• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.08.1972r.] Bardzo mnie zawiodłeś. | Richard, Charles, Robert

[05.08.1972r.] Bardzo mnie zawiodłeś. | Richard, Charles, Robert
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#31
01.08.2024, 15:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2024, 15:44 przez Richard Mulciber.)  

Uzależniał syna od siebie? Czy to naprawdę można było tak stwierdzić? Było tak widać z boku? Nie taki był zamiar. Może nie zauważał tego? Na zrozumienie pytania Roberta, Richard potrzebował chwili aby to zrozumieć. Że w tym był możliwie błąd wychowawczy, którego nie zauważył. I choć starał się chłopaków równo wychowywać na takich samych zasadach, stał się idolem młodszego?

Zostawiając chłopców samych w Norwegii, na miesiąc a nawet dwa, nie stwarzali mu żadnych problemów. Jak zostawił dom pod ich opieką, taki też zastał po swoim powrocie. To Anglia, źle na nich wpływała, kiedy zostawali na dłużej. Kiedy postanowili zamieszkać tutaj. Szukać pracy, być bliżej rodziny.

Ciężko było na to odpowiedzieć, ale może Robert miał rację.
- Nie mam pewności. Zawiedzie, to wie co go czeka.
Nie umiał inaczej na to odpowiedzieć. To był ciężki temat. Nie dla jednego a dla nich obojga. W rodzinie nie miał odpowiedniego przykładu wychowawczego, jak tylko przemoc i toksyna. Zza życia ojca był uzależniony od jego rozkazów, poleceń i jeżeli czegoś nie zrobił jak ojciec chciał, wymagał, była kara. Francis już nie żył. Ale pewne przedmioty, meble z nim związane, wciąż wzbudzały nieprzyjemne wspomnienia u Richarda.
- Zadbam o to.
Zapewnił. Przypilnuje, aby Charles znalazł pracę, od razu także nowe miejsce zamieszkania. Zrozumiał, że brat nie daje ani dnia dłużej. On sam tego by także nie przeciągał. Tydzień i koniec. Czas, aby Charles dorósł do odpowiedzialności, nie polegając za każdym krokiem na rodzicielu.

Zaciągnął się ponownie papierosem, dostrzegając, jak Robert wyjął jakąś kopertę i przysunął w jego kierunku. Richard wstał, aby sięgnąć po nią i zajrzał do środka. Pieniądze Charlesa. To najpewniej te, które dał Robertowi zarobione z Lammas. Zadośćuczynienie, którego Robert nie chciał jednak przyjąć.

- Rozumiem.
Przyjął do wiadomości. Kopertę zabierze ze sobą. Na oko nie widział tego dużo. Może nie starczyć Charlesowi na wynajem pokoju. Czy to był ich problem? Wiedział jak to rozwiąże.

Jeżeli to było wszystko, nie zabierał bratu więcej czasu. Odstawił popielniczkę na miejsce. Oboje potrzebowali odpocząć. A Richard tym bardziej. Lecz czy będzie mu to dane? Jeżeli Robert chciał, zabrał także czasopismo Czarownicy, aby nie rzucało u się w oczy. Opuścił gabinet.


Kilka godzin później…

Był wieczór. Przez ten czas nie zarejestrował zmian w domu. Przesiedział część tego czasu w swoim pokoju, próbując skupić się na zagadnieniach brytyjskiego prawa. Kiedy pojawił się Charles ze sprawdzeniem mu życiorysu, rzucił na to okiem, dodał kilka swoich uwag i oddał. Nie spodziewał się tego, że syn zechce już jutro iść szukać w pracy, kiedy wiele firm jest zamkniętych.

Chcąc rozprostować kości, wyjść może na zewnątrz, zszedł na dół i już miał dziwne przeczucie, że coś jest nie tak. Wewnętrznie czuł niepokój. Coś, co nie dawało mu spokoju. Kazało zrobić obchód domu. Zajrzał do kuchni, salonu, podstawowych pomieszczeń.Wszystko było na swoim miejscu. Również w Bibliotece. Z jednym wyjątkiem - nie było tam Lorien.  Przeszedł do gabinetu, otworzył drzwi, tam też nikogo nie było. Zmarszczył brwi niezbyt zadowolony z tego faktu, że Roberta nie było. Może dostał pilne wezwanie od Toma? Powinien zostawić mu jakąś informację. Podchodząc do biurka, dostrzegł rozpisany znanym mu charakterem pisma pergamin. Stanął za biurkiem, biorąc w dłoń świstek papieru i czytał. Już pierwsze zdanie nie podobało mu się.
"Wyjechaliśmy z Lorien na urlop…." – odbijało mu się w głowie. Ręce mu opadły. Ciśnienie rosło. W drugą dłoń wziął pozostawioną przez Roberta szklankę i cisnął nią przez całe pomieszczenie w ścianę. Szkło rozbiło się, pozostawiając jakiś ślad po napoju, jeżeli coś w niej jeszcze było. Jednocześnie wyrzucił z siebie przekleństwo. 

- KURWA!
Pozostawiony mu list, ścisnął mocno w dłoni. Spojrzenie pełne gniewu, przeniósł na ojcowski fotel przy burku. Nie panując nad sobą, przewrócił go używając swojej siły, nie zważając na to, że mógłby go uszkodzić. Czy to kopnięciem czy rękoma. Następnie zwalił wszystko z biurka, na koniec siadając pod ścianą czy regałem za biurkiem. Tępo patrzył się przed siebie.
- Zabiję tę sukę…
Szepnął do siebie, jakby pewny był swojego postanowienia. Tak jak zrobił to z Grace. Tak zrobi to z Lorien.

Robert go wrobił. Uciekł. Zostawiając mu własny problem i jeszcze swoją córkę. Nie napisał mu gdzie się udali. Ponownie Richard przeczytał list, próbując doszukać się w nim czegoś, co pomoże mu skojarzyć miejsce jego pobytu. Opcji było wiele. Irlandia, Szkocja, Francja, Hiszpania, Włochy. Co jeszcze? Skandynawii nie brał pod uwagę. Znał brata i nie wybrałby się w tamte rejony. Nie z tą sędziowską suką. Jeżeli to był jej cholerny pomysł, to prędzej kraje południowe. Tylko kurwa gdzie? Jeżeli to planowali, dlaczego Robert mu tego nie powiedział podczas ich rozmowy? Przeszło mu przez myśl, że Lorien mogła omamić mu brata jakimś cholernym eliksirem miłości, czy może urokiem? Mogła być do tego zdolna. Richard nie chciał wierzyć w taką możliwość.

Stukanie o szybę odwróciło jego uwagę. Pozbierał się z podłogi i podszedł do okna, rozsuwając kotarę. Ptak z listem. Otworzył okno i wpuścił stworzenie do środka. Odebrał list, rozwinął szybko i przeczytał. Stanley. Synowi powiedział. Bratu nie? Przez moment patrzył na dłoń, gdzie jeszcze trzymał ten list, ponieważ spłonął. Ręce Richardowi opadły. Przeszedł się parę kroków, chwycił coś w dłoń, wazon, figurka, nie patrzył i cisnął tym w regał z książkami. Sowa zatrzepotała skrzydłami wystraszona, chcąc odlecieć. Zwróciła jego uwagę na siebie.

- Zaczekaj.
Uniósł rękę gestem każąc jej zostać. Musiał odpisać. Odszukał na podłodze czystą kartkę, pióro i zamknięty kałamarz. Położył przedmioty na biurku i zaczął pisać list. Z tym, że przepisywał z pięć razy. Nie umiał się uspokoić, aby napisać to odpowiednio uprzejmie dziękując. Aż w końcu, napisał, zabezpieczył zaklęciem, podał sowie i pozwolił jej odlecieć, wrócić do swojego właściciela.

Wtedy zamknął okno, zasłonił. Wzrokiem podążył za karafką. Była w połowie pełna. Obok stała jeszcze cała szklanka. Skoro miał różdżkę w dłoni, zamknął drzwi gabinetu od środka, aby nikt nie wchodził. Nie przeszkadzał mu. Kolejnym zaklęciem przy ciągnął do siebie popielniczkę na stolik, karafkę i szklankę. Rzucił magiczny patyk na stolik, nalał sobie alkoholu, wyjął papierośnicę i zapalił. Usiadł na fotelu.

Całą noc przepił, opróżniając karafkę i wypalił wszystkie papierosy ze swojej papierośnic. Siedząc i gapiąc w paskudny mebel ojca, jakim było biurko. Myśląc, czy go rozwalić. Zastanawiając, jak pozbyć się Lorien. Co zrobić z upierdliwymi dzieciakami.
Tak do samego rana. Do wschodu słońca. Nie przespał tej nocy całkowicie.
Skoro zostawili mu jednego skrzata, wykorzystał go nad ranem do całkowitego uprzątnięcia gabinetu i doprowadzenia do użytkowania.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charles Mulciber (3389), Richard Mulciber (6570), Robert Mulciber (1539)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa