• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9
19.03.1972 Fergus Ollivander i Nora Figg

19.03.1972 Fergus Ollivander i Nora Figg
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#1
17.11.2022, 14:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2023, 14:00 przez Morgana le Fay.)  
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie "Piszę, więc jestem"
Rozliczono - Fergus Ollivander - osiągnięcie "Piszę, więc jestem"

Nora Nory, 19.03.1972 , Fergus i Nora



Klubokawiarnia działała już od kilku dni. Nora nie spodziewała się aż tak ogromnego zainteresowania związanego z otwarciem, szaleństwo trwało nadal. Kręciło się tu wielu czarodziejów, najwyraźniej mało kto był w stanie pogardzić dobrym pączkiem. Niezmiernie ją to cieszyło, w końcu nie bez powodu włożyła w to miejsce całe swoje serce i pieniądze.

Kiedy zaczęła remontować lokal zauważyła, że w sąsiedztwie mieści się sklep Ollivanderów, zajrzała tam z ciekawości, nazwisko w końcu było jej bardzo dobrze znane z lat nauki w Hogwarcie. Ogromnie się ucieszyła, kiedy znalazła tam znajomą twarz. Jakoś tak wyszło, że udało jej się odnowić znajomość z jednym z przyjaciół ze szkolnych lat. Mieli teraz sposobność często się spotykać.

Eleonora siedziała przy ladzie, wieczorami wolała jednak spędzać czas na sali. Wiadomo, że wtedy pojawiał się alkohol, a nie wiadomo, co komu przyjdzie do głowy, gdy jego organizm wypełnią wysokoprocentowe trunki. Wolała pilnować porządku sama, co też nie było do końca uzasadnione, gdyż jeśli doszłoby do jakiejś burdy to pewnie nie miałaby żadnego autorytetu, aby uspokoić towarzystwo. No, ale jakoś tak lepiej się czuła, kiedy wiedziała, że ma na wszystko oko.

Salem leżał na ladzie - tuż obok niej, chyba mu się przysnęło, że też nie przeszkadzał mu ten cały zgiełk. Norka polerowała szkło i obserwowała swoją klientelę. Wtedy otworzyły się drzwi, zobaczyła w nich znajomą postać. - Kogo moje oczy widzą!- Krzyknęła zza baru, na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech, dobrze było zobaczyć tutaj kogoś znajomego.- Zapraszam, zapraszam, co Ci nalać?- Powiedziała do Fergusa. - Jak Ci minął dzień mój drogi?- Spoglądała na niego uważnie chcąc znaleźć odpowiedź na to pytanie.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#2
17.11.2022, 17:51  ✶  
Szczerze mówiąc, Fergus nie planował pojawić się u Nory już teraz, choć chodziło mu z tyłu głowy, żeby zajrzeć do niej późnym wieczorem i sprawdzić, czy wszystko w porządku. Właściwie dosyć automatycznie odwrócił się na pięcie i wyszedł z własnego sklepu, kierując się w jedyne miejsce, w o którym wiedział, że mógł tam znaleźć odrobinę spokoju. A tego teraz potrzebował.
Wpadł do środka, tworząc za sobą przeciąg i tym samym zwracając uwagę panny Figg na obecność kolejnego gościa. Niespecjalnie przejmował się tym, że wokół znajdowali się ludzie. Przywykł do tego, że na Pokątnej zawsze pojawiały się tłumy. Dopiero nieobecność rozgadanych czarodziejów mogła zwiastować, że wydarzyło się coś złego, ale w ostatnim czasie patrole oddelegowane przez Ministerstwo Magii zapewniały względny spokój.
Opadł na wolny stołek tuż naprzeciwko baru, starając się odwzajemnić uśmiech, ale jego nerwy nadal były zbyt skołatane.
- Coś mocnego – mruknął nieco ochrypłym głosem, co mogło mieć związek z tym, że jeszcze chwilę temu wdał się w dość głośną dyskusję z członkami rodziny, którzy akurat mieli to nieszczęście znajdować się w sklepie. Ścisnął palcami nasadę nosa i odetchnął głęboko, układając sobie w głowie wszystko to, co aktualnie było okropnym mętlikiem.
- Wyobraź sobie… – zaczął, unosząc wzrok na Norę i starając się nie gestykulować nadmiernie, żeby przypadkiem nie zahaczyć ręką o Salema. Wolał nie narażać się kotu. – że wysłali mnie po spore zapasy sosny. Dobrze, pomyślałem sobie, że może to jakiś większy projekt, wróciła moda na styl rustykalny.
Próby powstrzymania się przed gestykulacją na niewiele się zdały. Fergus był teraz zbyt rozentuzjazmowany, a i bez tego nie zawsze potrafił usiedzieć w miejscu, co było zaskakujące dla człowieka, który tak dużo czytał. Czasami nawet łapał się na tym, że spacerował po pokoju z książką w ręku. Przesunął się więc odrobinę, nadal uważając na kocura.
- Z godzinę mi zajęło dogadanie się ze starym Meadowsem, żeby nam spuścił z ceny za drewno, skoro bierzemy hurtowo – ciągnął dalej swoją historię, nawet nie zastanawiając się nad tym, czy nie przynudza tym Nory, ale musiał to z siebie wyrzucić. – Uwierz mi, że dawno się tak przed nikim nie płaszczyłem, czułem się jak skrzat domowy. Załatwiłem to drewno, zadowolony z siebie przynoszę je ojcu, a on mi mówi, że to nie na różdżki, tylko na opał do kominka.
Miał wrażenie, że zaraz wyjdzie z siebie i stanie obok jako jakaś imitacja formy astralnej, czy innej bzdety, o której mówili na wróżbiarstwie. Ciekawe, czy bolałoby, gdyby w taki sposób rozpędził się i uderzył w ścianę? Nic więc dziwnego, że od razu skierował się do przyjaciółki, szukając u niej jakiegoś pocieszenia i oderwania myśli od pracy.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#3
18.11.2022, 10:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2022, 10:34 przez Nora Figg.)  

Całkiem podobała jej się perspektywa tego, że w cukierni niemal codziennie pojawiali się jej znajomi. Kiedy mieszkała w Little Whinging niestety nie zdarzało się to, aż tak często. Miała wrażenie, że jej kontakty międzyludzkie przeżywają renesans. Nie, żeby nie była z tego powodu niezadowolona. Ktoś faktycznie jej kiedyś przewidział, że po tych wszystkich niepowodzeniach i niezaplanowanych wydarzeniach w swoim życiu kiedyś będzie miała szansę sięgnąć po swoje marzenia. Może trwało to trochę dłużej niż u wszystkich innych, jednak przyszła i pora na nią. Satysfakcja była ogromna, tym bardziej, że doszła do wszystkiego sama.

Dostrzegła, że Ollivander jest nieco zirytowany, nie zdziwiło ją więc wcale, że zażyczył sobie coś mocniejszego. - Mam nadzieję, że może być ognista?- Znała mężczyznę na tyle, że wiedziała, że na pewno nie odmówi zaproponowanego trunku. Sięgnęła po dwie szklanki, przecież nie będzie pił sam, bo to nie wypada. Norka nie miała tendencji do nadużywania alkoholu, od czasu do czasu jednak lubiła potowarzyszyć swoim gościom. Nalała trunku do szkła i postawiła jedną ze szklanek przed Fergusem.

Usiadła na krześle, które stało za ladą. Sięgnęła po swoją szklankę i zamoczyła w niej usta. Spoglądała na przyjaciela, już miała go ciągnąć za język, kiedy sam zaczął mówić. Wpatrywała się w niego swoimi zielonymi ślepiami, słuchała uważnie tego, co miał jej do powiedzenia. Zdawała sobie sprawę z tego, że Ollivander nie do końca był szczęśliwy z tego, jak wygląda jego życie i bardzo dobrze rozumiała to, co czuje, zresztą sama jeszcze niedawno była na jego miejscu. Zastanawiała się, jak bardzo będą musieli go zirytować, żeby rzucił to wszystko w pizdu i czy w ogóle brał pod uwagę taką możliwość.

Westchnęła głośno słysząc jaki był finał jego historii. - Na Merlina, czy ten Twój ojciec już do końca postradał zmysły? - Nie potrafiła też do końca zrozumieć z czego wynika takie lekceważenie syna. - Weź z nim może pogadaj, że jak daje ci jakieś misje specjalne, to mógłby wyjaśnić, w jakim celu.- Pewnie nie było to takie proste, jak się jej wydawało. - Co Ci mogę doradzić? Nie przejmuj się.- Łatwo było mówić to komuś, kto wykazywał ogromne zaangażowanie pracą, a później jakby dostał z liścia. - Właściwie to bez sensu, przejmuj się i mów o swoim niezadowoleni głośno, może kiedyś do niego dotrze, że nie jesteś jego chłopcem na posyłki.- Uważała, że mężczyzna zdecydowanie nadaje się do robienia ciekawszych rzeczy niż bycie posłańcem swojego ojca. Wiedziała, że posiada ogromną wiedzę i marnuje się u Ollivanderów, szczególnie, że nie dawali mu się jakoś specjalnie wykazać. - Nie myślałeś o tym, żeby samemu spróbować coś z tego wyrzeźbić poza jego plecami?- Właściwie dlaczego by nie? - Nie znam się specjalnie na rzeźbieniu w drewnie, ale może akurat powstałyby z tego jakieś ciekawe różdżki dla przyszłych pokoleń czarodziejów. Właściwie to, Mabel będzie już niedługo jakiejś potrzebowała, może byłbyś w stanie zrobić coś ciekawego dla niej.- Powinna zacząć myśleć o takich rzeczach, szczególnie, że jej córka miała już siedem lat, chwila moment i będzie potrzebowała różdżki. - Zacznij coś tworzyć za ich plecami, skoro nie doceniają Twoich umiejętności, sprzedawaj to gdzieś na boku, aż otworzą oczy.- Może nie było to jakieś specjalnie genialne rozwiązanie, ale było to jedyne, co jej przychodziło na myśl w tym momencie.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#4
18.11.2022, 17:39  ✶  
- Oczywiście, że może być ognista – odparł, jakby to był najlepiej znany fakt na świecie i nie wymagający niczego więcej do dodania. Przyjął tę propozycję z wdzięcznością, wiedząc, że uczucie palącego trunku na języku trochę ostudzi jego nerwy.
Czasami zastanawiał się, jak to jest lubić swoją pracę, zwłaszcza że przykład takiego uczucia znajdował się tuż po przeciwnej stronie baru. Gdyby tylko miał na tyle zapału, by rzucić to wszystko i zacząć zupełnie od nowa. Tyle że w jego wizji nigdy więcej nie pojawiał się w okolicy lokalu należącego do jego rodziny, a z racji tego, że kawiarnia Nory znajdowała się w bliskim sąsiedztwie, coś go tu jednak trzymało. O wiele łatwiej było znieść to wszystko, wiedząc, że ma się przyjaciółkę, do której można uciec.
Wziął spory haust ognistej i odstawił szklankę z cichym brzęknięciem. Nie powinien topić emocji w alkoholu, ale zdawało się to najprostszym rozwiązaniem w całej tej sytuacji. Napić się i zapomnieć choć na chwilę o wszystkich spoczywających na nim zadaniach. Aż dziw brał, że nikt wcześniej nie ukazał swojego braku entuzjazmu względem różdżkarstwa. Najwyraźniej poczucie obowiązku było u Ollivanderów tak silne, że dopadło nawet Fergusa.
- Szczerze? Chyba stracił rozum, kiedy stworzył pierwszą różdżkę – stwierdził, obracając w dłoni szklankę. Miał wrażenie, że jakby staremu mężczyźnie zawiesić patyk przed oczami, podążałby za nim jak osioł za marchewką. Na dodatek Ollivanderowie zdawali się uważać za jakieś bóstwo wśród wytwórców, które może zmonopolizować rynek. Jedyne, co mieli wspólnego z bogami, to arogancję, ale Fergus nadal nie odważył się powiedzieć im tego w twarz. To by było już za wiele.
- Rozmowa nie ma sensu. Uważa, że skoro on kiedyś się tym zajmował, ja też muszę swoje przecierpieć – wyjaśnił, wzruszając ramionami, bo próbował już setki razy. Żeby uwolnić się od tego wszystkiego, musiałby zniknąć, zmienić nazwisko i rozpocząć nowe życie gdzieś na Wyspach Kanaryjskich. Tylko jakby tam przetrwał, skoro nigdy w życiu nie był nawet na plaży?
- Wiesz co? – mruknął, pochylając się do niej, żeby na pewno nikt go nie dosłyszał. – Trochę już próbuję, ale nie sądzę, żeby Mabel mogła jeszcze z tego bezpiecznie korzystać. Chociaż za kilka lat może dostanie wymarzoną różdżkę. Mogę jej nawet wyrzeźbić jednorożce, jak będzie chciała.
Ciągle zapominał, jaka córka Nory była już duża. W sumie to często wypadało mu z głowy, że w ogóle była matką, przyzwyczajony do wizji wesołej Puchonki przemierzającej szkolne korytarze. Od tak dawna byli dorośli, a wciąż sam czuł się jak dziecko, które nie miało zbyt wiele do powiedzenia. To raczej kwestia posiadanej rodziny i był tego w pełni świadomy. Znajdowanie się w towarzystwie Figg sprawiało, że miał wrażenie, że to zupełnie inna rzeczywistość. Istniał świat, w którym miał wieczny konflikt z ojcem i w którym był niezadowolony z życia i istniał świat pełen beztroski i wolnego czasu spędzonego przy barze.
- Prędzej ja odkryję w sobie trzecie oko, niż on cokolwiek zauważy.
Parsknął śmiechem, upijając kolejny łyk ze szklanki, a drugą ręką sięgnął do tyłu, by rozplątać włosy, o których mu się przypomniało, że związał je, kiedy znajdował się w biegu.
- Dzisiaj w miarę spokojnie? – zapytał i omiótł spojrzeniem kawiarnię.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#5
19.11.2022, 23:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2022, 23:04 przez Nora Figg.)  

- Tak właściwie, to nawet nie wiem, czemu zapytałam.- Znała go na tyle dobrze, że wiedziała, że nie pogardzi tym trunkiem, może z czystej przyzwoitości wolała się upewnić? Norka czasem była aż zanadto nadgorliwa w przypadku uszczęśliwiania innych, nawet jeśli chodziło o wybór alkoholu.

Figg zajęło trochę czasu, aby znaleźć się w tym miejscu. Jej plany mocno skomplikowała nie do końca planowana ciąża tuż po zakończeniu nauki w Hogwarcie. Na początku miała wrażenie, że już nigdy nie spełni swoich marzeń, z czasem jednak zaczęła odnajdywać się w rzeczywistości z córką u boku. Nie było to lekkie - na samym początku. Weszła w to wszystko zupełnie sama, Mabel wychowywała się bez ojca, w sumie z wyboru Nory. Nie chciała, żeby Moody z łaski się nią interesował. Później zamiast jak wszyscy znajomi rozwijać się, szukać swojej drogi, musiała poświęcić się temu małemu stworzeniu, które pojawiło się w jej życiu zupełnie niespodziewanie. Po tych kilku latach twierdziła nawet, że dobrze się stało. Jakimś cudem po tych wszystkich perypetiach udało jej się znaleźć wymarzony lokal, włożyć w niego całe serce, a teraz stała tutaj obserwując jak kwitnie w nim życie towarzyskie.

- To musiało być dawno temu...- Skomentowała słowa Fergusa. Właściwie to nie do końca rozumiała podejście ojca przyjaciela. Współczuła mu ogromnie, że musi pracować z rodziną, szczególnie, że nie układało się między nimi najlepiej. Widziała jak się męczy, ale nie miała pojęcia, w jaki sposób mogłaby mu pomóc

- Będziesz się tak męczył do usranej śmierci, Twojej, albo jego.- Nie zabrzmiało to tak dobrze, jak myślała. - Kiedy pozwoli Ci się w pełni zaangażować? Cały czas będziesz musiał mu udowadniać, że jesteś wystarczający, to jest okropne.- Chyba nie najlepiej szło jej dzisiaj pocieszanie. - Ja wiem, że nie tak łatwo jest się postawić rodzinie, ale może czasem warto? Powinieneś spełniać swoje marzenia, a nie czyjeś. Zdecydowanie stać Cię na więcej.

Nora również zbliżyła się w stronę przyjaciela, kiedy ten zaczął mówić ciszej. - Jednorożec?- Na jej twarzy widać było zdziwienie. - Kurczę, wszyscy jej będą zazdrościć, może jednak nie rzucaj tego w pizdu, zanim nie zrobisz jej tej różdżki?- Odpowiedziała z udawaną powagą, aczkolwiek perspektywa takiej unikalnej różdżki robiła swoje.

- Dobra, olejmy go dzisiaj, przyszedłeś do mnie, masz się dobrze bawić, a jeśli chodzi o twojego ojca, to jeszcze coś wymyślimy.- Faktycznie w to wierzyła. Miała nadzieję, że szybko znajdą jakieś rozwiązanie, bo nie mogła patrzeć na to, jak Fergus się męczy. Było jej go po ludzku szkoda. Naprawdę go lubiła i nie mogła znieść tej myśli, że jest nieszczęśliwy.

Upiła łyk ognistej ze swojej szklanki i rozejrzała się po klubokawiarni. -Jak widać, na razie jest spokój. Muszę przyznać, że trochę martwi mnie wizja burd w tym miejscu, wiesz jak to jest z alkoholem. Prędzej, czy później dojdzie tu do jakiejś kłótni, a ja pewnie nie będę umiała nad tym zapanować.- Znała swoje możliwości i wiedziała, że jeśli chodzi o takie sytuacje, to może być problem. - Nie wiem, czy nie powinnam kogoś zatrudnić, żeby wieczorami pilnował tu porządku.- Westchnęła ciężko, kolejny wydatek, na który średnio było ją stać.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#6
21.11.2022, 20:49  ✶  
Fergus miewał wrażenie, że w Hogwarcie był o wiele dojrzalszy, niż teraz. Potrafił bronić własnego zdania i trzymać się swoich ideałów, idąc prosto do wyznaczonego celu. A może właśnie porzucenie marzeń na rzecz innych było wkroczeniem w dorosłość? Jeśli tak, wolałby powrócić w szkolne mury, gdzie nikt nie bredził mu nad głową o tradycji, a jedyne zagrożenie czyhało na niego ze strony profesor McGonagall, gdy nie zdążył napisać eseju na transmutację, zbyt pochłonięty reformami na temat jawności wobec mugoli.
W tym momencie mógł ze smutkiem przyznać, że stał w miejscu. Nie rozwijał się w sposób satysfakcjonujący, ledwie wydzielając sobie czas na czytanie pomiędzy kolejnymi zleceniami i próbami zatopienia smutku w alkoholu. Bywały dni, kiedy wręcz z obrzydzeniem patrzył na wyznaczony sobie materiał, nie mając siły choćby kiwnąć palcem. Jego metody pracy zdawały się wręcz chaotycznymi wybuchami energii, które kończyły się wielkim zjazdem. Czym był teraz? Kłębkiem nerwów, który szukał chwili wytchnienia. Czym będzie, kiedy stąd będzie? Sam nie wiedział, czy bardziej gumochłonem, czy uwolnionym z klatki chochlikiem kornwalijskim.
- Chyba jeszcze w mezozoiku – zażartował, choć gdyby ktoś podzielił się z nim taką teorią, nawet by w nią nie wątpił, biorąc pod uwagę przywiązanie starego Ollivandera do przedpotopowych metod pracy i zwyczajów.
- Dzięki, że chociaż ty we mnie wierzysz – odparł znad szklanki whisky, uśmiechając się nieznacznie. W jego głowie stawiał się rodzinie tysiące razy. W rzeczywistości było o wiele trudniej, bo kiedy dochodziło do starcia, nie rozmawiali racjonalnie, a zakrzykiwali się nawzajem, aż w końcu ktoś wyszedł lub przypadkiem coś wysadził. Święta w tym domu bywały naprawdę cudowne, choć dla większości społeczeństwa Ollivanderowie zdawali się grupą znudzonych życiem erudytów. – On się chyba boi, że w końcu go przerosnę. Że pójdzie w odstawkę, bo w przeciwieństwie do niego nie boję się uczyć nowych rzeczy i robota idzie szybciej.
To tylko zwykłe spekulacje, ale wypowiedziane na głos wcale nie utraciły sensu. Być może nawet bardziej go nabrały.
- Upijemy go do takiego stopnia, że nie będzie miał innego wyboru, jak zrobić sobie dzień wolnego – wymyślił Fergus, mówiąc to dla żartu konspiracyjnym szeptem. Dzień wolny dla Ollivandera to świętokradztwo. Akurat to dwudziestosześciolatek przejął po ojcu, pojawiając się w sklepie codziennie, nawet jeśli nie miał na to szczególnej ochoty (czyli w sumie każdego dnia).
- Myślę, że większość agresorów posika się ze strachu po starciu z Salemem – uznał całkiem poważnie, wskazując na śpiącego kota. Wydawał się zupełnie niepozorny, bo nikt nie spodziewał się gadającego kota. A już zwłaszcza nie w takim miejscu. – On tu będzie bossem ochrony, jeszcze zobaczysz!
Musiał jednak przyznać, że Nora miała rację i w końcu będzie potrzebowała kogoś do ochrony. Wieczorami bywało nieciekawie, zwłaszcza w towarzystwie alkoholu, bo nie każdy potrafił po nim prowadzić kulturalną rozmowę.
- Nie wiem, czy ludziom bardziej nie odbije, jak zobaczą ochronę – przyznał po chwili zamyślenia. – Jak widzisz potencjalnego obrońcę, to mniej boisz się podskoczyć innemu debilowi, bo jak podniesie na ciebie rękę, ochroniarz wypieprzy go za drzwi, co nie.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#7
22.11.2022, 13:36  ✶  

Norka właściwie od zawsze była nieco dojrzalsza niż reszta towarzystwa. Nie bez powodu została prefektem. Była najstarsza z rodzeństwa i rodzice dosyć wcześnie wymagali od niej tego, że będzie się nimi zajmować. W szkole również opiekowała się najmłodszymi uczniami, którzy różnie przeżywali rozstanie z rodzicami. Czekała na moment, w którym skończy naukę, bo miał to być czas, w którym będzie mogła zadbać o siebie. Oczywiście nie poszło to po jej myśli, bo będąc na ostatnim roku zaszła w ciążę. Nie podzieliła się tą informacją z nimi na roku, mogła to ukrywać do czasu, aż nie została absolwentem. Na całe szczęście, gdyby ktoś w szkole się dowiedział, chyba by sobie nie poradziła z tym wstydem, który czuła. Miała wtedy wrażenie, że całe życie jej się rozsypało, a wszystkie plany diabli wzięli.

Jakimś cudem, po tym wszystkim udało jej się podążać za swoimi marzeniami. Nie poddała się, zawsze gdzieś z tyłu głowy miała nadzieję, że prędzej, czy później uda się jej otworzyć cukiernię. W między czasie wychowywała Mabel, szkoliła się, aż doszła do tego momentu, że było to możliwe.

Zaśmiała się w głos słysząc komentarz przyjaciela. Grunt, że jeszcze miał w tym wszystkim choć trochę poczucia humoru. Zacisnęła palce na szklance, która stała tuż przed nią. Uniosła ją ponownie do góry i wypiła spory haust. Czuła przyjemne ciepło, które rozchodziło się po jej ciele. - Od tego mnie masz przecież, jeśli trzeba będzie, to wystarczy tylko słowo, a zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby pomóc Ci się spełniać. Nie mogę patrzeć na to, jak się w tym wszystkim męczysz.- Od tego w jej mniemaniu byli przyjaciele, aby sobie pomagać. Miała nadzieję, że prędzej, czy później Fergus zdecyduje się podjąć decyzję, a wtedy będzie stała tuż obok niego gotowa radzić sobie z konsekwencjami, bo jakieś na pewno się pojawią.

- Nie ma się co dziwić, że się boi. Jesteś młody, masz otwarty umysł, nie to co on. Zazdrości Ci tego wszystkiego, bo całe życie przed Tobą, a jego już się kończy. Nie potrafię jednak tego do końca zrozumieć, bo jak na moje to on powinien Cię w tym wszystkim wspierać, powinien się cieszyć z Twoich sukcesów.- Przynajmniej jej się tak wydawało. Nie potrafiła sobie wyobrazić, że w przyszłości zabrania zajmować się czymś Mabel, lub ją ciągle krytykuje dlatego, że mogłaby być lepsza od niej w jakiejś dziedzinie. Dla Figg byłby to powód do dumy - prawdziwy sukces. - Przyprowadź go do mnie, już ja tego dopilnuję, żeby stąd nie wyszedł.- Posłała Ollivanderowi uśmiech. Pomysł nie był może do końca etyczny, jednak czego się nie robiło, aby pomóc przyjacielowi.

Spojrzała na swojego kota, który to leżał cały czas tuż obok zwinięty w kłębek. - Taaaak, Salem pogromca agresorów, no chyba, że śpi.- Spać lubił, a jak już drzemał to cały świat przestawał istnieć, a kot nie reagował na żadne bodźce z zewnątrz. Nie przeszkadzały mu zupełnie podniesione głosy w klubokawiarni. - Nie wiem Fergus. Może ktoś taki, kto by tu przesiadywał, zerkał od czasu do czasu, tak, żeby po nim nie było widać, że jest z ochrony?- Mężczyzna faktycznie miał rację, że wizja potencjalnego ochroniarza może bardziej zaszkodzić, jednak pewniej by się tutaj czuła, gdyby miała kogoś zaufanego do pomocy.

Gadający Kocur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kot należący do Nory Figg i tylko do niej. Potrafi przemawiać ludzkim głosem i chętnie z tego korzysta. Towarzyski, przebywa w klubokawiarni "Nora Nory" i zaprasza wszystkich serdecznie do odwiedzin. Jeśli potrzebujesz się rozerwać w doborowym towarzystwie - przyjdź na Pokątną i szukaj Salema. Spełni ten wymóg z najwyższą przyjemnością.

Salem
#8
22.11.2022, 20:11  ✶  
Śnił mu się tuńczyk. Tuńczyk wesoło chlupoczący w morskiej wodzie, tuńczyk chwytany pomiędzy kocie pazury. Oblizał się, już na koniuszku języka i wąsów czuł ten smak, już za chwilę, za momencik...
Obudził się znienacka, zbudzony wibracjami w powietrzu, które układały się brzmieniem w jego imię. Może mu się tylko wydawało a może to głos Nory wydostał go z odmętów pięknych snów. Zanim jednak w ogóle miał się odezwać przeciągnął się, wyginając przednie łapy wysoko nad głowę, a tylne niemal do koniuszka puszystego ogona. Wygiął się na tyle mocno, że z łap wysunął pazury. Ziewnął i zaspany usiadł, rozglądając się sennie po klubokawiarni. Wąsy zadrgały na swych koniuszkach kiedy to badał okolicę w poszukiwaniu najważniejszych bodźców. Znalazł - nowy zapach i inny tembr głosu. Podniósł się i przeszedł po meblach do Nory lecz nie na wysokość jej nóg, a przedramion.
- Dzień dobry. - zamruczał, ocierając się całą długością ciała o jej ręce, nie bacząc na to czy cokolwiek robiła bądź trzymała w dłoniach. Uchem i czubkiem głowy otarł się o jej ciepły nadgarstek, zbierając z niej zapach i ciepło. Ogon miał uniesiony ku wysokości, co ewidentnie zdradzało zrelaksowanie, zwłaszcza na widok najważniejszej osoby. Przysiadł blisko jej łokcia i łapą otarł kawałek pyszczka, nosa i wąsów, już ciężkich od intensywniejszego zapachu gościa. Podniósł nań swoje kocie ślepia i otaksował go spojrzeniem.
- Pozwolę sobie przerwać waszą pogawędkę i szczegółowo zwrócić uwagę, że masz pusty talerz. - zwrócił się do Fergusa, insynuując potrzebę złożenia zamówienia w kawiarni. Głos miał chrapliwy, niegłośny i ledwie poruszał owłosioną żuchwą. Jego wypowiedzi były otulone mrukiem ale tylko kiedy zwracał się do Nory, nikogo innego.
- To niedopuszczalne w tak eleganckim miejscu i doborowym towarzystwie. - podniósł głowę, wyciągając wysoko szyję i spoglądając od dołu na Norę. Jego oczy mówiły "moja miska też jest pusta ale zjem dopiero jak tutaj skończę".
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#9
25.11.2022, 19:45  ✶  
W przeciwieństwie do Nory Fergus nie był opiekunem. On był tą osobą, którą trzeba było się zająć, choć nie przyznałby się nawet przed samym sobą. Czasem w ferworze nauki zapominał zejść na posiłek, często zapominał, jaką akurat ma mieć lekcję, mimo że ustalany na początku semestru plan w ogóle się nie zmieniał. Mylił ze sobą składniki eliksirów, co sprawiło, że ledwie zdał SUMy i Slughorn nie dopuścił go na swoje zajęcia. Nie żeby się tym jakoś wybitnie przejmował, nie lubił mieszać w kotle. Ale przede wszystkim nie potrafił walczyć o swoje własne marzenia i zamiast pracować teraz dla Ministerstwa Magii zapijał smutki po tym, jak zmarnował czas na wykłócanie się z zielarzem.
- Chyba będziesz musiała zamknąć oczy – mruknął nieszczęśliwie, wiedząc, że nie będzie tak łatwo odpuścić. Nawet gdyby spakował teraz cały swój dobytek i wyniósł się na walijską wieś, ojciec by go odnalazł. I jeszcze czepiał się, czemu hoduje owce zamiast zwierząt, które można wykorzystać na rdzeń różdżki.
- Ojciec i wujowie są zbyt mocno przywiązani do tradycji. Chcą zmonopolizować rynek różdżkarstwa, a moje wymysły, jak to określają, mogą to popsuć. Nie będą ryzykować zmiany marki, która już jest znana. Nie dociera nawet moje tłumaczenie, że przecież i tak pracują inaczej niż nasi przodkowie w średniowieczu.
Niektórzy nie powinni nigdy zostać rodzicami. Dla Fergusa to zawsze było zadziwiające, że Ministerstwo wymagało pozwolenia na nawet najmniejsze i najmniej niebezpieczne zwierzę, podczas gdy dziecko mógł posiadać każdy. Sam nie wyobrażał sobie siebie jako ojca i z pewnością by się do tego nie nadawał, biorąc pod uwagę, jakie miał wzorce. Mógł jednak z pełną świadomością stwierdzić, że Mabel miała szczęście, że trafiła jej się taka matka jak Nora. Zaczynał się obawiać, że jeśli jeszcze trochę wypije, poprosi, żeby go adoptowała.
Parsknął śmiechem, słysząc uwagę przyjaciółki. Nie sądził jednak, żeby stary Ollivander przestraszył się tej drobnej kobiety. Z drugiej strony takie potrafiły być najgroźniejsze.
- Nawet śpiąc wygląda trochę przerażająco – uznał Fergus, przechylając głowę, by przyjrzeć się kotu, ale zaraz odwrócił od niego wzrok z powrotem na swoją towarzyszkę. – Może powinnaś zagadać do jakiegoś stałego klienta, czy nie chciałby sobie dorobić? Niektórzy by się zgodzili nawet za szklankę Ognistej.
Odwrócił się, by rozejrzeć się po klubokawiarni, szukając jakichś twarzy, które by kojarzył. Sam wpadał tu dosyć często, ale nie zawsze potrafił powiedzieć, czy kojarzył daną osobę konkretnie z tego miejsca, czy po prostu przez ciągłe przebywanie na Pokątnej. Zaraz jednak został oderwany od swoich obserwacji, wzdrygając się na dźwięk głosu dochodzącego z dość bliskiej odległości.
- Wybacz, Salem – odparł, zwracając się do kocura. – Zostało jeszcze jakieś ciasto? – Tym razem zwrócił się do Nory, nie wiedząc, czy spodziewać się jakiegoś posiłku o wieczornej godzinie. Z drugiej strony nie wiedziałby nawet, co zamówić. Kot zaskoczył go swoją uwagą, ale właściwie miał rację. Skoro już był u Nory i korzystał z jej gościnności, mógł chociaż kupić coś do jedzenia.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#10
06.12.2022, 12:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2023, 15:33 przez Morgana le Fay.)  

Norka w przeciwieństwie do swojego przyjaciela starała się być oparciem dla wszystkich. Sama jednak miewała problem z proszeniem o pomoc, jakoś wolała udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. Uważała, że wszyscy wokół mają wystarczająco dużo na głowie, nie chciała być osobą, która dokłada im jeszcze swoich problemów. Czasem łapała się na tym, że może nie powinna służyć innym radą, kiedy sama nie do końca potrafiła poskładać swoje życie...

Od czasów Hogwartu przejmowała się tymi bardziej nieporadnymi, zagubionymi. Jakoś naturalnie jej to przychodziło, była po prostu dobrym człowiekiem, co nie zawsze się opłacało, jednak nie potrafiła inaczej. Siebie stawiała na ostatnim miejscu, nie żeby jej to specjalnie przeszkadzało, przywykła do tego.

- Strasznie mi przykro, wiesz, że nie mogę Ci pomóc, wiem, że łatwo się mówi, żebyś to wszystko rzucił. Chciałabym, żebyś był po prostu szczęśliwy.- Głos jej się nieco załamał. Upiła łyk ognistej ze swojej szklanki. Miała świadomość, że nie jest w stanie pomóc wszystkim, jednak trudno patrzyło się na to, jak ktoś bliski jest nieszczęśliwy. - Pozostaje wierzyć w to, że kiedyś zmądrzeją, może zauważą, że inni też próbują bardziej nowoczesnych sposobów.- Nie, żeby specjalnie w to wierzyła, z opowieści Fergusa potrafiła sobie wyobrazić obraz starego Ollivendra i nie wydawał się być specjalnie otwartym na zmiany człowiekiem. Na całe szczęście na każdego przyjdzie w końcu czas, może wtedy Fergus będzie miał możliwość przetrzeć nowe szlaki. Nie, żeby życzyła jego ojcu śmierci, choć może trochę? - Zastanawia mnie tylko jedno, czy on kiedyś nie był na Twoim miejscu, czy sam nie miał marzeń?- Tego nie potrafiła zrozumieć. Dlaczego tak bardzo ojcu zależało na tym, żeby nie dać synowi rozwinąć skrzydeł? Norka nie miała siebie za jakąś wspaniałą matkę, mimo wszystko, to szczęście córki było dla niej zawsze na pierwszym miejscu, wydawało jej się, że wszyscy rodzice tak mają. Najwyraźniej nie do końca tak było, co trochę ją przerażało, sama przecież uzyskała duże wsparcie od swoich rodziców.

- Przerażająco? Przecież to tylko mała, niewinna ruda kulka, widziałeś jak słodko pochrapuje?- Przeniosła wzrok na Salema, który spał sobie w najlepsze. - Nie znam jeszcze tych stałych klientów, może jest to jakieś rozwiązanie, mam nadzieję, że nie rozniosą mi kawiarni dopóki kogoś nie znajdę.- Nie po to wpakowała w to wszystkie pieniądze, jakie udało jej się zaoszczędzić.

Salem najwyraźniej słuch miał bardzo dobry, bo nawet podczas drzemki zauważył, że ktoś o nim wspomina. Prawdziwy kot obronny. - Wyspany?- Nie sądziła, że usłyszy twierdzącą odpowiedź, z tego, co udało jej się zauważyć mógłby przesypiać całe dnie i noce i nadal był bardzo zmęczony. Komentarz kota trochę wybił ją z rytmu, sama nie wiedziała, właściwie jak doszło do tego, że Fergus nie dostał jeszcze nic do jedzenia. - Widzisz Salem, bez Ciebie jestem jak bez ręki, zapominam o najprostszych manierach.- Odwróciła się, aby zobaczyć, czym jeszcze mogłaby poczęstować Fergusa. Znalazła kawałek tarty cytrynowej, kilka czekoladowych babeczek i ciastka, włożyła wszystko na talerz, który po chwili postawiła Ollivanderowi przed nosem. Dolała mu jeszcze Ognistej, wydawało jej się, że to tego bardziej potrzebuje od słodyczy. Gawędzili sobie jeszcze do późnego wieczora, kiedy ostatni klient opuścił klubokawiarnię. Później Norka pożegnała Fergusa i zajęła się przygotowywaniem kawiarni do otwarcia kolejnego dnia, humor miała wyśmienity, świadomość, że tuż obok jest ktoś na kogo może liczyć napawała ją optymizmem.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Fergus Ollivander (1923), Nora Figg (2394), Salem (304)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa