• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[10.07.1972] Kiedy ktoś cię kocha, jest tak, jakby otulił twoje serce kocem

[10.07.1972] Kiedy ktoś cię kocha, jest tak, jakby otulił twoje serce kocem
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#11
30.05.2024, 23:05  ✶  

Rodzice Stelli nie mieli co do niej jakichś szczególnych wymagań. Miała ładnie wyglądać, być porządną młodą damą i bawić się w artystkę. Akurat to potrafiła robić, więc nie dawała im powodów do zmartwień. Potrafiła spełnić postawione jej oczekiwania, właściwie to całkiem lekko jej to przychodziło. Nie musiała być wybitnym uczniem, bo nikt nie sądził, że będzie podążała ścieżką naukową, zresztą od zawsze praktycznie było wiadome, że będzie się zajmowała tym, czym większość jej rodziny. Jej życie towarzyskie też nie było szczególnie bogate, miała kilka koleżanek, jednak z nikim nigdy jakoś mocno się nie zżyła, nie potrzebowała tego, bo w końcu miała siostrę, która była też jej najbliższą przyjaciółką.

Avery późno poznała smak alkoholu, kiedyś nawet za nim szczególnie nie przepadała, w kryzysowej sytuacji okazał się być jednak całkiem łatwym sposobem ucieczki przed rzeczywistością. Pomagał jej ukoić wewnętrzny ból, cierpienie które nie chciało jej opuścić.

- Guzy wzbudziłyby kontrowersje, może spowodowałoby to większą publikę, raczej się o mnie nie plotkuje, więc to byłaby odmiana. - Poza tym momentem, kiedy zmarła jej siostra. Wtedy pisali o tym, że znalazła ją w wannie, w mieszkaniu jej męża, świeżo poślubionego. To była ogromna kontrowersja.

Niby był to tylko żart, ale Stella wiedziała, że z jej zdolnościami ruchowymi mogło się to dokładnie tak skończyć, nie oszukujmy się, nie była szczególnie sprawna fizycznie, nigdy jakoś nie ciągnęło ją do żadnych aktywności.

- Gdybyśmy mieli nie dostać, to mogę tu jednego przynieść, żebyś miał pewność, że będzie na ciebie czekać nagroda. - Dodała z uśmiechem, nigdy nie wiadomo, jak zakończy się kolejny występ, czy znowu odniesie sukces? Było to prawdopodobne, ludzie zazwyczaj doceniali jej umiejętności, no ale nie można nigdy być pewnym w stu procentach.

- Czyli nie oszukali nas. - Stanley okiem specjalisty ocenił, czy trunek faktycznie miał odpowiednią zawartość procentów. Bardzo dobrze, do szczęścia brakowało jej tylko odrobiny szumu w głowie.

Sięgnęła po butelkę, którą przekazał jej Borgin. Od razu skierowała ją w stronę ust, żeby upić z niej pierwszy łyk. Nie wąchała szampana, alkohol nie miał pachnieć, ani smakować, miał dawać odpowiednie wrażenia, bo jego wypiciu. Skrzywiła się oczywiście uroczo po pociągnięciu łyka z tej butelki, a później wręczyła ją z powrotem Stanleyowi. Szampan raczej nigdy nie był jej pierwszym wyborem, bo miał bąbelki, a one niezbyt dobrze jej się kojarzyły.

- Nie mam pojęcia, czy znana, ale smakuje jak szczyny. - Dodała jeszcze, znała się głównie na winach, to po nie zazwyczaj sięgała, szampan więc był niecodzienną odmianą.

Słuchała uważnie teorii spiskowej mężczyzny, zmrużyła przy tym oczy, widocznie zastanawiała się nad jego słowami. Nie wpadłaby nawet na taką myśl (nie ma się co dziwić, ona nie była szczególnie bystra). - Myślisz, że mógłby chcieć coś na tym ugrać? Dla siebie? - Mężczyźni bywali różni, szczególnie ci zranieni, może faktycznie miał racje. Ten typ był dosyć mocno wątpliwy. - Nie pierwszy raz, a drugi, za pierwszym razem był całkiem miły, ale wtedy nie przyszedł do mnie po występie. - Może powinna się zastanowić nad kontynuowaniem współpracy z tym miejscem?

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#12
03.06.2024, 22:13  ✶  

To było miłe ze strony Stelli, że chciała zadbać o coś takiego. O ten mały gest, którym było przyniesienie szampana czy innego trunku, tylko po to, aby mogli potem świętować. Taki mały gest, który niby nie znaczył zbyt wiele i w zasadzie można było doszukiwać się większego sensu w tym wszystkim, ale czy było to potrzebne? Stanley nie doszukiwał się w tym żadnych podprogowych wiadomości czy drugiego dna.

Nie wyczuwając żadnych złych zamiarów w jej słowach, po prostu się uśmiechnął, a następnie pokiwał przecząco głową. Nie chciał jej fatygować, a zresztą z jej talentem - to było pewne, że coś dostanie od gawiedzi, która przybyła obejrzeć jej koncert.

Trunek, którym mieli się za chwilę raczyć miał po prostu sponiewierać, a nie jakoś szczególnie smakować. Oczywiście to była tylko i wyłącznie interpretacja Borgina, który tak podchodził do wszelkiej maści alkoholu. Tak też było ze zdobycznym szampanem.

- Po wstępnych oględzinach brzmi jakby nas nie oszukali - zgodził się. Nadal jednak czekał na opinię Avery odnośnie smaku tego alkoholu.

I na to nie musiał zbyt długo czekać. Stella zaraz zrobiła minę, która mówiła więcej, niż 1000 słów - "to nie jest najlepszy trunek". Obserwował bacznie czy nie będzie potrzebowała pomocy, a w międzyczasie odebrał od niej butelkę.

- Czyżby nas jednak oszukali? - uśmiechnął się pod nosem. Nie czekał jednak ani chwili dłużej, aby samemu spróbować "tego". Ohydne ale z procentami Podsumował we własnych myślach. W ogólnym rozrachunku nie było takie złe, ale na co dzień nie mógłby tego spożywać.

Stanley jednak pociągnął jeszcze jednego łyka, a później jeszcze jeden. No i jeszcze jeden. Jakoś tak mu to wchodziło. Może od tego przepitego przełyku, który akceptował alkohol w każdej formie? Istniała duża szansa.

- Wiesz, jakimś ekspertem od tego typu relacji może nie jestem... Ale ten jegomość to dziwnie się zachowywał jak na kogoś, kto "nic nie chciał" - ponownie zaakcentował ostatnią część zdania - Ktoś mądry kiedyś powiedział, że "Nasuwa mi się ponura, cyniczna refleksja, że miłosne cierpienia mają więcej wspólnego z urażoną dumą niż poczuciem straty". I jak mam być szczery, to gość właśnie wydaje się mieć urażoną dumę, bo ktoś go odrzucił? - wzruszył ramionami, bo co innego miał zrobić? Pójść po właściciela, aby z nim to wszystko wyjaśnić? A może od razu mu sprzedać cios z bańki na głowę.

Stanley zaczął jednak odpływać do własnych myśli, które go w tym momencie całkowicie zabrały. Powiedzieć, że stracił kontakt z rzeczywistością to jak nie powiedzieć nic.

Szybko zmienił jednak swój sposób myślenia - zapomniał o tym całym właścicielu, który nie znał kroków i nie mógł za nimi nadążyć. Mieli się dobrze bawić i spędzić miło czas. Aż zaczął zastanawiać się czy może nie powinni wyjechać gdzieś po za Londyn? Może do Kornwalii? Z dala od tego całego zgiełku? Na miejscu mogliby się wkręcić na jakiś lokalny ślub czy inne wydarzenie, co z umiejętnościami Stelli nie powinno być jakoś szczególnie trudne. A dalej co? To prostsze, niż się mogło wydawać. Taniec, życie, śpiew. W końcu czy życie nie było jednym, wielkim tańcem? A może trzeba było zwolnić z tego wielkomiejskiego tanga, aby móc oddać się wioskowej potańcówce? Docenić to co się miało? Sprawić, aby cały świat nie miał znaczenia, a ich taniec miałby być ostatnią rzecz na tym świecie? Zatracić się w tym wszystkim - to brzmiało jak plan. Reszta nie miałaby przecież wtedy najmniejszego znaczenia, a te wszystkie zazdrosne oczy byłyby nagrodą na poniesiony trud. W końcu jak można było nazwać ich inaczej, niż gapiów, którzy nie wnosili więcej, niż całe nic do ogółu sprawy.

Borgin mógłby przysiąść, że słyszy rytm muzyki. Że słyszy te obcasy, które odbijają się od ziemi. Że słyszy dźwięki przyrody, których nie brakowało przecież na wsiach czy polach. I wszystko było pięknie, bo taniec trwał, aż nagle został przerwany - przez niego samego, ponieważ ocknął się ze swojego przebłysku. Ze swoich myśli.

- Mówiłaś coś? - zapytał, mrugając kilkukrotnie - Przepraszam. Na chwilę się zamyśliłem - dodał jako swoje usprawiedliwienie, wyciągając butelkę w jej stronę. Całkowicie zapomniał, że przecież Avery to nie smakowało jakoś szczególnie dobrze.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#13
14.06.2024, 22:25  ✶  

- Nie jest najgorszy, tak właściwie. - Odparła krzywiąc się niemiłosiernie, gdy zamoczyła usta w alkoholu. Mógł jej nie uwierzyć, zważając na jej reakcję. Stella nie była specjalistką od chlania, raczyła się głównie słodkim winem, nie tym musującym, to ono było jej ulubionym trunkiem, ale w tej sytuacji powinni się cieszyć z tego, co mieli. W końcu była to ich wspólna nagroda, którą dostali za ten jakże udany występ, na który każde z nich miało wpływ.

- Nie, chyba nie, po prostu nie znoszę takiego smaku i tych bąbelków. - Dodała, żeby nieco nakreślić mu sytuację. Nie sądziła, że były to jakieś szczyny, chociaż trochę tak smakowały, znaczy to nie tak, że znała smak moczu, po prostu wyobrażała go sobie podobnie.

Przyglądała się uważnie Borginowi, kiedy zaczął snuć swoje spiskowe teorie. Zmrużyła przy tym oczy, widać było, że zastanawiała się mocno nad tym, co mówił. - Myślisz, że ten dziad liczył na to, że uda mu się poznać mnie bliżej? - Była w tym śmiertelnie poważna, sama nie wpadłaby nawet na taki pomysł. Tamten mężczyzna zdecydowanie nie był w jej typie, no i był stary, a ona była młodziutką, śliczną wiolonczelistką, do tego wiłą. Mogłaby zdobyć każdego, znaczy oczywiście to nie tak, żeby chciała, bo przecież znalazła już miłość, więc w ogóle nie zwracała uwagi na innych mężczyzn, ani na ich domniemane zamiary. - Chyba jestem ślepa. - Rzuciła jeszcze.

Stella nie miała pojęcia, co działo się teraz w głowie Borgina. Wyglądał, jakby gdzieś odpłynął, tyle, że nie wiedziała gdzie. Nie wiedziała, co się dzieje, to żadna nowość, bo często nie mogła odnaleźć się w rzeczywistości. Przyglądała się mu więc z ogromnym zainteresowaniem, miała ochotę machnąć mu ręką przed nosem, żeby zobaczyć, czy nadal jest tu z nią duchem, a nie tylko ciałem.

Wrócił w końcu jednak do niej, sięgnęła po butelkę, którą jej przekazał i upiła z niej niewielki łyk. - Nie, nic nie mówiłam, ale mam wrażenie, że jesteś gdzieś indziej. - Nadal nie opuszczała wzroku, była ciekawa o czym myślał.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#14
08.07.2024, 21:42  ✶  

W zasadzie to mogliby się pokłócić o zasadność takich słów. No bo czy warto było cierpieć tak? I to tylko dlatego, aby móc wypić otrzymany za darmo szampan. Z jednej strony było go szkoda, a z drugiej nie był to napój wysokich lotów. Eksperci pewnie mogliby się z nim nie zgodzić, ale ich nie było z nimi. Może to i lepiej?

Czy Stanley łapał czasami odklejkę od rzeczywistości? Być może. Czy teoria spiskowa z właścicielem tego przybytku była przekoloryzowana i przedstawiona w taki sposób, aby pokazać starszego mężczyznę w złym świetle? Oczywiście, że tak. Nie dało się tego ukryć, a sam Borgin nie zamierzał temu się sprzeciwiać czy optować. W końcu nie potrafili czytać w myślach i może rzeczywiście była odrobina racji w jego słowach? Może Stella miała być kolejną ofiarą tego staruszka, który miał podłe zamiary. Mało było takich przypadków na świecie? A kto jak kto, ale Stanley, jako ciągle aktywny na służbie brygadzista, miał na ten temat jakieś pojęcie. Raporty nie kłamały i mówiły same za siebie.

- Nie przejmuj się Stella. Na całe szczęście udało się to dostrzec za wczasu - zauważył - Następnym razem będziesz już wiedzieć, że należy na niego uważać. Nie mniej jednak, na pewno dałabyś sobie z nim radę. Masz swoje sztuczki - dodał z niewinnym uśmieszkiem na twarzy. Chodziło mu o nic innego, jak jej wiłe umiejętności. Dopóki nie wykorzystywała ich na Stanleyu, wszystko było w porządku. To były właśnie plusy dodatnie jej zdolności - mogła się bronić przed dziwnymi typami... tylko czy to by się nie skończyło tak jak w przypadku Theona?

Dalej to Borgin pogrążył się w rozmyślaniu nad wszystkim i niczym. W teorii był tuż obok Avery, a w prawdzie był hen daleko. Sam ze sobą rozważał dużo rzeczy, chociaż może nie był to odpowiedni czas na takie rzeczy. Po prostu wpadł w jakąś melancholię albo coś w ten deseń. Sam nie bardzo potrafił to określić i dodatkowo nie wiedział, że tak nawet było. W pewnym momencie się ocknął i przez ułamek sekundy nie wiedział o co chodzi.

- Przepraszam raz jeszcze. Za dużo czasu poświęciłem na rozmyślaniu odnośnie tego gościa. Chodźmy stąd, bo aura mi tutaj nie służy - poprosił, wyciągając dłoń w kierunku Stelli, aby móc ją stąd wyprowadzić - Dopijemy to u Ciebie, bo jeszcze przyjdzie ten zgred i będzie nam coś marudził, a tego wolelibyśmy uniknąć. Jeszcze doszłoby do jakiejś sprzeczki i byłoby nie ciekawie - argumentował, chcąc opuścić lokal. W końcu zdał sobie sprawę, że każda kolejna minuta na Pokątnej była trochę jak wyrok rzucany na samego siebie. I pomyśleć, że biedna Stella o niczym nie wiedziała.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#15
21.07.2024, 20:35  ✶  

- Co ja bym bez ciebie zrobiła. - Powiedziała całkiem lekko zważając na to, co zasugerował jej Stanley. Może faktycznie powinna nieco bardziej sprawdzać swoich pracodawców. Kto właściwie wiedział, jakie miał zamiary wobec niej ten stary dziad. Może za bardzo ufała ludziom? Nie dało się ukryć, że raczej nie doszukiwała się w nich zła. Była nieco naiwna i łatwowierna, zważając na to, że raczej średnio potrafiła się bronić może powinna być bardziej ostrożna. Wiłe umiejętności mogą nie wystarczyć, aby sobie kogoś podporządkować, a tak naprawdę to był jedyny dar jaki posiadała, poza tym raczej nie należała do wybitnych czarownic. Była przecież artystką, delikatną i kruchą. Łatwo było ją skrzywdzić. Dobrze, że Stanley po raz kolejny otworzył jej oczy. Miała szczęście, że trwał przy niej od tylu lat i ją wspierał.

- Nie wiem, czy te sztuczki by wystarczyły. - Mało kto potrafił się oprzeć jej ukrytym talentom, ale zdawała sobie sprawę, że niektórzy czarodzieje mieli swoje metody i na nich nie mogła korzystać ze swojego daru. Kto wiedział, jakie sztuczki mógł znać ten stary typ. Powinna być ostrożniejsza, tak, teraz już na pewno będzie.

- Nie masz mnie za co przepraszać. - Przecież nic takiego się nie stało. Każdy czasem wpadał w melancholię, nie musiał się z tego powodu tłumaczyć.

Dostrzegła rękę, którą wyciągnął w jej kierunku, zeskoczyła ze stołu i złapała go za nią. - Faktycznie aura tego miejsca nie jest najlepsza, świetny pomysł, chodźmy do mnie. - Nie miała pojęcia, że nie chodzi tu tylko i wyłącznie o jej szefa. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że Borgin był poszukiwany, że nie pracował już w BUMie, że jego życie tak bardzo się zmieniło. Nie dzielił się z nią swoimi tajemnicami, także niczego nieświadoma wyszła z nim stąd i udali się do jej mieszkania. Chcąc nie chcąc chyba ukrywała u siebie przestępcę, przynajmniej przez chwilę.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (4654), Stella Avery (4011)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa