Zima kojarzyła się Trixie z ogromną ilością spotkań towarzyskich. Jako, że zbliżało się Yule, czarodzieje wykorzystywali ten czas, aby się spotkać w większych gronach. Nie tylko rodzinnych. Zazwyczaj były organizowane również bale świąteczne, czy noworoczne. Było to na dłuższą metę męczące, miała wrażenie, że grudzień był zawsze bardzo intensywnym miesiącem i brakowało jej czasu na sen.
Bellatrix Black była początkującą amnezjatorką. Została zatrudniona w ministerstwie tuż po zakończeniu swojej edukacji w Hogwarcie. Nie ma się co dziwić. Miała wszystko, co było potrzebne - umiejętności i znajomości, także posada na nią czekała. Nie narzekała. Podobało jej się to, co robiła. Mogła wykorzystywać te zdolności, w których była najlepsza, niczego więcej do szczęścia nie potrzebowała - przynajmniej jak na razie.
Zbliżał się świątęczny bal. Wypadałoby więc zaopatrzyć się w suknię, która podkreśli wszystko, co najistotniejsze. Miała świadomość, że musiała błyszczeć, gdy pojawiała się na takich spędach - wymagali tego od niej rodzice. Wykorzystywali oni każdą okazję, aby chwalić się swoimi córkami. Nie mogła ich zawieść. Bella wiedziała, że to dzięki nim może sobie pozwolić na takie wygodne życie, bez żadnych problemów. Musiała więc stanąć na wysokości zadania.
Wszyscy znali dom mody Rosier. Byli znani ze swoich wybitnych umiejętności krawieckich. Nikt w czarodziejskim świecie nie mógł im dorównać. Nie było więc nic dziwnego w tym, że to własnie w to miejsce udała się panna Black po suknię. Przywitała się grzecznie, gdy weszła do środka. Zdjęła ciemny płaszcz, który powiesiła na wieszaku i mogła zacząć przygotowania. Nie było to wcale takie proste zadanie, bo wieszaki ugniały się pod masą kolorowych, przepieknych sukni. Najgorsze było to, że Trixie sama nie do końca wiedziała, czego szuka. Liczyła na to, że jak zobaczy tą jedyną, to będzie wiedzieć, że to ona. Mogło to jej zająć bardzo dużo czasu, no nic. Nie pozostawało nic innego jak rozpocząć poszukiwania.