• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[Kwiecień 1953] Uagadou | Awantura o animagię | Jamil & Guinevere

[Kwiecień 1953] Uagadou | Awantura o animagię | Jamil & Guinevere
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#1
17.09.2023, 12:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.09.2023, 13:36 przez Jamil Anwar.)  
- Mam wrażenie, że wszyscy Anglicy to straszni panikarze - mruknął Jamil, wertując na szybko brytyjski dziennik, który podesłała mu matka. Był nieaktualny o kilka dobrych tygodni, ale awantura z ostatniego Sympozjum Animagów w Berlinie wciąż nie schodziła z ust zarówno uczniów, jak i nauczycieli. W końcu uderzała bezpośrednio w ich szkołę.
- Mama twierdzi, że ten Tutley zawsze był trochę pokręcony. Pamięta go jeszcze ze szkoły. Pewnie jest zwyczajnie zazdrosny o to, że dzieciaki szybciej opanowują animagię od niego - ciągnął dalej, brzmiąc nieco niewyraźnie, bo w międzyczasie zajadał się suszonymi owocami, które otrzymał w paczce od Pythii. Większość rodziców korzystała z tradycji szkoły i kontaktowała się ze swoimi pociechami poprzez posłańców snów, jednak pani Trelawney pozostawała wierna swoim własnym przyzwyczajeniom i przesyłała synowi i córkom paczki z pomocą ptaków.
Jamil przesunął niewielką miskę w kierunku Nefret, by poczęstować ją smakołykami. Przy okazji rozrzucił notatki, nad którymi ślęczeli przez większość popołudnia, a o których zdołali zapomnieć, gdy któryś z uczniów przyniósł kości do gry. W tym momencie był już późny wieczór i większość trzecioklasistów udała się do swoich sypialni, ale Anwar był zbyt pobudzony wiadomościami z domu, by w ogóle myśleć o położeniu się do łóżka. McGonagall została razem z nim, choć nie miał pewności, czy była tak jak on zaintrygowana aferą, czy jedynie liczyła na trochę słodyczy, których władze Uagadou zwykle im szczędziły, uważając, że źle wpływają na umysły młodych czarodziejów.
- Twój ojciec wie coś więcej na ten temat? - dopytał po arabsku, gdy przełknął daktyle. Nie silił się już na angielski, skoro zostali w głównej sali tylko we dwójkę. Poza tym niewielu uczniów pochodziło z północy kraju, więc istniały niewielkie szanse, że ktoś ich podsłucha. A posiadanie informacji, o których inni nie mieli pojęcia, dawało spore pole do popisu. Zwłaszcza gdy znowu przegrało się w jakąś grę ze starszakami.
Pamiętał, że McGonagallowie sporo udzielali się na Sympozjum, więc liczył na to, że Nefret cokolwiek mu opowie.
- Oby tylko nie zawiesili nam zajęć z transmutacji przez te skargi!
Zastanawianie się z kolegami, czy zostanie się lwem, czy krokodylem nilowym było przecież najlepszą częścią tych zajęć. Nie każdemu się udawało, ale kolegując się z kimś tak obeznanym jak towarzysząca mu koleżanka, Jamil miał o wiele większe szanse na zostanie jednym z tych wybitnych uczniów.
- Czemu Brytyjczycy są tacy nieznośni? - znów jęknął, opadając głową na stolik, a że nie patrzył, co robi, uderzył czołem prosto w ostre kości do gry, marudząc jeszcze bardziej i przeklinając tak, że matka chyba nakarmiłaby go za to mydłem.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#2
17.09.2023, 14:18  ✶  

Nawet nie zauważyła kiedy w sali zrobiło się tak luźno, że większość uczniów już porozchodziła się do swoich dormitoriów zmęczona kolejnym intensywnym dniem. Nefret nie czuła tego zmęczenia, była zafiksowana najpierw na wypracowaniu, potem na grze w kartach. Tak już miała – kiedy sobie coś umyśliła i na czymś skupiła, lubiła doprowadzić sprawy do końca, a kiedy ktoś przyniósł kości… To wiadome było że reszta jest nieważna. Trzeba było grać tak długo, aż wygra, bo inaczej nie wytrzyma. Przegrana wiązała się z tym paskudnym uczuciem w sercu, z takim ciągnięciem zupełnie nieznośnym. Aż zostali prawie sami.

– Bo są. To straszni nudziarze – nie odpowiedziała od razu, mając buzię zajętą cukierkami, które podjadała Jamilowi. Była kilka razy w Anglii, miała okazję trochę obserwować co tam się dzieje i jak zachowują się ludzie. Z początku to było dla niej tak cholernie dziwne… takie… egzotyczne. Jak na przykład to jak można się nie targować w sklepie o cenę? Przecież to element interakcji z drugim człowiekiem. A tam nie. Sprzedawca podaje cenę, wszystkim to pasuje, zero interakcji. To był dla niej za pierwszym razem szok i już miała to komentować, ale ojciec kazał jej się wtedy nie odzywać. Więc grzecznie siedziała cicho dopóki nie wyszli ze sklepu, wtedy zasypała go pytaniami. – Wystarczy, że coś troszeczkę odbiega od normy i już zaczynają się wielkie dyskusje, że ale jak to, tak nie wolno – przy słowie „troszeczkę” nawet zmrużyła oczy i bardzo zbliżyła do siebie kciuk i palec wskazujący lewej ręki, żeby pokazać jak niewielka była to odległość.

Anwar w końcu się ulitował i przysunął do niej miseczkę, co przyjęła z wdzięcznością. Nie, nie została tutaj z nim tylko dla słodkości, po prostu straciła poczucie czasu… Ale słodycze też miały jakiś swój udział w tym wszystkim.

– Tata mówi, że co jakiś czas ktoś podnosił ten temat na Sympozjum, że może dzieciaki nie powinno się zachęcać do nauki animagii, bo to przecież zbyt trudne i jeszcze zrobimy sobie krzywdę. I że bardzo się zdziwili jak zespół od nas przyjechał i im pokazał gdzie sobie mogą wsadzić te swoje obawy – powiedziała rozbawiona, również przechodząc na arabski. – Chciałabym to zobaczyć. Te ich miny. Pewnie ten cały Turkey czy jak mu tam zobaczył przed oczami te wszystkie swoje błędy i stąd ten wybuch złości – niektórzy nie potrafili się przyznawać do błędów. A jeszcze inni… Nie potrafili przegrywać. Przyganiał kocioł garnkowi. – Nieee no co ty. Nie zawieszą, bo musieliby we wszystkich szkołach zakazać uczyć transmutacji. Dopiero zrobiłby się szum – nie bardzo się martwiła, że coś takiego się stanie. A nawet jeśli… to co z tego? Zakażą animagom przemieniać się w zwierzęta? Sami się zaorają. Uagadou było największą i najstarszą szkołą magii, wywodziło się stąd wielu wybitnych czarodziejów i przez ogrom lat nikt nie zakazał nauczania tutaj zmiennokształtności. Miałoby się to zmienić przez jakiegoś frustrata, któremu pokazano, ze guzik się zna?

– Bo w tym ich kraju jest za mało słońca. Ciagle tylko deszcz, deszcz, chmury, zimno, to nie dziwne, że są tak mało wyluzowani – stwierdziła, ale uszu sobie nie zasłoniła. Jamil mógł przy niej przeklinać ile chciał. Natomiast jej zatroskana mina wskazywała na niewypowiedziane pytanie, które brzmiało „wszystko w porządku?”.

Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#3
17.09.2023, 17:10  ✶  
Jamil roześmiał się szczerze, widząc to całe troszeczkę w wykonaniu Nef. Czasem zapominał, że dziewczyny też potrafiły być zabawne, bo przeważnie spędzał czas ze starszymi siostrami, które jedynie go pouczały, by się wyrażał i pozostawał uprzejmym dla nauczycieli.
- Myślisz, że wszyscy w momencie, gdy zaczynają chodzić i mówić, otrzymują Kodeks Kija w Tyłku? - zapytał ją, nawet nie żartując z tymi patykami. Zwłaszcza że nikt z nich nie potrafił posługiwać się magią wyłącznie za pomocą gestów. Potrzebowali różdżek do najprostszego nawet uroku. I kto wie, do czego jeszcze. Chociaż matka pewnie zdzieliłaby go po głowie chochlą, gdyby w ogóle ośmielił się ją o to zapytać.
Sięgnął przez stolik po słodkości, które chwilę wcześniej przysunął w kierunku McGonagall. To, że znajdowały się bliżej trzynastolatki, nie oznaczało, że sam zrezygnował z raczenia się nimi. I nie przejmował się tym, że część lepiących się cukierków spadła na jego notatki z transmutacji. Zawsze mógł je przepisać od kogoś mądrzejszego, prawda? Na przykład Nefret.
- Mój z kolei uważa na przekór mamie, że za dzieciaka łatwiej pojąć niektóre pra…parametry i to jak z nauką latania albo języków - wyjaśnił Jamil, wzruszając przy tym ramionami, bo sam nie miał zdania w tej kwestii. Może ojciec rzeczywiście miał w tym wypadku rację? - Masz okazję - dodał jeszcze chłopiec, podsuwając jej pod nos gazetę z czarno-białą, ruchomą fotografią przedstawiającą zszokowaną widownię, gdy na scenie jeden z piętnastoletnich uczniów Uagadou przemienia się w gazelę. - W innych szkołach nie nauczają animagii, więc nie wydaje mi się, że zrobiłby się aż taki szum, jak u nas.
Jamil stęknął, próbując oderwać od swojego czoła jedną z kostek, która wbiła mu się kantem, zostawiając niewielką dziurę w skórze. Obyło się bez krwi, ale i tak miejsce to pulsowało nieprzyjemnym bólem.
- Kto to tu zostawił? - burknął, choć doskonale znał odpowiedź, bo sam był tą osobą. - Nigdy nie byłem w Anglii, ale mama i dziadkowie zawsze powtarzają o tym, że tęsknią za śniegiem w Yule i porządną burzą - dodał, rozmasowując sobie czoło. Jeszcze jedno przekleństwo wyrwało mu się z ust, ale skoro McGonagall się tym nie przejmowała, on również. - Jesteś pierwszą osobą, która nie zapytała mnie, czym jest Yule.
Nic zresztą dziwnego, skoro zdawał sobie sprawę, że i Nefret miała brytyjskie korzenie. Potrząsnął dłonią, w której wciąż trzymał nieszczęsne kości i rzucił nimi o stolik, tak że jedna z nich odbiła się od miski z łakociami.
- Nie skończyliśmy gry, skoro Yoweri to tchórz i się zmył, kiedy zaczął przegrywać! - zauważył Anwar, nie odrywając wzroku od kostek. Samo spoglądanie na nie sprawiało, że w jego żyłach zaczynała buzować adrenalina. A przecież ledwo poznał zasady tej gry.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#4
17.09.2023, 20:46  ✶  

Niektóre panienki to były właśnie takie sztywniary, ubrudzić sobie w czymś rączki, zobaczyć szarańcze albo innego robala i od razu pisk. Ale nie Nef, nie. Ona nie miała problemu z wsadzeniem łapsk w ziemię, z brudem pod paznokciami (który przecież zaraz wyczyści), z tym, że opowie jakiś żart (nawet trochę nieprzystojący…). Nadal była damą i potrafiła nosić głowę wysoko, lepiej było o tym nie zapominać, ale zwyczajnie lubiła popsocić, pobawić się. Zdecydowanie nie była jak siostry Jamila.

– Jeszcze tego nie sprawdzałam, ale całkiem możliwe. Na szczęście nie wszyscy się do tego stosują – jej tata na przykład nie był takim sztywniakiem. Nie mógł być, bo matka by na niego przecież wtedy nie spojrzała… prawda? – Ale większość… Żebyś ty widział te damulki na salonach. Ciocia Esme mi kiedyś opowiadała i pokazywała zdjęcia. Zgrooza – Guinevere naprawdę była momentami przerażona zwyczajami jakie panowały w Wielkiej Brytanii pomiędzy magiczną społecznością (bo mugole to mało ją obchodzili i zupełnie się nimi nie interesowała). Podział czarodziejów ze względu na tych „czystej krwi”, „półkrwi” i „mugolaków”, choć oczywisty, ale tak surowo przestrzegany, niemal jeżył włos na głowie a przede wszystkim sprawiał, że McGonagall zastanawiała się „ale po co?”. Czarodziej to czarodziej.

– Bo ja wiem… Może ma rację ten twój tatko – może coś w tym było, przecież i ona i Jamil opanowali dwa języki, a mieli dopiero trzynaście lat, a to już więcej niż niektórzy dorośli czarodzieje przez całe swoje życie. Co do animagii trudno jej się było wypowiedzieć – bo to było bardzo dużo pracy, kiedy już wybrało się swoje zwierzę i obserwowało je i próbowało przemienić… I próbowało i próbowało i próbowało. Nefret cała ta iluminacja przychodziła nad wyraz łatwo, ale jej ojciec mówił jej, że i on bardzo szybko był w stanie się przemienić. Coś było w ich genach. Wzięła do rąk podsuniętą jej gazetę i przez moment w ciszy przyglądała się przemianie jednego z uczniów w gazelę, ale najcenniejsze były miny widowi. Ginevra aż parsknęła w głos, nie mogąc się opanować. – Przecież nikomu nie dzieje się tutaj krzywda od setek lat! – żachnęła się. – Lepiej niech się cieszą, bo i badania nad transmutacją są u nas na dużo wyższym poziomie, i mogą z tego korzystać – złożyła i odłożyła gazetę, ruchomą fotografią do góry. No co, tak jakby nigdy animaga nie widzieli? Na Sympozjum Animagów?

– Ty – odpowiedziała mu po prostu, najpewniej całkowicie niepotrzebnie. – To nic ciekawego. Zimno, biało i wieje – wyjaśniła mu, bo ona była w Anglii w okresie Yule. Tata chciał czasami spędzać czas z rodziną, której nie widywał na co dzień. – Wiem co to jest – więc po co miała się pytać? Zdawało się to być stratą czasu. – Obchodzi się to? U ciebie w domu? – zapytała jednak bo jedno to wiedzieć co to, a drugie to brać udział.

– Następnym razem trzeba się z nim o coś założyć – stwierdziła po prostu, zapatrzywszy się w korytarz prowadzący na klakę schodową do sypialni. – Może wtedy się tak łatwo nie wywinie, bo się wystraszy, że straci twarz.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Guinevere McGonagall (1036), Jamil Anwar (858)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa