• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[2.08.1972] Doppelganger. Spokój i ogień | Victoria & Laurent

[2.08.1972] Doppelganger. Spokój i ogień | Victoria & Laurent
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#21
03.06.2024, 16:16  ✶  

Profesjonalizm... miała rację, to było nieprofesjonalne, ale tłumaczył (znowu) to tym, że każdy był człowiekiem i potrafił coś poczuć, a skoro zostało powiedziane, że to byłoby niedobre, zgodnie, by prowadzić dalej taką terapię to chyba nie było źle. Uważał, że wszystko tam było w porządku, zresztą nawet jeśli nie pomógł mu z tą jedną rzeczą, to pomógł z paroma innymi. Doradził i pokazał, jak podejść do niektórych spraw inaczej. Może nie zyskał terapeuty, ale chyba zyskał... znajomego? Może przyjaciela? Czas miał pokazać, ale Laurent na pewno zamierzał do tego też podejść z głową, jak zarzekał się Victorii, bo nie chciał popełnić kolejnego błędu, który wbije mu się w głowę i nie będzie w stanie o nim zapomnieć. Ta rozmowa miała płynne przejście do samego Philipa, a na temat tych snów niewiele było już co dopowiedzieć - jego też martwiły. Nie wiedział jednak, co z tym zrobić, temat ewidentnie nie był obcy, a nie był też poznany.

Nie, to wszystko nie było takie zero jedynkowe, bo rzeczywiście ich relacja nie była tylko seksem. Była ukrywana, była delikatna, bo Philip bardzo dbał o swoją reputację i jakiekolwiek szepty o tym, że jest... ekhem... mogłyby tragicznie wpłynąć na jego karierę w dzisiejszych czasach. To też i Laurent wyjaśnił, jak i to, że to Philip mówił, że on to by chciał popróbować innych rzeczy, innego życia. Że był kobieciarzem i flirciarzem i pewnie niejedna już płakała przez niego, bo nie miał w sobie na tyle empatii, żeby jakkolwiek delikatnie ściągnąć różowe okulary z czyichś nosów. Już nie potrafił nawet powiedzieć, czy rzeczywiście Philip był aż taką ofiarą Loretty, co początkowo zakładał. Nic nie jest takie proste, jakim się wydaje, kiedy chodzi o relacje międzyludzkie. Więc tak, miała rację, usprawiedliwiał go, nawet się do tego przyznał. Wiedział, jakie mniemanie mają o nim ludzie wokół, zresztą ciężko było mieć inne. Tak, to był dobry człowiek, mający to serce po właściwej stronie, tak, zaczął się zmieniać, ewidentnie zaczął się starać i chciał jakoś zakotwiczyć swoje serce w jednym punkcie, ale to ciągle nie było to. Nie mógł być... to znaczy mógł być tym obiektem testowym, ale to niezdrowe, tak, Victoria miała w pełni rację. Nie da się uleczyć swoich serc tam, gdzie próbuje się tylko zatkać dziurę. Czy Philip to wiedział? Cóż, zamierzał się z nim spotkać i porozmawiać o tym ostatni raz. Albo... może nawet nie ostatni. Potrzebował sam chwili, żeby to poukładać w swojej głowie i ciągle chciał jakichś zapewnień od tego człowieka, których on nie mógł mu dać. Zwrotnie zaś Laurent nie zamierzał go o niczym zapewniać, skoro sam nie mógł stać na podłożu, które mu odpowiadało.

Gesty, którymi go obdarzała były kochane, nie mógł się nie uśmiechnąć z rozczuleniem i zadowoleniem. Złapać jej za te ramiona, przytrzymać przy sobie na chwilę, spojrzeć w jej duże, piękne oczy. Wspaniała kobieta, która zasługiwała na wspaniałego mężczyznę u swojego boku. Z tym, że chciała tego jedynego. Laurent był ostatnią osobą, która by definiowała ludzi po genetyce, kolorze skóry czy czystej krwi, ale jednocześnie nie wolno było ignorować pewnych faktów - lew mógł wychować owcę, ale stanowili oni wyjątek, a nie regułę. Większość ludzi zawodziła, a inne środowisko wbijało się klinem między twoje życie a twoich bliskich. Stawałeś się sam linią pomiędzy światami, rozdartą i rozciągniętą. Nie chciał czegoś takiego dla tej wspaniałej kobiety. Anioła między ludźmi.

- Oooch... - Westchnął ciężko, zrobił cierpiętniczą minę, przyłożył dłoń do czoła. - Tego się spodziewałem... - Że Atreus nie wytrzyma i przyjebie Philipowi. Jego kochany, starszy brat, czy też - kuzyn. Ale zaraz po tym chwilowym dramacie przyszedł lekki uśmiech na jego twarz i pokręcenie głową. Owszem, zmartwił się o blondyna... ale przecież to było takie surrealistyczne, prawda? Takie... nie do końca mieściło mu się nawet w głowie. Chciał dalej to komentować, ale feniks oblepił jego skupienie.

Laurent zostawił Victorię i ruszył w kierunku tarasu, gdzie Duma już szczeknął raz, drugi i trzeci, półleżąc na podłodze, patrząc z niezrozumieniem na to biedne stworzenie, umęczone, zostawione na deskach. Blondyn z trwogą i niezrozumieniem spojrzał na tę karteczkę, wyrzucił ją na bok i przysiadł na deskach tarasu na moment, delikatnie podnosząc stworzenie z ziemi. Spojrzał na jego ciało, na jego skrzydło, złapał jego śliczny dziób, żeby przechylić jego głowę. Zrobił wszystko, żeby upewnić się, że nic się feniksowi nie stało. Serce waliło mu wręcz młotem, kiedy trzymał Fuego w rękach tak, jakby ten mógł się zaraz rozsypać. Jakby coś mogło mu się stać. Lecz chyba poza piórami stało się nic..? Duma znów szczeknął, kręcąc się z niepokojem i zszedł z tarasu, węsząc wokół, ale na razie Laurent nie zwracał na niego uwagi.

- Matko... cóż oni ci zrobili... - Oni? On? Ktoś? I bynajmniej w tym wezwaniu nie chodziło o jego biologiczną matkę, a o tą, która stworzyła wszystko wokół. - Victorio, podasz mi proszę ręcznik z łazienki? - Wiedziała, gdzie takowe się znajdowały, nic się nie zmieniło przez ten rok.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#22
04.06.2024, 00:51  ✶  

To nie było w porządku i owszem, każdy był tylko człowiekiem, ale istniały pewne granice, których nie powinno się przekraczać. Laurent sam to przecież powiedział: że jest tym zmęczony, tymi spojrzeniami, i jednocześnie nie może przestać tego chcieć. Że nic nie układa się dobrze. Że nawet terapia nie wyszła dobrze. To były myśli, że wszystko było w porządku? Nie, nie były – dlatego Victoria powiedziała Laurentowi by się nie poddawał, bo pomyślała że mógłby, skoro tak go to przytłaczało. Ale brzmiało jej to tak, jakby Laurent za nic nie chciał przyjąć do wiadomości, że ten człowiek, do którego poszedł, nie zachował się wobec niego w porządku. Że terapeuta nie zachował odpowiedniego dystansu i granicy, bo zostały przynajmniej naruszone, względem osoby, która potrzebowała pomocy. Może pora była spojrzeć na to takie, jakie było, a nie tylko myśleć, jak każdego usprawiedliwić? Philipa tak samo – dość powiedzieć, że Victoria go zwyczajnie nie polubiła i nie chodziło wcale o afront skierowany do jej rodziny.

Wyjątek, reguły… Chyba znaliśmy to powiedzenie? Tak czy siak Victoria miała już dość słuchania tych dobrych rad od wszystkich i nikogo jednocześnie. Co innego spróbować i się sparzyć, rozmawiać o tym potem… A co innego nie spróbować wcale i żałować całe życie. Nie chciała żałować. Chciała choć raz w pełni dokonać swojego wyboru, nie odsuwać nikogo i nie być odsuwana, bo „tak wypada” i „bo i tak nic z tego nie będzie przez rodziców”. Chciała popełnić swoje własne błędy i z nimi żyć. Chciała się przekonać na własnej skórze, czy to w ogóle będą błędy. Nikt nie mówił, że to będzie łatwe.

Tylko szczeknięcia Dumy przerywały tę pełną napięcia ciszę, w której Victoria zamarła, zastanawiając się co tu się w ogóle odkurwia. Laurent rzucił się do przodu, złapał zwierzę w ramiona, oglądał… A kiedy się do niej odezwał, to tylko skinęła głową. Tak, faktycznie, wiedziała, co gdzie ma w domu, po tym ponad półtorej roku intensywnej znajomości trudno byłoby nie wiedzieć. Zrobiła więc w tył zwrot i wpadła do łazienki, porywając pierwszy lepszy ręcznik, żeby po chwili znowu znaleźć się na tarasie i kucać przy Laurencie, podając mu ten ręcznik.

– Wszystko w porządku? – zapytała cicho, patrząc z przestrachem na całą scenę. – Mogę jakoś pomóc?

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#23
04.06.2024, 11:38  ✶  

- Chyba... nic mu nie jest. Dziękuję. - Odebrał od niej ręcznik i zaraz delikatnie owinął nim stworzenie, które wydarło ze swojej piersi smutną pieśń, spoglądając na ich dwójkę mądrymi, czarnymi oczami. Ciało feniksa nadal było ciepłe, ale kto w ogóle odważył się zrobić coś takiego... nie brakowało łowców, którzy gotowi byli zabić nawet za jedno pióro tego stworzenia, więc może w ogóle powinien dziękować niebiosom, że nic mu się nie stało. Przynajmniej tak to wyglądało. - Będę musiał z nim pójść do weterynarza, och, dobra Matko... - Wyglądał na bardzo zmęczonego, był całkowicie osowiały i kiedy Laurent się z nim podniósł, ostrożnie unosząc go w ramionach to wręcz wtulił się ufnie w niego, zamykając ślepia. A Laurenta aż spięło. Wszystkie włoski stanęły mu dęba, bo najgorsze myśli przechodziły mu przez głowę w tym momencie. Niby wiedział, że stworzenie się odrodzi, ale co, jeśli coś naprawdę mu się stało? - Nie powinienem może prosić, ale... pójdę z nim teraz do magizoologa, nic mu nie powinno być, ale wolę mieć pewność... jeśli wszystko będzie dobrze to czy mogłabyś z nim zostać na tę parę godzin? Jeśli nie masz żadnych planów... - Brzmiało to niby głupio, bo skoro "wszystko będzie dobrze" to znaczy, że nie była potrzeba, żeby się nadmiernie przejmować. Powód był jednak dość oczywisty i bez zastanawiania się - nie miał pojęcia, co się tutaj wydarzyło i czy ktokolwiek to zrobił to nie chciałby wrócić po więcej. Czy coś nie miało się wydarzyć. A jeśli coś feniksowi było to nie zamierzał się nawet na tę randkę ruszać. Victoria miała swoje problemy i na pewno też chciała odpocząć w swoim zaciszu, ale... zależało mu na tej pseudo-randce.

- Potrzymaj go proszę, wezmę dokumenty i już z nim pędzę... Jeśli chcesz możesz iść z nami! - Zawołał z garderoby, bo to do niej wpadł, żeby zmienić koszulę na jakąkolwiek normalną, a potem wpadł do swojego gabinetu, żeby zgarnąć swoje dokumenty. Nie na co dzień wpadało się do weterynarza z feniksem w rękach, ale chociaż nie widział na nim śladów czarnej magii (i nie czuł) to naprawdę nie zamierzał ryzykować - chociażby tym, że został otruty i stworzenie może cierpieć. Stworzenie, które teraz wpatrywało się w Victorię, również na niej oparte w ten ufny sposób.

Pod kątem amorów byli siebie warci. Nie chcieli pewnych rzeczy zaakceptować i musieli je popełnić sami, bo dobre rady były cenione, ale wcale niekoniecznie zmieniały kurs. Przyganiał kocioł garnkowi. Laurent miał jej jeszcze dużo do opowiedzenia - chociażby o Florence i jej darze jasnowidzenia, ale chwilowo to wszystko wypadło mu z głowy. Dość zabawne, że spotykali się tyle czasu i zawsze było coś, co chciałeś powiedzieć, ale czasami i tak cisza była najmilszą z wyborów. Jak we Włoszech. Kiedy szum morza i ciepłe słońce stanowiły najlepszy balsam na wszystkie ich rany, które chciały przedrzeć się przez skórę.

- Duma, do domu. Leżeć. - Jarczuk był niespokojny. Nastroszony. Kręcił się ciągle i Laurent przez moment miał kłopot, żeby wymóc na nim powrót do środka. Nie chciał, żeby ten kręcił się chwilowo po okolicy, bo zupełnie nie wiedział, czego się spodziewać. Skoro ktoś mógł poskromić feniksa - mógł też skrzywdzić jarczuka? Będzie szukał odpowiedzi na to pytanie później. - Przepraszam cię Victorio, nie chciałem... och... przecież wiesz, że nie chciałem. - Poprawił sam siebie, bo w sumie za co przepraszał? Przecież nie planował odwiedzin jakieś żartownisia (nie pomyślał o tym nawet mimo karteczki, że to żart), żeby wprawiać Victorię w kłopotliwą sytuację. Serce mu rozdzierał widok tego nieszczęsnego ptaka w takim stanie. - Idziesz czy zaczekasz? - Nawet mu do głowy nie przyszło, żeby ją pytać, czy wraca - znając ją nie chciałaby wrócić bez pewności, że z Fuego wszystko w porządku.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#24
04.06.2024, 20:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2024, 20:25 przez Victoria Lestrange.)  

Przyglądała się feniksowi… I dopiero po chwili dotarło do niej, że to żaden kurczak czy indyk, a Fuego. Po chwili oderwała od niego spojrzenie i rozejrzała się po okolicy tarasu. Nigdzie jednak nie było widać żadnych jego pięknych piór. Próbowała się też cofnąć pamięcią, czy gdy siedzieli w garderobie Laurenta, to czy było coś słychać… cokolwiek. Ale nie było. Ani basowych szczeknięć Dumy, ani w zasadzie nic. Kobieta wzięła się pod boki i zrobiła kilka kroków przez taras, zaglądając w ogród Laurenta, szukając tam czegokolwiek.

I nie było tam niczego.

– Mogę zostać gdzieś doo… dwudziestej trzeciej – odparła, wracając się do Laurenta. Zatrzymawszy się, spojrzała pod nogi, gdzie przydeptała kartkę, która chwilę wcześniej przyklejona była do ciałka feniksa i schyliła się, by ją podnieść, a teraz przyjrzeć się i jej. – Może być? Nie wiem ile ci zejdzie z randką, i nie chcę cię pospieszać… W razie czego, jeśli chcesz, to mogę go zabrać do siebie. Luna i Kwiatuszek na pewno go ze mną przypilnują. Posiedzi sobie przy palmach – z tego co kojarzyła, to feniksy występowały naturalnie w którychś krajach Afryki i Azji, więc może palmy, a miała dwie wielkie donice z palmami (i inne dziwaczne rośliny, jakie trzymała u siebie), by mu pasowały? Oczywiście nie chciała go zabierać na siłę, jeśli Laurent by sobie tego nie życzył, ale jeśli chciał, by ktoś miał na niego oko… to mogła go u siebie przetrzymać, żeby i Laurent się nie stresował na randce.

Przyjrzała się pismu na kartce, słowom… Ale nic jej to nie mówiło, spojrzała jeszcze tylko na oskubanego feniksa i znowu na kartkę.

– Masz jakichś wrogów? – zapytała… spokojnie. Spokojnie, jak to ona, studiując napis. – Albo ktoś cię wyjątkowo nie lubi? Bo to wygląda albo jak ostrzeżenie, albo jak wyjątkowo złośliwy… no nie, kawał to nie może być – myślała na głos. – „Gotowy na rosół” – przeczytała jeszcze i głośniej wypuściła powietrze nosem. – Jeśli to kawał, to przysięgam, jak znajdę tego śmieszka, to mu nakopię – och gdyby tylko wiedziała… Przyjęła zaraz w ramiona zawiniętego w ręcznik ptaka, pozwalając mu się w siebie wtulić i czekała, aż Laurent wróci, a wpadł jak strzała do swojego domu. Słyszała tylko jego miarowe i nerwowe tuptanie jego butów, a w kocu wyleciał z powrotem pod drzwi i Victoria przekazała mu skulonego feniksa, najdelikatniej jak potrafiła.

– Ale czemu ty mnie w ogóle przepraszasz? Nie przepraszaj – to tak się czuł Sauriel, kiedy Victoria wyrzucała z siebie potok „przepraszam”? Ale wtedy faktycznie czuła się winna, a tutaj winy Laurenta nie było żadnej. – Idę, idę, jasne, że idę. Mam nas teleportować? Powiedz tylko gdzie – wiedziała, że Laurent teleportować się nie potrafi… ale ona to umiała i nie chwaląc się, uważała, że naprawdę bardzo dobrze. Mogła więc skrócić tę całą podróż, ominąć lot powozem, skok kominkiem… Jeśli tylko Laurent chciał, oczywiście.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#25
04.06.2024, 21:27  ✶  

- S-spokojnie wystarczy. - Był poddenerwowany, spięty, a chociaż w takich chwilach zawsze był nastawiony na działanie to wcale nie przeszkadzało to mieć rozkołatanych myśli, które nagle biegały w 50 kierunkach i niekoniecznie wiedziały, gdzie skupić się najpierw. I oddech. Zawsze miewał przy tym problemy z oddechem, chociaż w ostatnim czasie było o wiele lepiej. Między innymi dzięki Victorii i jej wsparciu. Dzięki Florence. Nawet dzięki Perseusowi. Lepiej sobie radził z kontrolą tego oddechu. Dlatego teraz oddychał - ciężej, ale oddychał. - Och? Jasne, aniołku ty mój... - Ucałował ją w usteczka, ale to było takie muśnięcie, takie jak brat może obdarzyć swoją najukochańszą siostrę. Biorąc pod uwagę ich przeszłość mogło to być co najmniej kontrowersyjne, ale na tym etapie powiedzenie, że kocha ją jak siostrę byłoby bardzo trafne. I jednocześnie szło to w innym kierunku. Bo z nikim innym nie poszedłby przypiąć kłódki na moście (chyba że faktycznie z tym księciem z bajki...) a właśnie z nią. To była jego aktywna i pełna aprobaty reakcja na jej zaoferowanie, że mogłaby go zabrać. - Wyprzedzam bardzo fakty, a może naprawdę nic się nie będzie działo... - I tylko on tutaj wariował na zapas. Tyle złego się ostatnio stało, że jakoś nie potrafił do tego podejść zupełnie spokojnie. Szczególnie, że z feniksem w tym stanie spotkał się pierwszy raz. I pewnie zoolog, do którego go zabiorą, również. Victoria miała w mieszkaniu rzeczywiście takie warunki, że chhyba Fuego by nie narzekał. Udało się go już namówić, żeby z nim został na dzień i drugi u Florence, gdzie największym problemem kuzynki było to, żeby nie nasrał do doniczek. Przecież oskubany feniks... kurczak. Oskubany kurczak, jak sam czasami Laurent żartował, byłby wspaniałym dodatkiem do mieszkania! Lecz tak, Victoria rzeczywiście miała w domu zielono, to po pierwsze, po drugie - miała sporo egzotycznych roślin.

- Może być ich więcej niż chciałbym sam się domyślić ze Śmierciożercami na czele. - Rzucił w trakcie swojej bieganiny po domu. Skoordynowanej bieganiny przy tym, chociaż Laurent i bieganie... się raczej wykluczały ze sobą. Psuło to fryzurę, trzeba było potem poprawić naszyjnik, ułożenie koszuli, wszystko mogło się spocić - straszne rzeczy generalnie. - Ostatnio pokłóciłem się z jedną Blackówną, bo jej córka dwa razy złamała już skrzydło abraksanowi i za trzecim razem uszkodziła mu nogę. Trzy razy przestaje być przypadkiem. Poszczułem je Dumą. - Laurent był wyrozumiały, ale skurwieli, którzy krzywdzili zwierzęta, przepędzał bez względu na to, ile pieniędzy mu oferowali i wkładali w to miejsce. Nie było takiej ceny, która kupowała w jego oczach przemoc i krzywdę. - Kawał? - Nieco pobladł, bo w ogóle nie mieściło mu się to w głowie. Było zupełnie abstrakcyjne. Dokładnie tego nie ułożył pod kopułą platynowych włosów, ale patrząc na tę karteczkę to rzeczywiście brzmiało na kawał. - Ktoś się bardzo na tym kawale wzbogacił. - Co za tragedia, że to była osoba, która pewnie nawet nie znała wartości piór, które ukradła.

- Aaach... tak, teleportacja... przyzwyczaiłem się, że... - Nie dokończył, pokręcił głową i podał jej adres. Nie było za co przepraszać. A jednak czuł się winny, że jej zepsuł nieco wieczór. Nawet nie on, ale gdyby jej tu nie było, to wieczór byłby przyjemniejszy? Choć czy na pewno? Możliwość niesienia pomocy komuś bliskiemu... czasami to było wynagrodzenie samo w sobie. - Dziękuję. - Uśmiechnął się do niej ciepło.

Feniks rzeczywiście był całkowicie zdrowy i nic mu nie było - był tylko zmęczony walką z tym, co go złapało i pozbawiło piór i obolały. Powinien się odrodzić w płomieniach tej nocy i nic mu nie będzie. Ulga usłyszenia tego była ogromna.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#26
05.06.2024, 08:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.06.2024, 09:15 przez Victoria Lestrange.)  

Ale czy na pewno wystarczy? A co, jeśli Laurentowi zbierze się na amory, spodoba mu się na randce i będzie chciał zostać dłużej? Trochę szkoda, jakby miał sobie psuć wieczór czy humor jakimś zamartwianiem się, nawet jeśli okaże się, że feniksowi nic nie jest – wciąż będzie obolały i w kiepskim stanie psychicznym. Mogłaby go wziąć do siebie, gdzie na pewno ptak będzie miał spokój, a Laurent wpadnie po niego rano.

Nie spodziewała się, że Laurent się do niej nachyli i muśnie usta swoimi – nawet, jeśli nie miał na myśli niczego dwuznacznego, to i tak gest pozostał tym bardzo intymnym… i to wcale nie z uwagi na przeszłość, jaką mieli. Gdyby jej nie było, to ten niewinny pocałunek mogłaby odczytać kompletnie inaczej, właśnie jakby próbował ją podrywać, a znał przecież granice, jakie postawiła i nigdy nie próbował ich złamać. To by dopiero zrobiło im mętlik w głowie… ale nie. Victoria odwróciła się za Laurentem z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy, ale uśmiechnęła się do niego, czując ciągle widmo ciepłych ust na swoich zimnych.

– Może, ale już się stało. Chciałabym żebyś na tej randce skupił się na niej, więc może ustalmy, że faktycznie Fuego pójdzie ze mną, a ty się nie będziesz musiał martwić, jakbyś swoją randkę chciał zaprosić do domu, a tam ja… wpadnij po prostu do mnie rano, hmm? – zaproponowała to nie dlatego, że chciała mu zabrać cennego feniksa, tylko żeby nie psuć mu tej randki. A ptak będzie miał faktycznie u niej spokój, przy tych wszystkich roślinach, które trzymała. Dwa małe koty nie powinny stanowić problemu, tym bardziej, że jeden z nich dopiero się aklimatyzował. Nastanie do doniczek zupełnie jej z kolei nie przeszkadzało, nie było niczego, czego nie załatwiłaby zaklęciem.

Laurent i bieganie to prawie jak Victoria i bieganie. Jej powolne, dokładne ruchy były już regularne, pani "na wszystko mam czas"... I nie chodziło o popsucie fryzury, tylko o to, że nie ma się co spieszyć… chyba że było i wtedy Victoria nagle ruszała się szybko, tak jak Laurent teraz.

– Myślisz, że to mogły być one? – Śmierciożercy… tych wykluczyła, bo to było zbyt dziwaczne i osobliwe, ale te Blackówny…

Victoria pokręciła głową, żeby przerwać te rozmyślania Laurenta i mocno złapała go za ramiona, gdy on przytulał w objęciach Fuego i zaraz się teleportowali.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (8038), Victoria Lestrange (7879)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa