02.03.2023, 13:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2023, 13:09 przez Castiel Flint.)
Ściągnął Mortimera do niedawno przezeń odkrytej klubokawiarni o której mówiła mu najpierw Brenna a później Fergus. W końcu nadszedł dzień kiedy mógł umówić się tutaj na spotkanie z przyjacielem. Akurat potrzebował dogodnego miejsca na wprowadzenie go w meandry swoich planów, których realizacja nadchodziła już w maju. Potrzebował zatem odpowiednio dobranych osób. Nadszedł więc moment zwerbowania Mortimera do swych planów. Poczekał na mężczyznę przed klubokawiarnią i gdy tylko się zjawił - po wymianie solidnego uścisku dłoni - skinął w stronę budynku i mogli wejść do środka. Przywitał się dosyć głośno i gdy zostali skierowani do stolika to zajął miejsce zaraz przy oknie. Złożył zamówienie na sławetne pączki oraz mocną kawę (którą zaczął pić przed Fergusa). Od razu też przeniósł wzrok na swego towarzysza.
- Doceń proszę, że nie chciałem ściągnąć cię na jacht. Uznałem, że po pracy dobrze jest zjeść coś dobrego zamiast odkrywać powiedzmy, chorobę morską.- oczywiście miał na myśli pracę Slughorna, wszak w swojej jest wciąż zawieszony. Niedługo wróci na pełen etat ale póki nie może wejść do Banku to mógł zająć się swoimi nieoficjalnymi badaniami.
- Nie ukrywam, że próbuję tym miejscem zmiękczyć twoją asertywność. Pamiętasz jakie badania prowadzę?- oparł obie dłonie na stoliku i błyszczącymi z ekscytacji oczyma próbował przeniknąć duszę Mortimera.
- Otóż... szykuje mi się milowy krok. I do tego potrzebuję między innymi ciebie.- przeszedł do sedna. Nie potrafił powściągnąć swojej ekscytacji na myśl o majowej pełni. Ostatnie półtora miesiąca miał nad wyraz barwne; wydawało się, że przez ten krótki okres czasu nadrabia lata rutyny i marazmu. Tyle się działo, tak bardzo odżył i co więcej, wychodził do ludzi. Daleko było mu do duszy towarzystwa ale niewątpliwie zrobił już postęp.
- Doceń proszę, że nie chciałem ściągnąć cię na jacht. Uznałem, że po pracy dobrze jest zjeść coś dobrego zamiast odkrywać powiedzmy, chorobę morską.- oczywiście miał na myśli pracę Slughorna, wszak w swojej jest wciąż zawieszony. Niedługo wróci na pełen etat ale póki nie może wejść do Banku to mógł zająć się swoimi nieoficjalnymi badaniami.
- Nie ukrywam, że próbuję tym miejscem zmiękczyć twoją asertywność. Pamiętasz jakie badania prowadzę?- oparł obie dłonie na stoliku i błyszczącymi z ekscytacji oczyma próbował przeniknąć duszę Mortimera.
- Otóż... szykuje mi się milowy krok. I do tego potrzebuję między innymi ciebie.- przeszedł do sedna. Nie potrafił powściągnąć swojej ekscytacji na myśl o majowej pełni. Ostatnie półtora miesiąca miał nad wyraz barwne; wydawało się, że przez ten krótki okres czasu nadrabia lata rutyny i marazmu. Tyle się działo, tak bardzo odżył i co więcej, wychodził do ludzi. Daleko było mu do duszy towarzystwa ale niewątpliwie zrobił już postęp.