Yaxleyówna nie zakładała, że podczas takiego banalnego zlecenia może dojść do takich komplikacji. Nie spodziewała się tego, a powinna. Nie było jak dawniej, niestety nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, że zagrożenie jest realne, w każdym momencie, w każdym miejscu. To doprowadziło ją do tego, że teraz leżała w jego ramionach trafiona czarnomagicznym zaklęciem. Zdawała sobie sprawę z tego, że to nie była magia, którą znała, ona nie przynosiła takich obrażeń. Ten ból był zdecydowanie zadany bardzo precyzyjnie, ktoś kto rzucał to zaklęcie bardzo dobrze wiedział, co zamierza zrobić. Chciał ją skrzywdzić, najpewniej nawet bardziej niż mu się to udało.
Ci zakapturzeni ludzie nie patrzyli na to z kim walczą, było im to obojętne. To, że w jej żyłach płynęła czysta krew nie robiło im żadnej różnicy, najpewniej nie zdawali sobie sprawy z tego, z kim przyszło im się mierzyć. Było im to obojętne, pragnęli śmierci, nic więcej się nie liczyło, gdy przychodziło o przejęcie władzy w świecie czarodziejów.
Powinna zacząć sie przygotowywać do podobnych starć. Nie miała zamiaru opowiadać się po żadnej ze stron, jednak musiała być gotowa na każdą ewentualność. Musiała nauczyć się sobie radzić z taką potężną magią. jej siła fizyczna w tym momencie nie wystarczała, wypadałoby aby skupiła się na czymś jeszcze. Musiała mieć pewność, że nie dopuści do podobnej sytuacji. Oczywiście, nie zakładała, że następnym razem ucieknie, co jeśli znowu trafi gdzieś zupełnie przypadkiem i będą chcieli zabić jakieś dzieci? Nie umiałaby przejść obok tego obojętnie, pomimo tego, że dzisiaj prawie zginęła i zdawała sobie z tego sprawę.
Miała sporo szczęścia, że jednak nie była tutaj sama. Zabawne, że wystarczyłoby, aby Ambroise pojawił się tutaj minutę później, a mogłoby jej już z nim teraz nie być. Życie jednak było bardzo kruche, nie sądziła, że aż tak bardzo. Nie miała się dzisiaj mierzyć z żadną bestią, to miało być proste, szybkie zlecenie - wyszło zdecydowanie gorzej.
Otwierała oczy za każdym razem, kiedy słyszała dźwięk jego strzelajacych palców. Po chwili jednak je zamykała, bo tak było prościej. Łatwiej jej było walczyć z tym bólem, kiedy się nie rozpraszała, a skupiała się tylko wyłącznie na tym, co działo się z jej ciałem. Wiele ją to kosztowało, ale walczyła, próbowała chociaz odrobinę to wszystko kontrolować. Szło jej to raczej średnio, ale się nie poddawała. Nie miała w zwyczaju tak łatwo rezygnować, chociaż może to byłoby łatwiejsze, przespać ten cały, najgorszy czas? Bała się jednak tego, że jeśli zaśnie to już się nie obudzi, dlatego też robiła wszystko, aby tego uniknąć.
- Nie chcę do szpitala. - Powiedziała cicho, chociaż wiedziała, że może być to konieczne. Nie znosiła Munga, wolałaby go uniknąć i zdecydowanie nie chciała się nikomu tłumaczyć z tego dlaczego znalazła się w takim stanie. Wolałaby wylizać swoje rany w Whitny z dala od obcych ludzi. Może zajęłoby to więcej czasu, ale wydawało jej się zdecydowanie lepszą opcją.
Powinna jednak spodziewać się tego, że tym razem nie uda jej się uniknąć tego znienawidzonego przez siebie miejsca. Zaklęcie, którym oberwała było bardzo silne i najwyraźniej nawet Ambroise nie do końca potrafił sobie z tym poradzić, wolała nie rozmyślać zbyt wiele na ten temat. Nie mogła się zresztą i tak skupić. Pozostawało jej zaakceptować każdą podjętą przez niego decyzję. Sama nie mogła się ruszyć, jej los aktualnie był w jego rękach. Właściwie to miała ogromne szczęście, że to właśnie jego wysłali do Doliny. Nie miała pojęcia, jak się mu odwdzięczy za to, że ponownie uratował ją przed śmiercią. Nie powinna dopuścić do takiej sytuacji, tyle, że to nie do końca było zamierzone.
Jej zachowaniem nie kierowała chęć podjęcia niepotrzebnego ryzyka, a próba uratowania niewinnych, dzieci. Miała nadzieję, że jakoś mu się z tego wytłumaczy, nie wiedzieć czemu aktualnie to było jej największą bolączką. Bała się, że będzie ją oceniał, że będzie na nią zły, że się tutaj znalazła.
Nie umknęło jej to, że wspomniał jej o tym, że musi ją obejrzeć ktoś, kto zna się bardziej od niego na czarnej magii. Musiał mieć o tym jakieś pojęcie, nie do końca zdawała sobie sprawę ze wszystkiego, co robił na Nokturnie. Może to również leżało wśród jego zainteresowań? Nie był to jednak odpowiedni moment na to, aby o tym dyskutować. Zresztą próbowała się znowu wyłączyć, skupić na czerni, którą widziała pod zamkniętymi oczami, starała się wybudować wokół siebie mur, żeby nie dopuszczać do siebie bólu, który nadal trawił ją od środka. To wszystko nie było wcale takie proste, wymagało od niej zdecydowanie więcej skupienia niż była w stanie w tej chwili z siebie wykrzesać.
Cóż, nic nie poszło po jej myśli, bo Roise wezwał pomoc i w końcu pojawił się przy nich dodatkowy uzdrowiciel. To oznaczało, że Mung ją dzisiaj nie ominie, nie pamiętała właściwie kiedy ostatnio znajdowała się tam jako pacjentka, od wielu lat skutecznia udawało jej się unikać tego miejsca, tym razem musiało być naprawdę źle, skoro się tam znalazła. Ech, a miało to być zwyczajne wyganianie gnomów ogrodowych, nigdy w życiu nie założyłaby, że zakończy się to oberwaniem najbardziej chujowym zaklęciem, jakim mogła oberwać. Znaczy zawsze była jeszcze Avada, na całe szczęście czarnoksiężnik nie pokusił się o nie, bo wtedy nie byłoby z niej co zbierać.