I wiedział, że robiła to świadomie i z premedytacją, celowo przeciągała strunę, badając jego granice. Wahał się, bo jej bliźniak był jego najlepszym przyjacielem, ale wcale nie znaczyło to, że jej nie chciał. Że nie pożerał ja wzrokiem, nawet jeśli była w szkolnym mundurku w łazience martwej dziewczyny z wątpliwym pochodzeniem, a nie w sali bankietowej. Tam musiała dopiero lawirować, odziana w jedwabie i satyny, przyozdobiona klejnotami. Rodzice zawsze idealizowali obraz swoich dzieci, chcieli, aby te były na językach całego społeczeństwa magicznego, ale często nie było to tym, czego sama młodzież chciała.
Zgodnie z sugestią ducha, po której nastąpiło westchnięcie, zacisnął na niej dłonie, zamykając ją w uścisku. Delikatnym ale i stanowczym, badając zachłannie słodycz warg uczennicy, zadziornie przygryzając dolną z nich. Uwielbiał się całować, to był jego słaby punkt i był mile zaskoczony tym, że dziewczyna nie uciekła, nie odsunęła się od niego, a wręcz splotła swój własny oddech z Antkowym, nadając im jeden rytm. Zrobiło mu się cieplej, a woń bergamotki sprawiła, że zawirowało mu w głowie. Duch chyba coś piszczał i chichotał pod nosem, przyglądając się im z pewną dozą nieprzyzwoitości. Nie mógł tego przeciągać, bo wiedział, że by nie wytrzymał i przekroczył granicę. I jej palce na karku, paznokcie pozostawiające na skórze ślady — wcale mu nie pomagały, ba, dyktowały jego własnym palcom to, jak snuły się po jej ciele. Zostawiła na jego skórze dreszcz, co zrobiło chyba na nastolatku największe wrażenie.
- Jestem gentlemanem, ale Ty Lestrange, Ty mogłabyś sprawić, że bym przestał. - zauważył zadziornie, szeptem prosto w jej usta, odgarniając kosmyk włosów z jej drobnej buzi. Sam był zarumieniony, oddychał nieco szybciej. Zwiększył dzielącą ich odległość, przyglądając się lustru, które rozbił wcześniej. Miał chyba nieco zaczerwienione, wciąż ciepłe usta, po których przesunął palcem.
- To dobrze, że zdążyłaś się całować, zanim umarłaś. Właściwie Marto, to jak umarłaś? Wnioskuję po szatach, że byłaś uczennicą jakieś... Piętnaście, dwadzieścia lat temu? - zapytał, odwracając się w jej stronę. Zlustrował ją błyszczącymi oczami, posyłając ładny uśmiech, tak, aby zachęcić do mówienia. Każdy wiedział, że Marta lubiła przystojnych chłopców.
- Hmm? - odwrócił się w stronę Loretty, lustrując ją wzrokiem. Wiedział, że rysowała, ale nie na tym pytaniu skupiła się jego uwaga. Zaśmiał się, przekręcając głowę na bok. - To był tylko wstęp do nieeleganckich rzeczy. Możesz, jak dostanę coś za bycie modelem. Co sądzisz Marto, to dobry układ?
Skrzyżował ręce na piersiach, zapominając już o zakrwawionych pięściach i wcześniejszej wściekłości, skupiony głównie na Lestrange.