Gio zmarszczył nieco brwi zmuszony do powędrowania pamięcią do owego miejsca. Nie pamiętał, co działo się w klinice, bo "wyłączył" się tuż po wejściu. Jonathan streścił mu jednak obraz zamętu, jaki tam panował.
— Tak, mogę poświadczyć, że miejsca tam nie było. Akurat byłem tam i pomagałem w przygotowaniu miejsca dla poszkodowanych. Żaden szpital nie byłby przygotowany na takie wydarzenie... — objaśnił.
— Nie no, wiadomo, wtedy to wyjątkowa okazja! Ale żeby tak na co dzień odbierać nam możliwości pomocy? — dopytywał Rob. — Przecież opłacić lekarza nas stać, byle tylko jakiś był.
— Hm, jak najbardziej rozumiem pana niezadowolenie z tej sytuacji, niestety nasi lekarze w większości przypadków nie byliby w stanie pomóc. Tak się składa, że czarodzieje i niemagowie cierpią na różnego rodzaju schorzenia i nasi uzdrowiciele nie znają się na niemagicznych chorobach.
— To jak to! Wy nie macie grypy ani sraczki?
Urquart roześmiał się zakłopotany. Otwartość mugoli to idealna okazja do przeprowadzenia szczerego wywiadu, ale jednocześnie miało to też swoje wady. Jak tutaj rozmawiać o tak wrażliwych kwestiach jelitowych z klasą?