i nie skręciłaby karku, ale upadek z tej wysokości nie byłby przyjemny. Jakby na potwierdzenie swoich słów, wychyliła się lekko na bok, a potem w dół. Ta ziemia cały czas była tak daleko? Ściągnęła brwi w zdziwieniu, bo zapamiętała to jakoś inaczej. Wróciła do swojej poprzedniej pozycji, wygodnie układając się na jego torsie, oczywiście uważając na wisiorek, który tkwił nieco krzywo, ale bezpiecznie. - I to mnie nazywasz upartą? Po prostu to zaakceptuj.
Wiedziała, że daleko z tym nie zajdą, bo dla niego wszystko to, co dla niej było niezwykłe, wydawało się codziennością i znalezienie wspólnego punktu zaczepienia, który byłby dobry dla obydwu stron, wydawał się niemożliwy. On by podważał tylko jej słowa, sugerując, że niczego takiego nie zrobił.
- Mogłabym, ale tego nie zrobię. Wole sobie ich zatrzymać dla siebie. - wzruszyła delikatnie ramionami. - To pierwsze traktowałam bardziej, jak pasję niż zawód, ale niech będzie. To jeszcze jeden i możesz sobie wybrać nagrodę, osiołku. - zakończyła drobnym przedrzeźnianiem go, widocznie mając w pamięci słowa o tym, że sam lubił to robić. Mogła pójść mu tak na rękę i tak była pod wrażeniem, że wspomniał o Marze i powiązał ją z zajmowaniem się pegazami. Nie przerywała mu kontemplacji, nie poganiała go i po prostu czekała, uśmiechając się pod nosem na wydany przez niego pomruk. Gdy poprosił o drugą podpowiedź, zdała sobie sprawę, że nie bardzo wiedziała, jak powinna brzmieć. Jak miała zasugerować mu tworzenie mechanizmów w przedmiotach, rozbrajanie ich i zajmowania się również przy tym takimi, które były magiczne? - To, co robię, wymaga szkicu oraz planu, a do tego ma dużo trybików i małych elementów. - wspominanie o możliwości wykorzystania wsuwki do rozbrojenia mechanizmu zabezpieczającego drzwi nie wydało się Pandorze odpowiednie.
Sam ją prowokował, nie powinien mieć pretensji, zwłaszcza że rzemyk naciskał na szyję dość delikatnie. Przekręciła się na tyle, ile mogła, aby było jej wygodniej świdrować go wzrokiem, gdy dosłownie przyciągnęła sobie jego uwagę. - Mhmm? - tym razem ona mruknęła pytająco, gdy zastanawiał się nad wrześniem. Nie była pewna, czy by go o to zapytała, gdyby nie krążące w jej żyłach procenty oraz efekt bezkresnej odwagi uzyskany przez papierosa. I chyba też trochę przez to, jak on się przez to zachowywał. Swobodniej, pewniej i nie był aż tak nerwowy. Gdy wrócił do niej spojrzeniem i uśmiechnął się, ona sama milczała chwilę, jakby tak naprawdę wcale nie spodziewała się, że byłby chętny na odwiedzenie ojczyzny jej matki. Owszem, mogła zaproponować Londyn, ale co tam było ciekawego? Niebo było zwykle za chmurami, śmierdziało i było ponuro. - Wtedy.. - zaczęła w końcu cicho, jakby wyrwana z zamyślenia i uśmiechnęła się figlarnie, podciągając nieco do góry i jednocześnie ciągnąc rzemyk tak, że musnęła jego usta w krótkim całusie, aby zaraz grzecznie się odsunąć na kilka centymetrów, podnosząc na niego wzrok. - Postaram się, żebyś się nie nudził i zdobył piękne wspomnienia. Jest całkiem inaczej niż tutaj, ale znam kilka wartych uwagi miejsc. Tylko że chciałabym, żebyś przyjechał tylko wtedy, jeśli naprawdę będziesz chciał. A nie dlatego, że mi coś obiecałeś.
Puściła wisiorek, pozwalając mu opaść swobodnie i przestać naciskać na jego szyję, a sama usiadła grzecznie, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło, spoglądając w stronę wioski, gdzie zamiast trzech ognisk, paliło się już chyba tylko jedno. Wciąż dało się zauważyć ślad zabawy, ale wszystko zbliżało się do końca. Nie miała zupełnie poczucia czasu i nie wiedziała, o której wstaje tutaj słońce. - Więc jeden dla mnie i dwa dla Ciebie. W nagrodę, za zejście z tego drzewa. - przez chwilę nawet chciała napić się teraz, ale uznała, że bardziej się przyda po tym, jak dotknie nogami ziemi. Zawsze było łatwiej gdzieś wejść niż z czegoś zejść, tak już działał ten świat.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#23
07.05.2023, 15:26  ✶  

Z tej strony to jej jeszcze nie znał. Była zdenerwowana niczym Hjalmar przez większość swojego życia. Jego słowa musiały ja porządnie wyprowadzić z równowagi. Czyżby otworzyła się puszka Pandory? - Hej, spokojnie - odparł przejeżdżając jej po plecach - To straszne i tak być nie powinno... Zresztą co ja tam wiem... - przełknął ślinę - To nie ja mam tak ciężko.. - przyznał, chociaż przez moment miał zamiar ugryźć się w język. Te wszystkie planowane śluby i pielęgnowanie córki tylko po to aby wydać ją bogato za mąż to jakiś absurd. Hjalmar miał świadomość, że chodzi o reputację i o to aby ich dziecku żyło się dostatnie. No ale co z tego jeżeli miało być nieszczęśliwe do końca swoich dni? Ale czy w takim razie Pandory nie czekało to samo? A może dlatego szukała miejsc tak dalekich od domu aby nie zostać wplątaną w to wszystko - Nie wiem czy to by coś pomogło. Ciężki z niego przypadek - stwierdził z małym przekolorowaniem faktów. Bo to nie tylko ten kolega był ciężkim przypadkiem - oni wszyscy byli. Żaden z nich do tej pory nie pchał się w poważniejsze relacje bo chcieli po prostu żyć. A na tym wszytkim cierpiała tylko jedna osoba - rudowłosa dziewczyna.

- Ehh... - ciężko westchnął. Jak nic nie gadał to było źle, a jak zaczął to jeszcze gorzej. Prewettówna musiała się zdecydować co powinien zrobić, a nie wpuszczać go w maliny - Daj spokój. Jakbym tak miało być to przecież nie wymieniłbym tamtej bandy na Ciebie - przyznał zgodnie z prawdą. Z nimi spędził już kilka Lith, które zakończyły się w ten sam sposób - jedną wielką popijawą. A tak to miał jakąś odskocznie od tej tradycji, chociaż trochę alkoholu też skonsumowali.

Nordgersim rozumiał, że nie należało mówić za dużo rzeczy przy Pandorze bo po prostu dostawało się z łokcia za szczerość. I je ta jej oburzona mina! Chyba zapomniała, że to Hjalmar był tutaj od robienia takich grymasów i ogólnego nie zadowolenia lub zdenerwowania. Jej nie wypadało z jednego prostego powodu - złość szkodziła piękności.

- Ja nie zapytałem przecież. Poprosiłem tylko o dowody na udowodnienie Twoich słów - bronił się. W końcu nie zapytał jej w prost mimo, że mogło się tak wydawać, a nawet było. Sam był w szoku, że to jest prawdą - No to widzisz, wszystko się zgadzało jak mówiłem do Ciebie mamo - parsknął śmiechem. Półtora roku to nie było dużo. Z drugiej strony jakby sam miał określić jej wiek to maksymalnie powiedziałby 25 lat i ani roku więcej, a jedynie mniej.

- Tak? - zapytał wystawiając lewą rękę trochę od siebie aby w razie czego móc ją złapać, a prawą ją leciutko popchnął w kierunku swojej drugiej ręki. To miała być dla niej nauczka aby go więcej nie podpuszczać zgodnie z tym co mówiło przysłowie - z głupim nie żartuj. Gdyby nie był w stanie w jakim się aktualnie znajdował to nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Ale że był w tym stanie to zgadzanie się na niektóre rzeczy czy rozmawianie o wszystkim, było dla niego normalnością.

Jak powiedziała, tak też zrobił. Zaakceptował to. Kiwnął głową na zgodę mimo wewnętrznej chęci aby się o to pokłócić albo lekko poprzyczepiać.

Aha? Nie chciała się z nim podzielić tą myślą? Zmrużył oczy na znak swojego niezadowolenia z zaistniałej sytuacji - Nie, nie to też zawód - dodał od siebie. Jako, że zależało mu na punktach, musiał kombinować niczym koń pod górę. Na słowa o osiołku pokiwał tylko głową - to było jej przezwisko, a nie jego - Szkic... Plan... Trybiki... Elementy... - powtarzał sobie aby nie zapomnieć o drugiej podpowiedzi. Miał przeświadczenie, że do trzech razy sztuka ale wolał nie wykorzystać ostatniej deski ratunku. Dasz radę Hjalmar... To nie może być takie trudne Przymknął oczy, a następnie popukał kilka razy w gałąź na której siedzieli - No to może jakieś pułapki? Na przykład na niedźwiedzie? - otworzył jedno oko aby przyjrzeć się jej odpowiedzi. Nordgersim uważał to za swój najlepszy traf w tym momencie - tam też było to co mu podpowiedziała.

Miał jeszcze jeden pomysł w razie czego - rysowanie tych konstelacji. Nie brzmiało to jednak jak prawdziwy zawód ale skoro zajmowała się zawodowym ściąganiem Islandczyków z drzew to czemu i to nie miało by być jej pracą?

Tego co się miało wydarzyć za chwilę nie spodziewał się raczej w ogóle. Poczuł jak rzemyk pociąga go w kierunku Pandory. I o ile sam naszyjnik nie był w stanie tego zrobić, tak zrobiła to po prostu ona sama. Do tej pory tylko spotykały się tylko ich oczy, a teraz nawet usta. Prewettówna nie zrobiła tego dzisiaj po raz pierwszy ale to nie sprawiło, że Hjalmar nie był w szoku. O ile wcześniej chcieli tylko sprawdzić reakcje jego kolegów, tak teraz co sprawdzali? Reakcje maskonurów?

Serce zabiło mu mocniej, zestresował się i o mały włos nie zleciał z drzewa kiedy w ostatnim momencie zorientował się, że strasznie go przechyla na bok po tym jak ustąpił naciąg od rzemyka. Żałował, że nie znajdują się teraz przy rzece albo oceanie. Bez zastanowienia wsadziłby tam swoją głowę aby trochę ochłonął i przemyśleć niektóre rzeczy. Nie był pewien co ma sądzić albo jak interpretować ten jej gest.

Tkwił tak z lekko uchyloną buzią przez dłuższy moment ciągle wpatrując się w Pandore, która obserwowała wioskę - No.... - zaczął dukać, przełamując 'to coś' - Wrzesień brzmi dobrze - zapewnił kiwając głową z ciągle widocznym zaskoczeniem na twarzy. No to czeka mnie wycieczka

- Jasne - zgodził się i przerzucił swoje nogi na jedną stronę, szykując się tym samym do próby zeskoczenia na dół. Chciał to zrobić w ten sam sposób dla siebie co zawsze - popisowy. A tymbardziej po tym co Pandora zrobiła przed chwilą. Nie czekając na specjalne zaproszenie, skoczył na dół aby w razie czego łapać Prewettówne gdyby miała spaść. Bo o ile przy wchodzeniu mogła mieć kilka prób, tak przy zejściu miała tylko jedną.


Rzut PO 1d100 - 89
Sukces!

Rzucam na zeskoczenia z drzewa na sam dół. Korzystam z aktywności fizycznej
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#24
07.05.2023, 17:26  ✶  
Chaos czasem wybuchał, zwłaszcza gdy uważała coś za niesprawiedliwość. Była wtedy zacięta i niestety, głupio odważna — to się nie zmieniało, uważając, że ma dobry powód, aby nie przegrać. Nie umiała odpuszczać. Nie zdarzało się to na szczęście często, wiele trzeba było, żeby tak naprawdę ją sprowokować. Jej plecy wyprostowały się pod wpływem jego gestu pod wpływem zaskoczenia, bo nie spodziewała się zmiany takiej, że to on będzie musiał ją uspokoić. Jej ciało rozluźniło się, a ona uśmiechnęła, kręcąc głową. - Wybacz, nie powinnam była się tak irytować. Tak po prostu jest i nic nie mogę z tym zrobić. Nie rozumiem, czemu one się na to zgadzają, nie walczą o siebie. Jak można żyć z kimś, kogo się nie kocha? Chociaż moja matka twierdzi, że to nie jest podstawa dobrego małżeństwa. Uczucia w sensie. - przesunęła palcami po włosach, jakby z odrobiną zawstydzenia, bo nie lubiła tej części siebie i nie koniecznie chciała ją pokazywać. Tak, jak Hjalmar umiał ją doprowadzić do przodu, tak widocznie umiał też ją uspokoić lub przynajmniej sprawić, że było jej głupio za uwolnienie z puszki odrobiny własnego zła. Czekało, ale ona się zwyczajnie buntowała, dawała rodzicom popalić i zniechęcała do siebie każdego, kogo próbowali na siłę jej wcisnąć. Dlatego nazywała siebie czarną owcą. - Zawsze warto spróbować, jeśli im na sobie zależy, to zadziała. Ewentualnie jemu podstawić jakąś pannę, kobiety są okropnie zazdrosne. - przez chwilę nawet myślała, że ona mogłaby pomóc, ale ostatecznie pokręciła tylko głową na swój pomysł, przypominając sobie spojrzenie rudowłosej, które posłała jej przy ognisku. I tak nikt by jej nie potraktował poważnie, nie była stąd.
- No co? Lubię, jak zadajesz mi pytania. Tylko się droczyłam. - skomentowała jego westchnięcie z niewinnym wyrazem twarzy, wbijając w niego błyszczące od alkoholu i używki oczy, bo czuła, że ta nieszczęsna gorzałka uderza coraz mocniej. Starała się trzymać fason, ale coraz trudniej było jej zachowywać rozsądek i utrzymać myśli we właściwym miejscu. - Oh, czyli trochę mnie lubisz! - zauważyła przebiegle, zerkając na niego ukradkiem i naprawdę próbując się z aż takim zadowoleniem nie uśmiechać. - Mam nadzieję, że nie było to najgorsze święto, jakie miałeś w takim razie.
Dobrze by było, gdyby nie tylko ona miała takie wspomnienia, których się zwyczajnie nie zapomni. A bawiła się naprawdę dobrze, niewiele było osób, które pozwalały jej na taką swobodę i nie patrzyły na nią krzywo. Owszem, karcił ją czasem spojrzeniem i nazywał pewnie okazjonalnie wariatką, ale to i tak było jeszcze miłe i znośne.
Troszkę go przedrzeźniała, troszkę udawała, chociaż tak naprawdę jego szczerość zupełnie jej nie przeszkadzała. Zawsze była lepsza niż słodkie kłamstwa, które prowadziły do samych problemów, nawet jeśli czasem odrobinę niewygodna lub przykra.
- Nie mam nic przeciwko, że zapytałeś. To żadna tajemnica, tylko trochę Ci dokuczam z sympatii. - odpowiedziała ze śmiechem, wracając spojrzeniem do jego twarzy. - Żebyś Ty jeszcze mnie słuchał, żeby mówić na mnie "mamo", chłopcze!
Faktycznie, wyglądała dość młodo, ale pewnie dlatego, że zachowywała się w taki sposób i była optymistką, uśmiech i śmiech działały lepiej, niż eliksiry młodości. Nie malowała się też praktycznie wcale, co odejmowało jej kilka wiosen.
- No tak. - przytaknęła, skupiona na tym, aby zerknąć na ziemię i nawet na niego spojrzała, przez co zupełnie nie spodziewała się tego, co zamierzał zrobić. Oczywiście na jej twarzy wymalowało się zaskoczenie, ale na próżno było tam szukać strachu, czy liczyć na jakikolwiek pisk z jej strony. Owszem, jej ciało całe się spięło i mimowolnie złapała dłonią za jego rękę, którą jej podstawił, czując, jak mocniej i szybciej zabiło jej serce. Prychnęła, odwracając głowę w jego stronę. - Masz bardzo dosadne metody dawania komuś nauczek, mówił Ci to ktoś? - zapytała tylko, unosząc na chwilę brew. Nie była na niego zła, nie była nawet oburzona.
- Może kiedyś Ci powiem. - oznajmiła po krótkim namyśle i obserwacji jego twarzy, ulegając temu niezadowoleniu i oburzeniu, jak zwykle zresztą. Na dobrą sprawę, ją można było przekonać do wszystkiego. - Jak będę Ci wszystko mówiła tak od razu, to Ci się znudzą rozmowy ze mną. - wyjaśniła jeszcze swoje postępowanie, żeby się już tak nie wściekał. Ciężko było naprawdę wytłumaczyć jej główne zajęcie, bo nie miało właściwie jakieś nazwy. Była rzemieślnikiem? Chyba nie do końca. Naukowcem? Też nie. Mechanikiem? Prędzej, ale to też nie oddawało natury jej ulubionego sposobu na spędzanie bezsennych nocy. Nie zajęło mu długo połączenie niteczek i wskazówek, które mu dała. - Mogę to uznać za prawidłowe, bo pułapki też rozbrajam lub tworzę. Zajmuje się ogólnie mechanizmami i przedmiotami zwykłymi lub magicznymi, które ja zawierają. Wiesz, otwieram zamki lub nie wiem, umiem zrobić zegar. Zajmuje się jeszcze rysowaniem map nieba na zlecenie i obserwacją gwiazd, pomaga to czasem w nawigowaniu lub osobom, które zajmują się zodiakami czy wróżbiarstwem. Możesz wybrać sobie nagrodę.
Pandora zajmowała się wieloma rzeczami, nie mogąc zdecydować się na jeden, konkretny zawód. Każdemu z tych poświęcała dużo czasu, szkoląc się metodą prób i błędów. Od małego kradła z domu różne pozytywki, skrzyneczki, zegary czy inne przedmioty, które rozkładała na części pierwsze, a potem próbowała składać. Z czasem doszły do tego te, w których zaklęta była magia. Nie było to może specjalnie damskie zajęcie, ale dawało jej dużo satysfakcji i niezależności, nawet finansowej. Nie musiałaby pracować, ale korzystanie z majątku rodziców czy dziadków nie wydawało się jej właściwie.
To była wina jego oczu i jego uśmiechu, nie miała innego wyjaśnienia tego, co zrobiła, bo zwyczajnie chciała i tak jej podpowiadała intuicja. Powinien się już przyzwyczaić, że zwykle działała impulsywnie, sięgając po to, co w danym momencie chciała. Całus mógł być dodatkiem do nagrody, którą sobie wybierze. Gdy się odsunęła, wyglądał na zaskoczonego, ale nie na złego, co trochę ją uspokoiło, bo teraz mógłby ją naprawdę zepchnąć z tej gałęzi. Jej dłoń mimowolnie wystrzeliła do jego pasa, gdy się zachwiał, zaciskając palce na materiale jego bluzki i próbując go przytrzymać. - To ja miałam zlecieć z drzewa, nie Ty. - zauważyła ze spokojem, odwracając wzrok i prostując głowę. Czuła na sobie jego wzrok, ale tym razem go nie odwzajemniła, pozwalając, aby chłodne powietrze uderzyło w jej rozgrzaną twarz.
- Wrzesień brzmi dobrze, masz rację. - zgodziła się grzecznie, uśmiechając się mimo wszystko pod nosem. - Co? Co Ty robisz?- spojrzała na niego zaskoczona, gdy zmienił pozycję i przerzucił nogi, zwyczajnie zeskakując z drzewa, lądując sprawnie na ziemi. - Chyba sobie ze mnie żartujesz. - szepnęła pod nosem, otwierając usta w zdziwieniu i śledząc go wzrokiem, pokręciła głową. Mógł przecież zrobić sobie krzywdę. - Niedźwiedź, nie człowiek. I to jeszcze ma coś z kota i z wilka. - dodała sama do siebie, zwilżając usta i zastanawiając się, jak ona powinna z tego drzewa zejść. Nie było mowy, żeby zaskoczyła tak, jak on — pewnie by upadła tak, że się połamała. Podniosła się więc ostrożnie, łapiąc wystających gałęzi i podchodząc na kolanach do pnia, ze spokojem próbowała zejść na dół. W najgorszym wypadku zeskoczy, gdy będzie troszkę niżej — taki miała plan. Skrzywiła się nieco, czując ból w ramionach i dłoniach, gdy musiała na nich utrzymać swój własny ciężar, ale przecież nie będzie narzekała.

Rzut O 1d100 - 54
Slaby sukces...
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#25
07.05.2023, 19:53  ✶  

- Wszystko w porządku - odparł przejeżdżając jej jeszcze raz po plecach. Pierwszy raz tak wybuchła, a przeważnie to on chodził i się na wszystko denerwował - Nie można - skwitował. W swojej głowie miał tylko i wyłącznie wizję swoich rodziców - Dagura z Sagą. Według Hjalmara tworzyli idealny związek, zawsze się ze sobą dogadywali i współpracowali. Gdyby miał wybór, sam by pewnie chciał skoczyć na miejscu swojego ojca. Jedynym minusem jaki widział w ich relacji to fakt, że w bardzo młodym wieku mieli dzieci - młody Nordgersim wolał tego uniknąć, dlatego do tej pory z nikim się nie związał. Kobiety są okropnie zazdrosne? To była ciekawa kwestia na którą uniósł brew, jednak nie skomentował. Faceci też trochę byli, zwłaszcza w obecności innych samców.

A więc Pandora zaczęła wykorzystywać jego własną broń przeciwko niemu samemu - Może troszkę? - spojrzał na nią z boku, pokazując małą odległość między palcami, co miało pokazać jak ją lubi - Hmm... Powiedzmy, że... - przymknął oczy, a następnie zaczął coś liczyć na palcach, dodając jakieś wartości jakby wykonywał skomplikowane działanie matematyczne. Grał na zwłokę jako, że odpowiedź na to miał już dawno przygotowane - Powiedzmy, że było miło. I nawet dobrze się bawiłem - otworzył oczy, informując ją o swoim werdykcie, który był jednak do przewidzenia. W końcu wiele dzisiaj wspólnie przeżyli i bawili się przednie. A przynajmniej tak to odbierał Hjalmar.

- Ohohho - odparł na jej słowa o dokuczaniu. Teraz dopiero to się zacznie zwracanie do niego 'chłopcze'. Pandora jednak nie powinna się martwić jako, że Nordgersim jej się odwdzięczy 'mamo'. To było niczym kipiący kocioł, który czeka na tę jedną zapałkę powodującą wybuch - Słucham co mówisz i tyle wystarczy - stwierdził. Jeszcze tylko tego brakowało aby brał jej każde słowo na poważnie.

To była bardzo szybka i raczej dosadna nauczka, mająca na celu ją tylko lekko wystraszyć, a nie skrzywdzić. Prewettówna mogła akurat liczyć na tę milszą wersję nauczek, pozbawioną zbędnej agresji i przemocy - Wiem - wyszczerzył zęby w zadowoleniu ze swojego świetnego pomysłu. Prychnięcie Pandory to był kolejny dowód na to jak bardzo była zżyta z tym swoim koniem.

Kiedyś? Ja chcę teraz Gdyby stał na ziemi to pewnie tupnąłby teraz nóżką w ziemię aby wyrazić swoją dezaprobatę. Ale, że siedzieli na drzewie to tego nie zrobił, a jedynie zmierzył ją wzrokiem - Od kiedy masz nagle opory do mówienia wszystkiego? To nie ta sama Pandora, którą poznałem w lutym - przyznał bo jakoś wtedy jej to nie przeszkadzało. Mówiła wszystko o wszystkim - Oczywiście. Wiedziałem przecież. To nie było wcale takie trudne. Bez podpowiedzi też dałbym radę - przyznał - Masz potencjał do pracy w kuźni. Dagur też się zajmuje magicznymi przedmiotami. A te gwiazdy to miał być mój kolejny strzał - wytłumaczył jej. Ciekawe jakie magiczne przedmioty widziała. Jego ojciec pewnie z chęcią by na ten temat porozmawiał i podyskutował - Nad nagrodą muszę się jeszcze zastanowić - dodał jako, że nie miał jeszcze pojęcia o co mógłby poprosić. Może o obiad z Mary? Chociaż to by pewnie nie przeszło.

- No to może... Nie wiem... Nie powoduj abym miał możliwość z niego spaść? Chyba, że aż tak bardzo chcesz się mnie pozbyć - odparł z lekkim zakłopotaniem, nadal w nią się wpatrując. Specjalnie to zrobiła aby go uratować. Też pewnie chciała wyjść na bohatera - wcale jej się nie dziwił. Gdyby go nie złapała, to jego lekko opóźniony czas reakcji mógł zawieść - Ale niech będzie. Dzięki - odparł krótko jako, że mu pomogła, a w jego głowie był już dalszy plan działania.

Usłyszał jej potwierdzenie ale nie odpowiedział, lekko ignorując jako, że szykował się już do skoku. Nie rozumiał jednak jej zaskoczenia, sama mówiła, że czas już schodzić... Albo coś podobnego. Mniejsza już o to - w tym stanie, Hjalmar był w stanie tylko wykonywać proste polecenia, które nie wymagały za dużego wysiłku umysłowego.

Na całe szczęście samo drzewo nie było zbyt wysokie i dlatego skok na sam dół nie należał do najbardziej niebezpiecznych rzeczy. Prawdą jednak było to, że mógł mieć coś w sobie z tego całego kota czy nawet wilka. Czy nie był już przez nią porównywany do zbyt dużej ilości zwierząt? Być może ale nie przeszkadzało mu to zbytnio.

Kiedy znalazł się na dole rozejrzał się wokół siebie i nie zobaczył nikogo. Gdzie ona się podziała? Przetarł ręce , a później od razu uniósł swoją głowę do góry jako, że nie zauważył Pandory obok siebie - Chodź. Nie bój się - zachęcił ją ruchem dłoni aby zeszła na dół - Możesz skoczyć. Złapię Cię - zapewnił, wystawiając ręce w jej kierunku. Prewettówna mogła na spokojnie skakać, Hjalmar był w końcu pewien, że da radę ją złapać.

Oczekując na swoją towarzyszkę, obawiał się trochę, że może stać jej się krzywda. Nadal miał w głowie to jak wchodziła na drzewo i poślizgnęła jej się stopa. Może i wyglądała bardzo ładnie w tej sukience i sandałkach ale nie nadawało to się ani do wspinaczki ani do schodzenia z drzew. W teorii mogła sobie wyczarować jakąś trapery czy inne odpowiedniejsze buty ale kto by teraz się tym przejmował? Albo nawet starał się to zrobić? Carpe diem, najwyżej połamie mi kręgosłup przy upadku

Pociągnął jeden łyk z butelki kiedy upewnił się, że Pandora była już cała i bezpieczna dole - Masz dwa w nagrodę z odwagę - odparł, przekazując jej butelkę z alkoholem. Niech ma coś od życia skoro Islandzka gorzałka tak jej posmakowała. On miał ją na co dzień, a ona w końcu nie.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#26
07.05.2023, 21:46  ✶  
Twarz jej złagodniała, odetchnęła głębiej. Było jej trochę źle z tym że dała się ponieść przez taką pierdołę, ale działało to na nią, jak płachta na byka. - Radzisz sobie z chaosem. - zauważyła pogodniej, nie chcąc znów mówić czegokolwiek na temat niesprawiedliwości względem płci lub wpychania swoich dzieci w ramiona zupełnie obcych ludzi. W przeciwieństwie do niego, związek jej rodziców nie było aż tak kolorowy. Połączył ich seks i przyciąganie, ale gdy zostali już małżeństwem, dużo czasu zajęło im dotarcie się, głównie przez różnice kulturowe. Zarówno jej matka, jak i ojciec mieli silne charaktery, lubili władze oraz dobrobyt i jedno chciało kontrolować drugie. Z czasem było łatwiej, ale nie była przekonana, czy ich miłość jest jakaś wielka, czy po prostu są razem, bo młodo i szybko z nią wpadli. Tak, jak Nordgersim chciałby dla siebie tego, co widział u matki i ojca, tak Pandora wręcz przeciwnie, nie wyobrażała sobie życia w ten sposób. Zgodziłaby się jednak, że posiadanie dzieci młodo wcale nie było dobre, bo przecież sami wtedy byli dziećmi i powinni byli korzystać z życia, a nie zmieniać pieluchy. Niedźwiadek nie miał jeszcze chyba okazji doświadczyć zazdrosnej kobiety lub po prostu tego nie chciał zauważyć.
- Troszkę to dobry początek, mogę coś z tym zrobić. - stwierdziła całkiem zadowolona, przyglądając się temu, jak określić siłę tej sympatii. Cóż, przynajmniej nie chciał jej już utopić i uznała to za olbrzymi sukces i rozwój w ich relacji. Paskudnie trzymał ją w niepewności, a potem dziwił się, że wykorzystywała jego taktyki przeciwko jemu? - Cieszę się, że to słyszę. - przyznała zgodnie z prawdą, czując jakąś ulgę i mając wrażenie, że ktoś zdjął jej z ramion ciężar. Naprawdę nie chciała, żeby żałował wybrania jej, zamiast swoich kolegów. Ona sama była zachwycona i byłoby naprawdę źle, gdyby dobra zabawa była jednostronna.
Mogła bezkarnie mu "chłopcować"i grać dorosłą, ale niezbyt to do niej pasowało i nie była pewna, czy na dłuższą metę umiałaby komukolwiek matkować oraz mówić, jak powinien żyć. Dopóki jednak brał pod uwagę i słyszał zakaz dotyczący umierania lub robienia sobie krzywdy, było wszystko w porządku. - Z czasem może nawet polubisz mnie słuchać!
Rzuciła całkiem optymistycznie, bo wszystko dostrzegała przez różowe okulary, co jego papieros tylko spotęgował. Pewnie nawet w topieniu się znalazłaby teraz coś dobrego i pozytywnego, gdyby musiała.
Może trochę uwierzyła w te jego groźby, ale pewnie nie potrwa to długo. Pewnie doznałaby szoku, widząc, jak bawił się ze swoją bandą i jak rozwiązywali problemy po męsku. Wiedziała, że był nerwowy, ale niedźwiadka w furii jeszcze nie miała okazji widzieć — takiej nieokiełznanej, bo małą to pewnie i przy niej zdążył już trzy razy przejść. Całkiem dobrze to zniósł, gdyby się nad tym zastanowić. Wciąż żyła, rozmawiali ze sobą i na dodatek sprawił, że widziała kolejne, zapierające dech w piersiach miejsca. Uśmiechnęła się na widok jego uśmiechu, kręcąc głową, bo co miała innego zrobić.
- Sam mówiłeś, że mam mówić mniej? - zauważyła z rozbawieniem na jego reakcję i lustrowanie jej wzrokiem, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Może odrobinę wykorzystywała jego własne słowa przeciwko niemu, ale za te jego nauczki, trochę mu się należało. - Prawda jest taka, że gadam więcej, gdy jestem zdenerwowana lub wystraszona. Zapytałeś mnie dzisiaj, czy się nie boję i prawda jest taka, że jesteś typem człowieka, który dodaje innym odwagi, bo sam masz jej tyle, że jest zaraźliwa. A powinnam wrócić do słowotoków? - zapytała jeszcze, unosząc brew i przekręcając głowę z zaciekawieniem, nieco zaskoczona słowami padającymi z jego ust. Myślała, że nie lubił, gdy tak gadała i gadała, że cenił sobie ciszę. Mogła przestać się zupełnie powstrzymywać, ale czy wtedy znów by się tak łatwo nie denerwował? Z drugiej jednak strony, jak tak chwilę się nad tym zastanowiła, wciąż mówiła mu, to co chciała i jak chciała, pomijając owce i kilka spraw, które go jawnie doprowadzały do szału. - Oczywiście, że byś dał. - przyznała mu z delikatnym wzruszeniem ramion, wciąż trzymając głowę wygodnie na jego ramieniu. Znał się na ludziach. - Próbowałam raz coś zrobić w kuźni, ale powiedzmy, że nie miałam na to odpowiedniego nauczyciela. Co chwile mi zabierał wszystko z rąk z obawy przed tym, że sobie coś zrobię i moi rodzice się wściekną. Lubię pracować, robić coś własnymi rękoma. Tak? Chętnie porozmawiałabym z nim na ten temat, umagicznianie przedmiotów daje nam nieskończone możliwości. - ożywiła się nieco na wzmiankę o tym, że jego ojciec również się tym interesował. Sama miała mnóstwo szkiców czy projektów, które na pewno byłoby łatwiej stworzyć, gdyby umiała sama wykuwać elementy lub miała dobrego kowala. - Masz jeszcze trochę czasu, zresztą, możesz ją odebrać, kiedy chcesz. Ona nie ma terminu ważności.
Obiad z Mary by na pewno nie przeszedł, zresztą jej klacz nie dałaby się wcale łatwo upolować. Miała temperament godny swojej właścicielki, tylko była przy tym bardziej złośliwa i nerwowa.
- Oh, więc to moja wina? - zapytała zaskoczona, podnosząc na niego spojrzenie i próbowała nawet przez chwilę być poważna, ale jego zakłopotanie na twarzy było tak urocze, że uśmiechnęła się jedynie, kręcąc głową. - Nie chcę się Ciebie pozbyć. Uznajmy, że to był dodatek do Twojej nagrody, taki ode mnie. Mam tak już nigdy nie robić?
Zdawała sobie sprawę, że czasem mogła być intensywna i zaskakiwała ludzi, ale naprawdę, nie umiała się powstrzymywać. Sam też był sobie winien, gdy czasem na nią spojrzał w taki, a nie inny sposób. Wtedy po prostu chciała zamknąć jego kolegom usta, a teraz po prostu miała ochotę dać mu całusa, nie było to żadną tajemnicą. Wcale nie chciała zgrywać bohatera, nie spodziewała się aż takiego zaskoczenia z jego strony. - Udało mi się sprawić, że zapamiętasz? - zapytała jeszcze z błyskiem w oczach, nawiązując do ich wcześniej rozmowy o ludzkiej pamięci.
Nie miała pojęcia, jakim cudem się nie połamał i nie wywalił, była szczerym wrażeniem i chwilę się tak gapiła z góry, zastanawiając się, jak powinna z tego drzewa zejść. Jej koordynacja nie była tak dobra, jak przy wchodzeniu i podobnie, jak u niego, miała opóźnione reakcje. Gdyby spadła, chociaż z połowy wysokości. Nie dowie się, dopóki nie spróbuję. Zebrała myśli i resztki swojej energii, zabierając się za zejście — nie tak spektakularne, jak jego. - Żebym Cię połamała?! Zwariowałeś chyba. I skąd pomysł, że się boję? - odpowiedziała mu, trzymając się rękoma jakieś nieszczęsnej gałęzi, przeklinając w myślach te nieszczęsną sukienkę i przysięgając sobie, że zajmie się ćwiczeniami, jak tylko wróci do codzienności i wyjdzie z Islandii, bo po dzisiejszym wieczorze, następne dwa dni będzie z pewnością umierała na mięśnie. Szło jej naprawdę przyzwoicie przez kilka sekund, gdy jeszcze miała w sobie tyle uporu i samozaparcia, żeby nie pozwolić mięśniom drżeć, ale potem było tylko gorzej. Przeklęła pod nosem bardzo brzydko i po turecku, czując, jak nie może utrzymać samej siebie i zastanawiając się, czy wpadnie może w krzaki, czy na ziemie z epickim hukiem, który podniesie do lotu stada koczujących dookoła ptaków. Zanim odruchowo zacisnęła powieki, czując błogą siłę przyciągania — oceniła, że była gdzieś w okolicach połowy tego nieszczęsnego drzewa.
Spadanie było przyjemne, ale nie poczuła gwałtownego uderzenia, raczej łapiące ją ręce i sama odruchowo się go złapała, czując subtelne drżenie dłoni od wysiłku. - Naprawdę mnie złapałeś. - zauważyła nieco zaskoczona, unosząc powieki i lekkim ruchem głowy, pozbyła się włosów, które wpadły jej na twarz. - Mogłam zrobić Ci krzywdę.- dodała jeszcze spokojnym tonem głosu, jakby to w tym wszystkim było najgorszą rzeczą, nie ewentualnie obicie pleców, czy złamanie kończyny, gdyby wpadła w krzaki. - Dziękuje. - dodała jednak ciszej, uśmiechając się w jego kierunku z nutą zawstydzenia, bo była święcie przekonana, że da radę zejść z tego drzewa sama. Trzeźwa Pandora nie byłaby tego taka pewna.
- Wiesz, że jestem na absolutnej granicy? - stwierdziła bardziej niż zapytała, rozbawionym głosem, przyglądając mu się chwilę, zanim odwiązała zapleciony w kołtun materiał sukienki, który stworzyła przed wspinaczką. Teraz miała rozdarcie do połowy uda, ale nie miało to żadnego znaczenia, lżej było w ten sposób iść. Poprawiła też materiał jego koszuli, przez chwilę zastanawiając się, czy może nie byłoby lepiej zdjąć swojego pierwotnego stroju i zrobić sobie z jego garderoby nową sukienkę, bo i tak sięgałaby względnie przyzwoicie, do połowy uda. Uniosła dłoń, stukając palcami po wargach w zastanowieniu, biorąc w wolną dłoń butelkę. Nie szkodzi, że chwilę temu mówiła coś na temat stanu swojej trzeźwości, bo od razu zrobiła łyka, zostawiając wciąż tego drugiego. Pozbyła się z ust resztek wódki. - Niedługo powinno świtać. - stwierdziła, podnosząc wzrok na niebo, wciąż czując drżenie w dłoniach od wysiłku.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#27
07.05.2023, 23:38  ✶  

Pokręcił głową z uśmiechem na jej słowa. Mam 3 siostry w domu, jak mam sobie nie radzić z chaosem? Gdyby takich Pandor było więcej, na przykład 2 lub 3, to za pewne nie radziłby sobie z nimi tak dobrze. A tak to, dzięki treningowi, któremu odbył na swojej rodzinie, potrafił to i owo aby sobie zjednać ludzi. Jeżeli nie udało się jego, dosyć kiepskim, urokiem osobistym, to zawsze istniał jeszcze argument siły.

Nie musiała nic z tym robić. Hjalmar się zgrywał. Nie mógł jej powiedzieć wprost, że to była jedna z lepszych Lith na jakich był, jeżeli nie najlepsza. Gdyby się zdradził to by źle o nim świadczyło. A tak to zachował odrobinę swojej dzikości i tajemniczości, jeszcze chociaż na moment. Na jedną chwilę...

To nie było tak, że nie lubił jej słuchać. Lubił. Mówiła ciekawie i na temat. Momentami może jednak trochę za dużo ale jednak wytrzymywał z nią. Nie lubił jedynie kiedy się z nim nie zgadzała w 'tak oczywistych kwestiach'. Ale z drugiej strony jak mieli się zgadzać jeżeli pochodzi z dwóch, całkowicie odmiennych światów? On z zimnej i skutej mrozem północy, a ona z ciepłego i skąpanego w słońcu południu. I to nawet nie była połowa czy 1/4 tego co ich różniło, bo przeciwieństw do siebie mieli więcej niż podobieństw. Ale czy one się właśnie nie przyciągały?

Mówiłem? Nie pamiętam Spojrzał na nią jakby chciał coś zapytać ale zrezygnował. Mogło tak być. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy mówił bardzo dużo. A to mu się nie zdarzało na co dzień. Nie zdarzało się nawet co dwa. Śmiało można było założyć, że to było prawdziwy dzień dobroci dla zwierząt, że aż tyle gadał czy opowiadał ale również się uśmiechał i po prostu śmiał. Żadna z tych czynności nie była wpisana w jego codziennie 'ja', które było raczej ciche, zamknięte w sobie, poważne i odpowiedzialne. Teraz jednak nie zostało prawie nic z tego twardego Islandczyka, którego poznała w lutym. Mogła być z siebie dumna. W końcu dokonała niemożliwego - udomowiła dzikusa. Może jeszcze nie w całości ale na pewno w jakiejś części. No bo jak inaczej można nazwać to, że przestał wspominać jej co drugie zdanie, że zrzuci ją do oceanu? - Nigdy mi to nie przeszkadzało. Możesz wrócić - odparł z lekkim uniesień barków. Gdyby słyszał go trzeźwy Hjalmar to najpewniej zacząłby go dusić za te słowa. Ale cóż, słowo się rzekło - Pewnie będziecie mieli kiedyś okazję pogadać - przyznał. Islandia była mała, więc okazja, że przy jej kolejnej wizycie wpadnie na niego i Dagura była całkiem duża - Jasne - dodał na temat swojej wygranej. Prędzej czy później, coś sobie wymyśli jako nagrodę.

Spojrzał na nią jakby chciał się zapytać - 'a może moja?'. To on nagle zaczął ja atakować rzemykiem, a potem znienacka całować? Nie, także dlaczego poszukiwała w nim winnego? - Ggrrhh - wydał z siebie tylko pomruk, nie udzielając odpowiedzi na zadane pytanie. Pandora była zbyt cwanym lisem aby mógł jej na to odpowiedzieć - Hmm... Zapamiętam... - dodał niepewnym głosem. Zastanawiał się co powinien dokładnie zapamiętać, a raczej który moment. Było ich bardzo dużo, a jego stan można było określić jako zmęczony - nie ma co się jednak przejmować, coś sobie wybierze.

Pandora zakładała same najgorsze możliwości. Przede wszystkim nie wierzyła w jego siłę i odpowiedzialność? Przecież dopiero sam zszedł z tego drzewa jakby na nim mieszkał od co najmniej dekady. Chciał jej po prostu udzielić pomocnej ręki czy też łapy - wszystko zależne jak go w tym momencie postrzegała - Po prostu Ci kibicuje - przyznał kręcąc przy tym głową. Nie miał złych zamiarów. Chciał ją po prostu zachęcić do tego aby zeszła. Dodać trochę otuchy w tej ciężkiej walce z drzewem.

Na całe szczęście miał wyciągnięte ręce i panował nad sytuacją. Kiedy tylko ujrzał, że Pandora odpada od drzewa, zerwał się ile sił w nogach aby wycelować ze złapaniem jej. Drzewo nie było wysokie, więc Prewettówna, wpadającą w jego 'kołyskę' nie połamała mu rąk ani nie zrobiła krzywdy, a spowodowała jedynie lekkie pochylenie do przodu - Wątpiłaś? - zapytał, spoglądając na swoją 'zdobycz'. A może powinien nazwać ją 'szyszką'? One w końcu też spadały na ziemię i to w całkiem podobnym stylu co ona - Dobrze, że odważyłaś się skoczyć na dół. Tak Ci poszło sprawniej - uśmiechnął się do niej. Zdawał sobie sprawę, że mogła się poślizgnąć lub po prostu zmęczenie dało się jej we znaki. Nie chciał jej po prostu tego wytykać, a przedstawić tę narrację w korzystniejszym dla Pandory wydaniu, czyniąc z niej odważnego osiołka.

Odstawił ją bezpiecznie na ziemię, upewniając się, że nic jej się nie stanie - Wymęczenia? - dopytał kiedy dziewczyna poprawiała sobie swój strój, który czasy swojej świetności miał gdzieś przed tegoroczną Lithą - Prawda - spojrzał na horyzont, gdzie można było zauważyć pierwsze promienie słoneczne, co świadczyło tylko o tym, że spędzili naprawdę dużo czasu na drzewie czy podziwianiu fiordów. Znieczulony Hjalmar nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.

- Jechałaś kiedyś na niedźwiedziu? - zapytał spoglądając na nią. Skoro była zmęczona, to kim był Nordgersim aby jej odmówić pomocy. Tym bardziej kiedy sam był w dużej części odpowiedzialny za jej stan. W końcu to on wybrał gorzałkę i to on ogarnął 'mocnego' papierosa jako nagrodę - No to wskakuj - powiedział, odwracając się, a następnie kucając na jedno kolano aby miała wygodniej z wejściem na jego plecy - Będziesz czwartą osobą, która otrzymała możliwość podróżowania na tych plecach. Tylko nikomu ani słowa bo mogą być zazdrośni - dodał. Do tej pory odmawiał skrzętnie wszystkich znajomym czy przyjaciołom takiej pod wózki - niezależnie od płci czy statusu - Dokąd pani sobie życzy? - zapytał. Docelowo miał zamiar zanieść ją do jej miejsca spoczynku ale może Pandora miała jakieś inne plany co do tego. Hjalmar nie miał żadnych złudzeń - dzisiaj będzie spała jak małe dziecko. Wszak zażyła tyle sportu i wysiłku co nigdy.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#28
08.05.2023, 01:05  ✶  
Trzy siostry mogły faktycznie dać mu wiele doświadczenia, ale Pandorze wydawało się jednak, że to w większej mierze kwestia jego spojrzenia, uśmiechu i aury. Pomijając to dodawanie innym odwagi, to miał w sobie po prostu dobre serce, a to było największą siłą, jaką miał człowiek. Niedocenioną w dzisiejszych czasach mocą, którą z jakiegoś powodu wolał ukrywać. Całe szczęście, że nie zdecydował się pogłaskać jej po głowie, bo miała do tego olbrzymią słabość. Z jedną Pandorą miał wystarczająco ciężko.
Pandora umiała zwykle czytać z ludzi, bo dużo z nimi rozmawiała i obcowała. W miasteczku pod Antalya, gdzie mieszkała jej rodzina w Turcji, znał ją chyba każdy, podobnie było przy posiadłości Prewettów w Londynie. Zawsze było jej pełno, traktowała wszystkich równo i nie odmawiała pomocy, jeśli mogła coś faktycznie zrobić. Dzięki temu odczytywała często to, co chcieli powiedzieć, zanim się odezwali. Z nim było jednak inaczej, dawał jej tak wiele sprzecznych sygnałów i jednocześnie tak niewiele bodźców, że sama się zaplątywała w tym, co dookoła siebie tworzył. Im bardziej jednak starał się ukrywać emocje, tym bardziej była ich ciekawa.
Nie tylko pochodzi z dwóch różnych stron świata, oni je swoim zachowaniem reprezentowali. On był jak księżyc — pozornie o chłodnym blasku, ale pomagał ludziom znaleźć w sobie więcej siły, niż mieli w rzeczywistości. Oszczędny w gestach, odpowiedzialny, mocno stąpający po ziemi i przede wszystkim stały, stabilny. Jak taka góra. Był kimś, kogo warto było mieć za plecami, bo nigdy by kogoś na pastwę losu nie zostawił. Miał też spore pokłady cierpliwości w tym, jak się łatwo denerwował — głównie przez nieodpowiednio użyte słowa lub coś, co kolidowało z czyimś bezpieczeństwem. Świadczyło to o trosce. Ona za to była nieznośnie słoneczna, zarażała ludzi uśmiechem i optymizmem, przerażała ich swoją bezpośredniością, ale też niekiedy dobrocią. Mogli się bardziej różnić? Gdyby jednak przyjrzeć się bliżej tej dwójce, kilka silniejszych cech w charakterze mieli bardzo podobnych. W głowie brunetki już od jakiegoś czasu pojawiało się przeświadczenie, jakby znali się znacznie lepiej i znacznie dłużej, niż było w rzeczywistości. Niewiele osób tak szybko umiało sobie z nią poradzić — sprawić, żeby słuchała, siedziała cicho lub zwyczajnie ją uspokoić, jeśli ją już poniosło. To nie było tylko tak, że jej udało się odrobinę przebić przez jego skorupę, wyciągnąć na wierzch uśmiech oraz śmiech, fakt, że sam z siebie chciał z nią rozmawiać i zadawać pytania, bo tak samo on wyciągał z niej to, o czym zapominała.
Na jego słowa , uniosła podejrzliwie brwi, lustrując jego twarz wzrokiem, jakby mu nie wierzyła, ale trwało to tylko krótką chwilę. Zdawała sobie sprawę, że mógł tak mówić przez alkohol i papierosa, ale i tak było jej zwyczajnie miło. - Mogę wrócić. Musisz jednak pamiętać, że ja też lubię Cię słuchać i z Tobą rozmawiać, więc też miej czasem słowotok. - spojrzała na niego przelotnie, a gdy wspomniał o możliwym spotkaniu z jego ojcem, uśmiechnęła się zaciekawiona, właściwie nie będąc pewną, jak słynnego Dagura sobie wyobrazić. Jak bardzo różnił się syn od ojca? Nie zapytała go jednak o to. - Powinnam się bać Twojego pomysłu?
Nie miała pojęcia, jaki mógłby mieć pomysł. Z nią było znacznie łatwiej, była bardziej przewidywalna niż on. Gdy spojrzał na nią w ten sposób, wzruszyła niewinnie ramionami, zaciskając usta, żeby się nie roześmiać, bo może faktycznie, to mogła być odrobinę jej wina. Prowokował ją, ale to ona sobie wzięła, to co chciała. - Ah, czyli mam się domyślić Niedźwiadku.- stwierdziła z nutą bezradności w głosie na jego mruknięcie, którego nie mogła uznać przecież ani za nie, ani za tak. - To dobrze. Martwiłam się, że mi się nie uda i tylko ja zapamiętam. - przyznała mu ciszej, przesuwając spojrzenie z jego błękitnych oczu na kołyszącego się na rzemyku miśka. Nie mógł tylko on rozdawać wspomnień w tym duecie, to byłoby niesprawiedliwie. Musiał mieć coś, a raczej Prewettówna chciała, aby miał coś z tego wieczoru dla siebie, skoro w lutym nie miała takiej możliwości.
Oczywiście, że wierzyła. Nie podobała się jej po prostu myśl, że przez nią mogłoby mu się coś stać, a nawet jeśli była dość szczupłą osobą, to z tej wysokości pewnie warzyłaby tonę. Daleko jej było do jego umiejętności fizycznych i nawet nie chciała probować, zbiegać praktycznie na dół, jak on to zrobił. W przeciągu sekund! Na jego słowa uśmiechnęła się pod nosem, czego nie mógł zauważyć. W końcu tak robił, dawał innym swojej odwagi. Odetchnęła ciszej, uznając, że nic złego się nie wydarzy.
Złapał ją lekko i pewnie, co było chyba najbardziej zaskakujące. Na jego słowa przeniosła na chwilę spojrzenie na jego ramiona, a potem znów na twarz, kręcąc głową w zaprzeczeniu. - Nie. Przecież jakoś tak wyszło, że zawsze mnie ratujesz i bez zapowiedzi, więc gdy powiedziałeś, że mnie złapiesz, jak mogłabym wątpić? - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, jakby mówiła najbardziej oczywistą rzecz na świecie. Ile on już miał na nią tych przezwisk? Na jego kolejne słowa roześmiała się jedynie pogodnie, bo doskonale wiedziała, że zdawał sobie sprawę, że wcale celowo nie zeskoczyła. - Można i tak to ująć.
Czując ziemię pod stopami, poczuła też, jak nogi jej pulsują i są niczym z waty, czego oczywiście nie chciała dać po sobie poznać, więc jedynie westchnęła, zapierając się w sobie. Nie było to łatwe, bo trochę kręciło się jej w głowie. Zajęła się więc dla niepoznaki sukienką. - Może trochę, ale dam radę, nie martw się. - zapewniła go tym charakterystycznym dla siebie, pełnym uporu głosem. Nie chciała, żeby uznał ją za słabą lub miękką, była przecież odważnym osiołkiem. Nie lubiła też, a właściwie to nie umiała na kimś polegać. Zawsze robiła wszystko sama, nie chcąc obarczać sobą innych i robić im kłopotu. To ona zwykle lubiła się ludźmi opiekować. Odrobina zmęczenia jeszcze nikogo nie zabiła. - Nawet nie wiem, gdzie zgubiliśmy noc. - przyznała szczerze, przyglądając się temu, jak delikatna łuna pomarańczowo-różowego światła próbuje przedrzeć się przez bezkresny granat nocnego nieba.
- Hmm? - wyrwana z zamyślenia, odwróciła głowę w jego stronę, zupełnie nie mając pojęcia, o co mu chodziło. Jak na Niedźwiedziu? Ściagnęła brwi, posyłając mu pytające spojrzenie. Oszalał. Pojedyncza myśl przemknęła przez jej umysł, ale za nią pojawiły się zupełnie inne, dla niej samej zaskakujące. Jak to możliwe, że wyciągał z niej akurat to? Poczuła się miękka i nieporadna, trochę bezsilna, ale nie było to spowodowane jego propozycją, raczej tym, jak zmęczona była. Jakby jej ciało zdecydowało się dać jej to odczuć, próbując pozbawić zaparcia i uporu. Przesunęła palcami po krańcu jego koszuli, wypuszczając ciężko powietrze. Raz się nic nie wydarzy. Raz mogła sobie pozwolić. Raz mogła przyjąć kogoś pomoc. - I co ja mam z Tobą zrobić? - mruknęła jedynie pod nosem, podchodząc do niego i obejmując jego szyję rękoma, zacisnęła dłonie na jego koszulce. Oparła brodę o jego ramię, czując przyjemnie bijące od niego ciepło, które tylko potęgowało efekt zmęczenia, odrobinę usypiało. - To będzie nasz sekret, ale gorzej, jak mi się spodoba. - odpowiedziała mu z uśmiechem, chociaż brzmiała już odrobinę mniej żywo. Mogłaby tak usnąć, ale przecież mieli zupełnie inne plany. - Jak to gdzie? Na ten fiord. Przecież słońce dopiero wschodzi. I tak nie mam pojęcia, gdzie jest ten namiot.
Wzruszyła ramionami, zastanawiając się, jakim cudem on jeszcze miał siłę i nie był zmęczony. Tak chyba miały niedźwiedzie. Pokręciła głową do własnych myśli, skupiając się na jaśniejącym niebie i przytulając do jego pleców, bo w innym przypadku, na pewno prześpi ten wschód. A tego by nie chciała.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (15790), Pandora Prewett (20117)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa