• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[Jesień 72, 30.10 między rezydencją a zameczkiem | Jonathan & Anthony] Little twig

[Jesień 72, 30.10 między rezydencją a zameczkiem | Jonathan & Anthony] Little twig
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
23.09.2026, 14:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2026, 10:23 przez Anthony Shafiq.)  

—30/10/1972—
Anglia, Little Hangleton
Jonathan Selwyn & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=oYGlTU9.jpeg]

The other two, slight air and purging fire,
Are both with thee, wherever I abide;
The first my thought, the other my desire,
These present-absent with swift motion slide.

For when these quicker elements are gone
In tender embassy of love to thee,
My life, being made of four, with two alone
Sinks down to death, oppressed with melancholy;

Until life's composition be recured
By those swift messengers return'd from thee,
Who even but now come back again, assured

Of thy fair health, recounting it to me:
This told, I joy; but then no longer glad,
I send them back again and straight grow sad.



To już jutro. Kolejna próba, którą otrzymają od losu.

To już jutro.

Ten spacer właściwie nie był do końca w ich grafiku, ale pozwolił sobie na niego, pozwolili sobie na niego obaj. Trasa prowadząca od letniej rezydencji Anthony'ego Shafiqa do całorocznego zameczku Morpheusa Longbottoma wiodła przez błonia i niewielki lasek o wiele bezpieczniejszy niż znajdujący się opodal mieściny las wisielców.

Słońce świeciło już wysoko, gdy wybrali się na ten spacer do trzeciego z Jeźdźców. Drzewa szybko z cyprysów zmieniły się w bardziej dzikie, nieujarzmione i kręte chaszcze, między którymi wiodła dość cienka drużka, wydeptana poprzednimi odwiedzinami. Wieża zameczkowa majaczyła gdzieś w tle wyznaczając azymut ich trasy.

W pewnym momencie Anthony zatrzymał się, poprawiając lazurowy szalik na swojej szyi i pochylił ku ziemi, ujmując w opuszki palców ususzony, całkiem oczyszczony z kory kijaszek. Był całkiem elegancki jak na coś co wypluła na swoje runo dzicz.
– Może… może pozbieramy przy okazji drewno na stos? – zasugerował, powoli i z rozmysłem rolując patyczek i przyglądając mu się z zainteresowaniem. Jutowy sznur, symboliczne dorzucenie się do wielkiego rytualnego stosu. Wiele argumentów przemawiało za tym, żeby to zrobić. Nie tylko wizerunkowych. Tylko czemu te patyki był takie brudne, nawet jeśli zdawały się czyste?

gram przeciwko zawadzie Snob
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#2
27.09.2026, 21:21  ✶  
Jonathan w tym momencie nie chciał myśleć o jutrzejszym sabacie. W tym momencie chciał po prostu skupić się na spacerze z Anthonym. Na tym jak bezczelny wiatr muskał włosy ukochanego, drwiąc z Jonathana, że on mógł bawić się złotymi od słońca kosmykami w miejscu publicznym, kiedy Selwynowi takie proste przyjemności pozostawały detykowane jedynie prywatnym chwilom. Na tym jak jesienne liście chrząściły pod jego nowymi butami zakupionymi na zbliżający się sezon. I na tym, że chociaż niektóre informacje, które przekażą Morpheusowi będą niepokojące, to przynajmniej posiedzą razem w trójkę.
A teraz najwyraźniej mógł też się skupić na zbieraniu drewna.
Spojrzał z rozbawieniem na Anthony'ego.
– Cieszę się, że ta propozycja padła tuż przed Samhain, bo w innym wypadku zacząłbym się martwić, że marzy ci się drwal – zażartował, poprawił swój szalik w szmaragdowo-złotą kratkę i z leśnej ścieżki od razu podnosząc przy tym kilka gałązek. – Ale oczywiście, jako pożądny członek naszej społeczności z wielką chęcią dorzucę się do sabatowych przygotowań.
Chwycił najładniejsze kilka patyków, które mógł znaleźć, a potem rozejrzał się do okoła, zdjał swój szalik, owinął nim patyki i z lekkim dygnięciem wręczyć bukiet Anthony'emu.
– Najdorodniejsze dla ciebie – powiedział wesoło.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
11.10.2026, 17:58  ✶  
Sapnął w niezadowoleniu na tę insynuację. Drwal, dobre sobie… o czym można było z takim drwalem rozmawiać? Owszem, męskie ciało samo w sobie zdawało mu się po prostu piękne, szczególnie takie rzeźbione wytrwałą pracą fizyczną, co jednak z zaspokojeniem potrzeb intelektualnych i duchowych?
– Nie chodzi o to, że nie byłbym w stanie wyobrazić sobie Ciebie z siekierą, ale czy udałoby się sprawić, żeby dotyk Twojej skóry pozostał tak miękki? Słyszałem, że od tego robią się straszliwe odciski – odpowiadał, jakby jakkolwiek ta sugestia mogła być rozpatrzona poważnie. Nie wiedząc co zrobić z kijekiem, wciąż trzymał go w dwóch palcach i zastanawiał się, och jak bardzo zastanawiał się co z nim zrobić. Mogli wziąć koszyk z jadalni, a gdyby tak jeszcze zawrócić do rezydencji? Raczej nie odeszli daleko. Teleportacja też przecież wchodziła w grę, nawet z ryzykiem niewielkich mdłości, szybko mogliby je spłukać smakiem ziołowej nalewki na jesienne dolegliwości.

W chwili gdy już niemal w stu procentach podjął decyzję, zauważył że nagłe poruszenie w ruchach partnera zaowocowało bardzo nieoczekiwanym bufetem. Szybko otaksował "dzieło", próbując się uśmiechnąć z wdzięcznością ale wyszło mu to nader kwaśnie i mało wiarygodnie. Ileż w tym było jego młodzieńczego "uroku" wiktoriańskiej sieroty, która niekiedy była przytłoczona ekstrawagancją i nadmiarem serwowanym jej przez gryfońskiego przyjaciela.
– Och… dziękuję… dziękuję Ci mój drogi. Mam nadzieje, że pierścionek nie będzie zrobiony z dziurawego liścia czy nitki wyprutej z szala? – wyraził życzenie, to wyciągając ręce do bukietu, to cofając je. W końcu jednak nie dał rady i gestem długich palców przywołał bukiet do siebie, błogosławiąc sztuce translokacji, jeśli i ta była dla niego łaskawa…

Translokacja ◉◉○○○, przyjmuję bukiet na odległość bo walka ze snobem to jedno, a przyjmowanie całego stadka gałęzi to co innego

Rzut N 1d100 - 98
Sukces!
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#4
12.10.2026, 22:56  ✶  
– Nie sądziłem, że akurat tobie będzie przeszkadzać uczucie lekkiej szorstkości na własnej skórze podczas dotyku – powiedział, pozwalając sobie na wymowne obrzucenie spojrzeniem Anthony'ego do stóp do głów. Shafiq miał jednak rację. O wiele milej było żyć z gładkimi dłońmi, niż zmagać się z paskudnymi odciskami na palcach. A i tak długie godziny korzystania z pióra zmuszały go do dodania dodatkowych kroków w pielęgnacji swoich dłoni.
Widząc reakcję Anthony'ego na wręczony mu bukiet, Jonathan nie mógł się powstrzymać i zaśmiał się cicho.
– Oh już dobrze, już dobrze. Daj mi to – powiedział, litościwie zabierając obwiązane szalikiem patyki. – Nie wiem czy jestem bardziej pod wrażeniem twojej dzielnej miny, czy też zdolności w dziedzinie translokacji, ale mam nadzieję, że ty też docenisz jak mężnie poświęciłem się teraz w obronie twojego komfortu – oznajmił, kładąc pakunek na ziemi po czym rozłożył szerzej szalik, tak aby zmieściło się na nim więcej patyków, które zaraz mieli nazbierać.
– Pierścionek? – spytał prostując się. Teraz cała jego uwaga było skupiona na drugim czarodzieju. – Jeśli już miałbym wręczać ci liściaty pierścionek, zadbałbym o to, aby liście te były wykonane z przynajmniej szmaragdów. Naprawdę, chyba muszę kupować ci więcej podarunków skoro masz o mnie na tyle niskie mniemanie mój drogi. Powiedz mi tylko… – Zawahał się nagle, jakby nie do końca wiedział jak zadać kolejne pytanie. – Jaki pierścionek chodzi ci po głowie?
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
28.10.2026, 16:45  ✶  
– To że jestem fanem Twojego zarostu, nie oznacza, że nie jestem mniejszym fanem aksamitnej skóry na Twoich palcach – odpowiedział mu bezbarwnym tonem wskazującym na cień irytacji, choć to wszystko było wciąż droczeniem się, próbowaniem, podjudzaniem drugiego. Mógł sobie na to przecież pozwolić, zwłaszcza tutaj, w lesie między własną posesją a Morpheuszowską posesją. Chociaż… zadarł głowę w poszukiwaniu ptaków, gnany własną obsesją trochę z niepokojem mrużąc oczy, by wypatrzeć skrzydlatych mieszkańców tych terenów. Ptaki miały uszy, bez względu czy własne, czy animagiczne. Trudno mu było uwierzyć, że ktoś gdzieś jeszcze nie wymyślił sposobu na komunikację z tymi stworzeniami. Czy jednak zadawano by sobie tyle trudu by śledzić ich tutaj podczas spaceru w październikowe popołudnie?

Musiał dać spokój tej paranoi. W żadne dobre miejsce go nie przywiodła.

– Doceniam, – przyznał, gdy już rozmasował sobie nasadę nosa, obiecał sobie pięćsetny drugi raz, że nie będzie obsesyjnie pilnował własnych sekretów, a potem przywołał na przystojną twarz równie przystojny uśmiech, choć szare oczy rozglądały się za kolejnymi gałązkami, które sprawnie lewitował na nieszczęsny szalik, który rychło miał dokonać żywota w płomieniach. To był dobry szalik. Miękki. Ładnie pachnący śliwką. Cóż, może na Samhain będzie miał szansę kupić Jonathanowi nowy. Ładniejszy.

– Mylisz szmaragdy z szafirami celowo, czy przypadkiem? – zaśmiał się, bo domyślał się, że chodzi o zachowanie odcienia liści, sam jednak z wiadomych powodów nigdy nie mógł cieszyć się zielenią na tyle, by to docenić. Tym bardziej ile osób mylnie zakładało, że ukończył szkołę w domu Slytherina. Z czasem już mu to było obojętne, z czasem nauczył się z tego śmiać. Wciąż jednak miał ambiwalentny stosunek do zieleni. – No nie wiem, nie wiem, dajesz mi bukiety, obsypujesz komplementami, zdawałoby się, że taki adorator dokłada tylu starań aby uzyskać trwalsze zobowiązanie? – iskry rozbawienia przeskakiwały między zgłoskami. Nie myślał przecież o tym wcale, skojarzenie do bukietu z patyków przyszło mu mimochodem, a jednak miło było trochę poszczuć Jonathana takim nierealnym marzeniem, jak wtedy przed dwoma miesiącami, gdy poltergeist odmłodził go o prawie 30 lat i a Anthony bez mrugnięcia okiem oznajmił mu, że jego starsza wersja wzięła z nim ślub przed sześciu laty. Urocza wizja. Tylko trochę zaciskająca serce żalem niemożliwości do zrealizowania.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#6
30.10.2026, 01:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2026, 11:28 przez Jonathan Selwyn.)  
Jonathan wyszczerzył się dumnie i wyciągnął palce przed siebie, zginając je tuż przed twarzą Anthony'ego, jakby dokonywał dokładnej inspekcji.
– Skłamałbym gdybym powiedział, że mi nie schlebiasz swoimi słowami… I skłamałbym również gdybym powiedział, że nie jestem zainteresowany twoim rankingiem moich najlepszych zalet cielesnych. Na przykład zżera mnie ciekawość w czym lubujesz się bardziej. Czy w moim… – Zamilkł, gdy tylko dostrzegł okazywany przez partnera dyskomfort. Jego spojrzenie podążyło za spojrzeniem Anthony'ego ku koronom drzew, ale niczego takiego nie zauważył.
No tak.
Ale przecież nie byli sam na sam w prywatnym miejscu.
– To pytanie może jeszcze chwilę poczekać – dodał w końcu.
Chciał go w tym momencie objąć, pocałować i zapewnić, że jeśli tego potrzebował to dla jego własnego komfortu nie musieli ani rozmawiać o ich związku, ani okazywać sobie bliskości fizycznej poza bezpiecznymi murami. Tylko że wykluczałoby się to trochę z tego rodzaju deklaracją.
A jednak dalsze słowa Anthony'ego pokazały mu, że chyba jednak jego partner chwilowo poradził sobie z tą sytuacją. I to na tyle dobrze, że Jonathan sam się zaskoczył.
Bo po pierwsze w wyniku jakiejś pomroczności umysłu i otaczającej go zieleni, rzeczywiście zaczął mówić o szmaragdach, gdy miał na myśli szafiry.
A po drugie… Oh tego rodzaju droczenie się z Anthonym było milsze dla jego serca, niż wszystkie szmaragdy i szafiry tego świata.
– A może prostu jako grzeczny kawaler, którym jestem wysyłam ci nieśmiałe sygnały? – rzucił zaczepnie. – Jesteś w końcu starszy, zajmujesz wyższe stanowisko, a ostatnio zabrałeś mnie do odseparowanego od świata schroniska by nakazywać mi mówić sobie, że jsstem twój. Chyba wypadałoby, abyś to ty poczynił stosowne kroki, tak aby nie narażać mojej cnoty?
Gdyby świat był odrobinę sprawiedliwszy Jonathan już planowałby ich wesele. Już wybierałby odpowiednią kolorystykę, motyw przewodni zabawy i gdzie spędziliby miesiąc miodowy. Świat czarodziejów z jakiegoś powodu akceptował małżeństwa z przymusu. Pozwalał też na to, aby śmierciożerca mógł najpierw zabijać niewinnych, a potem wrócić do objęć osoby z obrączką na palcu. A oni? Dwóch mężczyzn, którzy znali się od lat, szczerze kochali i należeli do Zakonu Feniksa? Oni nie mieli tak łatwo.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
30.10.2026, 22:14  ✶  
Jak długo mogliby grać w tę grę?

Był nawet ciekaw.

– W uroku osobistym. Bez wątpienia, jesteś jedną z najbardziej czarujących osób, jakie znam – gładko wywinął wszystkie sprośności, które chodziły Jonathanowi po głowie, nie kryjąc jednak uśmiechu. Kiedyś krygował się, irytował, kiedyś gdy Selwyn balansował zwinnie na granicy dobrego smaku i wulgarności, podtekstu i dosłowności, potrafił doprowadzać go tym do białej, milczącej furii. Nie było to zgorszenie, zbyt blisko byli, za dobrze się znali, a i Anthony w swoich relacjach był biegunowo odległy od życia w celibacie. Była to raczej konieczność zduszania w sobie pasji, pragnień, których nie mógł czuć, a z których teraz czerpał garściami, ba! topił się w nich gdy tylko była po temu okazja, zachłyśnięty swobodą z jaką mógł to robić. Nagle te sugestie, te dwuznaczności, zawieszenie głosu w odpowiedniej chwili… Nagle wiedział jak reagować, co czuć, wszystko w końcu wskoczyło na właściwe miejsce. Każda prowokacja mogła spotkać się z odpowiedzią i słodką, najsłodsza karą.

Swobodny uśmiech przeszedł w o wiele szerszy, rozleniwiony, uśmiech mężczyzny który budził się rano po bardzo nieprzespanej nocy i myślał tylko i aż, że wstał na tyle wcześnie, by skorzystać z poranka nim przyjdzie czas na śniadanie. Gdyby miał wybrać część ciała, którą lubi w Jonathanie najbardziej nie byłby w stanie udzielić jakiejkolwiek sensownej odpowiedzi. Kochał w nim wszystko.

Tymczasem rozmawiali nagle i nieoczekiwanie o awansach i przyjmowaniu pewnych społecznych ról. Jakkolwiek już epitet "grzecznego" kawalera przykuł jego uwagę a "nieśmiałość" tak biegunowo odległa od postawy szarmanckiego dyplomaty uniosła brew Shafiq'owi, to sugestia, że działania Anthony'ego mogłyby narazić Selwynowską cnotę wydobyły z jego gardła prychnięcie pełne niedowierzania. Zaraz jednak zmiarkował się, odchrząknął i przybrał Bardzo Poważną Minę.

– Ach tak mój miły oczywiście, nie godzi się, aby tak szlachetny kawaler z dobrego domu, o niezliczonych zaletach i nieposzlakowanej opinii, narażony był przez moje zwlekanie na… dyskomfort, bez względu na jego naturę. – Na moment uciekł spojrzeniem od towarzysza, ku rezydencji Morpheusa majaczącej gdzieś między drzewami. Chciał w sumie spytać o to przyjaciela, o zdanie, ale też z Longbottomem rozmawiał tak wiele, by niemal słyszeć jego głos we własnych uszach, był w stanie wyobrazić sobie wygięte w łuk usta i ciemne oczy patrzące na niego jak na idiotę.

Bo po prawdzie był idiotą. Przecież było to oczywiste.

– Właściwie, zabawne… zabawne, że mówiłeś o tych szmaragdach – podjął nieco nieobecnym głosem, czując nieoczekiwany przypływ tremy. Ten las, był niczym atrakcyjnym dla nich. Te patyki. Nadchodzące święto. Strach. Wojna. Krzyki unoszace się nad płonącym stosem. Nie było na to dobrego czasu. Ich świat - taki jaki znali - kończył się. Każda chwila przybliżała ich do tego. Każda chwila, która mogła być ich ostatnią.

Odwrócił się do Jonathana, może nieco zbyt gwałtownie, i złapał go za rękę, nawet jeśli ta była brudna od ziemi. Nie ważne. Z ziemią czy bez, była przecież doskonała w trzymaniu, tak jak cały jej właściciel. Oczy Anthony'ego zeszkliły się lekko, rozmażony uśmiech błąkał po twarzy, gdy oczyma wodził po zdezorientowanej zapewne twarzy ukochanego. Oczy, usta, nos. Mógł całe życie patrzeć na tą twarz i milknąć w zachwycie. Taki z resztą miał plan, choć może bez tej części z milczeniem, bo potrzebne były słowa. Tak jakieś słowa. Po angielsku najlepiej.

– Wiedziałeś że heliodor, to znaczy dar słońca i tak jak szmaragdy wywodzi się ten szlachetny kamień… od Berylu bodajże. I on… on wspiera energią, pomaga w kryzysie zachować jasność umysłu i przeć, i być, szlachetnym i silnym. Ja… – zawahał się tylko na moment, na moment zgubił błękitną nitkę słów, gdy drugą rękę ukrył w kieszeni szaty. – Pomyślałem, że może chciałbyś mieć pamiątkę, po… po tej nocy, gdy wyznaliśmy sobie miłość, żebyś mógł widzieć jakie gwiazdy nam życzyły dobrze w tamtej chwili wtedy w… w tym odseparowanym od świata schronisku. I w sumie… czemu nie Jonathanie, mam nadzieję, że jako grzeczny kawaler nie będziesz miał mi za złe, że nie pojechałem do Wenecji prosić o błogosławieństwo Twoich rodziców, ale… – Już pal licho ten las, te podgnite liście i suche patyki. Anthony nie czekał dużo dłużej i po prostu uklęknął, wciąż wpatrzony w Jonathana jak w słońce. – Czy chciałbyś może zostać moim mężem? Może nie dziś. Może nie jutro, ale kiedyś, kiedy znajdziemy sposób, aby było to możliwe? – to mówiąc wyciągnął malutkie puzderko w którym leżał złożony złocisty sygnet. Wspomniany szlachetny kamień był rzeczywiście słońcem, osadzonym z brzegu po lewej stronie, dającego miejsca tak diamentowemu księżycowi, ale i rojowi gwiazd, które po tylu latach wskazały im w końcu drogę. – Chciałbym się z Toba zestarzeć. O niczym nie marzę bardziej Jonathanie, niż o Twojej w tym pomyśle wzajemności. – dodał o wiele, wiele ciszej, trwając w oczekiwaniu odpowiedzi.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#8
31.10.2026, 00:47  ✶  
Jonathan nastawiał się na dalsze słowne przepychanki. Możliwość upartego brnięcia w temat obrony własnej cnoty, byle tylko ponownie wywołać u Anthony'ego to jego charakterystyczne prychnięcie, które rozbrajało Selwyna skuteczniej niż jakiekolwiek zaklęcie.
Zamiast tego otrzymał jednak coś zupełnie innego. Piękniejszego.
Spojrzał na niego z lekkim zaskoczeniem, gdy Anthony chwycił jego dłoń. Odruchowo ścisnął ją, ale oczy utkwione miał w drugim mężczyźnie, który ewidentnie zmagał się właśnie z czymś we własnej głowie.
Nie poganiał go jednak. Z szerokim uśmiechem wywołanym samą bliskością Anthony'ego wsłuchiwał się uważnie w to co miał mu do powiedzenia, a z każdym wypowiedzianym przez ukochanego słowem jego serce biło coraz mocniej.
Aż wreszcie padły te słowa. Tak niespodziewane, a jednocześnie tak wypragnione. Wspaniale burzące jego poprzednie myśli na ten temat.
Z zaszklonymi oczami przeniósł wzrok z sygnetu na największą miłość swojego życia, która teraz klęczała przed nim prosząc, aby już na zawsze byli razem.
Opadł na kolana i objął dłońmi twarz swojego partnera, narzeczonego.
– Powiedziałem ci raz, że kiedyś wyjdę za ciebie – wyszeptał, wspominając senną obietnicę złożoną nie tak dawno temu. – Tak Anthony. Zostanę twoim mężem. Nie wiem kiedy będzie dane nam to zrobić, ale mogę przysiąc ci już teraz, że spędzę całe twoje życie u twojego boku. Nigdy wcześniej nie byłem tak bardzo pewny czegoś, nniż tego, że jesteś miłością mojego życia. Moim heliodorem. Darem od słońca i tego świata. Dajesz mi energię, jesteś przy mnie w kryzysach, sprawiasz że zachowuję jasność umysłu i chcę dalej działać. I wiesz co? Byłeś nim już od dawna i cieszę się, że wreszcie to zrozumiałem. Od kiedy wiem, jak bardzo jestem w tobie zakochany, oddycha mi się łatwiej, więc tym bardziej chcę spędzić z tobą całe życie, bo z tobą jest ono piękniejsze.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1737), Jonathan Selwyn (1053)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa