• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[04 maj 1972] paszteciki / Con&Heather

[04 maj 1972] paszteciki / Con&Heather
Mister Daddy Issues
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki i smukły chłopak z burzą wiecznie nieukładający się włosów.

Conan Wright
#1
02.09.2023, 20:39  ✶  
Cały wieczór próbował ogarnąć tajniki gotowania, by własnoręcznie przygotować swoje ulubione paszteciki dla zranionej kuzynki. Nie miało tutaj znaczenia, że dysponował magią. Nie pomogły nawet zaklęcie kulinarne. Do pierwszej partii pasztecików dyniowych zapomniał dodać dyni. Do drugiej nawet dodał, ale zapomniał o cukrze i maśle... i chyba o czymś co sprawia, że postanawiają rosnąć. Trzecia partia! Trzecia partia to miało być to. Odręcznie ulepił każdy pasztecik. Sprawił, że pędzelek starannie obmył wszystko (łącznie z czubkiem jego nosa) jajkiem. W końcu włożył do piekarnika, nastawił na odpowiedni czas i... i zapomniał o nich.
W czwartek o 9 w końcu stanął pod drzwiami sali, w której leżała jego kuzynka. Pod pachą miał całą tackę pasztecików, które udało mu się odratować. Starannie włożył je do pojemnika z ruchomym zdjęciem Conana i Heather z dzieciństwa i owinął w ozdobny papier. Trzymał je mocno, tak aby choć ostatnie sztuki trafiły do buzi jego kuzynki zamiast na podłogę. Przed wejściem do sali jeszcze raz poprawił pudełko pod pachą i położył dłoń na klamce.
Już chciał nacisnąć, ale w ostatniej chwili stwierdził, że może to nie jest najlepszy pomysł. Jak to tak, bez pukania? Może ma gości albo jest naga albo gorzej... ma gości i jest naga. Odchrząknął i przeczesał włosy palcami. Wziął głęboki oddech i zapukał dwukrotnie do drzwi.
- Heather! Tu CON! - krzyknął po czym rozejrzał się szybko po skrzydle. Nie chciał przypadkiem wzbudzić jakiś duchów. - Con! Twój kuzyn! - dodał trochę ciszej. Kto wie? Może już go nie pamięta. Conan nie znał szczegółów wypadku Heather. Nie wiedział też w jakim jest stanie. Może już go nie pamiętała? Może on jej nie pozna? Może to nie będzie Heather i dostał podrobioną sowę?! - Mam paszteciki!! - powiedział po chwili już całkiem cicho. Może i był w skrzydle urazów, ale sam nie planował zarobić drętwotą w plecy. Nie przez te cholerne pasztety.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#2
03.09.2023, 09:02  ✶  

Powoli godziła się z myślą, że musi tu być. Nie była przyzwyczajona do takiego leżenia bez sensu. Jej ciało jednak dawało znaki, że właśnie tego potrzebuje. Bolały ją plecy, bark również nie przestawał. Faktycznie musiała mocno oberwać. Wolałaby teraz szukać tych, którzy jej to zrobili, starała się jednak zrozumieć, że musi być właśnie tutaj. Powinna jak najszybciej wrócić do formy, wtedy będzie mogła się zająć tym wszystkim. Nie było dobrym pomysłem poszukiwanie śmierciożerców w nie najlepszym stanie zdrowia. Skoro miała problem, żeby sobie z nimi poradzić w pełni sił, co dopiero byłoby teraz. Wiedziała, że było blisko. Bardzo blisko tego, żeby tam zginęła. Gdyby nie to, że jej najbliżsi jej pomogli pewnie wąchałaby już kwiaty od spodu. Jak zawsze miała jednak więcej szczęścia niż rozumu.

Poranek był niezbyt przyjemny. Musiała wypić te wszystkie okropne eliksiry, które dla niej przygotowali. Nigdy się nie przyzwyczai do tego okropnego smaku. Cameron mówił, że musi je pić regularnie, żeby szybciej wyzdrowieć, skoro tak mówił, to nie miała zamiaru robić inaczej. To on był tutaj specjalistą od spraw medycznych, zawsze się nią opiekował kiedy dostawała po dupie.

Na całe szczęście pogoda nie była najlepsza. Gdyby przez okno wpadały promienie wiosennego słońca na pewno bardziej by się denerwowała, że musi siedzieć tutaj zamknięta. Deszcz jednak uderzał o parapet, wiatr nadal wiał mocno, może nie tak mocno jak wtedy kiedy walczyli, jednak ciągle się nie uspokoił.

Hath próbowała usiąść. Wcale nie było to takie proste przez to, że bark mocno oberwał. Była zirytowana tym, jak bardzo nieporadna się stała. Przyzwyczajona raczej do tego, że jej ciało nie miało żadnych ograniczeń. Westchnęła ciężko przy kolejnej próbie, wreszcie jej się udało. Przejechała dłonią po swoich rudych włosach, Charles wczoraj pomógł jej doprowadzić je do porządku. Teraz mogła mówić o tym, że naprawdę została pocałowana przez ogień. Nie było jej ich szkoda, odrosną prędzej, czy później.

Z przemyśleń wyrwało ją głośne pukanie do drzwi. Nie musiała pytać, gość sam się odezwał. - Wejdź. - Krzyknęła głośno. Bała się, że obudzi całe skrzydło szpitalne, taki był delikatny. W czeluściach szpitala czaiła się szefowa Camerona, jego największy koszmar wolałaby, żeby Florence Bulstrode się tutaj nie pojawiła i nie zaczęła głosić jej kazań. - Paszteciki??? Wspaniale, wszystko będzie lepsze od tego gównianego, szpitalnego jedzenia. Chodź tu szybko. - Przesunęła się nawet na łóżku tak, żeby zrobić mu miejsce. Na jej twarzy mógł dostrzec uśmiech spowodowany tym, że go zobaczyła. Dobrze wiedzieć, że on był bezpieczny. Nie miała pojęcia, czy był na sabacie, czy udało mu się uciec, ale stał przed nią cały i zdrowy.

Mister Daddy Issues
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki i smukły chłopak z burzą wiecznie nieukładający się włosów.

Conan Wright
#3
03.09.2023, 10:49  ✶  
Czuł lekki niepokój. Bał się w jakim stanie zastanie swoją kuzynkę. Starał się cały czas być dobrej myśli, ale wiedział, że to nie był mały wypadek. Zaatakowali ją śmierciożercy...
Wypuścił część powietrza, które najwyraźniej wstrzymywał od kilkunastu sekund, gdy usłuszał jej głos. Była tutaj, cała i... względnie zdrowa? Po chwili zawahania nacisnął klamkę i szybkim krokiem wstąpił do szpitalnej sali. Uśmiechał się lekko, jakby starał się samemu sobie dodać otuchy. Uśmiech jednak lekko przygasł, gdy zobaczył nową fryzurę swojej kuzynki. Nie chciał się w nią wpatrywać, więc szybko odwrócił wzrok na tacę eliksirów, która pewnie czekała na spożycie przez jego kuzynkę. Przełknął ślinę, odchrząknął i postarał się na powrót przyjąć ten sam zawadiacki uśmieszek.
- Jak tam zdrówko? - powiedział i szybko obrzucił wzrokiem jej małe, poturbowane ciało. - Nie sądziłem, że w gratisie dostaniesz nową fryzurkę. Mogłaś dać znać, dołączyłbym się! - zaśmiał się, ale w jego śmiechu można było wyczuć napięcie. Szybko prześlizgnął palcami po niesfornych włosach. Spojrzał jeszcze raz badawczym wzrokiem na kuzynkę. Było lepiej niż sobie wyobrażał? A może gorzej? Sam nie był pewien... ale była cała.
Wziął ostatni głęboki wdech i szybkim krokiem podszedł do miejsca, które dla niego zrobiła. Przysiadł na skraju łózka i wyciągnął spod pachy poturbowane paszteciki. Odwinął papier, który w drodze trochę się podarł i wręczył jej metalowe pudełko z pasztecikami.
- Sam upiekłem! - nie wiedział czy się chwali, czy żali. Miał choć nadzieję, że ona zaraz się nie zacznie żalić. Uśmiechnął się krzywo i dodał. - Dobrze, że jesteśmy już w Mongu - spojrzał na pudełko i przypomniał sobie dokładnie zdarzenia wczorajszego wieczoru. - Jakiś porządny eliksir może się przydać na popitkę. - mruknął pod nosem.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#4
03.09.2023, 20:14  ✶  

Naprawdę ucieszyła się, kiedy zobaczyła tutaj Conana. Powodował, że dzień będzie chociaż trochę mniej nudny. Ogromną przyjemność sprawiały jej wizyty wszystkich znajomych i rodziny. Nie przeszkadzało jej nawet to, że widzą ją w takim stanie. Była to największa rozrywka jaką miała mieć w najbliższym czasie. - Bywało lepiej Con. - Nie zdarzyło jej się nigdy trafić na tyle do szpitala. Kiedyś złamała rękę, wybiła palce, ale te urazy szybko udało się uleczyć. Tym razem było zdecydowanie gorzej. Czuła się jak gówno i wiedziała, że wygląda podobnie.

- Słuchaj fryzura ogniem robiona, nowy szyk mody. Nie polecam jednak za bardzo. - Roztrzepała palcami lewej ręki, aby zaprezentować ich nowy wygląd w całej okazałości. Prawą miała unieruchomioną. Dobry humor jej nie opuszczał mimo wszystko.

Obserwowała uważnie kuzyna, kiedy zbliżał się do łóżka. W końcu usiadł na jego skraju. Zaczął coś wyciągać zza pazuchy, była ciekawa, co tam ma. Oczy jej zabłyszczały, kiedy zobaczyła ten wspaniały twór kulinarny. Przejęła metalowe pudełko, złapała je lewą ręką. Położyła przed sobą na kołdrze, złapała w dłoń jeden z pasztecików, już miała go wpakować do ust, kiedy powiedział, że sam je upiekł. Wtedy jej ręka zatrzymała się tuż przed twarzą. Spoglądała to na niego, to na pasztecika. Wahała się, czy powinna go zjeść. Musiał dostrzec to niezdecydowanie.

- Sam zrobiłeś? - Zapytała jeszcze raz, żeby nie było, że się przesłyszała. - Nie wiedziałam, że pieczesz. - Dodała jeszcze. Może potajemnie interesował się wypiekami? Kto go wiedział, różne ludzie mieli zainteresowania. Nie chciała jednak sprawić mu przykrości. Wsadziła sobie pasztecika do paszczy i wgryzła się w niego. Nie było czuć oporu, nie straciła na nich zębów, nie było więc tak źle. - Czy próbowałeś je? - Odparła, gdy zaczęła rzuć. Tak naprawdę smakowały dobrze, wyczuwalny był intensywny smak dyni, ale to chyba dobrze, skoro miały być dyniowe. - Dobre są, bardziej pasztecik się przyda na zagryzkę tych eliksirów, mają zdecydowanie gorszy smak. - Uśmiechnęła się jeszcze raz do kuzyna. - To miłe, że je dla mnie zrobiłeś. - Stwierdziła jeszcze fakt, gdyby ktoś w ogóle o to pytał. - Nie byłeś na Beltane? - Zapytała jeszcze, bo była ciekawa.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Conan Wright (585), Heather Wood (772)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa