Zamarła, kiedy zaczął swoje wyjaśnienia. Przysłuchiwała się mu uważnie, wyraźnie odnotowując każde słowo. Kiedy skończył, kiwnęła po prostu głową, podeszła do Jonathana, pochyliła się, ujęła jego dłonie, by je spleść i…
…wyciągnęła z kieszeni kajdanki.
Dopiero potem, tak na wszelki wypadek, rzuciła jeszcze zaklęcie. Wolała podjąć podwójne środki ostrożności, tak, aby Sebastiana podczas pracy nie spotkała żadna krzywda.
- Rozumiem, że jeśli nie jest opętany, po prostu nic się mu nie stanie? – spytała. Podeszła jeszcze do okna, wyglądając na zewnątrz: upewniała się, że drugi Brygadzistka jest na miejscu. Machnęła do niego dłonią, dając jakieś znaki, których sam Macmillan nie mógł zrozumieć, ale ot chciała, by ten podszedł bliżej i w razie potrzeby był w pogotowiu.
Potem obróciła się ku Sebastianowi, z różdżką w ręku.
- Obstawiam cię – obiecała jedynie, nie odwracając wzroku od Jonathana.
Brenna zazwyczaj paplała. Paplała, paplała i paplała. Uwielbiała gadać. Ale wiedziała, kiedy zamilknąć i to na pewno był jeden z tych momentów. Nie odezwała się więc słowem, nie poruszała nawet, by przypadkiem nie rozproszyć egzorcysty. Spojrzenie utkwiła w nieprzytomnym Jonathanie – Mortimerze, gotowa zareagować, gdyby ten zrobił coś, co mogłoby być niebezpieczne…
…problem w tym, że okazało się, że to nie on był tutaj prawdziwym zagrożeniem.
Rozległy się kroki, trzask, a potem coś – coś co brzmiało jak wycie, jak dźwięk, który nie powinien wydobywać się z ludzkich ust. W drzwiach salonu stanęła żona Jonathana, drobna blondynka, na pierwszy rzut oka absolutnie nieszkodliwa…
Ale wraz z krzykiem z jej ust wydobywało się coś jeszcze: coś jak szaro – srebrzysty dym.
Najwyraźniej nie tylko Jonathan zareagował na egzorcyzmy w tym domu.
Przez głowę Brenny w ciągu sekundy przeleciało całe mnóstwo myśli. Pośród nich były takie jak – „o kurwa”, „jasny szlag”, ale także „ona też była opętana!”, „dlatego cały czas wyrzucała nas z domu, bała się, że to wyjdzie na jaw!”, „jej duch pewnie jest bardziej ogarnięty od Mortimera, tak świetnie się maskowała!”, „czy to przypadek, czy w Beltane byli gdzieś, gdzie nie powinni?!” i „ona ma różdżkę, ona ma różdżkę!!!”.
Brenna rzuciła się do przodu z własną różdżką, pomiędzy Emily a Sebastiana. Obie kobiety odpaliły zaklęcia w tej samej chwili. Dwa czary zderzyły się w powietrzu, i wybuchły po środku salonu, a siła tego wybuchu sprawiła, że Emily pofrunęła w tył i przewróciła się w przedpokoju. Brennę zaś odrzuciło tak, że wpadła na pobliskie krzesło i razem z nim padła na podłogę, po której się potoczyła pod ścianę.