• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[13.01.67] Czy leczyłbyś mnie nawet, gdybym była robakiem?

[13.01.67] Czy leczyłbyś mnie nawet, gdybym była robakiem?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
09.04.2024, 08:39  ✶  
Brenna spojrzała na Prewetta trochę skonsternowana. Jej wiedza przyrodnicza pozostawała znikoma, tak mniej więcej na poziomie absolwenta Hogwartu, a ani na zielarstwie, ani na opiece nad magicznymi stworzeniami nie wspomniano ani słowem o tym, że robaki mogą mieć uszy na kolanach. Kobieta opuściła wzrok na pana Collinsa, szukając tych uszu na kolanach, ale niestety, nie była w stanie nawet zlokalizować kolan. Nie mówiąc już o uszach.
– To całe szczęście, że pan Collins nie skończy jednak jak pan Samsa. Zwłaszcza, że jego żona chyba nic nie zrobiła poza tym, że trochę spanikowała… – powiedziała tylko na to "nie bycie prawdziwym stawonogiem", bo coś się jej kojarzyło z tych przerzuconych stron, że tamten robakoczłowiek został zamknięty w piwnicy i chyba nawet umierał, ale tego już nie mogła sobie przypomnieć. Znacznie lepiej pamiętała taką Dumę i uprzedzenie (te intrygi balowe i szukanie mężów były dziwnie znajome, a podobno mugole i czarodzieje czystej krwi nie mieli niczego ze sobą wspólnego...), a jeszcze lepiej Tolkiena.
– Masz to w jak banku Gringotta – obiecała, a kiedy Basilius zaczął rzucać zaklęcia i sięgać po kolejne specyfiki, nietypowo dla siebie umilkła zupełnie i nawet zamarła w bezruchu, żeby przypadkiem uzdrowiciela nie rozpraszać. Panna Smith zapewne nie zgodziłaby się, że pan Collins nie zasługuje na los wielkiego robaka, ale Brennie zależało jednak, aby odzyskał ludzką formę. I to nie tylko dlatego, że nie istniały procedury na aresztowanie… jak to Basilius ujął? Stawonogów?
Wyjęła różdżkę, tak na wszelki wypadek. Cofnęła się jeszcze o dwa kroki – nie chciała, aby mgiełka rozpylana na panu Collinsie przypadkiem trafiła na nią, była trochę nieufna wobec eliksirów, które miały odmienić wielkie robaki z powrotem w ludzi.
– Em… chyba przeklinał – powiedziała, mierząc pacjenta nieco podejrzliwym spojrzeniem. Śluz znikł, a skóra wyglądała już prawie ludzko, ale… tak poza tym to wciąż był wielkim robakiem i ludzka mowa wydostająca się z otworu gębowego brzmiała jakoś niewłaściwie.
Brenna przysunęła się nieco do Basiliusa i pochyliła ku niemu, by kolejnego pytania przypadkiem nie usłyszał pan Collins, swoimi uszami położonymi być może na kolanach.
– Może rzucić na niego jakiegoś konfundusa albo go uśpić? – zapytała szeptem. Nie rzucała zaklęć, bo nie miała pojęcia, czy nie wejdą w jakiejś dziwne reakcje z… no byciem robakiem… ale pacjent przytomny i przeklinający podczas takiej procedury odrobinę ją przerażał.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#12
09.04.2024, 18:58  ✶  
Powstrzymał się, by powiedzieć, że jeśli miał to jak w Banku Gringota, to liczył na to, że ich współpraca w tym porównaniu będzie raczej szybką wizytą w tym miejscu, a nie długami, które będą męczyć go całe życie. Bo na razie miał wrażenie, że za każdym razem, gdy tu przychodziła, tracił siły do życia, tak jak czasem swoje pieniądze.
– Czyli jego głową działa w porządku. Dobrze – ocenił. Chyba, że pan Collins nigdy wcześniej nie przeklinał i teraz dopiero zaczął. To mógłby niepokojący, chociaż i doskonale zrozumiały w tej sytuacji, znak.
Zerknął na robaka, próbując oszacować sytuację. Wołał, by pan Collins był na razie przytomny, chociażby po to, by mógł kontrolować, czy odzyskiwał ludzką świadomość, czy też ponownie ją tracił.
– Nie – odszeptał jej. – Na razie nie. Jeśli będzie taka potrzeba to użyj konfundusa. Dam ci znać.
Wyciągnął kolejny eliksir i ponownie opryskał nim pacjenta. Byłoby znacznie prościej, gdyby pan Collins zmienił się w coś, czemu łatwiej można było podać eliksir. Na przykład w konia. Konie były zdecydowanie mniej problematyczne.
Pomijając absurd tej sytuacji wszystko szło dziwnie bezproblemowo, a jego metody działały.
A potem rzucił kolejne zaklęcie i pożałował tego, że nawet śmiał pomyśleć o czymś optymistycznym.
Coś w panu Collinsie trzasnęło, część nóżek odpadła i szybko usnchęła, co wyglądało dość makabrycznie, nawet jeśli obyło się bez krwi, a pozostałe cztery zmieniły się z powrotem w nogi i ręce. Oczywiście cała reszta pozostała taka sama.
Świetnie.
Pan Collins wydał z siebie spanikowany dźwięk, szybciej niż jakikolwiek robak obrócił się, spadł z kozetki i w panice zaczął biegać po całym gabinecie w sposób tak kuriozalny, że nadawał się tylko na ilustracje do jakiejś karykatury.
– Znak! — rzucił Basilius, zostawiając ogludzanie uciekających "ludzi" profesjonalistce, samemu chcąc się zająć panowaniem nad potencjalnymi tlukącymi się eliksirami.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
09.04.2024, 19:29  ✶  
Brenna na nieszczęście założyła, że uzdrowiciel ma rację.
Nie chciała zresztą niepotrzebnie ryzykować: mogło się przecież okazać, że czar konfundujący źle wpłynie na zrobaczały umysł, albo że wejdzie w jakąś reakcję z innymi zaklęciami i eliksirami i stawonóg (które to hasło Brenna postanowiła sobie zapamiętać, jako wyjątkowo intrygującą obelgę, z gatunku tych, co obrażany pewnie nie będzie nawet wiedział, w jaki sposób go tutaj obrażają) wyhoduje sobie dodatkową parę czułek. Nie naciskała więc, zamiast tego z mieszaniną fascynacji i obrzydzenia śledząc kolejne poczynania Basiliusa i powolną transmutację robaka z powrotem w człowieka. Najpierw znikł śluz, potem skóra, o ile to w ogóle można było nazwać skórą, zmieniła kolor i fakturę, wreszcie odpadła część tych dziwnych odnóży… a potem pojawiły się ręce i nogi, które w zestawieniu z robaczym tułowiem wyglądały odrobinę makabrycznie.
– Panie Collins! – wyrwało się Brennie, gdy ten spadł z kozetki.
Znak znakiem, problem polegał na tym, że pan Collins zeskoczył na przeciwną stronę niż ta, po której stała Brenna i nie miała szans od razu w niego wycelować. Wprawdzie rzuciła się do przodu i przeskoczyła przez mebel, ale w czasie, w którym to robiła, ich wspólny podopieczny zdążył walnąć o jedną z szafek (w środku coś trzasnęło, Brenna modliła się, by w Mungu zabezpieczano eliksiry, a raczej pomodliłaby się o to, gdyby miała czas na takie rzeczy), odbić się od niej i runąć prosto pod nogi Basiliusa, uderzając o nie z całkiem dużą mocą.
I tak, oczywiście, utrudniając rzucenie zaklęć w niepokornego pacjenta.
Zamiast konfundusa (którym bardzo, bardzo nie chciałaby przypadkiem potraktować uzdrowiciela) Brenna ostatecznie użyła więc czegoś innego – magiczne liny pojawiły się w powietrzu, i oplotły pana Collinsa, przyszpilając go do podłogi. Dalej przy nogach Prewetta.
– Och, bogowie, mam nadzieję, że to nie podpada pod znęcanie się nad podejrzanymi. Bardzo proszę o wpisanie do opisu przypadku, że unieruchomienie pacjenta było koniecznie ze względu na jego dobro – zażądała Brenna, a potem spojrzała na swoją lewą rękę.
Bo kiedy przeskakiwała przez kozetkę, podparła się o nią dłonią.
A prześcieradło było całe w śluzie…
– Fuj – podsumowała, chociaż bez jakiegoś wielkiego zaangażowania: jakby no to było fuj, ale takie fuj na względnie akceptowanym poziomie, nie przyprawiające jej jeszcze o drgawki z obrzydzenia.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#14
10.04.2024, 22:47  ✶  
Basilius uważał, że miał rację, a ryzyko w tamtym momencie było zbędne. Nie jego wina, że pacjent potem postanowił im uciec. Może powinien był sam celować w niego, ale bał się sytuacji, w której oni oboje rzuciliby na niego zaklęcie w tym samym czasie, a naprawdę nie chciał komplikować sobie sytuacji.
Coś zdecydowanie trzasnęło w szafkach, a Basilius skrzywił się, mając jedynie nadzieję, że zabezpieczenia wytrzymały i nie dojdzie zaraz do jakiegoś wybuchu. Najgorsze, że wiedział jedynie tyle, że jakieś zabezpieczenia były. To mu powiedziano już dawno temu, gdy po raz pierwszy postawił nogę w tym gabinecie. Ale jakie one były? Jak działały? Czy nie były przestarzałe? Nie miał zielonego pojęcia. Zresztą nie miał czasu się nad tym zastanawiać, bo w jednym momencie pan Collins uznał, że wbiegnie w niego ze swoją całą robaczą siłą, a w drugim uzdrowiciel już leżał na podłodze. Jak teraz o tym myślał, to powinni im fundować, jakiś podstawowy kurs uników i bezpiecznych upadków.
Na całe szczęście Brenna zapanowała jakoś nas sytuacją.
– Chyba oboje możemy zgodnie uznać, że to było konieczne – stwierdził, zerkając na związanego pacjenta tuż przy swoich nogach i bardzo ostrożnie podniósł się z ziemi, dziękując w duchu, że Brenna nie postanowiła ryzykować trafieniem konfundusem w niego. Z drugiej strony wtedy mógłby się pewnie spokojnie obudzić już po wszystkim,  a jakiś inny pechowy magimedyk dostałby też przypadek wraz z czarownica w pakiecie.
– To przez tę skórę – mruknął do siebie, jednocześnie rzucając na rękę Brenny zaklęcie czyszczące. – Proszę jeśli poczujesz, że ci drętwieje, lub puchnie to powiedz – wtrącił, a potem powrócił do tematu. – Miał naprawdę specyficzną skórę i eliksiry nie były w stanie odpowiednio zadziałać. – A to sprawiło, że mieli do czynienia z robakiem z dłońmi i nogami. Powstrzymał się, by się skrzywić. Jako uzdrowiciel widział sporo nieprzyjemnych przypadków, ale ten był odstraszający w zupełnie inny sposób.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
11.04.2024, 08:42  ✶  
– Cieszę się, że jesteśmy zgodni – odparła Brenna, a potem odruchowo machnęła kilka razy dłonią, kiedy Basilius rzucił zaklęcie oczyszczające. Śluz niby znikł, ale i tak jakby czuła go jeszcze na skórze i miała wrażenie, że musi strząsnąć substancję z palców. Poza tym upewniała się, że ręka nie robi żadnej niespodzianki i pracuje tak, jak powinna. Kobieta oderwała spojrzenie od pana Collinsa – też widywała różne paskudne przypadki, ale musiała przyznać, że tułów robaka z rękami i nogami człowieka (oraz świadomością, że w tym ciele tkwił człowiek) był jednak szczególnie... nietypowy – i bardzo uważnie obejrzała dłoń ze wszystkich stron.
Na razie chyba nie puchła, nie piekła i nie zmieniała koloru. Ale Brenna i tak pomyślała, że na wszelki wypadek, gdy tylko tutaj skończą, umyje rękę tak z dziesięć razy. I koniecznie przynajmniej raz za pomocą środków dezynfekujących.
Nie próbowała pomóc Prewettowi wstać, bo jednak pomyślała, że lepiej nie dotykać go tą dopiero co ośluzowaną ręką, skoro coś mogłoby z nią być nie tak…
– Panie Collins, bardzo prosimy, żeby teraz zachował pan spokój i pozwolił uzdrowicielowi działać – poprosiła, opuszczając dłoń i pochylając się nad pacjentem. – Pan Prewett jest utalentowanym magimedykiem i raz dwa przywróci panu właściwą postać. Jestem pewna, że nie chce pan pozostać robakiem do końca życia.
Z otworu gębowego pana Collinsa wydobyło się coś, co zabrzmiało jak jęk, później bełkot, trudny do zrozumienia, a potem poruszył rękami. Przy okazji jego robaczy odwłok zadrgał w dość obrzydliwy sposób, jakby coś się pod nim poruszało. Brenna nie była pewna, czy to oznacza, że ją zrozumiał i zapewniał, że nie chce być robakiem, próbował obrzucić ją przekleństwami czy też po prostu nie życzył sobie być przywiązany linami do podłogi. Za to nie wątpiła, że nie wyrzuci tego widoku szybko z pamięci.
– Zdejmę zaklęcie, gdy tylko zakończymy procedurę – obiecała, nie dodając, że wtedy istnieje bardzo duża szansa, że pan Collins zostanie zakuty w kajdanki i wyprowadzony z Munga siłą, bo coś czuła, że nie pozwoli się grzecznie przesłuchać i będzie stawiał opór podczas zatrzymania.
Odsunęła się nieco, chcąc znów ustąpić pola uzdrowicielowi.
– Teraz jego skóra wygląda trochę normalniej, więc może już się uda… – wyraziła nadzieję.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#16
12.04.2024, 00:03  ✶  
Widząc, jak Brenna macha dłonią, podał jej jeszcze nasączoną ziołami chusteczkę, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zaklęcie i tak wykonało swoje zadanie. Wiedział jednak, że czasem ciężko było przekonać psychikę, że obrzydliwa substancja na skórze, już się na tej skórze nie znajdowała.
Na chwilę przeniósł wzrok z pana Collinsa na czarownicę, nie potrafiąc powstrzymać krótkiego, i bardzo w stylu Prewettów, uśmiechu, gdy usłyszał, że podobno jest utalentowanym magimedykiem. Zaraz jednak spoważniał, udał, że zerknął na nią tylko po to, by skontrolować stan jej ręki i powrócił do związanego pacjenta, bo nie ważne jakie komplementy, by od niej usłyszał, nie zmieniało to faktu, że przychodziła do niego z dziwnymi przypadkami i naprawdę wolałby, by tego nie robiła. To znaczy, wolał by po prostu nie padała ofiarą dziwnych przypadków. A nie, by unikała szpitala, jeśli jakieś już ją dosięgną.
– Tak. Myślę, że teraz będzie łatwiej. – Skinął głową, przyglądając się meżczy... Roba... Panu Collinsowi. – Dobry pomysł z tym zaklęciem. – Musiał przyznać, że o ile o samym wyglądzie swojego pacjenta chciałby jak najszybciej zapomnieć, tak na pewno chętnie opowie innym historię o tym, jak musiano unieruchomić go magicznymi linami, bo jednak było to coś, co nie zdarzało się codziennie. – A teraz wróćmy do naprawiania pana.
Nie było to takie łatwe. Kolejne zaklęcia nie dawały niestety takiego efektu, jakiego chciał, ale wspomagane eliksirami, jeden musiał, aż podać panu Collinsowi doustnie, coś ponownie zaczynało się zmieniać a robaczy tułów coraz bardziej przypominał kształtem tułów człowieka. Głową natomiast, chociaż zmieniła kolor, wciąż wyglądała zbyt owadzia.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
12.04.2024, 13:07  ✶  
Na uśmiech mimowolnie odpowiedziała uśmiechem, bo ten który pojawił się na twarzy Basiliusa naprawdę był bardzo Prewettowski – i natychmiast przywoływać skojarzenia z Vincentem, Pandorą i Laurentem, a miała słabość do całej tej trójki. I to mimo tego, że ta czwórka z wyglądu zupełnie się przecież nie przypominała: Vinnie ze swoją urodą wziętą po jakiejś włoskiej czy hiszpańskiej babce, Panda, która wdała się w matkę Turczynkę, Laurent ze swoją delikatną, niemalże eteryczną aparycją i błękitem morza w oczach i wreszcie Basilius o ciemnych włosach i bladej twarzy.
Ale czasem, kiedy się uśmiechali, ujawniało się to rodzinne podobieństwo.
– Dzięki, niby znikło, a mam takie wrażenie, jakby dalej oblepiało – powiedziała, przyjmując od niego chusteczkę. Cóż, przywlekła mu tutaj naprawdę paskudny przypadek, ale mógł spojrzeć na to z innej strony: dzięki niej rozwijał się jako uzdrowiciel! Przecież gdyby obsługiwał same zwykłe przypadki wiódłby rutynowe, spokojne życie… o którym zapewne marzył.
Albo tak się mu wydawało.
Był w końcu Prewettem, czy któryś z nich zadowoliłby się rutyną?
– O tak, pan Collins chyba bardzo chce zostać naprawiony – przytaknęła Brenna, patrząc jak… mężczyzno robak porusza nogami i rękami.
Przeprowadzenie procedur medycznych nie było jednak łatwe. Pan Collins wyraźnie się buntował i tylko zaklęcie trzymało go w szachu. Podanie mu eliksiru doustnie wymagało nieco kombinacji, a kiedy wreszcie tułów stał się nieomal tułowiem człowieka (i Brenna odnowiła zaklęcie, zanim pan Collins zdołał wymsknąć się z lin…), a owadzia głowa przybrała normalne kolory (to dziwne, ale robak wydawał się Brennie tylko tym ohydniejszy, im więcej miał cech ludzkich – to stawało się coraz bardziej nienaturalne), znów otworzył usta.
– Possswę wassss! – wyjęczał, szarpiąc się w więzach. – Zwiąssaliście mnie!!!
– Pan Collins czuje się chyba trochę lepiej – podsumowała Brenna, pochylając się nad nim. Wciąż nie widziała uszu: ale może te znajdowały się gdzieś na tych ludzkich niemal kolanach? Albo były ukryte w… fałdach skóry? – Panie Colllins, czy pan mnie słyszy?
– Ty głupia kurrrwa!
– Cieszę się, że pan mnie rozumie, panie Collins. Teraz pan Prewett…
– Sssskurwysssyn!!!
- …pan Prewett przywróci pańską głowę do właściwego stanu, a ja odczytam panu pańskie prawa, bo jest pan zatrzymany pod zarzutem napaści na panią Smith…
– Głupia kurrrwa!!!
- …zostanie pan też skierowany na badania do magipsychiatry, obawiam się, że widzenie wszędzie kurew może wskazywać, że bycie robakiem źle wpłynęło na pański stan psychiczny albo wzrok… – kontynuowała Brenna tym samym, bardzo spokojnym tonem. Zerknęła tylko krótko na Prewetta i znów się do niego uśmiechnęła, a potem wskazała na głowę pacjenta, jakby chciała zasugerować, by on też czynił swoją powinność.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#18
12.04.2024, 17:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.04.2024, 17:44 przez Basilius Prewett.)  
Widząc, jak Brenna na jego uśmiech odpowiada uśmiechem Basilius uświadomił sobie jedną rzecz. Longbottomowie nie zostali jeszcze uznani przez magiczne społeczeństwo za zbyt honorowych, skrajnych wariatów, prawdopodobnie tylko dlatego, że wykształcili sobie mechanizm obronny w postaci bardzo czarującego uśmiechu, który przekonywał wszystkich wokół, że jednak wiedzą co robią.
Taką przynajmniej miał teorię.
– Jeśli uczucie nie zniknie to potem się temu przyjrzę – zapewnił ją, mając po cichu nadzieję, że jednak Brenna nie zafunduje mu kolejnej rozrywki, podczas dzisiejszej wizyty.
Gdyby wiedział, że zastanawiała się nad tym, czy lubił rytunowe życie, to oczywiście powiedziałby, że tak. Uwielbiał je. I oczywiście by skłamał. Mógł sobie narzekać ile chciał, ale prawda była taka, że pewnie oszalałby, gdyby zajmował się jedynie nudnymi, rytunowymi przypadkami. Potrzebował od życia tej ekscytacji i nutki niepewności. Pewnie dlatego też tyle czasu spędzał w kasynach, przy każdej wizycie powierzając daną ilość swoich pieniędzy losowi. I czasem oszustwu. Ale głównie losowi.
Przez chwilę milczał, dając Brennie rozmawiać z panem Collinsem, jednocześnie zastanawiając się, czy mężczyzna, mając takie a nie inne podejście do pozostałej dwójki, rzeczywiście życzy sobie by zostać naprawionym. Bo jego zachowanie wskazywałoby na coś zupełnie innego.
Słysząc to jak odgryzła się pacjentowi, uśmiechnął się przelotnie i skinął w jej stronę głową. Dobrze mu tak. Niech drań sobie nie myśli, że może gadać sobie co chce, gdy oni próbują mu pomóc.
– Panie Collins, został pan unieruchomiony, bo może pan nie zauważył, ale był pan robakiem, który próbował uciec. Musieliśmy więc to zrobić, by przywrócić panu zwykła formę. Radziłbym się też powstrzymać od komentarzy w stronę osób, które właśnie próbują panu pomóc.  – powiedział życzliwie i spokojnie, trochę tak jak mówiło się do kogoś zbyt pijanego, komu jednak nie chciało się zrobić krzywdy. – A jako pański medyk, muszę zarekomendować panu też, by na przyszłość unikał pan kąpieli w eliksirach przeciwko owadom.
– Spierrr – zaczął pan Collins, ale Prewett uznał, że nie będzie tego dalej słuchał i szybko machnął różdżką, rzucając kolejne zaklęcie bez żadnego uprzedzenia. Głowa, jak i całe ciało, Collinsa, zaczęły dziwnie falować, co nie było bolesne, ale z pewnością całkiem nieprzyjemne. Oh jaka szkoda, że jego pacjent nie mógł skończyć wypowiedzi. Wcale nie zrobił tego specjalnie, wcześniej prowokując go, by ten chciał coś powiedzieć i złośliwie mu przerwać.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
12.04.2024, 18:11  ✶  
Jej brat z pewnością bardzo wiele zawdzięczał swojemu uroczemu uśmiechowi – z ich rodzeństwa to on był tym bardziej charyzmatycznym i wywierającym pozytywne wrażenie na ludziach – chociaż z dużym prawdopodobieństwem odziedziczył to raczej po matce. Jeremiah Longbottom, ich ojciec, należał raczej do ludzi dość surowych w obejściu. Chociaż kto wie, może mieli po prostu w rodzinie nieco inne mechanizmy przystosowawcze?
– Nie no, nie puchnie, nie piecze, nie odpada, nie zmienia koloru, to chyba wszystko jest w porządku… – powiedziała, zerkając po raz ostatni na swoją dłoń. Później jednak, oczywiście, całkowicie pochłonęło ją najpierw obserwowanie przemiany pana Collinsa, a potem: rozmowa z pacjentem. Bardzo uprzejma z jej strony przecież, och, ona wcale się nie odgryzała, ona tylko dopełniała procedur i przecież nikt nie będzie mógł jej niczego zarzucić, ani wykorzystać w ramach obrony przed Wizengamotem, bo ani go nie obraziła, ani nie podniosła głosu nawet!
– Mam nadzieję, że potraktuje pan poważnie zalecenia uzdrowiciela, panie Collins – stwierdziła obłudnie, z bardzo poważną miną, kiedy Basilius doradził mężczyźnie, by nie kąpał się więc w podejrzanych eliksirach. Chociaż utrzymanie tej powagi w chwili, w której Prewett rzucił kolejne zaklęcie (Brenna miała wrażenie, że mógłby pewnie tę transformację przeprowadzić wolniej i delikatniej, ale chyba nie miał ochoty i jakoś ani trochę się nie dziwiła), wiele ją kosztowało, a kącik ust zadrgał jej lekko. Opanowała to jednak szybko, powracając do monotonnej recytacji wszystkich bumowych formułek oraz praw, jakie miał pan Collins, absolutnie ignorując jego ewentualne próby wtrącenia się z obrazami – w których zresztą przeszkadzało mu to, że jego głowa transmutowała właśnie z powrotem w głowę człowieka.
Ale miał już uszy.
Z pewnością tym razem zatrzymanie będzie skuteczne.
– Panie Prewett, czy w pańskiej profesjonalnej ocenie medycznej, pan Collins jest teraz w stanie umożliwiającym przesłuchanie i zabranie do aresztu, czy powinien pozostać w Mungu? – zapytała na koniec, kiedy pacjent znów był człowiekiem i szarpał się uparcie w więzach, choć nie przeklinał już, może z obawy, że Basilius znów rzuci w niego jakieś zaklęcie. A w tonie Brenny pobrzmiewała odrobina satysfakcji, bo może gdyby pan Collins nie zechciał obrażać Basiliusa i matki Basiliusa, też na przykład chciałby zostawić go na obserwacji, a tak to Brenna podejrzewała, że jeśli jego życiu nie groziło niebezpieczeństwo, Prewett chętnie dokona… eksterminacji szkodnika.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#20
13.04.2024, 17:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2024, 17:50 przez Basilius Prewett.)  
Ponownie zerknął na jej rękę. Brygadzistom, jak na zawód który wykonywali, naprawdę brakowało czasem wyobraźni, co do tego, co makabrycznego mogło się stać z częściami ich ciała. Jej ręka przecież, poza tym, że mogła zrobić to o czym Brenna już wspomniała, mogła też zacząć się trząść, zwiodczeć, nagle się złamać, wybuchnąć, transmutować się w warzywo, tryskać krwią, zmniejszyć się, lub jeszcze co innego. Nie wspomniał jednak o tym czarownicy, widząc, że raczej nic takiego nie miało mieć miejsca.
Pan Collins, wnioskując bo bardzo mało wymyślnych przekleństwach, którymi ich uraczył, zasugerował, że żadnych zaleceń traktować poważnie nie będzie. Co trochę nie miało sensu, bo znaczyłoby, że mężczyzna będzie planował ponownie wylewać na siebie podejrzane eliksiry robakobójcze, ale Prewett wątpił, czy logika jego pacjenta sięgała, aż tak daleko.
– Oczywiście, że muszę tu zostać ty głupia kurwo! Każdy uzdrowiciel ci to powie! – Basilius nie wiedział, jakim cudem było to w ogóle możliwe, ale jednak Collins jako robak miał w sobie nieco więcej uroku, niż jako człowiek.
Prewett stał i myślał, ignorując kolejne kurwy, rzucane pod adresem ich, ich matek, a także wszystkich pokoleń wstecz, co było dość zabawne, jak się o tym dłużej pomyślało, bo nie wiedział, jak to było w rodzinie Brenny, ale u niego to raczej jego ojciec miał problemy z wiernością małżeńską. Chyba, że kurwa w tym przypadku była określeniem neutralnym płciowo. Eh... To chyba nie to mieli na myśli jego wykładowcy, gdy mówili mu, że niektóre spotkania z pacjentami prowokują do myślenia nad życiem.
– Nie. – odpowiedział po chwili namysłu. – Panie Collins na pewno się pan ucieszy, gdy usłyszy pan, że nie musi pan zostawać na obserwacji, ani chwili dłużej. Pani Longbottom, potwierdzam, że pacjent jest w stanie, który zdecydowanie pozwala mu zostać przesłuchanym. Gdyby coś się działo, to wie pani gdzie się zgłosić. I dziękuję za pomoc. – Bardzo się starał zabrzmieć, tak jakby robił to nieco złośliwie. I rzeczywiście, wysłanie Collinsa na przesłuchanie już teraz sprawiało mu ogromną satysfakcję. Prawda była jednak taka, że nawet gdyby czarodziej nie postanowił zachowywać się, tak jak się zachowywał i nie był zatrzymany pod zarzutem napaści, to i tak pewnie wysłałby go już do domu. Wołał jednak, by Collins, jak i Brenna, myśleli, że nie warto było zadzierać z uzdrowicielami.
Pożegnał się jeszcze z Brenną, gdy wychodziła z wkurzonym Collinsem z jego gabinetu.
Nie było, aż tak źle – pomyślał, zerkając na dzisiejszą datę. Chyba jednak piątek trzynastego nie zwiastował katastrofy nawet jeśli w pobliżu była Brenna Longbotton.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (3549), Brenna Longbottom (4203)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa