• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[wiosna-lato 1963] Jęcząca Marta || Jackie Carrow

[wiosna-lato 1963] Jęcząca Marta || Jackie Carrow
Wolf in sheep's clothing
"There are no strange creatures, only blinkered people."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Szczupła, niewysoka młoda kobietka, o kędzierzawych, rudobrązowych włosach i zielono-niebieskich oczach oraz twarzy upstrzonej piegami. Ze swoim wyglądem może uchodzić za Weasleyównę. Wygląda na kilka lat młodszą, niż jest w rzeczywistości. Zwykle ma na sobie praktyczny i wygodny, ale znoszony strój podróżny oraz zielonkawą szatę czarodzeja. Mówi szybko, zwykle unikając kontaktu wzrokowego, lub przestępując z nogi na nogę. Na jej dłoniach i przedramionach można znaleźć liczne, mniej lub bardziej zagojone, blizny.

Jackie Carrow
#1
22.03.2023, 11:30  ✶  
Zakapturzona postać przemykała szybko słabo oświetlonym korytarzem. Jej kroki powinny niech się echem, odbijane przez kamienne ściany, a jednak były zupełnie niesłyszalne. Mogło się wydawać, że w istocie postać wcale nie dotyka stopami szarej posadzki, a jedynie dryfuje w powietrzu. Być może w ogóle nie była człowiekiem z krwi i kości, a raczej efemeryczną zjawą, przybyłą z zaświatów aby dręczyć ludzkich mieszkańców zamku?

Nagle postać zatrzymała się, nasłuchując. Z korytarza prostopadłego do tego w którym się znajdowała, dochodziły odgłosy kroków i cichego mamrotania. Postać odwróciła się i zaczęła się pośpiesznie oddalać, ale właśnie wtedy zza winkla wyłoniła się sylwetka szkolnego woźnego, który oświetlał sobie drogę dość dobrze działającą lampą naftową, której soczewka ogniskowała światło prawie jak reflektor.
Widząc postać, mężczyzna stanął jak wryty, zupełnie zaskoczony takim widokiem, ale zaraz potem otrzeźwiał i puścił się w pogoń krzycząc "Stój nicponiu!". Jego okrzykom wtórowały wyrazy oburzenia ze strony portretów, zawieszonych w nierównej odległości wzdłuż obu ścian korytarza.
Pościg był dość intensywny, ale postać była od starszego mężczyzny znacznie szybsza, przez co po kilkudziesięciu metrach skręciła w prawo i… Kiedy woźny dobiegł do miejsca gdzie ją widział ostatnio, jej już nigdzie nie było. Klnąc na czym świat stoi, wrócił więc do przerwanego wcześniej patrolu.

Jackie oddychała ciężko, przyciśnięta plecami do drzwi za nią. Była pewna, że zgubiła woźnego, a jednak nadal nie mogła uspokoić bicia serca. Jako uczennica trzeciego roku szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart nie mogła po prostu chodzić sobie korytarzami po nocy, powinna była pozostać w Pokoju Wspólnym swojego domu, zlokalizowanym za portretem gruszki. Ona jednak nie potrafiła wysiedzieć w zamku - instynkt ciągnął ją na zewnątrz, na błonia, a nawet do Zakazanego Lasu, tam gdzie żyły magiczne istoty, takie jak memortki, nieśmiałki czy kuguchary. Zawsze czuła do nich większą miłość niż do ludzi, a odkąd w tym roku zaczęła się o nich uczyć, podczas lekcji z Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami, ten pociąg tylko przybrał na sile.
Tej nocy jednak nie dane jej było wyjść z zamku. I tak miała szczęście, że udało jej się uciec przed woźnym i schować się w… No właśnie, gdzie się znajdowała? Oderwała plecy od drzwi, rozglądając się po pomieszczeniu. Wyglądało jak łazienka dla dziewcząt, jedna z wielu rozlokowanych w całym zamku. Ta konkretna jednak wyróżniała się tym, że…
Z kabiny toaletowej w najdalszym kącie wydobył się głośny plusk, kiedy fala wody najwyraźniej wytrysnęła z muszli, aby rozlać się po posadzce. Na wpół przeźroczysta dziewczyna, w dwóch kucykach uniosła się w powietrze, wyrażając swoje niezadowolenie z intruzja głośnym zawodzeniem.
— Ktoooo? No Ktoooo się upiera, żeby nawet spaaaaaać mi nieeee daaaaać? - zawodziła zjawa.
Jackie bardzo szybko zrozumiała, że zupełnym przypadkiem trafiła do tej łazienki. Tej w której podobno straszyła wyjątkowo niewychowana zjawa, przez co odkąd dziewczyna przyszła do szkoły, a nawet już wcześniej, na drzwiach do łazienki wisiał szyld "NIECZYNNE". Zresztą nawet bez niego mało która dziewczyna odważyła by się skorzystać z toalety w której straszyła ta zjawa. Jackie słyszała, że nikt nie wie jak się nazywa, więc uczniowie nazywali ją po prostu Jęczącą Martą.
— Marto, posłuchaj mnie, przepraszam! Musiałam uciekać i nie miałam innego wyjścia! Zaraz sobie pójdę. — rudowłosa próbowała uspokoić ducha, w obawie że woźny znajduje się wciąż w zasięgu zawodzenia Marty, i skończy się to dla niej tak czy inaczej szlabanem.
— Uuuuciekałaaaaa? No oczywiście, bo niiiiiit juuuż Marty nieeee odwiedzaaaa! Póóójdzie sooooobieeee?! Jaaaasneee! To niech sobie idzie! — ostatnie zdanie wybrzmiało złością, podczas gdy zjawa wniknęła do jednego z kranów z którego trysnął strumień wody. Jackie podbiegła do niego, próbując zakręcić kran i starając się zignorować, że woda tryska na jej szatę i mundurek szkolny.
— Marto, Marto przestań! Będę cię odwiedzać, obiecuję! Tylko przestań hałasować! — Jackie była coraz bardziej pewna, że jeszcze chwila a hałasy Marty zwabią do łazienki woźnego, więc była gotowa zaoferować cokolwiek byle tylko uniknąć szlabanu. Jej oferta zresztą zdawała się wytrącić ducha z jego transu, po Marta zamilkła i zawisła nad umywalkami, jakby się nad czymś zastanawiając.
— Dwa razy w tygodniu. I to bez żadnego "ale". A jak nie to sama doniosę na nią! — przedstawiła w końcu swoją ofertę, wlatując w kran, z którego woda przestała po chwili płynąć. Rudowłosa puchonka odetchnęła, oceniając rozmiar plam na jej szatach. Nie było najgorzej.
Nagle twarz Marty wyłoniła się z lustra tuż przed nią.
— To jak będzie? — zapytała, świdrując ją wzrokiem.
I tak właśnie Jackie zgodziła się odwiedzać Jęczącą Martę w jej toalecie.

Kiedy przychodziła, zwykle wyglądało to na jeden z dwóch sposób. Jeśli Marta miała akurat dobry dzień, to pytała o plotki z życia szkoły, chociaż Jackie nie kojarzyła większości imion osób o które zjawa dopytywała. Pytała się też o nauczycieli, o to co ostatnio zmajstrował Irytek i inne tego typu informacje. Dla Jackie nie było to specjalnie ciekawe, ale widać było że efemeryczna dziewczyna czerpie dużo przyjemności z tych informacji. Gorzej było, jeśli akurat miała zły dzień. Wtedy wyła, zawodziła, robiła Jackie wyrzuty o to, że za krótko z nią rozmawia, że na pewno ją obgaduje z innymi uczniami, i o wiele rzeczy, które chyba przydarzyły jej się jeszcze za życia. Potrafiła przez pół godziny zalewać łazienkę, aż w końcu opadła z sił ukrywała się w kolanku jednej z toalet, cicho pochlipując i ignorując wszelkie próby podjęcia rozmowy przez Jackie.
W jeden z takich złych dni, kiedy już wyrzuciła z siebie wszystkie żale, zupełnie nieoczekiwanie Marta stwierdziła "Tutaj umarłam." Jackie bardzo interesowały okoliczności śmierci Marty, tym bardziej, że nie mogła znaleźć nic na ten temat w książkach o Hogwardzkich duchach, ani pytając o to innych uczniów. Nigdy jednak nie zadawała jej pytań na ten temat, bo uważała je za nietaktowne, a poza tym choćby jedno wspomnienie o śmierci zamieniało dobry dzień Marty w tej gorszy.
— To okropne.— odpowiedziała Jackie, starając się nie zabrzmieć ani prześmiewczo ani współczująco i ignorując fakt, że cała ocieka wodą toaletową. To było okropne i to był fakt.
— Ze wszystkich miejsc na świecie. W łazience. — dodała Marta pustym, odległym głosem.
— Co za ironia.— zawtórowała jej Jacky, próbując dopasować ton swojej wypowiedzi do tego co mówiła zjawa. Chciała zadać jakieś pytania, ale bała się że Marta odbierze to jako wścibstwo i odmówi dalszej rozmowy.
— I nawet nie wiem jaaak! — zachlipała zjawa smutno, wywołując nieprzyjemne uczucie w żołądku dziewczyny. Może naprawdę nie powinna dopytywać? W końcu Marta była kiedyś człowiekiem, czymkolwiek była obecnie, i należał jej się szacunek.
— Marto czy, czy pamiętasz jak miałaś na nazwisko? — Jackie zadała pytanie, chcąc wykorzystać moment jasności umysłu zjawy, a jednocześnie nie drążąc tematu jej śmierci. Przez dłuższą chwilę panowała cisza, poza okazjonalnym podciągnięciem nosa, i dziewczyna już myślała, że straciła rozmówczynię.
— W-W-Warren… — wydukała w końcu Marta niepewnie, po czym zamilkła i Jackie wiedziała, że jej wizyta tego dnia jest skończona.

Przez następne dwa miesiące, Jackie próbowała znaleźć coś na temat Marty Warren w książkach szkolnej biblioteki, lub poprzez plotki uczniowskie. Niestety nie była ani bardzo dobra w czytaniu, ani bardzo lubiana a nauka do egzaminów, odwiedzanie gajowego i odwiedziny u Marty pochłaniały większość jej wolnego czasu poza lekcjami. Na jakiś czas zapomniała nawet o całej historii, uznając, że kimkolwiek Marta była, nie miało to już teraz większego znaczenia.

Kiedy w czerwcu przyszła się pożegnać, Marta kompletnie nie chciała z nią rozmawiać - od dwóch tygodni wyrzucała Jackie, że ta zostawia ją samą, zalewając łazienkę tak często że woźny w końcu magicznie zamknął klapy toalet, żeby zapobiec powodziom. Jackie posiedziała więc chwilę na jednej z klap, życzyła Marcie miłych wakacji i obiecała, że zobaczą się w przyszłym roku. Tak naprawdę, sama wiedziała, że prawdopodobnie od września będzie omijać toaletę na pierwszym piętrze szerokim łukiem. Odwiedzanie Marty było męczące i Jackie czuła, że nie da rady pogodzić tego z nauką w przyszłym roku. Ale nie chciała mówić o tym zjawie.

Dwa tygodnie później, jednego z najgorętszych lipcowych poranków, Jackie porządkowała prenumeratę "Proroka Codziennego". Dwie wielkie skrzynie gazet, które jej ojciec trzymał na strychu, były dla niej bardziej makulaturą niż czymkolwiek istotnym, ale skoro ojciec pragnął je trzymać - tak też było. A skoro pragnął by był w nich porządek - tak też się działo. W domu Carrowów panowała dyktatura, nie demokracja.
W pewnym momencie nagłówek na pierwszej stronie jednej z gazet zwrócił jej uwagę. "CZY HOGWART ZOSTANIE ZAMKNIĘTY? MORDERSTWO MARTY WARREN WCIĄŻ NIEWYJAŚNIONE!". Jackie odłożyła resztę gazet i wyczytała się w artykuł, z którego dowiedziała się, że Marta została zamordowana w szkole, prawdopodobnie przez innego ucznia, wciąż jednak nie było wiadomo kto mógł się tego morderstwa dopuścić. Oferowano nagrodę dla tego, kto wskaże sprawcę, i informowano, że jeśli jego schwytanie szybko nie nastąpi, szkole grozi zamknięcie. Dziewczyna próbowała podpytać o te wydarzenia ojca, ale ten oznajmił jej tylko, że winnego znaleziono i żeby się tym nie interesowała, bo to są "sprawy, które nie dotyczą młodych dziewcząt", po czym nabrał wody w usta i nie chciał pisnąć na ten temat już ani słowa.

W kolejnych latach Jackie nie odwiedziła już Jęczącej Marty, a nawet dość obsesyjnie jej unikała, częściowo bojąc się złości ducha, częściowo z powodu poczucia winy, że zerwała ich znajomość. Dwa lata później sama również opuściła Hogwart i Jęcząca Marta stała się dla niej tylko wspomnieniem.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Jackie Carrow (1514)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa