• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[ 16 Lipca 1972 ] Finezja płynąca z szermierki | Brenna x Pandora

[ 16 Lipca 1972 ] Finezja płynąca z szermierki | Brenna x Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#11
27.02.2024, 22:45  ✶  
- Teleportacja jest na pewno szybsza, a patrząc na Twoją pracę i styl życia moja Droga, to cenne. Czas. - odparła ze spokojem Pandora, wciąż lustrując przyjaciółkę wzrokiem. Miała nieskończone pokłady sympatii i szacunku do Brenny, co jeszcze spotęgowało się od czasu, gdy po Hogwarcie dowiedziała się, że pracuje w BUMie i chroni innych. Prewettówna chciałaby też to robić, ale jej talenty przejawiały się w inny sposób, niż magia uzdrawiająca lub bojowa. - Błędny to zawsze okazja, żeby poznać kogoś ciekawego.
Dodała, jeszcze zanim podobnie, jak jej nauczycielka, skupiła się na lekcji. Wiele czynników przy broni należało brać pod uwagę — sposób trzymania, siłę, kąt wymierzenia. Miała wrażenie, że w pozornie proste machanie ostrzem, wchodziły skomplikowane obliczenia lub jej własny umysł przez wykonywany przez nią fach, postrzegał to w taki sposób. Brunetka zawsze miękka i się trochę rozczulała, gdy była mowa o zamieszkującym Dolinę rzemieślniku. Łączyła ich długa historia, o której nikt prawie nie wiedział, chociaż nie miała problemów z udzielaniem odpowiedzi, gdyby ktoś zapytał. Chciała też nauczyć się lepiej bronić trochę dla niego, bo zawsze martwił się o jej bezpieczeństwo.
- Pewnie by pokonał niedźwiedzia.. - mruknęła, zwilżając usta w zamyśleniu. Był silny i umiał walczyć, posługiwał się też lepiej bronią niż magią. Westchnęła, kręcąc głową w stronę przyjaciółki, bezradnie wzruszając ramionami. - Też mu to mówiłam. Ci szaleńcy nie walczą honorowo, czego on jest nauczony. Korzystają z paskudnych metod. Nie wiem, jak tak można traktować drugiego człowieka i podobno robią to dla przyjemności.
Brzmiała na rozzłoszczoną i smutną jednocześnie, bezradną, bo co mogła z kultem czarnoksiężnika zrobić? Łudziła się, że część jego popleczników oraz naśladowców dołączała do niego ze strachu i i z braku wyboru, jakiegoś szantażu. W głowie Pandory nie mieściło się, że mogło być tyle złych ludzi. Zakołysała sztyletem w dłoniach. - Wiesz, zawsze się łudziłam, że nie ma człowieka, którego nie uratujesz dobrocią i współczuciem, wiesz, czułością, nie wiem, gestem. Im dłużej jednak to wszystko trwa, im więcej okropnych rzeczy na mugolach się dopuszczają — którzy przecież nie zrobili niczego złego, zaczynam w to wątpić.
Odchyliła głowę, spoglądając w niebo. Taka była prawda, zawsze chciała zbawić cały świat, uratować każdego. Była z natury osobą dobrą, pomagała biednym i udzielała się charytatywnie, większość pieniędzy rozdawała i przede wszystkim starała się utrzymywać sama, a nie korzystać z majątku swoich rodziców. W domu jakoś nie poruszano kwestii wojny oraz tego, co prowokowała. - Strach sprawia, że ludzie są zdolni do okropnych rzeczy,
Mruknęła pod nosem, wolną dłonią przecierając oczy i zaraz zgarnęła kosmyk włosów za ucho, bo uciekł z ciasnego wcześniej upięcia. Spojrzała jeszcze na manekina, zadając mu kilka krótkich ciosów, które w większości było chyba tylko cięciami, które miały rozładować wewnętrzną frustrację. Jej słowa sprawiły, że skupiła na niej uwagę, ściągając brwi i stając w bezruchu z miną "jak to sobie nie radzi?", jakby tej myśli wcześniej do siebie nie dopuszczała. Prawda była taka, że ona niewiele w samym Ministerstwie przebywała.
- No tak, konserwatywni idioci, którzy pewnie utknęli mentalnie w czasach Salazara i ignorują cały rozwój świata. Jakie znacznie ma krew? Liczy się przecież człowiek, na Merlina. Ciarki mnie aż przeszły, ile osób z naszej szkoły, które znamy — z tych dobrych rodów, może brać w tym udział. Po co wracają do przeszłości? To nie ma sensu. - znów się zirytowała, musiała zrobić kilka kroków, mówiąc, aby rozładować frustrację. Skrzyżowała ręce pod biustem z ostrożnością, bo wciąż miała sztylet w rękach. - Musi być Ci ciężko w tym wszystkim, skoro tam pracujesz. - przesunęła po twarzy brunetki spojrzeniem z troską, wzdychając ciężko. Brenna przecież nie umiała przejść koło ludzkiej krzywdy obojętnie. - Świat jest pełen idiotów.
Skwitowała jej słowa, jednak chwilę później wykonała kilka prób ciosu we wskazane miejsce, raz czy dwa zatapiając sztylet. Znów przelewała w to bezradność, bo trzymanie negatywnych emocji w sobie nie było zbyt zdrowe, obciążało głowę. - To cenna wskazówka, zapamiętam. Tylko jak zostawię w kimś sztylet, to powinnam nosić zapasowy? - ściągnęła brwi, odwracając głowę w jej stronę. Wbiła ostrze na tyle mocno i głęboko, że właśnie chwile się szarpała, aby je wyjąć.- Ups?  Wiesz co, taki trening trochę oczyszcza, pomijając wizję tego, że chcę być w stanie zrobić to na żywym człowieku i mogłabym, nie wiem, przypadkiem rzucić mu sztyletem w serce. Mam lepszy cel z dystansu niż z bliska. - wyjaśniła z uśmiechem, nie chcąc jednak psuć atmosfery spotkania, zamartwiać się lub zadręczać całym złem tego świata. Bezradnie ruszyła rękoma, łapiąc Brennę pod rękę. -Chodź, mamy przekąski i coś do picia, odpoczniemy chwilę. A on może będzie mądry i tego nie wyjmie. Brennna? Masz dobrego partnera na.. Misje? Wiesz, skoro Ministerstwo sobie nie radzi, Ty o siebie chociaż dbasz? Nie chciałabym, żeby coś Ci się stało.
Przesunęła z odrobiną czułości palcami po jej przedramieniu. Gdy usiadły, podsunęła zabrane ze sobą przekąski i wskazała zapraszającym gestem, aby sobie wybrała.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
28.02.2024, 19:43  ✶  
- I ma bardzo przystojnego kierowcę - dodała Brenna, posyłając Pandorze łobuzerski uśmiech. Ona akurat ani trochę nie dziwiła się, że mężczyzna wygrał w rankingu, nawet jeżeli pokonał przy tym jej własnego brata.
Temat szybko jednak stał się poważniejszy, a z ust Brenny wyrwało się westchnienie. Honorowa walka?
- Niedźwiedź zabija, bo jest głodny, uznaje cię za zagrożenie albo broni swojego terytorium. Oni zabijają, bo mogą. Nie oczekuj honoru od kogoś, kto zamorduje dziecko w kołysce, bo uważa, że krew, która w jego żyłach płynie, jest brudna.
A przecież ta krew była tak samo czerwona, jak każdego innego - może poza Blackami, w ich przypadku była jednak mowa o jakiejś przedziwnej anomalii.
Głos Brenny zabrzmiał pewnie trochę sucho, ale jak mogła patrzeć na to inaczej? Obraz kilkuletniego chłopca, opadającego na śnieg pewnej zimowej nocy w powodzi zieleni wciąż tkwił jej pod powiekami. Duch dziecka z Kniei, zabitego podczas Beltane, wracał w snach. Każdego dnia patrzyła przy stole na Dorę, która musiała ukrywać swoje imię i nazwisko, bo czyniły ją one celem, i obserwowała z niepokojem Charlesa, który stracił dotychczasowe życie, bo spotykał się z "niewłaściwą" dziewczyną.
- Obawiam się, że tak to działa tylko w bajkach, Panda. W bajce Piękna zamienia Bestię w księcia. W życiu Bestia ściąga Piękną prosto do piekła - westchnęła, przeczesując włosy palcami. Kiedyś przecież sama podchodziła do ludzi z sercem na dłoni. Wbiegała do Kniei, by pokazywać książki mieszkającemu tam chłopcu, opatrywała nos wrednego Ślizgona, i paplała do członków tych "złych rodzin".
A chociaż teraz też wciąż wierzyła, że liczy się nie to, skąd przychodzisz, a dokąd zmierzasz, to niektórzy wkraczali na tę ścieżkę i szli nią ku zatraceniu. Nawet jeżeli ich na nią wepchnięto, nie próbowali z niej zboczyć - czy to dlatego, że wmawiali sobie, że tak będzie lepiej, czy przez jakąś lojalność, czy wygodę.
Ostatecznie jednak wybór należał przecież do nich.
Nie każdego dało się uratować i były rzeczy, których nie dało się wybaczyć.
– Bo uważają się za lepszych? Bo chcą mieć pewność, że ich rodziny pozostaną uprzywilejowane? Bo nie są dość uzdolnieni, aby zajść wysoko o własnych siłach i liczą, że zbudują świat, w którym będzie się im to po prostu należeć? Bo są psychopatami, którzy po prostu lubią czuć, że mają władzę nad innymi? Bo ktoś przeprał im mózgi? Wybierz, co zechcesz - westchnęła Brenna. Tak, świat był pełen idiotów: niestety, w tym przypadku byli to idioci bardzo niebezpieczni. – Jeśli zostawisz w kimś nóż, masz uciekać – powiedziała, a kąciki ust drgnęły jej lekko, bo niby temat był poważny, ale wizja Pandory stojącej ze zmartwioną miną nad dźgniętym osobnikiem i zastanawiającej się, co teraz, skoro zostawiła nóż w tym człowieku, trochę Brennę rozbawiła.
*

Po skończonej lekcji usiadła wraz z Pandorą nad przekąskami – Brenna bardzo rzadko odmawiała jedzenia, a przynajmniej nie odmawiała, wtedy, kiedy nie obawiała się, że ktoś jej czegoś do tego jedzenia doda. A akurat ze strony Pandory nie spodziewałaby się eliksiru prawdy czy trucizny.
– Hm… – mruknęła z pewnym zastanowieniem, zerkając na Prewettównę. Czy miała dobrego partnera na misje? Nawet kilku. Wahała się jednak przez moment nad odpowiedzią, nad tym, jak ubrać ją w słowa. Wsunęła do ust przysmak i przegryzała go dość powoli, dając sobie nieco więcej czasu na przemyślenie, co właściwie chciała powiedzieć i czy powinna to powiedzieć. – Mam. I te w Ministerstwie, i jakbym chciała działać poza nim.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#13
29.02.2024, 23:14  ✶  
- Tak, ma bardzo ładne oczy. Czasem celowo siadam tak, żeby widzieć w lusterku. - przyznała ściszonym głosem, puszczając oczko Brennie na jej łobuzerski uśmiech. Kierowca był tylko kolejną zaletą towarzyską w Błędnym Rycerzu.
Skrzywiła się na jej słowa, bo była ich brutalnie świadoma. Natura rządziła się swoimi prawami, owszem, ale były to narzucane przez lata od kręgu życia, a taki psychopata z zamiłowaniem do Czarnej Magii robił, co mu się żywnie podobało. Moc wiązała się z odpowiedzialnością, podobnie jak wiedza i talenty. Wykorzystywanie tego w niewłaściwy sposób mogło sprawdzać tragiczne konsekwencje, a jedną z nich była trwająca właśnie walka przysłowiowego dobra, ze złem. - Okrutne. - zaczęła szeptem, chociaż było to nieodpowiedzenie na zamordowanie dziecka, które przecież nikomu i niczemu nie było winne. -Jakby krew miała jakiekolwiek znaczenie.. Każdy zasługuje na szansę i na życie, los i tak bywa paskudny i niesprawiedliwy, bez fanatyków w przebraniach.
Dodała już bardziej oburzona, pełna niechęci i uprzedzeń względem popleczników tego, które imienia wolano nie wypowiadać. Szkoda tylko, że strach przed imieniem potęgował to uczucie względem osoby, które je nosiła — była pewna, że słyszała od kogoś te słowa, chociaż nie mogła sobie przypomnieć osoby je wypowiadającej. Krew była tak samo czerwona, często osoby pół krwi lub mugolskiego były zdolniejsze, niż konserwatywne świry, czerpiące sławę z tego, co osiągnęli ich przodkowie. Głupota, bo przecież to czyny danej osoby definiowały to, kim jest, niepochodzenie. Dlaczego nie mogli tego zrozumieć, rujnując codzienność tak wielu osobom? Brenna wyglądała na smutną, ale nie zszokowaną. Takie rzeczy musiały być dla niej codziennością.
- Niechętnie przyznam Ci rację. Gdyby świat był pełen bajek, nikt nie doceniałby płynących z niego lekcji oraz szczęścia. Musi być równo, tak mówili mądrzejsi od zarania dziejów. Mam jednak nadzieję, że uda się przywrócić, chociaż odrobinę poczucia bezpieczeństwa mieszkańcom, którzy nie należą od Skorowidza.
Pozostawało mieć nadzieję, bo co innego? Gdyby się pogrążyć, zwątpić do końca, człowiek mógłby wpaść w paranoję. Pandora nadal wierzyła, że każdy zasługuje na szansę i warto próbować go uratować, nawet jeśli miałoby to zakończyć się niepowodzeniem. Potrzebowali teraz takich ludzi, którzy mogli być słońcem i uśmiechem sprawić, że dzień jest piękniejszy, co chociaż na kilka minut pozwalało zapomnieć o tym, co ostatnimi czasy dość często odgrywało się pod osłoną nocy.
Słuchając jej, znów poczuła dreszcz na ciele. Jakaś wewnętrzne rozdarcie uwolniło smutek i przerażenie, bo wszystko, co wymieniała jej przyjaciółka, było przecież prawdą. Większość Lestrange, Blacków czy innych Borginów spoczywała na laurach, a to tylko trzy przykłady pewnie z ponad dziesięciu? Niezbyt się orientowała w politycznych niuansach. Prewettci zwykle stronili od wszystkiego, skupieni na własnych interesach i rozwoju. Jej rodzina — przynajmniej z tego, co wiedziała, a umówmy się, powroty do domu dużo Pandorę kosztowały nerwów, nie opowiadała się za żadną ze stron, unikając trochę tematu. Ona sama niewiele mogła poza rozdawaniem pieniędzy lub też zbieraniem dodatkowych zamówień na swoje mechaniczne zabawki, które przecież wpływały w jakiś sposób na bezpieczeństwo innych. Westchnęła, przecierając jedną ręką oczy.
- Żadne mi się nie podoba, a wszystkie są prawdziwe. Trochę patowa sytuacja. Im człowiek jest bardziej chciwy, im więcej ma, tym bardziej staje się niebezpieczny. A władza i ludzie, którzy Cię w tym słuchają, uderzają do głowy najmocniej. Dlatego ten Voldeidiota tak się panoszy, bo ma pewnie charyzmę i zaczarował mózgi starych kalafiorów.
Machnęła rękoma, gestykulując, nie mogąc powstrzymać oburzenia. On był chyba jedyną jednostką straconą w jej głowie, ten cały Voldemort z gazet. Widok twarzy Brenny i zaraz potem jej słowa sprawiły, że brunetka parsknęła śmiechem, kiwając głową. - Masz rajcę, powinnam wtedy uciekać.
A przecież byłaby skłonna stać w miejscu i się zastanawiać.

- Dziękuję, że mi pomogłaś i wytłumaczyłaś podstawy, postaram się ćwiczyć jak najwięcej, żebyś mogła być zadowolona następnym razem. - oznajmiła już pogodniej, trzymając w dłoniach kanapkę, którą potem włożyła do ust. Jak na wegetariankę przystało, jej przekąska miała mnóstwo warzyw i ser. Popiła, zapychając się nieco wielkością kęsa. -Powinnam dać jakiś sos.
Wyjaśniła zaraz, robiąc kolejnego łyka przywiezionej również kawy. Nie była już tak gorąca, ale magiczny kubek sprawiał, że wciąż była letnia. Poprawiła się na ziemi, czując przyjemny podmuch wiatru na twarzy i wbiła spojrzenie ciemnych oczu na przyjaciółkę. - Hmm? Poza Ministerstwem? A można działać poza Ministerstwem?
Nieco ją zaskoczyła, ale zainteresowała. Opuściła rękę z kanapką, przynajmniej na chwilę ignorując jedzenie. Brenna chodziła po godzinach w białej masce i polowała na członków bandy Voldioty? Przecież to było cholernie niebezpieczne. - Bo wiesz, gdybym mogła, to też bym chciała działać poza Ministerstwem. Żaden ze mnie auror i uderzeniowiec, a o zapotrzebowaniu na nich głównie pisze prorok. Jeśli potrzebowałabyś pomocy Brenna, śmiało. Niezależnie od pory dnia i nocy.
Dodała ciszej, jakby obawiała się, że wypowiadane zbyt głośno słowa, zostaną porwane przez wiatr. Westchnęła cicho, robiąc jednak kolejnego łyka kawy.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
02.03.2024, 13:52  ✶  
Nadzieja była bardzo zabawną rzeczą. Podobno istniała tak długo, jak istniało życie. I zarazem była matką głupców.
Brenna wciąż tej nadziei się chwytała. Gdyby pozwoliła jej zniknąć, co innego by pozostało? Ale ta nadzieja przybladła po Beltane – gdzieś pośród tych chwil, gdy obejmowała półżywą Heather, kiedy klęczała przed duchem chłopca, gdy klęczała na trawie w Kniei w kręgu widmowidza, spoglądając na to, jak mordowano Derwina Longbottoma. Uciekała z kolejnymi tygodniami, kiedy nic nie było tak, jak powinno, kiedy wciąż zdawało się jej, że robi nie dość, za mało, i że nie jest w stanie już zapanować nawet na własnym życiem.
Mimo to próbowała po prostu robić tylko jeszcze więcej, bo gdyby przyznała, że zaczyna widzieć szarość tam, gdzie wcześniej były czerwień odwagi i zieleń nadziei, ta szarość jeszcze mocniej spowiłaby innych.
– Równość to mrzonka. Ale być może pewnego dnia nikomu nie będzie groziło niebezpieczeństwo tylko dlatego, że w jego żyłach płynie nie taka krew. I dobrze, że masz tę nadzieję – stwierdziła więc tylko, posyłając Pandorze Prewett uśmiech.
*

– Daj spokój, to żaden problem. Może uda nam się dopasować grafiki na kolejną lekcję, to wtedy pokażę ci podstawy z szablą. A kanapki są boskie i bez sosu – zapewniła Brenna, wpychając własną do ust i milknąc akurat na czas potrzebny na jej przegryzienie. Longbottom nie była jakoś szczególnie wybredna, lubiła mięso, lubiła warzywa, lubiła owoce, a i prawdopodobnie zjadłaby bez mrugnięcia okiem i choć słowa narzekania nawet chleb z masłem (chociaż byłoby miło, gdyby wtedy dostać do niego odrobinkę soli). Po prostu lubiła jeść, co mogło mieć związek i z jej aktywnością, i szybką przemianą materii sprawiającą, że nawet eliksirów Brenna potrzebowała zazwyczaj dwie dawki.
Przegryzała nieco dłużej niż by trzeba było, a potem położyła się po prostu wprost na trawie, spoglądając na niebo. Uniosła dłoń, by przez palce spojrzeć na słońce.
– Wiesz, zależy kogo spytać – stwierdziła z pewnym zamyśleniem. – Jakbym miała w tej chwili na sobie mundur, powiedziałabym, że to absolutnie niewskazane, bo trzeba to zostawić profesjonalistom i takie tam… ale że nie mam munduru powiem, że czasem ci profesjonaliści mogą mieć dwóch panów i jeden z tych panów ma niezdrową obsesję na punkcie czerni oraz węży. I że zasadniczo nikt za bardzo nie może komuś zabronić na przykład pilnować kogoś, kto może stać się obiektem ataku, jeżeli Ministerstwo uznaje ryzyko za zbyt małe. Albo… przygotować jakieś pułapki i zabezpieczenia dla kogoś takiego za darmo, prawda? – zapytała, dość oględnie.
To nie tak, że nie ufała Pandorze, ale… nie, inaczej: Brenna nie ufała już chyba niemal nikomu. Jeżeli komuś, to pewnie Vincentowi, który o Zakonie jeszcze nie wiedział głównie dlatego, że nie pytał. Do pewnego stopnia Erikowi i Mavelle, ale i tu o wielu rzeczach milczała, ze względu na nich. Raczej nie tak, że podejrzewałaby Pandorę o autentyczną współpracę z drugą stroną. Musiała jednak byś ostrożna, bo odpowiadała nie tylko za swoje życie, a kiedy należysz do nielegalnej, podziemnej organizacji, to rekrutacji dokonujesz ostrożnie, nie ujawniając od razu wszystkich kart.
– Pytanie, czy to naprawdę cię interesuje? – spytała, unosząc się lekko na łokciach i przenosząc spojrzenie z nieba na Pandorę, śliczną dziewczynę o egzotycznej urodzie, która powinna podróżować, śmiać się i spotykać ze swoim wikingiem, a nie wchodzić w świat półcieni i wyborów trudnych moralnie. – Pomijając już czas i tak dalej… Takie rzeczy zawsze oznaczają ryzyko. Ta druga strona nie wybacza. A poza tym w imię większego dobra czasem miesza się w sprawy paskudne.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#15
05.03.2024, 17:49  ✶  
A matka zawsze kocha swoje dzieci, nawet jeśli nie bardzo wie, jak im to okazać. Nadzieja wydawała się Pandorze czymś fundamentalnym, składnikiem ludzkiej duszy. Wszyscy przecież wiedzieli, że ta istniała, nawet jeśli tylko z ksiąg o jej dzieleniu i horkruksach, których temat nie cieszył się popularnością. To będzie smutny dzień dla wszystkich, jeśli nad życiem Brenny Longbottom kontrole przejmą szarości, straci pewnie odrobinę swojego blasku, który był teraz tak potrzebnym. Mogła nie zdawać sobie sprawy, dla jak wielu ludzi to ona właśnie była nadzieją na lepsze jutro.
- Powiedziałabym nawet, że trochę senne marzenie. Ostatecznie i tak znajdzie się ktoś, kto chciałby być lepszy od drugiego, przesiąknięty zazdrością i chęcią zdobycia władzy. Nadzieja jednak sprawia, że nie jest to takie łatwe. - odpowiedziała również z uśmiechem, pozwalając sobie na delikatne wzruszenie ramion. Jakby ta forma oporu miała cokolwiek zmienić.

- Byłabym zachwycona, gdybyś znalazła czas! Obiecuję więcej przekąsek, masz jakieś swoje ulubione? - ożywiła się bardziej, pełna entuzjazmu na te słowa. Zawsze była to wizja spotkania wartego wyczekiwania, nie tylko przez możliwość zdobycia nowych umiejętności, ale także przez to, że mogła spędzić z Brenną czas. Prewettówna doszła ostatnio do wniosku, że bardzo zaniedbywała najbliższych, pracowała zbyt wiele, a maj i czerwiec uciekały jej pomiędzy palcami. Podobnie jak przyjaciółka, skupiła się chwilę na jedzeniu kanapki, odrobinę zbyt suchej w swojej opinii. Nie umiała magicznie gotować za bardzo, ale z mugolskimi potrawami radziła sobie dobrze. Zainteresowały ją głównie przez ilość przepisów dla wegetarian, chociaż ich wypieki uważała za lepsze od tych ze świata czarodziejów. Popiła, pozbywając się palcem okruszków z warg i uśmiechnęła się na widok brunetki. - Doskonały pomysł. - rzuciła pod nosem, dojadając prędko i zaraz kładąc się obok niej, spojrzała w niebo. Chmury przesuwały się leniwie, Pandora bardzo lubiła szukać w nich kształtów. Zrobiła z palców kwadratowy obiektyw, przymykając oko — zupełnie, jakby próbowała zrobić zdjęcie obłokowi. Uśmiechnęła się pod nosem na jej słowa.
- Powiedziałabym, że brzmisz bardzo rozsądnie na kogoś bez munduru, podoba mi się to, lepiej niż gdybyś powtórzyła mi to z mundurem. - przyznała po chwili namysłu, bo ona podobnie, jak Brenna, należała do osób lubiących działać. Do myślenia dały jej też słowa o tym, że przecież taki Auror lub Uderzeniowiec, jakikolwiek pracownik Ministerstwa, może faktycznie mieć dwóch panów, czego nie brała jakoś pod uwagę, chcąc chyba wierzyć w przyzwoitość i dobre serce wykonujących zawód, który miał przecież zapewnić bezpieczeństwo społeczności. Węzę piękne gady, ale ostatnio przywodziły na myśl tylko mrok, nekromancję i Salazara. - Zdecydowanie, nikt przecież nie powie mi, co mam robić w wolnym czasie.- przerwała, opuszczając ręce. Obróciła głowę w jej stronę, przyglądając się profilowi kobiety. - Jeśli czysto teoretycznie oczywiście, potrzebowałabyś kogoś o moich umiejętnościach, to wiesz, jestem praktycznie sama sobie szefową, nie licząc Cathala, ale on jest bardzo wyrozumiały w związku z moimi zleceniami oraz podróżami. Jeśli to dałoby więcej nadziei i dobra, chętnie bym coś zrobiła.
Zakończyła cicho z delikatnym wzruszeniem ramion, czując, jak pasma włosów opadają jej na twarz. Zgarnęła je dłonią, przesuwając palcami po oczach. Na jej pytanie roześmiała się, nie podnosząc się jednak z trawy.
- Zrobiłabym wszystko, żeby jutro było lepsze i bezpieczniejsze niż dziś. Nie tylko dla siebie i własnej przyszłości. -brzmiała dość pewnie, mając wiele na myśli pomiędzy wierszami. Jeśli mogłaby cokolwiek zdziałać, żeby Laurent i rodzina Prewettów, Brenna, wszyscy jej przyjaciele, magiczne stworzenia i przede wszystkim Hjalmar byli bezpieczniejsi, nie było o czym mówić. To było dla niej znacznie ważniejsze niż ona sama. Widziała, jak przez twarze najbliższych przemykał cień zmartwienia, wystarczyło odrobina zamieszana, dziwnych dźwięków, a już chwytali za różdżki w obawie przed najgorszym. A ona nie wybaczyłaby temu, kto by ich skrzywdził. Może nie była czarownicą bojową, ale miała swoje sztuczki. Spojrzała ponownie na Longbottom, siadając i dopijając pozostawiony w kubku napój. - Wiem. Jak już się zdecydujesz, to nie ma odwrotu. Jednak wiesz co? Nie chciałabym żyć w świecie, do którego dąży ten człowiek. I to wystarczający powód, żeby się nie bać ryzyka i spróbować walczyć.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#16
06.03.2024, 10:13  ✶  
– Znajdę – obiecała po prostu. Zawsze jakoś ten czas znajdowała, po prostu mniej zostawało go na sen i wszystkie rzeczy niezwiązane z pracą, Zakonem czy znajomymi. - Eee... ulubione jedzenie... po prostu jedzenie? - powiedziała Brenna po prostu, bo zasadniczo lubiła jeść niemal wszystko. Warzywa, mięso, makarony, ryże, słodycze wszelkiej maści - póki było przyrządzone w miarę smacznie, to ona nie miała w zwyczaju narzekać.
Nie jestem pewna, czy cokolwiek z tego, co mówię, można uznać za rozsądne, pomyślała Brenna samokrytycznie chwilę później, na słowa Pandory. Miała wrażenie, że jest bardzo mało rozsądna i nie była już pewna niczego, co robiła. Ale dobrze udawała, a większość dawała się na to udawanie nabrać.
Musiała zadbać, aby właśnie tak zostało.
- Pewnie, rozsądek to moje drugie imię - odparła więc tylko, chociaż nie był drugim, trzecim, ani nawet dziesiątym. Nie był też pewnie drugim imieniem Pandory, skoro ta oferowała pomoc niemalże… entuzjastycznie.
Brenna przypatrywała się jej przez chwilę w milczeniu i cisza przedłużyła się, dość nienaturalnie wręcz w przypadku Longbottom, która tak wiele zwykle miała do powiedzenia. Teraz nie była jednak pewna, co powiedzieć. Myślała o tym, że Prewettówna właściwie nie powinna być w to wciągnięta – że przecież należała do innego świata, że była urocza i trochę naiwna, że chciała wszędzie widzieć dobro. Że nie spodziewałaby się tych dwóch panów w Ministerstwie Magii, a Brenna wszędzie przecież widziała już cienie. Że dołączając Pandora narazi nie tylko siebie, ale też swoich bliskich, a przecież nie ma w tym żadnego interesu poza tym swoim dobrym sercem – które może ją pewnego dnia zgubić.
Ale teraz miała przecież myśleć w pierwszej kolejności o Zakonie, i że przecież nie zamierzała ani Pandorze dawać pełnych informacji o organizacji, ani wciągać jej w walkę na pierwszej linii. Celowo nie podawała nazwy ani szczegółów, bo Pandora miała co najwyżej zostać wciągnięta do sieci, dla bezpieczeństwa własnego i wszystkich innych. Za to ktoś, kto znał się na mechanizmach i renowacji mógł się im przydać…
– Będę pamiętała – powiedziała w końcu, zbierając się z trawy. – Jeżeli ja i moi przyjaciele będziemy potrzebować twoich talentów, zgłoszę się do ciebie – obiecała, chociaż coś w jej żołądku skręciło się boleśnie.
Jak zawsze.
Za każdym, cholernym razem.
Jak gdy rozmawiała lata temu z Mavelle i z Millie, i później, kiedy zostawiała liścik Charliemu, omawiała sprawę z Heather. Jak miał zwijać się, kiedy Vincent wreszcie zada pytania, których nie zadawał całe lata – a ona miała mu odpowiedzieć, bo zawsze odpowiadała – i gdy usiądzie w salonie z wujem.
– Na razie wydaje mi, że pora się zbierać. Powinnaś trochę odpocząć po tym treningu – stwierdziła, obdarzając Pandorę uśmiechem, zanim się pożegnały. - I... Panda? Będę wdzięczna, jeśli nie wspomnisz nikomu o tym, o czym rozmawiałyśmy. Tak będzie lepiej.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (4089), Pandora Prewett (5453)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa