• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[styczeń 1968] Animals

[styczeń 1968] Animals
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
13.09.2023, 16:49  ✶  

Och, jaki był piękny..! Rzeźba z lodu, a przecież był człowiekiem. Król Zimy, a przecież był tylko Kaiem. Chłopcem, którego chłód już nie sięgał tylko oczu, bo przedostał się nawet do serca. Ale w bajce dokładnie tak samo było. Przeklęte szkło zmroziło serce Kaia i wydawałoby się, że nic go już nie będzie w stanie uratować. Zostanie kochankiem Zimy i zamarznie w tym pałacu jak wielu przed nim. Będzie czymś więcej, niż bryłą lodu, a jednak wcale nie będzie się od niej różnić. Tylko ciepło ciała będzie zdradzało, że nadal żyje i że nadal tu jest. Że nie pochłonęła go śmierć. Laurent nie wierzył w niemożliwości, a na pewno nie wierzył w to, że drugi człowiek nie może się już uśmiechnąć, tak szczerze, że nie może pokochać. Wszystko było możliwe, jeśli tylko się chciało, po prostu wymagało ich dwóch. Nie była to bajka, więc nie wystarczy jedna piosenka. Czegoś "nie możesz" rozpuszczało się w jego zimowym śnie, w jakim tu zapadał. Wcale nie było mu przy tym zimno. Drugie ciało ogrzewało jego chłodne dłonie kontrastujące z ciepłem skóry Nicholasa. Było to jakieś przekorne, że to właśnie skóra Laurenta miała skłonności do chłodu, ale może to był jakiś balans natury? Żart od Losu, albo może Boga, jeśli wierzyć pięknej fantastyce, jaką Biblia była? Nie było żadnego skrępowania w tym jak palce Laurenta badały krzywizny klatki piersiowej Nicholasa, tworząc z nich mapę swoich przesunięć. Zwiedzał go z ciekawością każdego podróżnika, który w końcu decyduje się podjąć przygodę, skoro nie było smoka na jego drodze, a i rekiny nie skakały do masztu na tym morzu. Stawał się artystą, jego palce pędzlem, a skóra blondyna płótnem, na którym zostawiał niewidzialne ślady swoich przesunięć. Bo nie były mocne, nawet kiedy dotyk opuszków zmieniał się na dotyk paznokci. Ułamek sekundy białego śladu, który zaraz się rozpływał. Wszystko to było subtelną pieszczotą, a Lukrecja sprawdzał, która z nich podobała się najbardziej.

Przyciągnięty dość niespodziewanym ruchem nie tylko nie okazał sprzeciwu, ale wyciągnął ręce, by spleść je za głową Nicholasa, przylegając do jego ciała jakby chciał się zamienić w idealnie pasujący do drugiego człowieka puzzel, który wypełnił go perfekcyjnie, bez żadnej możliwości pomyłki. Nie, ten element musiał się tam znajdować. Musiał tam być. Nieco szorstkie ręce, ale miękkie usta. Podobało mu się to. Zawracało w umyśle jak dobre wino. Upajało i sprawiało, że myśli już całkowicie się rozpuszczały i rozmywały. Było pytanie - ale zdążył o nim zapomnieć w tych paru sekundach napotykających się ze sobą ust. Tak i spojrzenie było przez moment zupełnie nieobecne, powierzone rozmarzonemu doświadczeniu, jakiemu został poddany.

- Taki zimny a taki delikatny... - Uśmiechnął się w usta mężczyzny, absolutnie zachwycony tym doznaniem. Pochylił się, by musnąć ustami jego policzek, płatek ucha, szepnąć - Chciałbym cię spotkać poza tym więzieniem... poza zimową nocą... pokazałbym ci inny świat, Kaiu. - I zsunąć się słodkim pocałunkiem na jego szyję. - Zbroja, którą stworzyłeś ze swojego szkiełka, ma to do ciebie, że wcale nie trzeba jej ściągać, żeby się pod nią wślizgnąć. - Laurent nie wierzył w to, że ktoś skrajnie zły mógł być tak delikatny w swoim dotyku. Spotkał wielu ludzi i wiele osób i gdyby chociaż połowa z nich była taka, jak Nicholas, to to miejsce wcale nie byłoby takie złe.

Było jednak absolutnym Piekłem.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#12
13.09.2023, 23:51  ✶  
Jego ciało było ciepłe. Ale dusza zimna. Jego utrzymywało drugie. U Lukrecji było widocznie odwrotnie. Ciało miał zimne, ale duszę ciepłą. Jaśniejącą światłem anielskim, prawdopodobnie próbującą wejść w zimne czeluście piekła, spowitego ciemnością. Duszę chłodu jaką posiadał Nicholas.  Jego ciało było dobrze zbudowane, zadbane. Szkolony przez ojca w walce i szermierce, utrzymywał przez lata ten stan. To ciało miało też ukryte blizny. Leczone zaklęciami, eliksirami i maściami. Miały swoje znamię przez kontakt z niektórymi stworzeniami, kiedy bywała misjach z rodziny w młodszym wieku. Uczył się nie tylko podstawowej wiedzy w teorii ale i w praktyce. To świadczyło o tym, że nie za dobrze z nimi sobie radził. Niektóre go atakowały, inne bardziej oddalały. Jakby potrafiły wyczuć jego aurę. Po opanowaniu oklumencji, umiał to skrywać.
Ta bajka, która miała teraz częściowe odzwierciedlenie w tym pomieszczeniu, brzmiała nieprawdopodobnie prawdziwie. Dwa przeciwieństwa siedziały bardzo blisko siebie i dotykały. Nicholas poczynił ten zaskakujący i wyczekiwany czyn, całując na początek delikatnie Lukrecję. Nie protestował. A nawet mu się to podobało. Zarzucił swoje ręce za jego szyją. Nicholas z tym na razie nic nie zrobił. Jego lewa dłoń powędrowała na dolną część jego pleców. Druga pozostawała na szyi. Pozwolił, aby blondyn przesunął pocałunkami dalej. On się uśmiechał. Nicholas pozostawał poważny. Słuchał jego szeptu. Tego, że chciałby go jeszcze spotkać. Że jest tutejszym więźniem. Zwracał się do niego jako Kay. Brzmiało to tak, jakby Nicholas otrzymał od anioła nowe imię.
- Chciałbyś mnie ponownie spotkać?
Zapytał Nicholas, tym samym chłodnym tonem. Jego dłoń spoczywająca na szyi Lukrecji, powędrowała wyżej, na jego włosy. Palce zacisnęły się na nich, dając odrobinę bólu. Czy to była gra, zwodząca o przyjaznym zimnie duszy? Że Nicholas nie zrobi mu krzywdy? Czy to była zapowiedź tego co ma nadejść?
- Mógłbym Cię stąd zabrać. Ale wtedy, zostałbyś moim więźniem. Mogę Cię zostawić, ale jeżeli chcesz być wolnym i znów mnie spotkać, musisz sam opuścić to miejsce. Sam mnie odnaleźć.
Nicholas wyszeptał mu te słowa go ucha, skoro tak tkwili jakby byli do siebie przytuleni. Nie robił niczego za darmo. Mógłby go zabrać, ale wtedy anioł miałby inną klatkę. Dał mu prawo wyboru. Mocniejszym dotykiem na jego włosach ostrzegł, że nie jest tak delikatny, jakby myślał. Yaxley poluzował uścisk na jego włosach. Tyranem nie był, jeżeli druga strona dawała mu to czego potrzebował. Lukrecję nie zamierzał krzywdzić. Zaimponował mu swoją poetycką mową i spostrzeżeniami.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
14.09.2023, 10:16  ✶  

Nawet jeśli ubierzesz wilka w owczą skórę pozostanie nadal wilkiem. Diabeł mógł dostać nowe imię, ale to przecież nie sprawi, że stanie się również aniołem. Ludzie po prostu zapominali, że Diabeł kiedyś również tym aniołem był. Lecz Laurent? Laurent dobrze pamiętał. To nie człowiek wybierał, by stać się zimnym kamieniem otulonym szalem oklumencji by upewnić się, że nic, nawet jedna kropelka z ich serc i umysłu nie wycieknie do świata zewnętrznego. To nic, naprawdę nie szkodzi. Świata drugiej osoby nie trzeba zawsze zmieniać, nie trzeba zmieniać tej osoby. Wystarczy niekiedy pokazać ten lepszy świat, coś bardziej czułego, żeby chociaż minimalnie poprawić komuś nastrój. Nicholas jednak nie był jedną z osób, która poddawałaby się nawet słodyczy. Przyjemność, próba przecięcia tej równi, po której się przechadzał - tak. Ale poczucie czegoś naprawdę..? Na to trzeba by było sobie pozwolić. Zabawna sprawa, bo... Laurent też nigdy nie pozwolił sobie na prawdziwą miłość.

- A... - Z gardła Laurenta wydobył się cichy dźwięk. Nie do końca bólu, bo zaciśnięte na palcach włosy nie ciągnęły tak mocno, żeby można było o tym mówić, ale brzmiało to zupełnie tak, jakby już zapobiegawczo blondyn nastawiał się na coś gorszego. Na ból, który dopiero miałby nadejść, zatrzymał się jednak na tym poziomie, który niektórzy nazwaliby nawet pieszczotliwym. Bo w końcu różne kinky chodziły po głowach przychodzących tutaj gości. Lukrecja znieruchomiał, napiął się jak kociak złapany za kark, który instynktownie wie, że nie może się szarpać, kiedy matka trzyma go tak i przenosi. Jeśli wypadnie z jej zębów coś złego może mu się stać. Tak, to było jak zapowiedź wszystkiego, czego się bał, po czym toczyły się gorzkie łzy po twarzy, które głowa wymazywała ze wspomnień, bo były za trudne do zniesienia. Brała te wspomnienia za włosy i topiła na dnie mułowatego jeziora.

Czy chciałbyś spotkać tego człowieka ponownie? Czy może chciałeś go spotkać w innym życiu, w innej przestrzeni? Czy to spotkanie, to jedno, konkretne, w tym pomieszczeniu, miało się odbywać po prostu w innym miejscu? Kiedy wszystko nie było takie ciężkie? Albo właśnie było lekkie. Łatwiejsze do przyswojenia. Tutaj przecież niczym nie musiałeś się przejmować, był tylko narkotyczny sen. Nikt, mimo wszystko, nie pozwoliłby też, żeby stała się tutaj poważna krzywda - za dużo pieniędzy spływało do sakwy Dantego, żeby pozwolił sobie na uszkodzenie Lukrecji i wydawanie potem tych pieniędzy na medyka. Choć to zawsze było po prostu kwestią tego, ile zapłacisz. Łuna strachu opadła na umysł i ciało, ale nie pojawił się ruch dalszy. Nie było mocniejszej szarpaniny. Świat zamarł. Lub zamarzł. Nawet chciałeś coś powiedzieć, ale nie byłeś w stanie. Wszystkie słowa i zdania zlały się w jego i nic nie miało znaczenia i nagle okazało się, że rzeczywiście było to to, o czym mówił - o następnym spotkaniu. Nie o zmianie bajki.

Zadrżał, kiedy Nicholas go puścił, kiedy wypowiedział swoje słowa. Jak zaklęcie. Ten chłód przeniknął i jego, ale nie był na tyle silny, by przeniknąć go całego, jednocześnie wystarczający, by zasiać to ziarno strachu. Tę uwagę lub ostrzeżenie. Paradoks jednak polegał na tym, że zamiast jak każdy normalny starać się od źródła tego niepokoju uciec, to Laurent przylgnął całym sobą do Nicholasa, układając głowę na jego ramieniu, jakby to on teraz najbardziej tego potrzebował. Próżno było w tym szukać logiki, bo od samego wstąpienia tutaj Laurent logicznie nie myślał. I jakoś tak poukładała się droga jego myśli, że...

- To nie tak wygląda. - Podniósł się, położył dłonie na jego ramionach i odsunął, ale tylko na tyle, żeby spojrzeć w jego niebieskie, zimne oczy. Przepiękne, jak tafle zamrożonego jeziora. Ułożył dłonie na jego twarzy, ujmując ją. - To ty nie będziesz mógł o mnie zapomnieć. - I w całej tej delikatności te słowa jakby nie miały jej wcale. W całym poplątaniu jego myśli i w całej miękkości jego zachowań te słowa zabrzmiały jakby wypowiadał całkowitą oczywistość.

Schylił się, by połączyć ich usta w gorącym pocałunku. Choć i tak nie miał on zapewne siły, by stopić ten lód.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#14
14.09.2023, 11:54  ✶  

Czy Nicholas mógłby być aniołem? Mógłby. Ale z tych ciemnych, niosących śmierć. Być może dlatego, że pracował w Ministerstwie, w Departamencie Tajemnic, Komnacie Śmierci. Tam czuł się swobodnie. Czy to z tego zawodu wyniósł to kim jest? Niekoniecznie. Od edukacji w Hogwarcie coraz bardziej interesowała go czarna magia, a nekromancja zdawała się być mu jeszcze bliższa. Był aniołem, może i diabłem w jednym. Pewne było jedno, że jego skrzydła były czarne. Ubierał się w czerń, gdyż uważał ten kolor za ochronny. Niekoniecznie wzbudzający żałobę, smutek czy cokolwiek złego. Przykładowo, jeżeli byśmy wrócili do interpretacji barw.

Ze względu na działający i rozproszony zapach sosny, od wszelkich innych działań Nicholasa hamowała właśnie amortensja. Był tak zrelaksowany, że nie widział potrzeby krzywdzenia Lukrecji. Nie miał ku temu nawet powodu. Tylko rozmawiali, dotykali się. Blondyn, który na nim siedział wykazywał interesującą osobowość. Wzbudził w nim strach, sprawdzał reakcję na czyn wykonany z mocnym chwytem jego włosów. Ten zadrżał, ale nie bał się tak, jakby to sobie wyobrażał Yaxley. Lukrecja go zaskoczył czynem, jaki wykonał po jego słowach. Po ostrzeżeniu i jednocześnie propozycji, jakie wyszeptał mu w odpowiedzi Nicholas. To co zrobił następne, zszokowało zimnego w duszy Yaxleya. Czy Lukrecja go bardziej objął? Wtulił się? Czy to właśnie ten gest sprawił, że Nicholas zluzował uścisk dłoni na jego włosach, czy również amortensja złagodziła jego próby ostrzejszej zagrywki? To był moment, w jakim to Nicholas zastygł w bezruchu. Ale pozwolił mu działać. Spojrzał mu ponownie w oczy, kiedy przemówił.
Te ostatnie słowa… Nicholas zmarszczył brwi. A oczy stały się bardziej chłodne, jakby chciały uderzyć w przeciwnika.
- Jesteś przeklęty…

Stwierdził, jakby to on obawiał się magii słów ze strony światła, jakim mógł tryskać Lukrecja. Zaraz po tym Nicholas otrzymał od niego pocałunek. Gorący. To był znak, aby przejść do konkretniejszych czynów. Yaxley mocniej zaczął obejmować jego ciało, paznokciami nawet wbijając się w jego delikatność. Aż w pewnym momencie, przejął górę. Przerzucił go na drugą część sofy, wisząc nad nim. Tym razem był jak drapieżca. Wykorzystał młodzieńca, ale nie skrzywdził go. Zmieszał w nim jego światło ze swoją ciemnością. Swoje zimno duszy, z jego ciepłem. Rozgrzał go samym sobą, ale jego lód pozostawał nietknięty. Skoro Lukrecja był tak odważny, otwarty i przekonany do tego, że to Nicholas go nie będzie mógł zapomnieć.
- Odejdę. Nigdy tu nie wrócę. A Ty mnie już nie zobaczysz. Sam będziesz musiał udowodnić jak silny jesteś, aby stąd wyjść, aby mnie odszukać. To Twoje więzienie. Twoja klatka.
Rzekł zdecydowanie, chłodem spowijając swoje słowa w jego kierunku. Jakby był przekonany, że to miejsce jednak jest przeznaczone Lukrecji. Aniołowi, który miesza w głowach. Mówi słowa, które dla ciemnego i lodowego serca brzmią jak uderzenie młota, próbującego się przebić. Jak klątwa. Czyżby wzbudził niepokój? Tego Nicholas po sobie nie okazał. Ukrywał emocje pod swoimi wieloma maskami. Tą prawdziwą i mentalną. Mówił te słowa wisząc nad twarzą anioła.
Odsunął się od niego, zaczął ogarniać odzież na sobie, zamierzając już opuścić to miejsce.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
14.09.2023, 12:37  ✶  

Czemu chcesz wzbudzić w kimś strach? Dlatego, że jest bardziej realny niż przekonania, które ludzie w sobie mieli? Że strach był niezmienny, a przekonania już tak? Lukrecja nawet nie zastanowił się nad tym, dlaczego mężczyzna wykonał ten gest i że chciał naprawdę, żeby ten wróg siejący spustoszenie w sercu odwiedził właśnie jego, właśnie w tej chwili. Wszystko dlatego, że nie ciągnął tego dalej. Dla niego to było ostrzeżenie. Czuł to całym sobą, że to było ostrzeżenie, że jest taki zły, taki groźny, taki zimny, że potrafi taki być. I to nie tak, że Laurent w to wątpił. Widział przecież, kto do niego przyszedł, choć... nie, nie widział tego do końca. Gdy mózg nie pracuje jak powinien za wiele rzeczy się zacierało. Co jednak widział bardziej od tego mrozu i zła to właśnie tego chłopca, którego nikt nie przyszedł odpowiednio wcześnie uwolnić z ramion Królowej Lodu. I teraz, kiedy pojawiał się element, który mógł go chociaż odrobinę ruszyć musiał temu światu przypomnieć, że do tego pałacu należy. To takie smutne... Takie przykre. Serce selkie mu współczuło. Biło ze smutkiem, że ta rzeczywistość musiała układać takie bajki, które nie miały szczęśliwego zakończenia. Że ludzie się
w niej gubili i nie potrafili odnaleźć. Chyba Nicholas pominął w tej kalkulacji jednej ważnej rzeczy - że kiedy jesteś płomykiem w murach lodowego pałacu to sam tam nie przetrwasz. I, koniec końców, nie ważne jak bardzo chore by to nie było, najłatwiej było o przetrwanie, kiedy czyjeś ramiona mogły cię przed tym mrozem ochronić.

Oczy Nicholasa zmroziły rzeczywistość, a te Laurenta zapłonęły. Jakby dobrze wiedział, że zatriumfował. Że cokolwiek się nie stanie i jakiekolwiek słowa miałyby nie paść, to wcale nie była gra, w której Yaxley miał pełną kontrolę. Mógł otaczać się bielą i wyglądać na anioła, mógł szeptać czułe i miłe słówka, ale przecież był w tym miejscu - i dlaczego? Jak? Złapany przypadkiem? Handel ludźmi, nie ważne, jak bardzo nie chciało się o tym mówić, kwitł i radził sobie całkiem dobrze. Nie miało to żadnego znaczenia. Tak jak nie miało znaczenia to, co sprowadziło takiego Nicholasa tutaj, by zanurzyć się w swoim ulubionym zapachu. Nie miało znaczenia, bo przecież Laurent chciał dostać od niego dokładnie tego samego, czego on chciał od niego. Choć, w tych okolicznościach, nie można było tego nazwać inaczej niż...

Zatopił się w tych ramionach i jeśli niewinność tutaj istniała to została przepalona przez pożądanie i to, jak sprawnie dłonie słodko-gorzkiej Lukrecji błądziły po ciele Nicholasa nie mając dość. Chcąc więcej. Chcąc wkroczyć w tę ciemność i ulec jej na parę chwil. Bo tylko w tej ciemności był prawdziwym światłem. Wcale tam nie gasł, ogarnięty ją ze wszystkich stron. Promieniał i błyszczał, zachwycony swoim własnym blaskiem. I tymi cieniami, które znaczyły jego skórę i otulały z taką namiętnością.

- Wieeem... - Westchnął leżący w tym samym miejscu młodzieniec, w którym został porzucony. Zużyta laleczka, której porcelanowa skóra już nie była taka doskonała i jednolitej barwy. Chociażby na rozpalonych zdrowo policzkach. - Ludzie lubią brać nie dając niczego w zamian. Ale ty mi coś zostawiasz... Dziękuję za motywację, Kaiu. Kiedyś jeszcze usłyszysz moją piosenkę. - Z jakiegoś powodu nie brzmiało to nawet jak obietnica, bardziej jak zapowiedź. Albo pożegnanie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#16
14.09.2023, 13:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.09.2023, 13:32 przez Nicholas Travers.)  

Mógłby go zabrać. Mógłby go mieć tylko dla siebie. Miał w sobie tę moc zniszczenia, że rozwiązałby problem anioła. Niczym demon, dysponował zakazywaną magią. Mógł usunąć z jego drogi istotę go przetrzymującą siłą. Wystarczyło jedno zaklęcie. Lub jedno działanie, a Lukrecja byłby wolny. Ale na nowo uwięziony. W skrzydłach ciemności. W domu tego, który by go uwolnił. Coś za coś. Dlaczego więc Nicholas się od tego powstrzymał? Czyżby obawiał się, że Lukrecja swoim światłem i zaoferowaniem się wyciągnięcia z niego szkła lodowego lustra, zmieni go? Roztopi jego lody? Zburzy jego mury? Czy to dlatego, z przeprowadzonej rozmowy i dostrzeżeniu jego zaangażowania, postanowił zostawić go w tutejszej klatce, aby nie wypuszczać na wolność?
Kiedy spojrzenie Nicholasa stało się bardziej chłodne, jakby miało zamrozić swojego towarzysza, zauważył iż w oczach Lukrecji było uderzenie odbicia mocy, jaką było ich rozgrzanie. Jakby dwa żywioły chciały w nich uwolnić swoją moc, ognia i lodu. Czy ta pieśń, kiedy rozbrzmieje?

Oboje oddali się pożądaniu, do którego konkretów przeszedł już Nicholas. Pełnił rolę dominującą, nigdy nie pozwalał sobie na zmianę miejsca. Odpowiadało mu, że miał pod sobą uległą owcę. Uległego anioła. Uwięzionego w klatce, możliwego do wykorzystania w każdej chwili. Lukrecja dał mu to, po co tutaj przyszedł. I najwyraźniej, ze wzajemnością, widząc to w oczach i na twarzy uległego anioła.

Yaxley oświadczył mu, że to raczej byłoby ostatnie spotkanie i jeżeli ma się powtórzyć, niech ptak o złamanych skrzydłach, sam wyleci z klatki. Niech udowodni, pokaże jaką skrywa w sobie moc. Nie tylko w słowach ale i w czynach.

Zapiąwszy spodnie, zapinając po chwili koszulę, usłyszał odpowiedź. Tak. Nicholas brał co chce za darmo. Zostawił mu motywację. Przyjął zaproszenie do jego gry, układając jej swojej zasady. Skoro chciał wejść do jego życia, niech pierw wyjdzie z tego zamknięcia. Ile to potrwa? Zależy jak bardzo zmotywowały chłopaka słowa mężczyzny.
Zapiąwszy koszulę, zabrał krawat, ale nie ubierał go. Zwinął i schował do torby. Ubrał marynarkę, szatę i zabrał swój podręczny i służbowy bagaż. Skierował się do drzwi, ale zatrzymał w połowie drogi. Obejrzał za ramię, aby kątem oka przez maskę spojrzeć na samotnego i pozostawionego samemu sobie anioła.

- Żyj tak, jak uważasz za stosowne. Mnie nie szukaj. Nie śpiewaj mi pieśni.
Po tych słowach, opuścił pomieszczenie. W punkcie informacyjnym, czy recepcji, zostawił maskę i zdał relację, że jest zadowolony. Pochwalił Anioła, że spisał się świetnie a to podniosło reputację Dantemu. Zastrzegł jedno, aby o niego dbał, gdyż to jest to cenny, ale i niebezpieczny skarb.
Anioł mroku, udał się w podróż do siebie. Teleportował na swoje ziemie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (5093), Nicholas Travers (3520)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa