30.03.2023, 10:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.03.2023, 10:15 przez Cathal Shafiq.)
- Jestem pewien, że pół wieku temu to samo mówili mężczyźni w Wielkiej Brytanii, gdy kobiety domagały się praw wyborczych – odbił piłeczkę Cathal. Jego wiedza o historii i społeczeństwa była na tyle duża, że wiedział co nieco także o mugolskim świecie: zwłaszcza, że historia czarodziejów splatała się z tą mugolską częściej niż czarownikom się zdawało.
Tak, nie mógł sobie podarować. Shafiq był wybitnie upartym człowiekiem.
- Ktoś, kto zarabia na ich jadzie i łuskach? – zasugerował. Sam Cathal celowo unikał nauki przepisów eliksirów, nie mając najmniejszej ochoty zaśmiecać sobie tym głowy, ale zdawał sobie sprawę z tego, że składniki pochodzące od węży mogą być całkiem cenne.
Choć, rzecz jasna, tu chodziło o coś więcej. Węże były symbolem Slytherina, a więc także Gauntów, jego dziedziców. Nie wspominając już o tym, że Salazar słynął jako wężousty i mógł swoim krewnym podpowiedzieć to i owo. W dodatku węże były strażnikami posiadłości: chroniły ją nawet teraz. Cathal podejrzewał, że lata temu Gauntowie wykorzystywali je jako broń oraz szpiegów. Teraz jednak niewiele po tym wszystkim pozostało.
- Nie to? Niszczysz moją pewność siebie – stwierdził, rzecz jasna ironicznie, unosząc przy tym lekko jasne brwi. Skłonił się nawet dwornie, co mogło wyglądać dość zabawnie przy jego stroju, nie niechlujnym, ale z gatunku tych mało eleganckich: wypłowiałej nieco koszuli i zwykłych spodni. – To obietnica. Będę czekał niecierpliwie – zapewnił. Nie wdawał się już w informacje, że hodowli szczurów nie posiada, a ot jest to jeden z przysmaków węży. Nie skomentował także zawoalowanej groźby pozbycia się węża, którą oczywiście wychwycił, ale postanowił puścić pomimo uszu. Jakby nie było, gdyby wąż faktycznie ją zaatakował, miałaby pełne brawo się bronić, a Cathal zamierzał zadbać o to, aby już żadne ze stworzeń nie opuściło murów posiadłości.
Obrócił się i ruszył w ślad za wężem, na wzgórze, a potem dalej: ku skrytej pod magią posiadłości Gauntów.\
Tak, nie mógł sobie podarować. Shafiq był wybitnie upartym człowiekiem.
- Ktoś, kto zarabia na ich jadzie i łuskach? – zasugerował. Sam Cathal celowo unikał nauki przepisów eliksirów, nie mając najmniejszej ochoty zaśmiecać sobie tym głowy, ale zdawał sobie sprawę z tego, że składniki pochodzące od węży mogą być całkiem cenne.
Choć, rzecz jasna, tu chodziło o coś więcej. Węże były symbolem Slytherina, a więc także Gauntów, jego dziedziców. Nie wspominając już o tym, że Salazar słynął jako wężousty i mógł swoim krewnym podpowiedzieć to i owo. W dodatku węże były strażnikami posiadłości: chroniły ją nawet teraz. Cathal podejrzewał, że lata temu Gauntowie wykorzystywali je jako broń oraz szpiegów. Teraz jednak niewiele po tym wszystkim pozostało.
- Nie to? Niszczysz moją pewność siebie – stwierdził, rzecz jasna ironicznie, unosząc przy tym lekko jasne brwi. Skłonił się nawet dwornie, co mogło wyglądać dość zabawnie przy jego stroju, nie niechlujnym, ale z gatunku tych mało eleganckich: wypłowiałej nieco koszuli i zwykłych spodni. – To obietnica. Będę czekał niecierpliwie – zapewnił. Nie wdawał się już w informacje, że hodowli szczurów nie posiada, a ot jest to jeden z przysmaków węży. Nie skomentował także zawoalowanej groźby pozbycia się węża, którą oczywiście wychwycił, ale postanowił puścić pomimo uszu. Jakby nie było, gdyby wąż faktycznie ją zaatakował, miałaby pełne brawo się bronić, a Cathal zamierzał zadbać o to, aby już żadne ze stworzeń nie opuściło murów posiadłości.
Obrócił się i ruszył w ślad za wężem, na wzgórze, a potem dalej: ku skrytej pod magią posiadłości Gauntów.\
Koniec sesji