• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[ Styczeń 1970, Londyn] Nazwać Nienazwane | Hjalmar x Pandora

[ Styczeń 1970, Londyn] Nazwać Nienazwane | Hjalmar x Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#11
07.06.2023, 21:58  ✶  
Prychnęła kolejny raz, przyglądając mu się błyszczącymi oczami. Jako, że Pandora uważała siebie za człowieka względnie przyzwoitego, który starał się działać dla dobra świata i innych, postanowiła wspaniałomyślnie nie wspomnieć o jego reakcji na jazdę konną lub też na grzbiecie abraksana, przygryzając dolną wargę, aby przypadkiem się nic nie wymsknęło samoistnie, co już wcześniej się zdarzało. Nie była na niego zła tak naprawdę, ich relacja po prostu miała wpisane w załącznik małe szpileczki i złośliwości.
Trochę mu tego spania zazdrościła, bo ona musiała wspomagać się odpowiednimi środkami od uzdrowicieli. W mieszkaniu miała całą szufladę ziółek, tabletek i eliksirów nasennych, a także pobudzających, na wypadek gdyby po nieprzespanej nocy, nadszedł ciężki dzień. Hjalmar spał twardo, niezależnie, jak wierciła się w Turcji, wcale się nie obudził, nawet aparat nie zadziałał! Zupełnie, jak Niedźwiedź. Ciężko pracował i dużo jadł, nic więc dziwnego, że spał jak małe dziecko, zwłaszcza jeśli dodać do tego butelkę lub w tym przypadku kufel. Uśmiechnęła się pod nosem do swoich myśli, przenosząc wzrok na paluszka, którego kończyła jeść. Przestała się już łudzić, że taka forma posiłku zwolni działanie alkoholu na jej organizm. - Chyba?- złapała go za słówko, podczas gdy jej palce zaciskały się dookoła jego grożącego gestu. Jego pytanie sprawiło, że roześmiała się krótko, kręcąc głową, że przecież nic takiego. Bo jak niby miała się go bać, zwłaszcza gdy dookoła nie było żadnej plaży lub rzeki, do której mógłby ją wrzucić? Owszem, w Londynie płynęła Tamiza, ale dzieliło ich od niej chyba kilka kilometrów. Gdy brunetka piła, była jeszcze bardziej odważna. - Znowu mi dokuczasz. Nie mogłabym pracować w policji, każdemu bym wybaczyła i dawała drugą szansę, a świat pogrążyłby się w chaosie. - odparła z ciężkim westchnieniem, zupełnie świadoma swoich wad. Wyjątkiem byliby najpewniej bezwzględni mordercy czy zboczeńcy, którzy krzywdzili innych dla własnej przyjemności. Tego by nie umiała ot tak wybaczyć. O i jeszcze takim ludziom, którzy ranili dzieci oraz zwierzęta. Przez myśl kolejny raz przemknęło jej to, że siedzący na stołku obok mężczyzna, był niemożliwie uroczy. Jego twarz, która teoretycznie chowała wszystkie emocje, gdy już zdecydował się je uzewnętrznić, oddawała je bardzo dokładnie. Branie odpowiedzialności - świadomej i pełnej, za Akane, mogłoby przytłoczyć każdego. Nic dziwnego, że Azjatka wierzyła w wieczne bycie singlem, bo żaden partner by sobie z nią nie poradził. Chciała coś skomentować, pewnie nawet zabawnie, ale palec Hjalmara przywarł do jej warg, a ona wytrzeszczyła na niego podkreślone makijażem oczy, odrobinę się zapowietrzają. Owszem, ona mu tak robiła, ale mogła i to było normalne, ale Niedźwiadek właściwie nie robił niczego z wachlarza jej sztuczek i gestów. Nic więc dziwnego, że ją zaskoczył i nawet sprawił, że odrobinę się zawstydziła. Prychnęła więc, krzyżując na chwile ręce pod biustem, może faktycznie trochę z miną skarconego dziecka. - Pomyśleliby, że mówię o drinku. - szepnęła konspiracyjnie, gdy jej usta odzyskały wolność.
Kolorowa wódka wchodziła zbyt lekko, smakowała czasem jak soczek i dawała złudne poczucie bezpieczeństwa w piciu. Człowiek stracił rachubę, wierzyło w to, że działanie będzie zupełnie inne, niż przy czystej. - Nie jest taka zła. I wiesz co? Zdecydowanie mnie nie doceniasz. Jeśli nadal będziemy się widywać, to jeszcze nie raz Cię zaskoczę. - oznajmiła mu z westchnieniem, odpuszczając sobie kolejną oburzoną minę i prychnięcia. Może nie byłaby to operacja prosta, najpewniej skończyłby z zaklęciem lewitującym po tym, jak razem z Jerrym wsadziłaby go do taksówki, a potem wywlokła na chodnik przed miejscem, gdzie mieszkała. Niezależnie, jak wiele Pandora piła, zawsze była jednak względem innych odpowiedzialna - sprawdzała, czy wszyscy są i czy nikt nie został na tyłach. Dziś było prościej, bo miała lub raczej powinna mieć oko tylko na niego.
- A więc mam szansę nauczyć się od najlepszych w kwestii porwań. Nie zdziw się więc, mój Drogi, jak przyjdzie taki dzień, gdy ze zdezorientowaniem rozejrzył się dookoła i nie będziesz wiedział, gdzie jesteś, bo role się odwrócą. I wiesz co? Kot brzmi dużo lepiej, niż kleszcz. - zakończyła swoją wypowiedź z odrobiną uznania, sugerując mu tym samym, że pasożytniczego robaka to naprawdę mogliby się ze swoich rozmówek pozbyć na zawsze. I jeszcze to, że wcale o tym nie zapomniała. Posłała mu jednak kolejny ze swoich uśmiechów, gdy mówił dalej, przyznając, że później faktycznie znajdzie trochę czasu na to, aby poznać lepiej okoliczne tereny Doliny Godryka. Nie widzieli się wcale tak dużo razy, ale zawsze obserwowała go i słuchała na tyle uważnie, aby pewne rzeczy o nim wiedzieć. Lub sobie wywnioskować, ewentualnie odpowiedzieć. Nie bez powodu wspomniała mu kiedyś, że wilka nie można zamknąć w klatce, bo będzie nieszczęśliwy, a najpewniej to zrobiłaby z nim jej kuzynka, gdyby zdecydował się na ożenek. Nie byłoby też trochę zabawnie, gdyby byli rodziną? Aczkolwiek Deniz pewnie zamarzłaby na Islandii, a Londyn by ją wciągnął na tyle, że nie byłaby w ogóle w domu. - A Lithę w tym roku chcesz spędzić tutaj, czy wyrwiesz się do domu? Ja też nie chodziłam na szczudłach. Nie lubię w ogóle cyrków, a tam chodzą. Ubrani tak kolorowo i z czerwonymi nosami. - rękoma najpewniej usiłowała mu też pokazać, że uprawiający sztukę chodzenia na szczudłach klauni, są również odrobinę otyli. Poruszali się z zaskakująca gracją, ale nie ratowało to w ogóle wizerunku ich miejsca pracy w oczach brunetki. A pytanie o Lithę wymsknęło się jej samo, zupełnie nie kontrolowała jego zadawania. -  Podoba mi się, że im więcej czasu ze mną spędzasz, tym częściej się uśmiechasz.
Zauważyła jeszcze, odrobinę nachylając się w jego stronę, jakby zdradzała mu jakiś sekret. Zrobiła to dodatkowo z taką niewinnością, że trudno byłoby się na nią gniewać.
Jego świadomość odnośnie do tego, że nie dało się na niego gniewać, wydała się Pandorze niepokojąca, jakby zabrał jej jakąś kartę i możliwości tym stwierdzeniem. Niby jak miała czasem z tego korzystać, skoro był tak pewny, że mu wybaczy? Zmierzyła go wzrokiem w zamyśleniu, jakby zastanawiała się, jak to skomentować, ale ostatecznie wzruszyła ramionami, przyznając mu rację z odrobiną niechęci. W przypadku Turczynki, była to też kwestia tych niebieskich oczu, miała do nich olbrzymią słabość - co nie było czymś szczególnie dziwnym, jak kochało się Astronomie i spoglądanie w niebo, którego miały odcień Niedźwiedziowe tęczówki. Równowaga musiała zostać zachowana i wiedziała, że gdyby się bardzo postarała i była urocza, to też by się na nią nie złościł, co nieraz się już udało. Całe szczęście, bo inaczej pewnie dawno miałby jej dość.
Przyglądała mu się w milczeniu, nie ruszając się z miejsca. Skąd miała wiedzieć, czy mogła tak zrobić, czy mu to przeszkadzało, czy może tylko udawał, że jest oburzony, a tak naprawdę mu to odpowiadało? Gdyby pozwalał sobie na odrobinę więcej szczerości i odrobinę więcej emocji, byłoby prościej. A tak, musiała liczyć na odrobinę szczęścia, że wyraz jego twarzy cokolwiek jej zdradzi. Podobno z kobietami było trudno. - Kiedyś podam Ci eliksir prawdy, spisze pytania na kartce i zrobię sobie instrukcję obsługi. - stwierdziła w końcu ze zrezygnowaniem w głosie, cofając jednak ręce, bo niczego mądrego poza niedowierzaniem nie zobaczyła. Nie ułatwiał jej życia. Ona zwykle dawała jasne komunikaty, była wylewnym człowiekiem i każdy, kto spędził z nią trochę czasu wiedział, że lubiła czasem ot tak się przytulić lub też pociągnąć kogoś za rękę, chociaż przed samą sobą musiała przyznać, że przy nim wykorzystywała to nagminnie. Zwykle przecież nie była aż taka względem ludzi, których znała krócej - lub raczej mężczyzn. Daleko jej było do frywolności Akane.
- Marudo. Mhm, dorzucamy kolejne przezwisko i idziemy na rekord, Panie Misiu? Wiesz, że mugole to mają takiego swojego Niedźwiedzia też w Lonydnie? Nazywa się Paddington, jest bardzo popularny i nosi płaszcz oraz kapelusz. - opowiedziała mu o maskotce, którą widziała ostatnio, gdy była w nie magicznym Londynie i o której opowiadali znajomi. Misiek powstał z pięć lat temu i cieszył się rosnącą popularnością, stając się z wolna pewnego rodzaju symbolem dla tego kraju. Nawet pałac wykorzystywał jego wizerunek, tak sugerowała Katie. - Rzutki! Jakie robimy zasady? Jak nie trafimy w tarczę, to zadajesz pytanie, wyzwanie, lub pijesz?
Uśmiechnęła się figlarnie, pozwalając sobie widocznie już w pełni na zabawę, skoro miała go obok siebie. Zwykle uważała, starała się nie zrobić na tyle, aby nie była w stanie wrócić do domu, ale kto by ją zaczepił w towarzystwie Hjalmara? Nikt rozsądny.
Zdziwienie pojawiło się na jej twarzy dlatego, że się tego nie spodziewała akurat dziś i w tym miejscu, tak przy ludziach. Islandczyk był przecież nieśmiały, lawirował tak, aby unikać sytuacji tego typu, co zauważyła już podczas wesela u jego przyjaciół, gdzie sugestie jego ojca same w sobie wprawiły go w zakłopotanie oraz zdenerwowanie. I właściwie nadal nie była pewna, co oddziaływało wtedy na niego mocniej. - Nie szkodzi. Nie było wtedy odpowiedniego momentu, wiem. - dokończyła za niego, posyłając mu jedynie ciepły uśmiech, który świadczył o tym, że wcale jej to nie przeszkadzało. Jak mogłoby, skoro zrobił coś specjalnie dla niej? Była tak niesamowicie szczęśliwa, dostała taki zastrzyk endorfin i adrenaliny, że gdyby nie fakt, że raczej by nie był zachwycony, to pewnie by go porządnie ucałowała w podziękowaniu. Literka była śliczna, delikatna i jednocześnie pasowała do wszystkiego, więc Pandora nie będzie musiała jej zdejmować. Dla niej był to najpiękniejszy prezent i najpiękniejsza biżuteria, jaką dostała. Nim jednak się zorientowała i zastanowiła, jak mu podziękować, już go przytulała, jak zwykle robiąc coś bez pomyślunku. Nie było jednak tak, że wybrana przez nią opcja się jej nie podobała, zwłaszcza gdy nie była od niego aż tyle niższa. I nawet jeśli - o zgrozo - pogładził ją po plecach, jak młodszą siostrę, nie popsuło jej to humoru. Zaskakujące, jak wciąż mało swobodnie się przy niej czuł, miała wrażenie, że spinał się za każdym razem, gdy w jakikolwiek sposób naruszała jego przestrzeń osobistą, niezależnie czy było to przytulenie, czy pociągnięcie gdzieś za rękę, podczas gdy brunetce wydawało się to naturalną i pasującą do okoliczności reakcją. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, postępowała wobec niego i z nim tak, jak po prostu czuła, że musiała i przede wszystkim też chciała, czasem nawet się powstrzymując. - W całej swojej prostocie, zupełnie nie ułatwiasz mi życia. Spróbuj. - skomentowała tylko z cichym śmiechem, wywracając oczami, chociaż nie powiedziała mu wprost, do czego nawiązywały jej słowa. Stanęła grzecznie i względnie nieruchomo, zaciskając palce na brązowych, uwięzionych w kitce włosach. Zaskakujące, jak umiał skupić się na czymś tak błahym, jak zapięcie łańcuszka. Jeśli pracował w kuźni nad jakimś delikatnym projektem, to w ogóle rozmawiał ze swoim ojcem lub zauważał otaczający go świat, czy całkiem nie było z nim kontaktu? Starała się nie wiercić, chociaż korciło ją niemiłosiernie, żeby zerknąć na twarz Islandczyka. Nie mogła też myśleć o tym, że ją trochę łaskotał, bo kark, nie tylko był wrażliwy, ale na owo łaskotanie podatny.. Zaciskała więc usta lub paliła głupka, że chichotała okazjonalnie przez to, że mu nie wychodziło, a gęsią skórkę, którą zostawiał, musiała wierzyć, że nie zauważy. - Nie szkodzi. Nie bądź taki smutny, bo ja będę smutna. - odwróciła się przodem do niego, zaciskając palce na pudełeczku, które jej wręczył i wbiła w niego spojrzenie. - Pomyśl nad tymi strzałkami, a ja zaraz będę! - dodała jeszcze, rozglądając się dookoła, zanim posłała zachwycony uśmiech. Odeszła kawałek, szukając właściwej osoby, bo zajęci sobą Anglicy byli odcięci bardziej od rzeczywistości, niż Niedźwiadek, gdy majstrował przy łańcuszku. Dostrzegła znajomą brunetkę, na której widok mimowolnie zacisnęła palce na pudełeczku, zastanawiając się, co powinna zrobić i co chciała zrobić. I wiedziała, że powinna była zachować się egoistycznie, ale nie umiała, zwłaszcza gdy wspominała Elizie o nim wcześniej. Podeszła więc do niej, obejmując ramieniem z uśmiechem i poprosiła, aby ta zapięła jej literkę na szyi, co zarumieniona zrobiła niemalże natychmiast. Była nieco niższa od Pandory nawet w obcasach, więc musiała się trochę nachylić.
- Ni.. Hjalmar, to Eliza, moja koleżanka. - oznajmiła mu pogodnie, gryząc się w język, aby przypadkiem nie nazwać go w ten szczególny sposób, bo po co tamta miała wiedzieć? Eliza była urocza i wyglądała na bardzo przyzwoitą, głównie przez skromną sukienkę na długi rękaw, która pozbawiona była głębokiego dekoltu i sięgała do kolan, podkreślając talię oraz biodra przez to, że materiał rozszerzał się ku dołowi. Miała ładną figurę, nieco pełniejszą i jasnobrązowe włosy, które sięgały jej do ramion. Karnacje miała bladą, a oczy duże i zielone. Była idealnie taką dziewczyną, jaką dobra siostra przedstawiła by bratu.
- Miło mi. Panda dużo mi o Tobie opowiadała. - zaczęła melodyjnym i miłym głosem, chociaż dość nieśmiałym. Róż rozlał się jej po policzkach, a ona wstydziła się spojrzeć mu prosto w oczy. Grzecznie wyciągnęła jednak dłoń na przywitanie. Prewettówna uśmiechała się po prostu, stojąc obok, chociaż jej uwaga wędrowała ciągle w dół, gdzie w palcach obracała swoją złotą literkę. - Słyszałam, że lubisz przyrodę i znasz się na polowaniach? Mój Tata jest pracownikiem rezerwatu, a do tego hobbistycznie łowi i poluje.
Dodała jeszcze Liz, posyłając mu subtelny uśmiech.
- OLIVER mi uciekł! - głos Kany rozległ się echem, gdy wbiegła po schodach i objęła ze smutną miną przyjaciółkę. A potem dostrzegła towarzyszącą jej brunetkę i ściągnęła brwi, wędrując pytającym spojrzeniem po twarzach zebranych, jakby nie rozumiała, co się działo. - Myślisz, że go wystraszyłam? Może po prostu się zakochał w Tobie i nie dostrzegł mojego piękna? - kontynuowała jednak, odwracając twarz w stronę Prewettówny, łaskocząc ją kosmykami czarnych włosów po odkrytych ramionach. Ta posłała jej tylko krótki uśmiech, wzruszając ramionami - odrobinę współczujący, bo Oliver był bardzo w jej typie i na pewno miała wobec mężczyzny wielkie plany.
- Mogłaś poprosić o jego adres albo zapytać, gdzie możesz go spotkać. - zasugerowała rozbawiona, przenosząc spojrzenie na Hjalmara. Czy ona powinna im teraz wszystkim zasugerować grę w strzałki? Jak zwykle, nie umiała sama zdecydować. Poczuła oddech na szyi, a następnie chłodną dłoń Akane na swoim wisiorku. - O nie koleżanko, tego Ci nie oddam.
- Oddajesz mi przecież zawsze wszystko z biżuterii, co chcę. Nie bądź taka, religie świata każą się dzielić! Zobacz, jakie to ładne!
Brunetka cofnęła się pół kroku, odsuwając obronnie dłoń biżuteryjnej sroki od swojego prezentu, na co Eliza zakryła usta dłonie, chichocząc. Widać było, że próbowała z nim nawiązać konwersację, ale nie wiedziała, jak się za to zabrać. Pandora musiała sobie powtarzać, że jest miłą i dobrą dziewczyną, a Liz po prostu nie ma doświadczenia i odwagi, wszystko było przed nią i to wcale nie było nawet troszkę smutne, że nie umiała sama się odezwać. Kana natomiast prychnęła, rzuciła coś pod nosem w rodzinnym języku swojej matki, a potem objęła ramię Islandczyka, patrząc na niego z dołu z miną skrzywdzonego i obrażonego dziecka, jakby miał jej pomóc.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#12
11.06.2023, 18:25  ✶  

Oczywiście, że 'chyba'. Co innego miał jej powiedzieć? O ile mógł jeszcze przymknąć oko na taki podpis ze strony Pandory, ponieważ coś by sobie wymyślił jako wytłumaczenie. Tak to co zrobiła Akane nie wchodziło w rachubę - nie znali się, a w dodatku Hjalmar jej nie groził, więc tym samym nie miała pozwolenia na tego typu akcje.

Czy dokuczał? Zawsze i wszędzie. Niestety nie wziął pod uwagę dobroci Prewettówny w kwestii pracy w policji. Teraz kiedy przedstawiła swoją wersję o drugiej szansy dla każdego, to rzeczywiście miała rację - była by z niej marna, jeżeli nie tragiczna policjantka. Wszystkie sprawy, które by jej powierzono kończyłyby się uniewinnieniem. Z takimi wynikami, szybko zakończyła by karierę w tej formacji, więc może rzeczywiście lepiej aby się trzymała od niej z daleka?

Turczynka miała rację - mogli pomyśleć, że mówi o drinku. Z drugiej strony mogli też zacząć drążyć temat i dopytywać. W takim więc razie, po co mieli rozjuszać wilka i prowokować go do zadawania pytań? Każda wspominka o ich świecie zwiększała szansę na pomyłkę przy odpowiedzi, a chyba wszystkich zależało aby nadal ukrywać ich rzeczywistość od innych.

Doceniał Pandorę. Momentami nawet pewnie przeceniał w niektórych kwestiach. Nikt inny nie potrafił tak sprawnie i z taką łatwością wywołać u niego zdenerwowania, podniesionego ciśnienia czy palpitacji serca... Ale również uśmiechu i wielu innych rzeczy. Nikt również nie mógł go denerwować tak aby Hjalmar nie potrafił się na niego za długo złościć, a Prewettówna właśnie to umiała, więc skąd tu mowa o nie docenianiu?

W to akurat nie wierzył. Co jak co ale porwania nie były jej główną domeną zainteresowań. Nordgersim już by chyba prędzej uwierzył w to, że porwie go sam Merlin, niż Pandora. Z drugą kwestią mógł się jednak zgodzić - kot czy kotek w wersji pieszczotliwej, brzmiało dużo lepiej od kleszcza. Ale czy jakby nagle zmienił narrację z owada na futrzanego przyjaciela, czy Turczynka nie miała by z nim za dobrze?

Wzruszył ramionami przy okazji kiwając przecząco głową, dając jej znać, że nie wie jak odpowiedzieć na jej pytanie. Nie podjął jeszcze decyzji, głównie dlatego, że się nad tym nie zastanawiał, a nie chciał jej okłamywać. W sprawie cyrków mógł jej napomknąć, że jedyny w jakim był to Durmstrang ale tego nie powiedział - w końcu to była jego alma mater i należało do niej podchodzić z szacunkiem. Koniec końców wspominał bardzo dobrze ten czas i te wszystkie przygody.

Pokiwał przecząco głową, parskąjąc śmiechem, ponieważ nie do końca chciało mu się wierzyć w prawdziwość jej słów. Na pewno nie mogło być tak, że uśmiechał się więcej. Może po prostu akurat trafił się taki moment? Tak - tak właśnie musiało być, to była idealna wymówka, którą mógłby przytoczyć gdyby został o to zapytany. Ale czy taka była prawda? Raczej nie ale czy ktoś mógł go osądzać po za jego małym rzemykowym przyjacielem z którym miał sztamę?

- Serum prawdy jest bliżej niż Ci się może wydawać - odparł, wskazując głową na butelkę czystej. To była stara jak świat ale przede wszystkim sprawdzona metoda na wyciąganie prawdy z Hjalmara. W sumie działała za każdym razem - o czym mogła się już przekonać chociażby podczas zeszłorocznej Lithy, gdzie był potulny jak baranek i otwarty na wszystko. A w dodatku nawet przewiózł ją w ramach usługi Niedźwiedź Express.

- Nie ma drugiego takiego jak ja, więc nie mogą mieć takiego samego - odparł, zadzierając nosa. W końcu Nordgersim był unikalny w całym swoim obyciu - nie było szansy aby ten cały Paddington był taki sam. No i żeby tak bardzo lubił leśne harce i wódkę - Amator z tego Paddingtona, że się deszczu boi - dodał ze wzruszeniem ramion. To musiała być jakaś podróbka, a nie prawdziwy niedźwiedź skoro chronił się przed deszczem - Niech tak zatem będzie ale obawiam się, że może to się skończyć na samym piciu, bo ja nie potrafię rzucać tym... Czymś... - wskazał na rzutki, które znajdowały się małym kubeczku. Nie mogli po prostu usiąść jak ludzie i pić wódkę na umór? Tak jak to Merlin przykazał?

Co innego miał zrobić? Zawsze mógł jeszcze nosić przez rok ten łańcuszek, czekając na odpowiednią chwilę, która według niego by nie nastąpiła nigdy. Może po prostu Hjalmar się zaczął lekko zmieniać? Budzić ze swojego snu zimowego? Albo po prostu trochę otwierać przed Pandorą? A może to było tylko złudzenie?

Teraz byli kwita. Nordgersim miał swojego rzemykowego przyjaciela, a Prewettówna złoty łańcuszek ze swoim inicjałem, którego interpretacja zostawała do jej własnej dyspozycji - w końcu jej imię jak i nazwisko było na tę samą literę, dzięki czemu mogło przedstawiać obie możliwości. Już Cię mam... Już zapinam... Kurwa mać... Mruknął w zdenerwowaniu, ponieważ po raz kolejny wymsknęło mu się to przeklęte oczko z dłoni. Był święcie przekonany, że to już jest ta próba, która zostanie zwieńczona sukcesem ale jak widać - mylił się i to bardzo mocno. I co się śmiejesz, że nie mogę tego zapiąć... Pokiwał przecząco głową, starając się nie mruknąć mimo wszystko z niezadowolenia - No dobrze - westchnął - Tylko się nie zgub przypadkiem - dodał, a następnie odwrócił się w kierunku tarczy. Wziął w swoje dłonie jedną z rzutek i zaczął jej się uważnie przyglądać.

Wpatrywał się w ten nie duży przedmiot przez kilka, bądź kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt sekund, badając jego budowę. Przez krótką chwilę mierzył nawet w tarczę ale nie rzucił, oczekując na powrót Turczynki - Hmmm? - odparł, wyraźnie zaskoczony kiedy odwrócił się w ich stronę. Mimo wszystko obejrzał ją od stóp do głów, unosząc na moment swoje brwi - Hjalmar. Bardzo mi miło - przedstawił się, całując ją w dłoń. Co by nie mówić, Islandczyk potrafił być dżentelmenem kiedy tylko chciał. I tu był właśnie problem bo musiał chcieć - Ano prawda. Coś tam się interesuje, może nawet lekko znam... - dodał, unosząc kącik ust do góry i mimowolnie drapiąc się po karku w swoim odruchu obronnym przed stresem. Nie było mu jednak dane powiedzieć nic więcej bo na górę wbiegła Akane.

Wysłuchał co miała im do przekazania i od razu zaczął żałować. Teraz nie miał innego wyboru jak go zabić, a przecież zwrócił mu uwagę aby trzymał się od Pandory z daleka. Czy jego zalecenie, prośba i rozkaz za razem nie były przedstawione jasno? Ktoś jednak miał zamiar przywitać się z jego pięścią - Grrhh... - wydał z siebie pomruk niezadowolenia, mrużąc oczy jakby starał się dostrzeg tego całego Olivera. Już mu Hjalmar pokaże co sądzi o takim działaniu.

To co się wydarzyło chwilę później zaskoczyło go. Wszystko zadziało się tak szybko, że nie wiedział jak na to zareagować. Chyba się teraz nie pokłócicie o kawałek biżuterii... Nordgersim chciał w to bardzo wierzyć, wszak zrobienie takiego łańcuszka nie było trudne - Ale... To musiałabyś mieć chybą 'A' zamiast P na wisiorku... - zwrócił uwagę, patrząc jak Akane zaczyna go osaczać. No i dlaczego musisz być kobietom... Przekręcił oczami, nie chcąc się wtrącać ale raczej nie miał wyboru i musiał zainterweniować - Musimy się jakoś dogadać drogie panie. Ja nie będę robił za adwokata diabła. To sprawa pomiędzy Tobą - wskazał na Pandorę - A Tobą - wskazał na Azjatkę.

Hjalmar wolał to zagrać w ten sposób aby nie być rozjemcą jako, że jego werdykt nie były bezstronny. Mimo wszystko zapewne obrałby stronę Prewettówny nawet pomimo faktu, że często robili sobie na złość. Z drugiej strony nigdy by przecież nie pozwolił aby stała jej się jakaś krzywda lub aby była jakkolwiek stratna.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#13
11.06.2023, 20:29  ✶  
Ucieszyłaby się, wiedząc że nie tyle, ile ją docenia, a ma wrodzony talent do obchodzenia się z nim, chociaż tak naprawdę nie robiła niczego szczególnego, będąc zwyczajnie sobą. Może dlatego, że tak ze sobą kontrastowały i całe to jej gadulstwo, energia i wieczny uśmiech były tym, czego Hjalmar potrzebował, a o czym nie wiedział? Pomijając już, że była naprawdę lojalną przyjaciółką, podobnie zresztą, jak on i zawsze starała się dotrzymać słowa. Wiedziała, że ją doceniał w jakiś sposób, ale nie, że aż tak umiała oswajać Niedźwiedzie.
Dlatego właśnie powinien zawsze oczekiwać nieoczekiwanego. Wbrew temu, co Pandora sądziła i pewnie nawet Islandczyk, wcale nie byłoby go tak trudno porwać, chociaż na zupełnie innych zasadach, niż zrobienie z niego worek ziemniaków. Trudno stwierdzić, że tyle odwagi dodawał jej ten nieszczęsny alkohol, czy może błękit jego oczu, ale mógł być przekonany, że prędzej czy później brunetka spróbuje swoich sił w roli porywacza. Koty były niezależne i prychały, podobnie, jak ona. Ucieszyłaby się jednak nawet z nazywania jej po prostu po imieniu, o ile ten paskudny pasożyt poszedłby w odstawkę. Miała z nim za dobrze i tak, nawet jeśli miała skłonności do idealizowania wszystkiego dookoła, to Hjalmar naprawdę się o nią troszczył, nie była ślepa. I chciała zrobić wszystko, żeby mu się odwdzięczyć, nawet jeśli miało to być tylko pomoc w zaaklimatyzowaniu się w Anglii i poznanie go z ludźmi, żeby potem sam sobie wybrał właściwą grupkę lub nawet koleżankę, lub kolegę do piwa.
Sama nie wiedziała, co z Lithą zrobi, ale w jej głowie malował się plan spędzenia jej ponownie w jego rodzinnych stronach, które strasznie polubiła — o ile oczywiście będzie taka możliwość. Nie zamierzała sobie teraz jednak zawracać tym głowy, przynajmniej dopóki nie dostanie listu zwrotnego. Pewne jednak było, że wyprawa do cyrku im nie groziła.
- Nie śmiej się, przecież Cię nie okłamuje. Jak Cię poznałam, to chciałeś mnie zabić i nie uśmiechałeś się wcale! - odparła na jego rozbawienie, znów korzystając z odrobiny rozbawienia oraz upartości, które rozbrzmiały w jej tonie. Pojedynczy kosmyk włosów spłynął jej do przodu, łaskocząc policzek, gdy poruszyła nieco głową, wlepiając w niego wzrok — podejrzliwy, bo wiedziała przecież tutaj, że się jawnie wykręcał. Czyżby nie lubił się uśmiechać? Mogła to być też kwestia jego nieśmiałości. Nie oceniała go oczywiście, cieszyła się z takiego rozwoju spraw, bardzo podobali się jej uśmiechający się ludzie.
- To? O nie, na Ciebie to nie zadziała. To znaczy, będziesz więcej mówił, ale zanim byłbyś otwarty na tyle, żeby odpowiedzieć mi na kaażde pytanie, to pewnie ja byłabym nieprzytomna. - westchnęła z delikatnym wzruszeniem ramion, podążając za jego spojrzeniem w stronę butelki. Nie znaczyło to wcale, że nie zamierzała spróbować, skorzystać z jego sugestii, nawet jak skutki mogły być opłakane. Przypomniała sobie również o przejażdżce na jego plecach i aż oczy jej rozbłysły, gdy podniosła na niego wzrok, powstrzymując jednak chcące uciec spomiędzy warg słowa.
- To ta Twoja Islandzka skromność? - zapytała z uniesioną brwią, jednak bez cienia złośliwości, zaraz kręcąc głową z rozbawieniem. Miał rację, ale nie powinna była tego mówić głośno, bo jeszcze by sobie coś pomyślał. Tylko czy ona nie chciała, żeby sobie coś pomyślał? Niepozornie poprawiła ramiączko od sukienki, chcąc odwrócić uwagę od myśli, których wiedziała przecież, że trzeba unikać, zwłaszcza przy piciu. Jej wzrok na krótką chwilę powrócił do butelki z wódką, która wciąż czekała na odkręcenie, schłodzona i pewnie przyjemnie cierpka, chociaż pozbawiona owocowych nut i kolorów. - Może i amator, ale równie uroczy. Lubisz deszcz? - przerwała na chwilę, mimowolnie zerkając w stronę oddalonego od nich okna. W Wielkiej Brytanii ciągle padało, zwłaszcza w okresie od marca do października i czasem mogło okazać się to cholernie przygnębiające, dlatego tak często uciekała z tego kraju. Na wzmiankę o strzałkach roześmiała się jedynie z niedowierzaniem, zupełnie nie wierząc w jego zapewnienia, że nie umiał tym rzucać. - Radzisz sobie z toporem i w kuźni, takie strzałki to będzie dla Ciebie dziecinna igraszka. Oczywiście nie dam Ci wygrać, ale może uda Ci się ze mną zremisować? Jak wygram, to wymyślę sobie nagrodę.
Oznajmiła mu jeszcze, bo właśnie wpadła na ten genialny pomysł, który przypieczętowała niewinnym puszczeniem mu oczka i przeczesaniem swojej kitki palcami. Mogli usiąść i pić, ale jaka w tym zabawa? Chociaż kto wie, jak rozwinie się noc, skoro wciąż była taka młoda. Pandora rano brała solidną dawkę eliksiru pobudzającego, który nadal bardzo mocno ją trzymał.
Jej palce, jej wzrok — wszystko ciągle wędrowało do złotej literki, którą poruszał niespokojnie na jej szyi, obijając delikatny i chłodny metal o jej obojczyki. Cieszyła się z niego, jak dziecko i nie mogła przestać się uśmiechać. Nie chodziło nawet o to, że dotrzymał słowa, a o fakt, że zrobił to specjalnie dla niej, a przecież musiał poświęcić czemuś tak drobnemu mnóstwo czasu i precyzji. Niezależnie, co nim kierowało — zrobił jej olbrzymią przyjemność. Skąd wiedział, że akurat literka będzie czymś, na co zwróciłaby uwagę, gdyby pokazał jej kilka wzorów, z których mogłaby wybrać? Była zarówno elegancka, jak i codzienna, a odcień złota doskonale komponował się z jej oliwkową skórą. Ucieszyłaby się, że odebrałby jej chichot jako taki z jego poczynań, a nie łaskotki, bo miałby na nią kolejną broń. Zresztą, jak miała się nie śmiać, skoro nie mogła nawet powstrzymywać uśmiechu, przez co pewnie wyglądała już jak nie tylko wstawiona, ale też naćpana. Porządną dawką endorfin, którą serwował Niedźwiadek.
- Nawet jeśli się zgubię, to i tak mnie, znajdziesz. Jesteś w tym ekspertem. - rzuciła figlarnie, nawiązując do ich pierwszego spotkania i zanim zareagował, posłała mu całusa w powietrzu i zniknęła ze śmiechem pomiędzy ludźmi, szukając osoby odpowiedniej do zapięcia jej ślicznej biżuterii.
Pandora miała taki problem, że nie umiała postawić siebie ponad kogoś i wiedziała, czego chciała Eliza. Była naprawdę mądrą i dobrą dziewczyną, mogłaby mu przypaść do gustu tak, jak on z pewnością przypadłby do gustu jej. Akane pewnie zabrałaby go kilka razy do łóżka i poszła dalej, ale Liz chciała zupełnie czegoś innego, nie była taka frywolna i otwarta, nie była też tak głośna, jak Turczynka. Musiała, a raczej chciała przedstawić całe mnóstwo ludzi, żeby mógł sobie znaleźć właściwe towarzystwo, nie mogła wybrać za niego i nie powinna też trzymać go tylko dla siebie, bo jak inaczej miałby poczuć się lepiej w Anglii? Więc z westchnieniem i odrobiną zirytowania, przyprowadziła do niego koleżankę, zaraz po tym, jak ta zapięła jej łańcuszek. I już wiedziała, że w nawyk wejdzie łapanie tej literki w palce, bo była to pierwsza rzecz, którą zrobiła, gdy ta zakołysała się nad biustem.
Liz zawstydziła się tym, jak się zachował i uśmiechnęła się nieśmiało, a Prwettówna dostrzegła, jak za plecami ściska palce jednej dłoni w zdenerwowaniu. Dostrzegła jego dłoń na karku, na co ściągnęła na chwilę brwi w zaniepokojeniu, jednak nie wtrąciła się im w rozmowę, którą za to przerwała Akane, chwilę później wieszając się na niej z rozpaczą za Oliverem.
- Czy on zamruczał? - zapytała cicho, nie spuszczając z Hjalmara ciemnych oczu, na co Pandora przytaknęła, uśmiechając się pod nosem. Protekcyjny jak zawsze. Musiał być przyzwyczajony do ostrożności i nieufności, zwłaszcza wobec mężczyzn, skoro miał siostry. Uznała to więc za odruch naturalny, związany z tym, że przez niego było Kanie przykro i nie spełniła swoich niecnych planów oraz zachcianek.
- A “P” nie może być od pięknej? - zapytała z uniesioną brwią, jeszcze przez chwilę drocząc się z przyjaciółką, próbując wysępić od niej biżuterię. Ona była jednak nieugięta i protekcyjna, nawet obdarzając Azjatkę prychnięciem, robiąc kolejne pół kroku w tył i mając nadzieję, że na nikogo nie wpadnie. Wytrzeszczyła oczy z niedowierzaniem na tego małego zdrajcę, gdy z oskarżycielską miną przytuliła się do ramienia Hjalmara, krzyżując ręce pod biustem. Jeszcze tego brakowało, żeby wykorzystywała Niedźwiadka przeciwko niej samej! Akane dostrzegła chyba głębie jej spojrzenia lub raczej kryjące się za nią myśli, bo zareagowała śmiechem.
- No już się tak nie wściekaj! Widać, że ma siostry i chyba właśnie zostałyśmy też jego siostrzyczkami, Pandziu. Ja się znam, sama mam czwórkę rodzeństwa. - wyjaśniła rzeczowo, mówiąc trochę wyższym tonem czarnooka, na co Pandora westchnęła z rezygnacją, przytakując na to, że faktycznie, miał siostry. Podejrzewała się o bycie zawartością tego worka już od dłuższego czasu, ale to wypierała.
- Może niech dziewczyny rozwiążą to między sobą, a Ty się ze mną napijesz? - zaproponowała Eliza, gdy Akane się od niego odsunęła, ruchem dłoni zapraszając go najpierw na kanapę, gdzie Turczynka zostawiła flaszkę, a potem go lekko ciągnąć, aby z nią usiadł.
Prewettówna przekręciła głowę na bok, przyglądając się temu z odrobiną niedowierzania, ale też nie mogła specjalnie zareagować. Akane spojrzała na nią, opierając ręce na biodrach.
- Czy ona właśnie ukradła sobie mojego Islandczyka?
- Twojego? - powtórzyła również szeptem do przyjaciółki Azjatka, powstrzymując śmiech jednak na widok jej spojrzenia, które później przerodziło się w młynek oczami. Obydwie miały na tyle rozsądku, by mówić cicho między sobą. - A to nie tak, że sama ją mu przedstawiłaś?
- To prawda.
- Po co? No co? Przecież nie jesteś zachwycona. Znam Cię dwadzieścia lat. - Kana uniosła brew, kręcąc głową z niedowierzaniem, a potem przeciągnęła się leniwie. - Mam coś zrobić?
- Nie. Nie mogę być egoistką przecież, a do tego, skoro dopiero się tu przeprowadził, to musi sobie sam wybrać towarzystwo. To miła dziewczyna. Chodź, jesteśmy też miłe.
- Ty jesteś. - poprawiła ją szybko, jednak poszła za Pandorą i usiadła obok niej, gdy ta oparła się plecami o siedzisko, łapiąc w dłonie rzutki. Starała się nie przysłuchiwać rozmowie, nie zerkać i ostatecznie jej palce zacisnęły się na butelce, którą odkręciła i zrobiła dwa lub trzy łyki wódki, która ciepłem rozlała się jej po ciele. Zrobiło się jej lepiej. Zakręciła, tocząc ją po kanapie w stronę blondyna, a sama zaczęła obracać literką w palcach i odpowiedziała na jakieś pytanie zadane przez Akane. Eliza tymczasem nie była nachalna, mówiła rzeczowo i zainteresowaniem, dając mu dojść do słowa i będąc po prostu uroczą, cichą sobą. Azjatka parsknęła nagle śmiechem, gestykulując coś, na co Pandora odpowiedziała jej stuknięciem się palcem w czoło i zasugerowała leczenie.
- Musisz mieć z nimi trudno, skoro traktujesz je jak swoje siostry. Prawdziwe urwanie głowy. - przyznała z rozbawieniem, przesuwając palcami po brązowych włosach. Ciemne oczy Pandy powędrowały w stronę źródła zasłyszanych słów i zamrugała kilkakrotnie, widocznie bardziej wcięta i bardziej odważna, bardziej chaotyczna, niż jeszcze kilka minut temu. Zwilżyła usta.
- I wtedy ona.. Ej, słuchasz mnie? Co Ty robisz?
Zignorowała jednak Akane, wzdychając ciężko i wstała, podchodząc do koleżanki i Niedźwiadka, obdarzając ich uśmiechem i przeciągłym spojrzeniem, nachyliła się nieco w jego stronę, pilnując jednocześnie sukienki. Ostatecznie okazało się, że bezpieczniej było kucnąć. Tak też zrobiła, opierając się łokciami o swoje kolana, a na dłoniach podparła brodę. Wbiła w niego spojrzenie, zupełnie ignorując również mówiącą coś do niej Elize, która chyba lekko się zakłopotała. Jak już ma być dla niego siostrą, to niech, chociaż sam jej to powie, a nie będzie sobie głowę psuła. - Hej Hjalmar.. Bo wiesz, może powinnam mówić do Ciebie braciszku? - zapytała w końcu, nieco ciszej, co poskutkowało tym, że próbująca podsłuchać Kana, praktycznie spadła z kanapy, co znów wywołało salwę śmiechu ludzi dookoła. Liz wyglądała, jakby chciała jej pomóc, jednak wstawała z miejsca dość powolnie, wbijając zaskoczone spojrzenie w swoją koleżankę, jakby zupełnie nie rozumiała, o co jej chodziło. - Wybór jest prosty, tak lub nie. - dodała jeszcze, przekręcając głowę na bok i pozwalając, aby włosy spłynęły jej do przodu, ciągnąć się po ramieniu. Coś jej widocznie chodziło po głowie.
- Wszystko dobrze? Wyglądasz, jakby było Ci gorąco. Może chcesz się przewietrzyć? - zapytała miło i z troską w głosie dziewczyna, zerkając jednocześnie w stronę Akane, która poprawiała swoją czerwoną, panterkową sukienkę. Udało się już jej też zagadać do grupki stojącej blisko schodów, lub raczej odpowiedzieć na ich komentarze odnośnie do jej upadku. Naprawdę, Turczynka doceniała dobre serce Elizy bardziej, gdy była trzeźwa i lepiej wyspana, bardziej rozsądna. I może, gdyby nie była tak uparta.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#14
14.06.2023, 00:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 00:17 przez Hjalmar Nordgersim.)  

Nieprzytomna to i tak było całkiem optymistycznej zakończeniem tego wieczoru. Gdyby mieli spożyć ilość alkoholu, która otworzyłaby go w całości to Pandora mogłaby nie przeżyć do poranka. Ale czego można było się spodziewać po tak wprawionym zawodniku? Chyba tylko jego ojciec był w stanie mu dorównać w tej kwestii, jak nie pokonać. Cały trick z piciem olbrzymich ilości alkoholu polegał tylko na jednej rzeczy - odpowiedzialnym piciu, zajadaniu, popijaniu i przede wszystkim nie schodzeniu procentami w dół. Nie może być przecież aż tak źle... Z tą myślą, która utknęła w jego głowie na dłuższą chwilę, uraczył po raz kolejny tego wieczoru, Pandore uśmiechem. Chociaż jego kącik ust poszedł niebezpiecznie do góry - co najmniej jakby wpadł na coś chytrego i przebiegłego.

Czy to była jego Islandzka skromność? Być może, chociaż raczej chodziło mu o podkreślenie swojej unikalności w skali Europy, jak nie całego świata. Z drugiej strony trudno mu było się z tym nie zgodzić, więc po prostu rozłożył ręce i wzruszył ramionami. Masz mnie... Pokiwał tylko głową na słowa o byciu uroczym. Hjalmar nie był uroczy - był maszyną do zabijania... która zamykała się w sobie przy kobietach - Czy lubię deszcz? Lubię. Jest przyjemny kiedy stoisz w kuźni i spoglądasz w dal, słysząc jak krople atakują dach warsztatu, a od pieca bije przyjemne ciepło... - wystawił dłoń jakby starał się to pokazać Prewettównie. Na krótką chwilę nawet odleciał do swojego świata, wpadając w marzenia - Iście hipnotyzujące zjawisko... - podsumował. Aż przypomniał sobie o swoich rodzinnych stronach, więc musiał zareagować w ten sam sposób - ciężkim westchnięciem.

Dziecinna igraszka? Czy Pandora widziała jego dłonie? Rzucanie rzutkami to nie to samo co nawalanie, niemal na oślep, młotem. Tutaj była potrzebna precyzja, finezyjna czy sprawne dłonie. Siła w niczym tutaj nie pomagała, co wcale nie zadowalało Nordgersima. No bo co to za zawody gdzie nie można skorzystać ze swoich mięśni? Zbyt mocny rzut wcale nie powodował, że były większe szanse na trafienie... A szkoda... - Dobra. Niech tak będzie - zgodził się, nie wiedząc jeszcze, że podpisuje pod sobą wyrok. Zupełnie jakby sam siebie wydał sądowi i oczekiwał na skazanie.

Skąd padł wybór na literkę z jej inicjałem? Nie było w tym większej logiki. Islandczyk nie miał pojęcia co innego mógłby zrobić. Rozważał jeszcze opcje małego osiołka ale to mogłaby odebrać jako coś ofensywnego i mogła by się obrazić, czego bardzo by nie chciał. W najgorszym z przypadków mógł też zrobić kleszcza ale wtedy to mógłby się już nigdy do niej odezwać.

Próbował się bronić, zaprzeczyć jej słowom ale nie potrafił. Rozgryzła go. Hjalmar zrobiłby dokładnie to o czym wspomniała Prewettówna - poszedłby jej szukać i nie spocząłby dopóki by jej nie odnalazł - Tsaaa... - odparł niechętnie, spoglądając na swoją klatkę piersiową w kierunku rzemyka. Czuł w głębi duszy, że ten mały maruda, który podróżował z nim na co dzień, zaczął go e tym momencie oceniać. No i po co mi to robisz? Szybko jednak zmienił obiekt swojego zainteresowania na te całe rzutki.

Liz trochę źle trafiła, wszak Hjalmar też nie należał do najbardziej otwartych osób jakie stały w ich kręgu. Gdyby ktoś miał zrobić jakąś listę to najpewniej on wraz z nowo poznaną koleżanką byłby na samym końcu i to jeszcze pewnie byliby tam ex aequo. Pomruk też był normalnym odruchem, takim samym zresztą jak jego drapanie po karku. Ten typ już tak po prostu miał i raczej nie szło tego zmienić.

P od pięknej? Też by pasowało ale Hjalmar był zbyt trzeźwy aby cokolwiek w tej kwestii odpowiedzieć czy nawet skomentować. Dantejskie sceny... Co innego miał im powiedzieć? Lata doświadczenia w pilnowaniu sióstr i rozwiązywania ich problemów w końcu mogły się przydać, jednak słowa Akane wywołały na jego twarzy wyraźne zdziwienie. Siostrzyczkami? Kiedy? Gdzie? Dagur mi o czym nie powiedział? Nie do końca rozumiał ich tok rozumowania. Miał 3 siostry i o żadnej innej nie słyszał. Nikt też nie mówił, że kogoś adoptowali albo tym bardziej, że ich rodzina miałaby się powiększyć.

Plan Elizy był sprytny ale przede wszystkim dobry. Nic więc dziwnego, że Hjalmar się zgodził, przytakując głową na jej propozycje. W końcu nie miał zamiaru być ich rozjemcą. To był konflikt na linii Pandora - Akane i to w ich interesie było aby się dogadały. Ktoś musiał się zaopiekować flaszką, która już się ogrzewała. Im dłużej stała tym coraz bardziej nieznośna w smaku się stawała - przecież nikt z ich nie chciał pić ciepłej wódki.

Pociągnięty w stronę kanapy, dał się poprowadzić i zajął miejsce obok Angielki. Pociągnął łyk z butelki, nie bawiąc się w żadne nalewanie do kieliszków czy innego tego typu grzeczności, ponieważ nie miał tego w zwyczaju. Podał następnie butelkę Lizie aby również skosztowała tego pysznego trunku - co by nie mówić to sama była chętna aby to zrobić. Odebrał od niej butelkę, biorąc raz jeszcze łyka, a później z powrotem wylądowała na stoliku.

Przez krótki moment była głucha cisza na linii Islandia - Wielka Brytania, jednak została przerwana kiedy napomknął o polowaniu w jego stronach. Już przecież wiedział, że jego rozmówczyni ma na ten temat jakąś wiedzę, co czyniło z tego tematu bezpieczną możliwość bez szansy na urażenie kogokolwiek - wszak nie każdy był zwolennikiem polowań. Chwilę później butelka, która odstawił, znalazła się ponownie przy nim. Hjalmar oczywiście nie omieszkał się napić z niej po raz kolejny, przenosząc na chwilę wzrok na Pandore, która to wprawiła tę flaszkę w ruch.

- Traktuje je jak siostry? - zdziwił się, unosząc brew do góry. Nordgersim nie wiedząc czy tak rzeczywiście było, zaczął przejeżdżać dłonią po swojej brodzie. Jak siostry? Toczył batalię z samym sobą, nie mając pojęcia czy tak rzeczywiście było. Może to była prawda, której on nie dostrzegał z jakiegoś powodu? Nie wiedział. Nie było mu dane również zbyt długo się nad tym zastanowić, ponieważ ktoś podszedł i zaatakował swoim spojrzeniem, robiąc dokładnie to co zawsze - wbijając brązowe tęczówki.

O ile słowa Lizy wprowadziły go w zainteresowanie i nie pewność, tak słowa Pandory zwiastowały zamęt i porażenie mózgowe. Braciszku? To jakiś nie śmieszny żart, którego właśnie jestem częścią? Niebieskie oczy zaczęły nerwowo biegać po sali zatrzymując się po kolei na Lizie, Akane i Prewettównie. Widząc, że Angielka poszła pomóc Azjatce, nachylił się w kierunku Turczynki - O czym Ty mówisz teraz? - zapytał zaskoczony, łapiąc ją za ramię. Starał się jednak zachować pewnego rodzaju konspiracyjny szept w swoich odpowiedziach - Jaki braciszek? Skąd Ci to w ogóle do głowy przyszło? - dodał. Bardzo był ciekawy skąd w ogóle wziął się taki tok myślowy, a tym bardziej kiedy ktoś powie, że to jest jeden, wielki żart. No bo przecież to musiał być żart, czyż nie?

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#15
14.06.2023, 21:23  ✶  
Im więcej wypiła, tym mniej była odpowiedzialna i zupełnie przestawała zastanawiać się nad tym, co będzie jutro, za godzinę lub za pięć. O dziwo nie bała się zupełnie przekraczać norm przyzwoitości spożycia alkoholowego dla kobiet w towarzystwie Islandczyka, pamiętać z wesela, ile ten mógł w siebie wlać i dlatego też, chociaż jego sugestia była prawidłowa, bo z pewnością będzie więcej mówił oraz będzie śmielszy, to wiedziała, że w tych zawodach czeka ją sromotna porażka. Uratował ja tyle razy, że nie martwiła się niczym, przez to jak duże poczuci bezpieczeństwa dawał. I znów się uśmiechnął, co nie uciekło jej uwadze, ale jednocześnie nie dostrzegła niczego niebezpiecznego w wyrazie jego twarzy, czy oczu. No i to ona była z ich dwójki podobno przebiegła, jak lis.
Był unikalny, na pewno dla Prewettówny, a jego nieśmiałość i fakt, że był uroczy, tylko to podkreślały. Zwłaszcza, że to tak kontrastowało z jego wyglądem. Może i umiałby zabić, wpadał w szał, miał mnóstwo sekretów, ale brunetka postrzegała go jako Niedźwiadka, który raczej wolał w ciszy jeść miodek niż atakować wchodzących mu w drogę turystów. Była pewnie jedna z niewielu osób, które nie umiały lub nie chciały spojrzeć na niego tak, jak być może chciał być postrzegany. Wbiła spojrzenie w wysuniętą dłoń, a kąciki ust bardzo delikatnie powędrowały ku górze. Deszcz wzbudzał w niej nostalgię. - Tańczyłeś kiedyś w deszczu? To równie przyjemne, co obserwowanie go. - zapytała z zaciekawieniem, a po kilku sekundach znów podniosła na niego wzrok. Musiał naprawdę tęsknić za domem, daleko było zapachowi deszczowego Londynu lub nawet Doliny Godryka, do zapachu ogarniającego pogrążoną w deszczu Islandię. - Zawsze możesz wrócić do domu, prędzej czy później. Podróżować świstoklikiem, a weekendy spędzać na swoich fiordach, ze swoimi kompanami.
Powiedziała tylko miękko, nie bardzo wiedząc, jak pomóc mu uciszyć tęsknotę, bo sama takiej nigdy nie zaznała. Nawet gdyby spróbowała go rozkochać w Wielkiej Brytanii, to nie byłoby to samo.
Wierzyła, że znajdzie balans w sile i uda mu się celnie trafiać w tarcze, nawet jeśli rzutki w niczym nie przypominały młota. Stworzył taki łańcuszek z taką precyzją, poradzi sobie ze wszystkim, niezależnie, jak miał duże dłonie. Zresztą, Pandora już mu kiedyś wspomniała, że lubi jego dłonie. - Jaką tylko chce? Nawet, jeśli wymyślę coś niedorzecznego?
Dopytała jeszcze dla pewności, nie mogąc powstrzymać się przed przygryzieniem na kilka sekund dolnej wargi, jakby knuła coś paskudnego i samym wyrazem twarzy mu to obiecywała. Czego innego mógł jednak oczekiwać po chaosie?
Kleszcz mógłby położyć kres ich relacji, faktycznie i z pewnością by tego nie chciała nosić, bo odkąd ją tak nazwał, był to jej najmniej ulubiony robak. Osiołka jeszcze by pewnie przetrwała, chociaż znacznie lepiej sprawdziłby się w formie breloka. Literka była idealna. Po jego minie brunetka zauważyła, że szukał jakiegoś argumentu lub formy zaprzeczenia, ale nawet jakby próbował, to i tak by mu nie uwierzyła. Niedługo minie rok, odkąd on spadł z drzewa, a ona zgubiła się w lesie i poznała już go tyle, pomimo tylko kilku spotkań, że po prostu wiedziała, że by ją znalazł. I nie pozwoliłby, żeby cokolwiek się jej stało. Dlaczego tylko fakt, że o tym wiedziała, wywoływał u niego tak duże niezadowolenie? Miał przecież mnóstwo innych tajemnic. Wisiorek na szyi miał go pilnować, a nie oceniać, chociaż może to drugie nieświadomie, odrobinę było po stronie Pandory i jej pomagało.
Im dłużej przyglądała się Elizie, tym bardziej była pewna, jak zły to był pomysł. Nie umiała jej odmówić, była miłą dziewczyną, ale na Merlina, jakim cudem by się wzajemnie na randkę zaprosili, skoro obydwoje tak szybko się zawstydzali? Wizualnie nawet do niego pasowała, miała bardziej Islandzkie kształty i ładniejsze niż brunetka oczy, ale brakowało w nich jakieś takiej iskry, która mogłaby przy okazji pochłonąć Hjalmara. Nie mogła trzymać go tylko dla siebie, powtarzała sobie to, jak mantrę. Postawiła sobie za jakiś cel przedstawienie mu ludzi, aby nie był tu taki samotny. Przecież nie zawsze musiał mieć ochotę akurat na jej towarzystwo, no i nie zawsze była w Wielkiej Brytanii. Powstrzymała rozbawione parsknięcie na argument Akane o znaczeniu literki P, bo sama na niego nie wpadła, chociaż nie wierzyła, aby miał coś takiego na myśli. Złota zawieszka zakołysała się leniwie na jej skórze, gdy wzięła głębszy oddech po tym, jak zdołała uciec przyjaciółce, która potem wspomniała znowu o tych nieszczęsnych siostrach. Kobieta mimowolnie zerknęła w jego stronę, jakby była ciekawa, co tam zobaczy. Rozbawienie? Potwierdzenie? A może coś zupełnie innego? Zdziwienie natomiast wybiło ją trochę z rytmu, ale nadal się po prostu starała. Nawet jeśli Liz porwała jej Islandczyka na tyle bezczelnie, że tego po niej się nie spodziewała. Błękitnooki nie wyglądał też na złego lub też zniechęconego jej towarzystwem, więc pozostało się jej napić i skupić na Akane, której kilka minut później nie umknęło wywracanie oczami przez Pandorę, która z niedowierzaniem rozmyślała nad tym, jak ta dwójka nieopodal radziła sobie na tej kanapie. Szczęście w nieszczęściu. Kolejne łyki wódki sprawiały, że szala odrobinę zaczyna przechylać się na stronę egoizmu, a użycie kolejny raz zwrotu “siostra”, tym razem przez Elize tylko dolały oliwy do jej wewnętrznego ognia. I jeszcze przytaknęła, gdy ją zapytał o to sam, jakby z niedowierzaniem, co z kolei było również w pewnym stopniu paliwem dla Prewettówny. I to przesunięcie po brodzie. Naprawdę nie wiedział? Prychnęła pod nosem.
Nie myślała, po prostu zrobiła to, co sugerował jej umysł i serce. Nim się zorientowała, tkwiła już z wklejonym w niego, pytającym spojrzeniem, a słowa same uciekły jej spomiędzy ust. Nie zwróciła nawet uwagi na dramatyczny upadek Azjatki. Pomimo tego, że była blisko niego, wcale nie naruszała jego przestrzeni osobistej, dla odmiany. - Pytam, czy traktujesz mnie, jak siostrę. - odparła cicho, nie odwracając wzroku nawet, zarażona chyba tym konspiracyjnym szeptem. Gdy dotknął jej ramienia, zacisnęła na chwilę usta, starając się skupić na tym, o co pytała, ale już bez alkoholu była człowiekiem wrażliwym na bodźce, a co dopiero po nim. Skąd jej to przyszło do głowy? Subtelnie, delikatnie wskazała głową na Elize i Akane, chociaż nie przyglądała się temu, co robiły, bo ciemne tęczówki zaraz wróciły do jasnego błękitu. Sam nazywał ją osłem, wiedział, że jak się uprze, to nie odpuści i błyszczące oczy sugerowały, że właśnie nastąpił ten moment. - Tak, czy nie?
Powtórzyła tylko jeszcze ciszej, mimowolnie i odrobinę się do niego zbliżając, chociaż dłonie nadal grzecznie trzymała na swoich kolanach, podtrzymując sukienkę.
Uzyskana odpowiedź sprawiła, że uśmiechnęła się tylko miękko i uroczo, podnosząc się i łapiąc za flaszkę. Nie odkręciła jej jednak, zaciskając na niej palce. Drugą ręką złapała jego dłoń i odwróciła się, kierując w stronę schodów i ciągnąć go bez słowa za sobą, posłała Akane tylko krótkie spojrzenie. Pub już się znudził, była dzieckiem nocy i potrzebowała więcej. A do tego irytowała już ją ta muzyka, ten tłum i właściwie wszystko dookoła, bo nawet nie mogła z nim spokojnie porozmawiać. Mocno zaciskała palce, nie chcąc go zgubić i po drodze zgarnęła jeszcze swoją pozostawioną na dole przy jeszcze innych znajomych kurtkę i torebkę, aby ostatecznie kilka minut później znaleźć się przed budynkiem. Odetchnęła głębiej mroźnym, styczniowym powietrzem, czując jak gęsia skórka rozlewa się jej po ciele, gdy chłód wypełnił płucem. Rozejrzała się dookoła, widocznie czegoś szukając i dopiero dostrzegając cel - a właściwie środek do celu ich podróży, pociągnęła w lewą stronę do postoju dla Londyńskich taksówek.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#16
15.06.2023, 19:07  ✶  

Pokiwał przecąco głową na jej pytanie. Nigdy tego nie robił. No i przede wszystkim nie wydawało mu się aby to było męskie zajęcie. Polowanie w deszczu? Jak najbardziej ale jakiś taniec? Kto to widział takie rzeczy? - No pewnie tak się skończy. Ale z drugiej strony nie wiem kiedy, terminaż jest napięty - przyznał z ciężkim westchnięciem. Zaproponowane przez Pandorę rozwiązanie było dobre i nawet do zrealizowania, a w dodatku pozwalało Hjalmarowi na pozostanie w kontakcie z Islandią... przynajmniej w pewnym stopniu.

- Hmm... Powiedzmy, że większość... Zresztą najpierw musiałbym poznać to co byś chciała abym mógł się zdecydować - wzruszył ramionami. Ciężko było obiecać jej wszystko, a tym bardziej niedorzecznego. W końcu była chaosem i co jeżeli zarzyczyłaby sobie jakiegoś smoka? Do Prewettówny trzeba było podchodzić jednak z pewną dozą nieufności, zwłaszcza w kwestii życzeń.

W kwestii randkowania, Hjalmar był bardzo ciężkim przypadkiem, więc jego związek z Elizą nie miałby prawa bytu. No bo które z nich miałoby zagadać do drugiego? Zwłaszcza, że byli zawstydzeni przy zwykłej rozmowie, a co dopiero na poważniejszym spotkaniu.

Pytanie Angielki było dziwne i nadal nie rozumiał skąd pochodziło. Przyniosło za to chyba jakiś efekt, ponieważ na sali nastąpiło poruszenie. Czy traktuję Cię jak siostrę? Powtórzył raz jeszcze, ponieważ nadal to do niego nie dochodziło. Podążył wzrokiem kiedy wskazała na sprawczynię całego zamieszania, nadal nie odpowiadając na zadane przed chwilą pytanie - Nie. Nie traktuję Cię jak siostry... - przyznał, ale nadal był całkowicie zmieszany na twarzy.

To co nastąpiło później, wcale, a wcale nie spowodowało aby rozumiał co się właśnie dzieje. Kiedy Pandora złapała go za rękę i pociągnęła za sobą, nie optował, pozwalając się porwać. Mijając Akane tylko wzruszył ramionami, a wolną dłonią pomachał na pożegnanie. No bo co innego miał w tym momencie zrobić? Poczekał na Prewettówne kiedy zbierała swoje fanty, a sekundę później znaleźli się na dworze. Było chłodno ale przyjemnie. Co Ty planujesz diable? Zapytał sam siebie, a później dostrzegł to czego szukała - postoju taksówek. A więc tak wygląda porwanie przez Pandore...


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (7903), Pandora Prewett (12840)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa