• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[lipiec 1968] 'Nobby Leach powinien gryźć piach!'

[lipiec 1968] 'Nobby Leach powinien gryźć piach!'
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#1
21.01.2023, 06:36  ✶  
Ulica Pokątna tonęła w upale i zmęczonym nim tłumie. Ludzie, którzy wybrali się dziś na zakupy żałowali, że nie przełożyli ich o pare dni, na które zapowiadali opady deszczu. Z drugiej strony, wtedy narzekaliby, że jest im za morko, teraz skarżyli się, że za sucho. Nigdy nie można było wszystkim dogodzić. Miejski bruk prawie że ślizgał się pod nogami, nagrzany od promieni słonecznych, a krzycząca coś grupa młodszych i starszych czarodziejów chodziła od przechodnia do przechodnia, aby wręczyć mu dzierżone przez siebie ulotki.
Charles wyszedł bez większego celu, nie był jeszcze pewien czy tego żałował, czy nie. Cameron i Heater byli jeszcze zajęci, umówił się z nimi na wieczór, a Fineas poszedl do pracy. Młody Rookwood spał do jedenastej korzystając z uroków przerwy letniej, ale ni znajdując w mieszkaniu brata nic, co mógłby w siebie wepchnąć na śniadanie w trybie natychmiastowym ogarnął się, wciągnął na siebie ubrania, w ktorych zakładal, że nie powinien się udusić w prawie trzydziestostopniowym upale i wyszedł zjeść coś w mieście. Po samotnym śniadaniu chodził w tłumie, zatrzymywał się przed witrynami sklepów, doglądał jakie tytuły książek aktualnie są wydawane, nie sluchał zbytnio wykrzykujących coś, przechadzających się w tłumie czarodziejów.
Nawet się nie spostrzegł, a chodził od sklepu, do sklepu conajmniej pół dnia - dochodziła piętnasta. Znowu zaczynał się robić głodny, a tłum wcale się nie przerzedził, wręcz na odwrót. Tyle dobrego, że słońce świeciło pod innym kątem, bo kark miał już cały spalony, teraz przygrzewało mu w czoło. Chciał się przepchać przez wzbierający tłum, bo zamierzał opuścić magiczny Londyn, zaszyć się w tym mugolskim, tam na witrynach sklepów znaleźć rzeczy różne od tych, które widniały na półkach czarodziejskich sprzedawców. Zanim mu się to udało przystanął pomiędzy sklepem z miotłami, a jednym z pubów - na razie powoli się zapelniającym. Jego wzrok przykuła jedna z nowszych mioteł, ale zanim miał chwilę się jej przyjrzeć krzyczący w niebogłosy mężczyzna z ulotkami pojawił się za jego plecami.
- Nobby Leach musi ustąpić!! Jego rządy to chaos i spustoszenie dla magicznego społeczeństwa!! - wydzierał sie, a Charles skrzywił się nie tylko ze względu na wrażliwośc bębenków w uszach, ale też na samą treść jego wypowiedzi. Uwzięli się na tego biednego Leacha tylko dlatego, że jest mugolakiem, pomyślał do siebie, ale patrzył się w kierunku krzykacza i jego ruchomych ulotek zbyt długo, bo ten wcisnął mu jedną, bardzo gwałtownie, Rookwood już otwierał usta, aby odmowić.
- Masz, poczytaj coś mądrego, młodzieńcze, ty też młoda damo, wyglądacie obydwoje na rozsądnych czarodziejów - nie wiedział kim byli ci 'wy', bo przez to jak słońce dało mu w palnik chyba nie zorientował się, że ktoś stał bardzo blisko niego. Odwrocił głowę, tracąc czarodzieja z ulotkami z oczu, aby zobaczyć znajomą twarz i to, o ironio, na tle sklepu z miotlami. Spojrzał na ruchomy obrazek - Leacha spadającego ze stołka i lądującego twarzą w błocie - tylko po to, aby zaraz podnieść wzrok na blondynkę.
- Kenzie, co za spotkanie przy tej przepięknej, ruchomej demonstracji tematu, który jest ostatnio w każdej gazecie, bo prowadzą nagonkę na tego biednego typa. - wciąż był zszokowany tym, co zaszło, więc w jego głosie zabrzmiały nuty ironii i podirytowania - Chodzą i krzyczą tylko, zrobiliby coś pożytecznego ze swoim czasem - zamarudził, jakby sam właśnie nie zmarnował połowy dnia na Pokątnej, ale o tym jego nowo nabyta towarzyszka nie musiała wiedzieć.
- Dawno się nie widzieliśmy, swoja drogą. Planowałem znaleźć jakieś miejsce żeby coś zjeść? reflektujesz? - zapytał, bo nigdy nie był specjalnie skrępowany, jeżeli chodziło o interakcje międzyludzkie, a jeżeli mieli kontynuować rozmowę to wolałby to robić w zacienionym pomieszczeniu i bez nadmiernej ilości przepychających się po ulicach ludzi, zwłaszcza takich z jakimiś pismakami propagandowymi.
Zgniótł ulotkę w ręku, ale nie wyrzucił jej, coby nie śmiecić.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#2
22.01.2023, 14:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.01.2023, 14:20 przez Mackenzie Greengrass.)  
Kupić nową miotłę czy nie kupić nowej miotły, oto było pytanie.
Mackenzie nie zwracała uwagi na upał ani tłum. Jasne włosy ściągnęła w byle jaki kucyk, ubrania miała na sobie szare, dość znoszone i mało „czarodziejskie”, ale było za gorąco, aby na koszulkę narzucać szatę. Stała przed witryną, nie odrywając spojrzenia jasnych oczu od najnowszego modelu na wystawie, w głowie dokonując różnych skomplikowanych wyliczeń i kalkulacji. W teorii potrzebowała najlepszego sprzętu. Rok temu skończyła Hogwart, zaczęła grać w Harpiach i wiązała z tym całą swoją przyszłość. W dodatku istniała szansa na przejście do innej drużyny, na której zależało Greengrass znacznie bardziej i powinna pokazać się z jak najlepszej strony. W praktyce jednak miotła kupiona tuż po Hogwarcie na razie doskonale się sprawdzała, a ona nie zarabiała jeszcze na tyle, aby móc lekką ręką wydawać małą fortunę na sprzęt miotlarski. (Prawdę mówiąc starała się nie wydawać tych zarobków na nic, chyba że na prezenty dla matki.
W ręku trzymała swoją własną miotłę, a przez ramię miała przerzuconą torbę z rzeczami do quidditcha. Wracała z treningu i była na tyle głodna, że wyjątkowo postanowiła nie przyrządzać czegoś sama, a zjeść na mieście – ale oczywiście nowy model przyciągnął jej uwagę jak ogień przyciąga ćmę…
Drgnęła, kiedy ktoś wrzasnął tuż za jej plecami. Obróciła się w samą porę, aby zostać nazwaną „rozsądnym czarodziejem” i w wolną rękę dostać ulotkę, na którejś jakiś czarodziej lądował w błocie. Przypatrywała się obrazkowi z pewnym niezrozumieniem, w pierwszej chwili nawet nie dostrzegając Charliego. Dopiero gdy wypowiedział jej imię, zwrócił na siebie jej uwagę.
- O – stwierdziła elokwentnie. O ile niekoniecznie poznałaby wszystkich „kolegów i koleżanki” ze szkoły, to tych z drużyny już kojarzyła świetnie, a z Rokwoodem grała w drużynie dobre pięć lat. Przypatrywała się mu trochę zdziwiona, nie tyleż samym spotkaniem na Pokątnej (w gruncie rzeczy nic niezwykłego, ponoć wszystkie drogi biegły do Dziurawego Kotła, a Chalie chyba świeżo skończył Hogwart, o ile nic nie pomyliła), ile jego słowami.
Bo nie rozumiała ani słowa z tego, co do niej mówił.
- Cześć – mruknęła, spoglądając za typem roznoszącym ulotki. Dość rzadko patrzyła rozmówcom w twarze, a w dodatku w przypadku Charliego musiałaby zadzierać do tego głowę. W przeciwieństwie do niego z relacjami międzyludzkimi radziła sobie bardzo źle, ale w przypadku graczy było trochę lepiej niż gdy szło o resztę świata. – Taki miałam zamiar. Siąść gdzieś i zjeść. Jak wam poszły rozgrywki w zeszłym roku? – spytała, bo chociaż zostawiła za sobą Hogwart, Gryffindor i Puchar Domów nie wydawał się ani trochę ważny, to… no to był quidditch.
Zaraz jednak uniosła ulotkę, na której Leach spadał ze stołka. Sądząc po tym, co mówił Rokwood, prawdopodobnie wiedział, o co w tym wszystkim chodziło.
- Kim w ogóle jest Nobby Leach? – spytała, marszcząc czoło, absolutnie i kompletnie niezorientowana w tym temacie. Tak, Mackenzie nie wiedziała, kto był ich Ministrem Magii. Okres jego panowania przypadał głównie na jej pobyt w Hogwarcie, a ostatni rok zlewał się dla niej w nieustanny ciąg treningów, własnych ćwiczeń, meczy i prób utrzymania się w Londynie, gdy będąc w drużynie początkowo „na okres próbny”, wcale nie zarabiała bardzo wiele i musiała w dodatku pomagać matce. W gazetach czytała wyłącznie kolumnę sportową i to najczęściej w tych, które podebrała kolegom i koleżankom z Harpii.
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#3
27.01.2023, 13:41  ✶  
Przekrzywił lekko głowę, zmarszczył odrobinę brwi. Niby nie powinien się dziwić, ze starsza dziewczyna miała głowę w chmurach - często też dosłownie - zwłaszcza, gdy stali przed sklepem miotlarskim, ale wciąż, taka reakcja nie była taką, na jaką trafiał codziennie. Szybko zebrał się w sobie i zmazał zdziwienie zmieszane z konsternacją z twarzy chowając je pod lekkim uśmiechem.
- Tu za nami jest pub - wskazał kciukiem za siebie, bo też nie chciał jakoś specjalnie manewrować w tłumie, który niby z każdą minutą się przerzedzał, ale wciąż co chwila ktoś się o niego obijał, prawdopodobnie chcąc uciec od tych ryczących o ustąpieniu ludzi bawołów z ulotkami.
- Że kto? A, po zeszłorocznym wyniku 580-570 trudno było chyba o morale w innych drużynach, bo wygraliśmy drugi rok z rzędu. W następnym roku z nas wszystkich zostanie już tylko Heather, ale myślę, że da sobie jakoś radę, dobrze jej idzie kapitanowanie - przyznał. Był całkiem zadowolony z tej wygranej, chociaż 'całkiem' jest tutaj bardzo skromnym opisem. Nie pamiętał nawet, co działo się podczas imprezy, gdy dostali puchar i skończyli z Heather oraz Cameronem gdzieś na błoniach. Rookwood nie pamiętał jak Lupin się przy nich znalazł, bo impreza odbywała się w pokoju wspólnym Gryfonów, ale jakoś nigdy wcześniej też do nie było dla nich problemem, więc po prostu założył, że w którymś momencie musieli się spotkać. O tym już nie wspomniał Mackenzie.
Ruszyli w kierunku wskazanego przez Charlesa lokalu i zanim przekroczyli jego próg blondynka zadała mu kolejne pytanie.
- Ty tak serio? - zaśmiał się pod nosem, gdy podchodzili do stolika.
Pub był przyjemnie zaciemniony, przez małe okna z witrażami wpadało raczej mało światła, chociaż było tu definitywnie bardziej duszno niż na ulicy, gdzie panowała większa cyrkulacja powietrza, coś za coś.
Próbował się zaśmiać z pytania, jakie zadała mu Greengrass, ale zdążywszy usiąść zauważył, że dziewczyna nie żartuje, nawet nie pół-żartuje, a jest śmiertelnie poważna.
- No jest ministrem magii przecież i to wcale nie od wczoraj, daj spokój, nie mów że nie słyszałaś? - nie mógł w to uwierzyć. Moze sam nie interesował się polityką, ale chociaż nazwisko aktualnego ministra znał, zwłaszcza, że problemy w piastowaniu przez niego stanowiska skupiały się wokół tematu, jaki wałkowany był przez jego rodziców odkąd poszedł do szkoły i znalazł pierwszych kolegów, a ci okazali się nie wystarczająco czystokrwiści. Domyślał się, że Kenzie ma w głowie tylko Quidditch, ale nie był świadomy, ze aż do tego stopnia, aby nie kojarzyć nazwiska aktualnego Ministra Magii.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#4
31.01.2023, 13:14  ✶  
Mackenzie w duchu powątpiewała, czy Heather tak łatwo da radę, gdy odpadła jej większa część drużyny i niemal wszystkich graczy trzeba będzie trenować od nowa. (Może też, tylko może, w swojej niezmierzonej pysze, uważała swój brak również za problematyczny dla drużyny.) Żadnej z tych uwag jednak nie wygłosiła, po prostu wsunęła dłonie w kieszenie i w milczeniu powędrowała za Charlesem do pubu. W środku trudno było wręcz oddychać, i nieomal pożałowała zgody, ale skoro powiedziało się a, trzeba było powiedzieć b. Po drodze zamówiła za barem coś zimnego i taką pozycję z menu, która wyglądała na możliwie najmniej niezdrową (choć zdrowa raczej też nie była, ale Mackenzie dziś naprawdę nie miała siły i czasu na bieganie za zieleniną i rybą, by to potem przyrządzać).
- Serio – zapewniła, siadając. Dopiero kiedy Charlie wspomniał, że był Ministrem Magii, coś w głowie Green zaskoczyło. – Aaa… to ten. Chodzi o to, że jest mugolakiem, tak?
Rozwinęła ulotkę, przypatrując się postaci spadającej ze stołka. Owszem, nie miała pojęcia, jak wygląda ich Minister Magii. Dział polityczny w Proroku Codziennym absolutnie jej nie interesował, w kiosku miała zwyczaj zaglądania wyłącznie do kolumny sportowej i odkładania gazety na miejsce po sprawdzeniu wyników. Jego nazwisko obiło się jej o uszy parę razy – głównie podczas tyrad matki, która uważała, że mugolak nie wie dość o świecie czarodziejów, by być Ministrem – ale Mackenzie w takich momentach wpuszczała to, co matka mówiła jednym uchem, wypuszczała drugim, a podczas całej przemowy skupiała się na podlewaniu albo przycinaniu roślin.
- Chyba chłopcy z drużyny się o niego pobili dwa miesiące temu – powiedziała. – Nie bardzo zrozumiałam, o co chodzi, ale jeden twierdził, że jakaś piłka mugoli jest dla niego ważniejsza niż quidditch, a drugi jest mugolakiem, więc się o to strasznie wkurzył. Ale może to chodziło o szefa Departamentu Magicznych Gier i Zabaw…
Jej zainteresowanie sprawami politycznymi oscylowało w okolicach zera. Była jak ci mugolscy Brytyjczycy, którzy nie znali nazwiska swojego premiera i co najwyżej pamiętali imię królowej. (Chociaż jeśli szło o Mackenzie, prawdopodobnie nawet nie wiedziała, że mugole wybierają jakiegoś premiera, a jeżeli usłyszała coś o królowej, to tylko przez przypadek.)
- Rozumiem, że chcą go wywalić – dodała, zwijając papier w kulkę. Sądząc po tonie, ona była absolutnie nieprzejęta ani myślą, że ich Ministrem był mugolak, ani tym, że ktoś z tego powodu chciał go wyrzucić ze stanowiska.
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#5
20.02.2023, 06:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.04.2023, 03:17 przez Julien Fitzpatrick.)  
Nie przejmował się dietą w ten sam sposób, co towarzysząca mu dziewczyna, ale tez nie miał przeciez powodu, aby to robić. Mackenzie była sportowcem, musiała dbać o ciało i zdrowie, Charles, natomiast kompletnie nieprzejęty swoja przyszłością ani co z nią zrobi. W co wolniejszy dzień wlewał w siebie przeróżne specyfiki, alkoholowe bądź inne odurzające, a potem zagryzał to kebabem czy frytkami z miejsc otwartych definitywnie zbyt późno, aby jedzenie było smaczne. Cud, że wciąż aż tak dobrze się trzymał, chociaż wiek i sporo aktywności fizycznej (czy to z udziałem innych, w czterech ścianach, czy też bez) mocno na to wpływały. Zamówił coś smażonego z dodatkiem pieczonych warzyw i zanim usiedli zapłacił barmanowi za nalane piwo, jakie wziął ze sobą do stolika.
- No ta, głównie o to się rozchodzi, chociaż skonfrontowani z tym przedstawiciele rodzin czystokrwistych uważają, że chodzi o jego kompetencje, a nie pochodzenie. Gówno prawda, banda kłamców i pozerów - nie mówił oczywiście o wszystkich, sam przecież nie był półkrwi ani mugolakiem, a nic z tego typu opiniami nie miał wspólnego, poza tym, że dzielił nazwisko z tymi, którzy je wygłaszali.
Napił się zimnego piwa, a raczej wziął dwa spore łyki przecierając czoło koszulką. Twarz miał czerwoną, Merlin jeden wie czy z powodu oparzeń słonecznych, czy duchoty.
- Aaa, było coś takiego - pokiwał głową i odginając się nonszalancko na krześle położył łokieć na jego oparciu, pozwalając aby zimna szklanka z piwem chłodziła jego dłoń - Posądzili go o mieszanie w mistrzostwach tej mugolskiej piłki, z tego co pamiętam? Nawet mnie to nie dziwi, że ktoś się o to pobił, jeżeli Mugole traktują ichni sport tak samo poważnie jak niektórzy z nas Quidditch - zaśmiał się i mrugnął do niej, chcąc tym dać znać, ze nie ma niczego złego na myśli. Sam był fanem, a i przecież grał w drużynie, wiedział jakie emocje wzbudzają tego typu konkurencje.
- Z tego co mi wiadomo, oni biegają i ... kopią piłkę, to się chyba piłka nożna nazywa. Widziałem fanów w niemagicznej części Londynu, są tak samo głośni jak Ci nasi na trybunach - skupił wzrok na trunku w szklance, który miał dość mętny, żółty kolor, podchodzący pod złoty. Wziął kolejny łyk, nie chciał aby piwo zagrzało się zbytnio od jego dłoni.
- Wiesz co, tak sobie myślę czasami jakie to jest okropne. Stosunkowo to często o tym myślę, a nie czasami. Przecież oni praktycznie niczym się od nas nie różnią, a taką nagonkę się na nich prowadzi, na Mugolaków i Mugoli, mam na myśli. Wiem logicznie, że to chodzi o zyski, dlaczego inaczej targetowaliby też rodziny półkrwi, które w ostatnich dekadach zarobiły więcej pieniędzy, ale... ale wiesz, ale żeby w aż taką nienawiść się to przeradzało? Nie mogę tego pojąć, absolutna debiliada - przeklnął pod nosem rzucając nieprzychylne spojrzenie czarodziejowi, który od dłuższego momentu patrzył w ich stronę. Zmarszczył brwi i odstawił piwo na stolik, przecierając mokrą dłoń o ramię, głównie po to, aby je też trochę schłodzić. Wyglądał jakby był gotowy wstać i zapytać nieznajomego 'masz jakiś problem?', ale ostatecznie odwrócił głowę w stronę rozmówczyni i uśmiechnął się, niby nigdy nic.
- I wywalić to mało powiedziane, cała ta nagonka jak dla mnie wygląda na to, że chcą go kompletnie zetrzeć z powierzchni ziemi - nie krępował się w wypowiadaniu swoich myśli na głos, przynajmniej dopóki nie siedział przy stole z rodzicami lub inną, bliższą rodziną, a i wtedy musiał się powstrzymywać, myśląc o starszym bracie.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#6
20.02.2023, 14:44  ✶  
Życie Mackenzie było niemal całkowicie podporządkowane quidditchowi, od dnia, w którym opuściła mury Hogwartu. Nie chodziło tylko o częste treningi i mecze wyjazdowe, ale także dietę, plan dnia i nędzne namiastki życia towarzyskiego (nie chodziło nawet o to, że zupełnie nie miała na nie czasu: było go niewiele, lecz istniał, po prostu Kenzie nigdy nie umiała odnaleźć się w towarzystwie innym niż to quidditchowców). Uwielbiała jedzenie, ale ograniczenie słodyczy czy niezdrowych potraw do jednej na tydzień albo dwa, nie stanowiło wielkiego wyrzeczenia, jeśli dzięki temu mogła dłużej zachować kondycję.
Zamówiła wodę i burgera z warzywami, i już tym niewielkim odstępstwem od diety zamierzała się cieszyć.
- Hm – podsumowała jego stwierdzenie odnośnie bandy kłamców i pozorów. Chyba nie do końca załapała, że Charles niekoniecznie mówił o wszystkich, a wszak jego własna rodzina należała do tych z najczystszą możliwą krwią. A i jej matka była czarownicą czystej krwi.
Inna sprawa, że choć Olivia Greengrass nie była kłamcą, to już pozerką jak najbardziej.
- W takim razie faktycznie jest dobrym Ministrem, skoro chodzi tylko o pochodzenie? W sumie to wszyscy narzekają, że Ministerstwo ostatnio słabo działa – powiedziała ostrożnie. Sama była daleka od rzucania się do obrony Leacha, ale głównie dlatego, że nic ją to nie obchodziło. A o tym, że są jakieś kłopoty w Ministerstwie wiedziała i ona. Wszak niedawno przed meczem trener dostał ataku szału, bo z powodu „braków kadrowych” w Departamencie Magicznych Gier i Sportów, pojawiły się jakieś kłopoty i nie udało się dowieźć na stadion części kibiców. Oczywiście, Mackenzie nie miała pojęcia, że te braki kadrowe wynikają z rezygnacji ze stanowisk osób czystej krwi.
Czego, nawiasem mówiąc, zupełnie by nie pojęła.
- Piłkę? J e d n ą piłkę? To musi być straszliwe nudne – oceniła Mackenzie. To zagadnienie pochłonęło ją dużo bardziej niż sam Leach. Nie wiedziała u mugolskim świecie wiele, więc do tej pory nigdy nie słyszała o piłce nożnej. A może coś słyszała, ale zignorowała temat. Ale kilkunastu zawodników na boisku i wszyscy biegający za jedną piłką? Czy niektórzy z nich po prostu nie stali, nudząc się? Jaki to w ogóle miało sens? Czy ktoś mógł ekscytować się taką grą?
- No… mugole to chyba jednak się trochę od nas różnią – stwierdziła. Jeśli szło o mugolaki, owszem, ich nie dało się odróżnić od pełnoprawnego czarodzieja. Greengrass – choć od jakiegoś czasu miała pewne podejrzenia – nie mogła nawet wykluczyć, że jej ojciec nie jest mugolakiem. (Mugola jednak skreślała. Matka nigdy by się do takiego nie zbliżyła.) Mugole zawsze jednak wydawali się jej jacyś tacy nieogarnięci. Co wynikało zapewne z tego, że rzadko miała z nimi do czynienia. – Bo są głupi? Fanatyczni? – podsunęła odnośnie tego, że śmierciożercy obierają za cel rodziny półkrwi. Wątpiła nawet, by chodziło o zyski, bo ostatecznie te nie były wielkie. Za to straty… – Jeśli zostaliby sami czarodzieje czystej krwi, wszyscy skończylibyśmy jak Gauntowie. Szaleni.
Tę historię znała nawet Mackenzie: ród, który podupadł, bo w celu zachowania czystości krwi poślubiano tam własnych kuzynów, a ponoć raz czy dwa zdarzyły się nawet związki rodzeństwa. Matka lubowała się w historiach o rodach czystej krwi.
- Yhym – wymamrotała na słowa o starciu z powierzchni ziemi. Mackenzie niezbyt rozumiała ludzi, miała jednak wrażenie, że Charliego ten temat strasznie porusza. I nie bardzo wiedziała nawet, jak na to zareagować. - Ale takimi ulotkami? One wiele nie zrobią.
Nie, nie wiedziała, jak daleko sięga nagonka na Leacha.
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#7
16.04.2023, 03:53  ✶  
- No, według mnie nie jest złym Ministrem, może miałby możliwość się wykazać, gdyby nikt mu świń pod nogi co chwile nie podkładał  - dla Rookwooda to się wydawało oczywiste. Bycie Ministrem było już wystarczajaco trudne samo w sobie. Jasne, Leach powinien był dwa razy się zastanowić nad swoją kandydaturą, jeżeli nie był w stanie poradzić sobie teraz z odezwem społeczeństwa na swoje poczynania oraz sprawowany urząd, ale to wcale nie usprawiedliwiało drugiej strony konfliktu, która zachowywała się doprawdy okropnie.
Poprawił włosy, bo te w takim gorącu, mimo ze wciąż wyglądały dobrze i dodawały Charlesowi pewnego rodzaju uroku, tak męczyły swoją ciężkością i sprawiały, że było jeszcze cieplej niż bez nich. Nawet związanie kosmyków nie pomagało.
- Jedną, tak. Kopią ją do siebie, wywracają się przy tym też, wtedy to chyba jest jakieś złe, bo nagle wkracza sędzia i się te piłkę wykonuje z granicy boiska, reszta zawodników leci za nią i próbują ją sobie odebrać, są do tego jakieś zasady, nie mogą też dotknąć piłki ręką, to pamiętam na pewno. No i są dwie bramki, bo dwie drużyny - opisał piłkę nożną na tyle, na ile pamiętał. Definitywnie któryś ze znajomych mugolskiego pochodzenia mu to wyjaśniał, ale pewnie Charlie zbyt mocno utonął wtedy w jego (bądź jej) oczach, aby cokolwiek wynieść z tej rozmowy. Oczywiście Kenzie nie potrzebowała o tym wiedzieć, musiała się zadowolić strzępkami informacji, które zakodował chaotyczny umysł Rookwooda.
- Nie w tym rzecz, oczywiście, że się różnią, wszyscy się różnimy, a jednak jesteśmy tacy sami. Mamy rodziny, mamy tych, na których nam zależy, swoje cele, które chcemy spełnić, pasje. Nieważne, czy związane z magią, czy nie. Chcemy kochać, czuć się kochanymi, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu, bo miłość może być do drugiej osoby, może być fizyczna, psychiczna, miłość może być do potrawy, zawodu, gry, sportu, książki. Wszyscy chcemy po prostu żyć, chcemy to robić po swojemu.W tym sensie jesteśmy tacy sami. Nikt nikomu nie powinien odbierać prawa do życia, do istnienia, do prowadzenia swojego życia, spełniania marzeń i celów, tylko dlatego, bo status krwi tej osoby jest inny czy jej doświadczenia - nie był pewien czy jego rozmówczyni poczuła te same dreszcze, które w nim samym wzbudzały emocje, jakie popychały do wypowiedzenia takich zdań. Musiał popić piwem, bo czuł, że zbiera mu się na kolejny wywód, a wolał sobie darować. Lubił wyrażać swoje myśli, ale nie całkowicie przyćmiewać drugą osobę ogromem słów, a wiedział, że jest jak najbardziej do tego zdolny.
Już chciał odpowiadać na kolejne, zadane przez Greengrass pytanie, ale gdy tylko otworzył usta usłyszał obok siebie nieznajomy, męski głos.
- Wzruszające przemówienie, Leach by się wzruszył jakby usłyszał, ale ja prawie zwymiotowałem do kufla słysząc te banialuki - wciąż młody, acz definitywnie starszy od Mackenzie i Charliego, czarodziej przystanął przy ich stoliku, rzucając cień na jego blat. MIał rudawo-blond włosy, spocone i niedbale zaczesane do tyłu. Jego ubrania były schludne, acz odrobinę wygniecione przez kondycję pogody i to w jaki sposób jego ciało nań reagowało. Do twarzy miał przyklejony uśmieszek, który sugerował, że szuka zaczepki i, że uważa to, co właśnie powiedział Charles za godne sprostowania, najlepiej prawym sierpowym, bzdury - Ty słyszysz co on wygaduje i się jeszcze nie przesiadłaś? Czy może się z tym zgadzasz i prowadzicie sobie tu jakieś małe, pro-mugolskie spotkanko, co? - tym razem spojrzał w stronę Greengrass. Chociaż jego ton stał się bardziej pytający niż prześmiewczy, to wyraz twarzy się nie zmienił.
- Jeżeli chce ci się rzygać do kufla to znak, że powinieneś wyjść z pubu, żeby cię ktoś przypadkiem z niego nie musiał wynieść - grygoński duch zawsze był w Charlesie silniejszy niż cokolwiek innego. Wpierw mówił, potem myślał... chociaż, może to złe stwierdzenie, bo nawet jakby sytuację przemyślał to duma nie pozwoliłaby wypowiedzieć czegoś neutralniejszego.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#8
19.04.2023, 16:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2024, 15:17 przez Mackenzie Greengrass.)  
Mackenzie stwierdzenie Charlesa zbyła wzruszeniem ramionami. Po prostu nie potrafiła na nie odpowiedzieć. Czy każdemu ministrowi nie rzucano kłód pod nogi? Tak naprawdę dziewczyna zupełnie tego nie rozumiała: ani polityki, ani pracy Ministerstwa Magii, ani skomplikowanego świata czystokrwistych, z którego została wykluczona jeszcze przed swoim narodzeniem. Rookwood nasłuchał się z pewnością wielu rzeczy w domu, czy przy okazjach, w których musiał uczestniczyć jako syn swojej rodziny, ale z nią było inaczej.
Znacznie bardziej interesowała ją – i dziwiła – opowieść o piłce nożnej.
- Nie wolno się nawzajem wywracać? – zdumiała się. To znaczy… celowe zderzania i u nich karano rzutami wolnymi, ale nie mieli żadnych pałkarzy? Nikogo, kto miałby atakować napastników? – I ilu zawodników ma walczyć o tę jedną piłkę…? – spytała jeszcze, wyraźnie skołowana całą tą opowieścią. Mugole jednak byli dziwakami, skoro taki sport ich ekscytował.
Podczas jego wykładu… po prostu zaczęła jeść. Nie przerywała go, ale i nie komentowała. Ponownie nie miała pojęcia, co odpowiedzieć, bo mugole zawsze zdawali się jej trochę mało ogarnięci, a w dodatku ktoś, kto tak bardzo nie rozumiał nawet czarodziejów, nie mógłby przyjąć, że mugole są „tacy sami”.
- Wrogowie Leacha chcą odmówić prawa do istnienia mugolakom? – spytała w końcu, bo to jedno zwróciło jej uwagę. Tak, doskonale wiedziała, że szlamy nie są dobrze traktowane. Jej własne pochodzenie było ogromnym problemem dla wielu ludzi. Ale Mackenzie, zapatrzona w quidditch, jeszcze nie zdążyła dostrzec ciemnych chmur, które gromadziły się nad ich światem. Ani domyśleć się, do jak wielu paskudnych rzeczy mogli się posunąć.
Charlie nie zdążył jednak jej odpowiedzieć, bo oto ktoś podszedł do ich stolika. I samo jego gadanie sprawiło, że Mackenzie przymknęła powieki, czując, że głowa, już i tak trochę protestująca przeciwko niedawnemu spacerowi w skwarze, zaczyna boleć ją bardziej. To nie tak, że obchodził ją Noby Leach.
Ale bardzo, bardzo nie lubiła, kiedy ktoś odzywał się do niej tym tonem i próbował coś narzucać.
Mackenzie, dziewczyna o niemal kamiennej twarzy, specyficznym stylu wypowiedzi, która zawsze trzymała się z boku i nie denerwowała, kiedy nagle wpadła w błoto albo ktoś wyrwał ją ze snu o trzeciej w nocy, mogła niekiedy wydawać się oazą spokoju. Były to jednak tylko pozory. Istniały sytuacje, gdy rzucała się komuś do gardła pierwsza, i to nie z różdżką, a z pięścią. W dodatku chłopak, chcący sprowokować Charliego, zapewne pozostawał beztrosko nieświadomy, że przy tym stoliku siedzą nie jedna, a dwie osoby, które potrafiły posunąć się do rękoczynów.
I że to ta bardziej niepozorna zarabia na siłę dbając o zręczność i siłę.
Greengrass walczyła przez chwilę sama ze sobą. Chłopak właściwie jeszcze nic nie zrobił. Byli w barze, nie na zewnątrz. Nie miała piętnastu lat. Nie wypadało ot tak wstać i dać mu w zęby.
- Idź sprawdź, czy nie ma cię po drugiej stronie drzwi – doradziła, odkładając swój posiłek.


Mężczyzna zmierzył ich spojrzeniem, po czym splunął na podłogę i wrócił do swojego stolika. Odgłosy głośnej rozmowy sprawiały, że Greengrass posiedziała jeszcze przez chwilę - wsłuchując się w ich obelgi pod adresem Leacha.
Nie obchodził ją Leach: ale nie miała ochoty tego słuchać. Nie wstała od razu głównie z jednego powodu, nie chciała dać im satysfakcji. Straciła jednak apetyt i po jakichś dziesięciu minutach pożegnała się z Charliem.

Postać opuszcza sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Julien Fitzpatrick (2212), Mackenzie Greengrass (2029)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa