06.11.2022, 01:58 ✶
Spojrzała jeszcze na Bren, starając się zapamiętać, czy miała w sobie jakikolwiek przebłysk czegoś, co zmieniłoby jakąś pamięć o jej zachowaniu w szkole. Lubiła w końcu ryzykantów i tych, którzy potrafili wiedzieć, że granie do kilku obręczy mogło przynieść więcej tak kochanego przez nią chaosu, ale Bren tak bardzo kojarzyła jej się z ucieleśnieniem dobroci i sztywności Longbottomów, że ciężko było im na to poradzić, aby sprawiać inne wrażenie.
Komentarz o dwunastu latach sprawił, że przyszła jej do głowy inna myśl na to, jak rozwiązać sprawę, dlatego też uśmiechnęła się, wiedząc, że po tym czeka ją w najlepszym wypadku trzaśnięcie w twarz, bo pozytywnych wyników się nie spodziewała.
- Cóż… - Dłoń Seraphiny powędrowała z policzka Brenny do jej dłoni, podczas gdy druga pozostała na jej policzku, tym razem jednak delikatnie go gładząc. Przysunęła się jeszcze bliżej, co sprawiło, że znajdowała się już wystarczająco blisko panny Longbottom, uśmiechając się do niej. Kokieteria nie była jej obca, a chociaż w tym wypadku prędzej spodziewała się próby zaaresztowania niż ulegnięcia jej czarowi, chciała chyba z rozbawieniem obserwować jaką minę przybierze Brenna. Będzie zła? Zaniepokojona? Spróbuje zaprowadzić ją do Ministerstwa? Wszystko było możliwe! – Mogę powiedzieć, że twoje oczy błyszczą jak ogień ocieplający dom, że masz usta jak dwa różne płatki, które mogą skrywać również kolce, że twoje włosy opadają miękko niczym fale, które ujarzmić mogą jedynie nieliczni. – Przesunęła jeszcze kciukiem lekko po jej ustach zanim nie opuściła dłoni całkowicie, odchylając się lekko i spoglądając na pannę Longbottom.
- Jak mi poszło, było to bardziej wiekowo odpowiednie? – Mrugnęła do niej, zakładając jeszcze nogę na nogę.
- Pamiętaj jedno – jeżeli nie zadbasz o siebie, wkrótce zwiędniesz i nie będzie z ciebie pożytku. Dla nikogo, zwłaszcza w pracy. Pamiętaj aby robić to, co przynosi ci przyjemność, nawet jeżeli to jedynie jedna z rzeczy. – Nie sądziła, że będzie tutaj Brennie matkować, ani że będzie musiała tłumaczyć się z takich oczywistości, widać jednak było, że właśnie o to chodzi. Brenna wydawała się bardzo Longbottomowa, dlatego nie dziwiło Sery, że robiła wszystko co mogła aby jednak spełnić się w pomaganiu innym. Ale prędzej czy później wypali się, jeżeli o siebie nie zadba i to nie były niesamowite odkrycia a znana, odwieczna prawda.
- Cóż, staram się interesować ludźmi, ale nie słyszałam o Norze do tej pory. Rozumiem, że nie jest w żaden sposób doświadczona w prowadzeniu własnego biznesu i nie posiadała wcześniej żadnego lokalu? – Musiała przyznać, że wszystkie sklepy na Pokątnej i Alei Horyzontalnej śledziła, ale nie słyszała o tym miejscu, nie słyszała też, aby miało jakąś renomę. Mogło to oznaczać, że albo ktoś gotowy był rzucić się w nieznane, z przygotowaniem bądź jego brakiem, albo że ktoś przygotowywał się długo, aby teraz próbować swojej sławy. Jeżeli obecne lokale nie wykoszą tej konkurencji, cóż, może była szansa na to, że utrzyma się na powierzchni. A może Seraphina będzie mogła się zainteresować tym dokładniej i dowiedzieć się, czy może podkupić lokal – w końcu nie miała jeszcze kawiarni czy tam czegoś innego w swoim zasobie.
- Ooooh, zdecydowanie przyjmuję wyzwanie. – Jeżeli to miało zniechęcić Seraphinę to był to niestety dla Brenny rzut w zupełnie innym kierunku, bo nic tak nie budziło zainteresowania i wyobraźni panny Prewett jak wyzwanie. Z uśmiechem przygotowana była już na sięgnięcie po szczotkę i usadzenie Brenny na miejscu, pytając jakie dokładnie fryzury lubi, los jednak wolał oszczędzić pannie Longbottom zażenowania, bo pukanie rozległo się do drzwi, a Seraphina od razu obróciła głowę w kierunku wejścia.
- Panno Prewett, nie chcę przeszkadzać, ale… - Damski głos wyraźnie się waha, czy w ogóle poruszyć temat, Sera jednak westchnęła, potrząsając głową. – Musisz mi wybaczyć, czas na mnie i nie da się uciekać przed zobowiązaniami. – Nie rozwijała tematu, wiedząc, że najpewniej panna Longbottom o takich sprawach słyszeć nie chciała. – Może jeszcze spotkamy się w późniejszym terminie? Wspominałaś o nowej kawiarni?
Komentarz o dwunastu latach sprawił, że przyszła jej do głowy inna myśl na to, jak rozwiązać sprawę, dlatego też uśmiechnęła się, wiedząc, że po tym czeka ją w najlepszym wypadku trzaśnięcie w twarz, bo pozytywnych wyników się nie spodziewała.
- Cóż… - Dłoń Seraphiny powędrowała z policzka Brenny do jej dłoni, podczas gdy druga pozostała na jej policzku, tym razem jednak delikatnie go gładząc. Przysunęła się jeszcze bliżej, co sprawiło, że znajdowała się już wystarczająco blisko panny Longbottom, uśmiechając się do niej. Kokieteria nie była jej obca, a chociaż w tym wypadku prędzej spodziewała się próby zaaresztowania niż ulegnięcia jej czarowi, chciała chyba z rozbawieniem obserwować jaką minę przybierze Brenna. Będzie zła? Zaniepokojona? Spróbuje zaprowadzić ją do Ministerstwa? Wszystko było możliwe! – Mogę powiedzieć, że twoje oczy błyszczą jak ogień ocieplający dom, że masz usta jak dwa różne płatki, które mogą skrywać również kolce, że twoje włosy opadają miękko niczym fale, które ujarzmić mogą jedynie nieliczni. – Przesunęła jeszcze kciukiem lekko po jej ustach zanim nie opuściła dłoni całkowicie, odchylając się lekko i spoglądając na pannę Longbottom.
- Jak mi poszło, było to bardziej wiekowo odpowiednie? – Mrugnęła do niej, zakładając jeszcze nogę na nogę.
- Pamiętaj jedno – jeżeli nie zadbasz o siebie, wkrótce zwiędniesz i nie będzie z ciebie pożytku. Dla nikogo, zwłaszcza w pracy. Pamiętaj aby robić to, co przynosi ci przyjemność, nawet jeżeli to jedynie jedna z rzeczy. – Nie sądziła, że będzie tutaj Brennie matkować, ani że będzie musiała tłumaczyć się z takich oczywistości, widać jednak było, że właśnie o to chodzi. Brenna wydawała się bardzo Longbottomowa, dlatego nie dziwiło Sery, że robiła wszystko co mogła aby jednak spełnić się w pomaganiu innym. Ale prędzej czy później wypali się, jeżeli o siebie nie zadba i to nie były niesamowite odkrycia a znana, odwieczna prawda.
- Cóż, staram się interesować ludźmi, ale nie słyszałam o Norze do tej pory. Rozumiem, że nie jest w żaden sposób doświadczona w prowadzeniu własnego biznesu i nie posiadała wcześniej żadnego lokalu? – Musiała przyznać, że wszystkie sklepy na Pokątnej i Alei Horyzontalnej śledziła, ale nie słyszała o tym miejscu, nie słyszała też, aby miało jakąś renomę. Mogło to oznaczać, że albo ktoś gotowy był rzucić się w nieznane, z przygotowaniem bądź jego brakiem, albo że ktoś przygotowywał się długo, aby teraz próbować swojej sławy. Jeżeli obecne lokale nie wykoszą tej konkurencji, cóż, może była szansa na to, że utrzyma się na powierzchni. A może Seraphina będzie mogła się zainteresować tym dokładniej i dowiedzieć się, czy może podkupić lokal – w końcu nie miała jeszcze kawiarni czy tam czegoś innego w swoim zasobie.
- Ooooh, zdecydowanie przyjmuję wyzwanie. – Jeżeli to miało zniechęcić Seraphinę to był to niestety dla Brenny rzut w zupełnie innym kierunku, bo nic tak nie budziło zainteresowania i wyobraźni panny Prewett jak wyzwanie. Z uśmiechem przygotowana była już na sięgnięcie po szczotkę i usadzenie Brenny na miejscu, pytając jakie dokładnie fryzury lubi, los jednak wolał oszczędzić pannie Longbottom zażenowania, bo pukanie rozległo się do drzwi, a Seraphina od razu obróciła głowę w kierunku wejścia.
- Panno Prewett, nie chcę przeszkadzać, ale… - Damski głos wyraźnie się waha, czy w ogóle poruszyć temat, Sera jednak westchnęła, potrząsając głową. – Musisz mi wybaczyć, czas na mnie i nie da się uciekać przed zobowiązaniami. – Nie rozwijała tematu, wiedząc, że najpewniej panna Longbottom o takich sprawach słyszeć nie chciała. – Może jeszcze spotkamy się w późniejszym terminie? Wspominałaś o nowej kawiarni?