• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu Epping Forest [24.06.72] Każdą klątwę da się złamać?

[24.06.72] Każdą klątwę da się złamać?
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
31.12.2023, 10:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2024, 22:09 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty

Odkryj wiadomość pozafabularną
Stanie Zoi: scenariusz Morpheusa

Florence Bulstrode wielokrotnie zalecała pacjentom spacery dla zdrowotności, ale sama na takie spacery udawała się bardzo, bardzo rzadko. Zwłaszcza do lasów. Lasy miały to do siebie, że teren w nich był nierówny, owady brzęczały koło ucha, pajęczyny lubiły wplątywać się we włosy i łatwo było rozedrzeć pończochy o jakąś gałąź albo, o zgrozo, kolce jeżyn czy dzikich malin. Nie cierpiała takich rzeczy. A jednak zgodziła się udać do pobliskiego punktu Fiuu i przejść po lesie.
Z ciekawości.
Opowieści o tajemniczej rzeźbie, która krwawi i niekiedy ożywa, obiły się jej już wcześniej o uszy za sprawą braci. Kiedy okazało się, że szeptano o niej także w Departamencie Tajemnic, i że sekret zainteresował Morpheusa na tyle, że chciał znaleźć posąg, o czym wspomniał, gdy wpadła na niego przynosząc ojcu zapomniane dokumenty, zgodziła się pójść z nim obejrzeć posąg niewiele nad tym myśląc.
Była klątwołamaczką nie tylko z zawodu, ale także ze szczerej pasji. Jeżeli na rzeźbie ciążyła jakaś klątwa, Florence chciała przekonać się o tym osobiście. Sprawdzić, co to za przekleństwo i przekonać się, czy faktycznie klątwy nie da się złamać.
Bo przecież szczerze wierzyła, że każdą da się zdjąć.
Czasem brakowało tylko wiedzy i umiejętności – jak przyznawała z bólem również niej – aby udało się tego dokonać.
– No proszę… – mruknęła przystając, kiedy pomiędzy drzewami faktycznie dostrzegli posąg. Bez wątpienia z kamienia, a jednak: wyglądał jak dzieło geniusza, bo każdy szczegół, od rysów twarzy, przez fałdy ubrania, po wrażenie ruchu, oddano idealnie. Uniesiona noga, ręka wyciągnięta do przodu, usta, otwarte jakby do krzyku. W półmroku lasu, patrząc pod odpowiednim kątem, zdawało się, że kobieta naprawdę zaraz pobiegnie.
Florence, nieco zafascynowana, ruszyła do przodu, wyciągając różdżkę. Nie, nie po to, by wypróbować od razu zaklęcia rozpraszające. Ot… na wszelki wypadek. Klątwy w końcu bywały bardzo podstępne.
– Widywałam już klątwy, przez które człowiek zaczynał kamienieć, ale nigdy kogoś w całości zamienionego w kamień – powiedziała, powoli obchodząc dziewczynę.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
01.01.2024, 02:14  ✶  

Czy to była dziedzina Morpheusa? Absolutnie nie. Jednakże musiał coś robić, aby nie przeżywać żałoby w samotności swojego biurka, nad kartami i znaleziskami, które należało odpowiednio posegregować. Nie chciał myśleć o wpisach, których dokonał jeszcze za życia Derwina. O tym, że brat życzył mu bezpieczniej podróży i była to ich ostatnia rozmowa. On nie życzył mu niczego. Podczas segregowania dokumentów odnalazł kartkę świąteczną, którą wysłali mu Longbottomowie do Grecji, a jego ręka zaczęła się znacząco trząść na widok podpisu brata pod życzeniami. Jak każdy członek swojej rodziny, cierpiał na pracoholizm i wierzył, że skupienie się na zadaniach Departamentu przyniesie mu katharsis. Nigdy tak nie było, ale może tym razem?

Chyba tylko dlatego, gdy wypłynął temat tajemniczego posągu, od razu go podłapał, bo cóż było większym tragizmem, niż śmierć, niż calkowite zawieszenie, nawet jeśli nieświadome, w cierpieniu i sekundzie, która już minęła dawno, dawno temu. Pani Bulstrode właściwie napatoczyła się sama.

Longbottom nie umiał sobie przypomnieć, kiedy rozmawiał z nią ostatni raz, chyba minął rok niespokojnego czasu, tak mu się wydawało. Przyjemnie na nią patrzeć, niemal niezmienną, stateczną figurę, constans w życiu, nawet jeśli nigdy nie przeszli na ty, a ich relacja stanowiła pozytywne koleżeństwo. Chyba właśnie kogoś takiego potrzebował, bez zbędnych pełnych żalu spojrzeniach i kondolencji.

Już miał przepraszać uzdrowicielkę za wpuszczenie jej w maliny, gdy rzeczywiście, ujrzeli posąg. Zapierał dech w piersiach, brakowało jedynie chwalebnego cokołu, unoszącego figurę ponad linię trawy i poszycia leśnego.

— Wygląda jak piosenka, której nikt nie zna — szepnął na widok posagu, obserwując statykę figury i dynamikę Florence. Nagle perspektywa się zmieniła i zwykle spokojna Bulstrode stała się fontanną życia nawet przez sam fakt, że jej stopy uginały mech, a pierś falowała w oddechu, że szmer jej ubrania zaburzał symfonię lasu. Tak żywa w porównaniu do zimnego kamienia, który przyjął nawet formę tycich rzęs oraz włosków brwi na ściągniętej przerażeniem twarzy dziewczyny.

— Jest tak samotna. Jak myślisz, jak brzmi jej imię?

Dopiero po tych słowach zrobił krok do przodu. W przeciwieństwie do Florence, w jego dłoniach nie pojawiła się różdżka, a wahadelko na srebrnym łańcuszku. Kryształ zabłysnął w ciepłym świetle zmierzchu, który miał nadejść za jakieś pół godziny, przejrzysty stożek idealnie przejrzystego kryształu, zawinął stabilnie wahadełko dookoła swoich czterech palców, kryształ zwisał swobodnie w dolinie między kciukiem, a długim palcem wskazującym.

— Proszę jeszcze nie łamać, pani Bulstrode.

Mówił łagodnie, jakby mógł swoim głosem spłoszyć kamienną łanię, jakby sam miękki tenor słów mógł złamać klątwę i pozwolić uciec posągowi daleko przed siebie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#3
01.01.2024, 13:39  ✶  
Florence wiedziała o śmierci Derwina. Jego córka była jej współpracownicą. Jednocześnie jednak Bulstrode nigdy nie utrzymywała z Longbottomami tak bliskich kontaktów, by choćby pojawić się na pogrzebie – a w morzu cierpienia, strat i strachu, jakie pozostawiło po sobie Beltane, ta była jedną z kropli. Współczuła ojcu aurora, współczuła jego córkom, współczuła jego braciom. Jednocześnie nie była to emocja, która wybijałaby się na przód za każdym razem, gdy ich widziała, ani coś, co jak sądziła, powinna stale okazywać. Ani coś o czym ci chcieliby rozmawiać – ze wszystkich Longbottomów znała w końcu nieco lepiej tylko Danielle i Morpheusa, chyba że liczyć ten dzień, gdy biedny Erik miał pecha trafić właśnie na nią w Mungu.
– Powiedziałabym, że wygląda smutno – powiedziała Florence miękko, zatrzymując się przed dziewczyną, spoglądając w jej ładną, młodą twarz: choć ta nie była smutna, a wykrzywiona w grymasie strachu. Czy ona wciąż czuła, pod tą kamienną skorupą? Czy myślała? Czy widziała ich teraz? Czy może zdolność odczuwania, widzenia, słyszenia, zanikała w chwili, gdy znów stawała się kamieniem? Oby, pomyślała Florence, bo nic nie zdawało się jej straszniejsze niż takie wieczne więzienie. – Jeżeli pod tym kamieniem jest ludzkie ciało, oto świadectwo, jak silna i jak straszna jest czarna magia. Nie wiem, jakie nosi imię, ale musiało być takim, które rzadko ktoś wypowiadał z czułością, skoro ją tu porzucono.
Co do tego, że tylko czarnomagiczna klątwa, roztaczająca wokół woń popiołu i siarki, mogła zrobić coś takiego, Florence nie miała wątpliwości.
Śmierć byłaby łaskawszym losem.
– Nie miałam zamiaru. Chcę sprawdzić, czy jej serce bije – przyznała, potrząsając lekko głową. Czy cała była kamieniem? Czy skamieniało w niej wszystko, krew nie płynęła już w żyłach, skała przeniknęła głęboko, sięgnęła kości, umysłu, serca? Czy gdzieś wewnątrz – o zgrozo – życie tliło się czas czas? – Proszę nie dotykać jej gołymi rękoma. Takie klątwy niekiedy przenoszą się przez dotyk – ostrzegła jeszcze, wyciągając różdżkę i nakierowując ją tam, gdzie było serce. Szepcąc cicho zaklęcie.
I choć nie usłyszała takiego bicia, jakie powinno być udziałem żywej istoty…
…to mogła mieć pewność, że pod warstwą kamienia wciąż jest krew, która popłynie, gdyby ją zranić.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#4
03.01.2024, 13:55  ✶  

— Właśnie to powiedziałem — odbił piłeczkę tonem pełnym rozżarzonego melancholią uśmiechu, brzmiącego zrozumieniem do braku zrozumienia jego pokręconego sposobu odbierania świata. Wahadło jego osobowości trochę przechylało się w różne strony. Przy rodzinie najbardziej trzymał fason, swobodny, znajomy Morpheus, w rytm muzyki utartych partytur. Aby nikt inny nie martwił się na zapas. Poza rodziną zaś nosił dumnie przywilej Niewymownego, przywilej pozostania respektowany w socjecie oraz akceptowanym jako jednostka niespełna rozumu, lub jak mawiali mniej delikatni, szurnięt. Żałoba źle wpływała na trzymanie się uszytych na miarę garniturów konwenansu, zwłaszcza tego dnia. Może to była jakaś koniunkcja, może coś innego wpływało na jego nieco niestabilne zachwianie.

To na pewno kurz Departamentu Tajemnic.

Podczas gdy jego prośba okazała się zbędna, ta pani Bulstrode aż nader adekwatna, bo Morpheus preferował empiryczne doznawanie świata, a dotyk stanowił jedną z najbardziej realnych wersji rzeczywistości. Przynajmniej w kwestii przyszłości. Życie w teraźniejszości jest znacznie bardziej zawiłe, gdy wiedzie się je dwa razy w tym samym czasie i jeszcze zagląda do tego, co może się wydarzyć, może się nie wydarzyć, co może zmienić jedną, nagła decyzja predefiniowana chaosem.

— Los gorszy od śmierci stokroć. Zapomniana i trwająca w uwięzieniu czasu. Żadnej modlitwy, żadnej prośby o uwolnienie oprócz jej krzyku — I kolejna cegła do obalenia muru zwanego następstwem wypadków, bo czy ona żyła tak samo, w tym samym czasie, co oni? Wszystko tak zagmatwane, zamglone. Wypuścił z płuc powietrze, a następnie wyciągnął z kieszeni papierosy, zapalił jednego, zaciągnął się i zaoferował drugiego Florence, chociaż nie sądził, aby paliła.

Przekrzywił głowę, przyglądając się posągowi, po który tutaj przyszli. Nie znał się na łamaniu klątw, bogowie mu świadkiem, że nie był najlepszym czarodziejem w ogóle. Jego umiejętności bardzo mocno zatrzymały się na czasie edukacji Hogwartu, bo nic zaawansowanego nie było mu do życia potrzebne. Przynajmniej do teraz. Może to mugolski kryzys wieku średniego, ta potrzeba, aby znów się rozwijać; albo nostalgia za bardziej przyjaznymi czasami.

Papieros w dwóch palcach, wahadełko oplecione dookoła dłoni, czarna szata i skupione spojrzenie. Usiadł na ciepłej od słońca ziemi, pośród traw, nie dlatego, że chciał ignorować starania Florence. Potrzebował stabilności dla siebie, a już lata temu odkrył, że pozycja stojąca do takich nie należała. Skrzyżował nogi, uniósł wahadełko przed siebie, ale jeszcze nie wróżył. Potrzebował jak najwięcej danych od Florence.

— Czy miała pani już z czymś podobnym do czynienia? Jeśli tak, to jak wyglądało?

Morpheus przyglądał się figurze-niefigurze. Jej włosom, jej ubraniu. Ile lat tu stała? Przyglądał się detalom ubioru, tego, co zostało z ułożenia włosów, gdy biegła przez las, gdy uciekała przed czymś, najpewniej swoim oprawcą. Lub oprawcami. Rozważał też ideę, że sama to zrobiła, w geście samoobrony, niczym uciekająca nimfa przed spętanym żądzą bóstwem, które chciało sobie przywłaszczyć jej ciało dla własnego spełnienia, bez poszanowania godności.

— Nazwę ją Dafne, bo jeśli to nie czarna magia, to może modlitwa ochronna. „Ciężkie odrętwienie ogarnęło jej kończyny, cienka kora zamknęła się na jej piersi, jej włosy zamieniły się w liście, ramiona w gałęzie, jej stopy tak szybkie jeszcze przed chwilą utknęły w wolno rosnących korzeniach, jej twarz zaginęła w baldachimie listowia. Pozostało tylko jej lśniące piękno”.*



*Metamorphoses — Ovid, fragment o przemianie najady Dafne w drzewo laurowe.


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#5
03.01.2024, 14:20  ✶  
– Sądziłam, że raczej o samotności – przyznała Florence, uśmiechając się lekko. Sama założyła rękawiczki, wydobyte z kieszeni, ot na wszelki wypadek, chociaż i tak używała głównie różdżki. – Jeśli myśli i czuje, faktycznie, trudno mi wyobrazić sobie gorszy los. Zdaje się, że nie cała jest kamieniem: jej krew wciąż krąży. Jeżeli by ją zranić, popłynęłaby.
Ale Bulstrode nie wyciągnęła niczego ostrego, by to sprawdzić. Nie było potrzeby dokładać tej dziewczynie więcej cierpienia. Zwłaszcza że z każdą chwilą, z każdym rzuconym zaklęciem, upewniała się w tym, że nie zdoła zdjąć tej klątwy: i sama myśl o tym była na swój sposób frustrująca, bo Florence bardzo nie lubiła sytuacji, w których nie była w stanie czegoś zrobić.
Pokręciła głową na propozycję papierosa. Rzeczywiście, nie paliła. Nie ciągnęło jej do tego nigdy, a w dodatku jako uzdrowicielka raczej unikała tego typu używek.
– Podobnym, tak. Identycznym nie. Słyszałam o przekleństwie, zwanym Klątwą Meduzy, zamieniającą człowieka w kamień, ale ona z czasem zabija, a jeżeli naprawdę to dziecko ożywa pod wpływem magii, to nie może być ten przypadek. Jest i klątwa, która zaszczepia w człowieku swój zalążek, i sprawia, że ciało kamienie, powoli, lecz systematycznie, ale gdyby ta dziewczyna padła jej ofiarą, nie stałaby tutaj w lesie, sama. Zanim skamieniałaby cała, nie byłaby w stanie zrobić kroku, poza tym z tym przekleństwem klątwołamacze mogą walczyć.
Ciężko było ocenić wiek tej „rzeźby” na podstawie stanu czy stroju. Bo sądząc po tym pierwszym, mogłaby wyjść spod ręki artysty dopiero wczoraj, kamień nie nosił śladów pęknięć, korozji, nie zmienił barw i nigdzie nie sięgnęły go rośliny. Ubranie było nieco staroświeckie, ale równie dobrze ta „Daphne” mogła dwadzieścia lat temu nosić niemodną już szatę, jak tkwić tutaj od lat siedemdziesięciu.
Florence przyglądała się jej przez chwilę, spod przymrużonych powiek. Nie mogła zobaczyć przyszłości tej panny. Nie była pewna, czy to jej własny niedostatek umiejętności, czy może to, że będąc kamieniem, ta nie żywiła żadnych planów – czy też chodziło o to, że nic już jej nie czekało, poza wiecznym staniem w tym podlondyńskim lesie?
– Daphne. Piękne imię, choć obawiam się, że nie zwróciła się sama do żadnych bogów o taką ochronę. Tylko ktoś o duszy splamionej czarną magią do szczętu, mógłby rzucić tak potężny czar – stwierdziła w zamyśleniu, po czym odsunęła się nieco, chcąc zapewnić Morpheusowi spokój w jego pracy, cokolwiek planował zrobić. Tak, chciała spróbować jeszcze rozproszenia, przekonać się, co wtedy się stanie, zebrać informacje, ale ta dziewczyna stała tu od dawna i długo pewnie jeszcze stać będzie. Nie było powodów do pośpiechu.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#6
03.01.2024, 23:44  ✶  

Bezsensowna przemoc zawsze go obrzydzała i uznawał ją za sygnał słabego charakteru, więc fakt, że Bulstrode nie użyła ani nie zasugerowała nawet naznaczenia kamiennego ciała ostrzem, aby potwierdzić krwawienie, zaznaczył się bardzo pozytywnie w umyśle Longbottoma. Przez chwilę wrócił myślami do ich rozmowy z początku konfliktu z Voldemorte. Rozumiał potrzebę przemocy, nawet pewność, że czasami musi zostać wykorzystana dla wyższego dobra. Krew musi przelać się, aby zaspokoić bogów wojny, aby odeszli i nie wzniecili więcej popiołów oraz kurzu pól bitewnych. Przemoc była banalna. Mógłby zapytać każdego pięciolatka, jak zadać ból, jak zabić nawet i dostać pięćdziesiąt różnych odpowiedzi. To dobro i łagodność wymagały poświęceń, to wybór stanięcia po drugiej stronie stanowił coś chlubnego, coś w co należało włożyć wysiłek.

Zaciągnął się papierosem, odchylił głowę odsłaniając jabłko Adama, kryształ zabrzęczał o srebrny łańcuszek, jakby delikatny sygnał na rozpoczęcie modłów u leśnej pani. Ty jesteś siewna, ty polem szumisz, rankiem po rosie chodzisz, ty jesteś panna polna, ty jesteś łąkowa szeptał modlitwę, wzywając duchy tego miejsca do siebie, aby szeptały mu przyszłość. Zwykle wzywał do tego planety, wróżąc pod patronatem gwiazd i energii komicznych, silnych patronów, jak Wenus czy Jowisz, jednakże tutaj, w środku lasu swoje miejsce miała inna moc. I to ona najbardziej wpływała na posąg przed nim, więc to jej się kłaniał.

— Obie brzmią strasznie, lecz jak calkowita śmierć. To co przed nami jednak nie. Jedno jest pewne, nie można tego tak zostawić. — Morpheus sprzeciwiał się bezsensownej przemocy, ale uważał, że jeśli dziewczyna cierpi i nie ma rozwiązania dla przekleństwa, które zmienia ją w kamień, pozostaje tylko jedna rzecz. Zadanie jej ostatecznej śmierci poprzez przebicie jej serca lub dekapitację. Znkszczenie posągu, aby uwolnić jej serce, duszę i umysł od cierpienia.

Kolejny wdech sinego dymu papierosowego, aby uziemić się w chwili, jak kadzidło unoszone z ofiary do nieba dla hebrajskiego Boga. Zgasił niedopałek o ziemię i schował resztki do papierośnicy. Nie zamierzał śmiecić, już zwłaszcza nie, gdy miał wejść w interakcję z duchami tego miejsca w trakcie dywinacji. Czuł ciepło suchej trawy, bzyczenie owadów, promienie słońca , wszystko czego nie czuła Dafne.

Gwiazdo zaranna, przewodniczki łodzi, tonie wieczory śpiew rodzi łąka, gałązko ciszy ugornej, pąko wierzbiny drżąca słońcem na wietrze sinym. Ty jesteś kwietna, tyś jest przedziwna, pod zmierzch wieczorna, a rankiem zaranna, ty jesteś wzniosła jak góra. Przyjdź do mnie i pozwól mi wejrzeć w to dziecię. Gdy pierwszy raz patrzyło się na Morpheusa, gdy rzeczywiście wieszczył, całym sobą, zdawało się niemal, że jest połowicznie niematerialny, jakby rozmywał się na brzegach.

Zawiesił wahadełko pomiędzy palcem wskazującym i kciukiem i patrzył przez kryształ na skamieniałe dziewczę. Skrzywiony obraz polerowanego kwarcu odkształcał świat i samą Dafne, wahadełko kręciło się wzburzone ruchami ręki. Morpheus jakby sam zmienił się w posąg, zastygł, ani jeden mięsień jego ramienia nie drgnął. W końcu, gdy się odezwał, brzmiał nieco jak zza zaświatów, jakby zupełnie ktoś inny siedział na łące, nie Longbottom.

— O nici przyszłości, odpowiedzcie mi. Północ-południe tak, wschód-zachód nie, okrążenia to nie ma odpowiedzi w zakresie mojego pojmowania. O nici przyszłości, odpowiedzcie mi. Czy istnieje sposób, aby uwolnić to dziewczę?


Rzut Strony 1d4 - 1
Północ


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#7
04.01.2024, 20:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2024, 20:26 przez Florence Bulstrode.)  
Florence nie lubiła przemocy i nie lubiła cierpienia. Nie była może absolutną pacyfistką, a charakter miała twardy, ale jednocześnie walkę była w stanie zaakceptować wyłącznie w chwili, gdy chodziło o obronę siebie albo kogoś. I sama właściwie nigdy dotąd nie musiała walczyć – nie naprawdę, poza ściśle kontrolowanymi warunkami w hogwarckiej klasie.
Wolałaby, aby tak już zostało. Jednocześnie żyli w czasach, w których stawało się to coraz mniej prawdopodobne, i w których coraz trudniej było zachować neutralność. Nawet ona, zawsze neutralna wobec wszelkiej polityki, i zawsze gotowa przyjąć każdego pacjenta, a w głębi serca sądząca, że mugolaki nie do końca wpasowują się w pełni w ich świat – po Beltane została pchnięta w stronę, której nie przewidziałaby w najśmielszych wizjach. Ani tych wynikających wyłącznie z wyobraźni, ani związanych z mocami jasnowidza.
– Obawiam się, że chęci i możliwości nie zawsze idą w parze. Sądzę, że można ją zranić, ale nie można zniszczyć. To też część tej klątwy – mruknęła Florence, przesuwając mimowolnie palcami po różdżce. Okrutne zaklęcie, klątwa, której na razie nie umiała skojarzyć z niczym poza tymi dwoma przypadkami. Mogła jednak poszukać w księgach, porównać z innymi przypadkami. Bulstrode nie tylko współczuła tej dziewczynie, ale też, czy może raczej przede wszystkim, bardzo nie lubiła spotykać się z przekleństwami, których nie umiała zdjąć i była straszliwie uparta.
Nie zaszkodzi zebrać trochę informacji i spróbować zdjąć klątwę. Nawet jeżeli odniesie porażkę.
Milczała, gdy Morpheus zadawał swoje pytanie, a potem patrzyła w pewnym zamyśleniu najpierw na niego, a potem na posąg. Daleka była od lekceważenia zdania jasnowidza i wieszcza: była w końcu córką swojego ojca, potomkinią rodziny, w której Trzecie Oko płynęło we krwi i to ono w pewnym sensie zapewniło im obecną pozycję. Jednocześnie zastanawiała się, czy jeżeli nawet sposób istniał – to mieli szansę go znaleźć? I czy pomoc tej dziewczynie miała oznaczać odczarowanie Daphne, czy też zakończenie cierpień?
– Poszukam. Choć aby zdjąć tak silną klątwę, trzeba by wiedzieć więcej o okolicznościach, niezbędne byłyby pewnie świece… – powiedziała w końcu, niemalże miękkim tonem. To zajmie tygodnie, miesiące, może lata, ale posąg ten pewnie stał tu już tak długo, że… czy to zrobi to wielką różnicę? – Proszę się odrobinę przesunąć. Chcę zobaczyć, jak zareaguje na magię rozpraszającą – poprosiła Florence. A sądząc po pozie, jaką przyjęła dziewczyna, gdyby faktycznie udało się ją odczarować, choćby na parę chwil, mogłaby wpaść prosto na Morpheusa.
Gdy jednak machnęła różdżką, nic się nie stało. Daphne wciąż tkwiła zaklęta w kamień, w pozycji wskazującej na to, że jest gotowa do biegu.
– Chyba użyłam za słabego zaklęcia – stwierdziła z pewnym namysłem, bo jednak… klątwa istniała. Była tutaj. Florence nie miała wobec tego wątpliwości, nawet pomijając już fakt, że usłyszała co nieco o „spotkaniu” z tą dziewczyną swoich braci. – Może pan chce spróbować? – zapytała, sama opuszczając różdżkę.
Niezależnie od tego, czy spróbował i jaki był rezultat, Florence chciała jeszcze uważnie przyjrzeć się dziewczynie, obejść ją. A potem, wciąż w rękawiczkach, i za pomocą różdżki, zabrać mały kawałek kamienia – rzecz jasna jednak nie z ciała, a z ubrania, również skamieniałego. Być może to pomoże w zbadaniu przypadku…?


Rozproszenie, pod edycję
Rzut PO 1d100 - 17
Akcja nieudana
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#8
04.01.2024, 20:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2024, 21:16 przez Morpheus Longbottom.)  

Uniósł się z miejsca, wcześniej jeszcze dotykając otwartą ręką ziemi, jakby w podziękowaniu za jej moc. Przesunął się tak, aby zejść z trajektorii biegu. Meduza, legendarna istota z głową pełną żmij, niosła przekleństwo w spojrzeniu, zamieniając na skałę każdego, kto odważył się spojrzeć. Jej los splatał się z klątwą, osaczając nieśmiertelność w okowach samotności. Z każdym uderzeniem fali, historia jej zguby przetrwała, ostrzegając o mocy, która ożywiała lęki i strach. Klątwa Meduzy ucieleśnia mroczną ironię: była symbolem piękna, a jednak jej spojrzenie skazywało na wieczną martwotę, przypominając o mocy, jaką klątwy skrywają, zawsze gotowe trafić nieostrożnych. Dlatego Morpheus wolał o niej myśleć jako o Dafne.

— Spróbuję, ale nie spodziewam się za wiele. Nie jestem wybitnym czarodziejem. — Pierwszy raz podczas ich rozmowy pojawiła się w polu widzenia jego różdżka. Wybrał ten sam czar, chociaż nieco niepewnie, bo chociaż był doskonałym teoretykiem, to praktykiem raczej średnim.



Rzut na rozproszenie
Rzut N 1d100 - 76
Sukces!


Dziewczyna, odczarowana, zerwała się i w nieświadomości krzyczała desperacko, gnąc ku przyszłości, pędząc naprzód, by wkrótce zastygnąć znowu w bezruchu kamienia. Jego rozproszenie okazało się daremne wobec jej nieszczęścia, niemożliwego do złagodzenia lub zmiany. Niemoc w złagodzeniu sądu, jaki wydał na nią los, była przytłaczająca.

— Obawiam się, że na razie to wszystko, co możemy zrobić dla naszej Dafne.

Posłał Florence promienny uśmiech wraz z podziękowaniem za pomoc, wyciągnął w jej stronę przedramię, aby użyczyć jej drogi do celu, aportując ich tam, gdzie akurat potrzebowała znaleźć się kobieta. Nawet jako najbardziej tajemniczy z Longbottomów, owiał go ten sam przyjazny blask, który płynął w ich żyłach, niczym tajemnica dziedziczona. Mogąc eksplorować zaciemnione zakamarki Departamentu Tajemnic, a nocami zgłębiać mroczne tajniki czarnej magii, pozostawałby niezmiennie tym samy Morpheusem, który uśmiecha się czarująco, nawet jeśli nigdy nie wyróżnia nadmiernie z tłumu. Tylko wtedy, kiedy tego chce.


Koniec sesji


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1630), Morpheus Longbottom (1730)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa