07.09.2023, 03:13 ✶
Dobrali się. Albo może to Matka Natura ich dobrało, czy co tam w ogóle maczało swoje eteryczne palce w magii Beltane. Może sam Voldemort był takim cholernym śmieszkiem, że postanowił rzucić na biorących udział w miłosnym rytuale jakieś podstępne zaklęcie, kto wie.
- Nie, nie trzeba - uśmiechnął się lekko, na moment rozmasowując nasadę nosa, jako ostatnią próbę ułożenia sobie w głowie tego wszystkiego. Późna (albo raczej wczesna) pora robiła swoje. Sensacje żołądkowe, które generowała jej brawura sprawiały, że też miał problemy ze spaniem. Może nie takie jak ona, żeby spać przez jakieś 3 godziny, ale miotanie się z boku na bok też nie należało do top dziesięciu doświadczeń.
- W takim razie, już nie mogę się doczekać, żeby móc przeczytać raport - uśmiechnął się na moment i przez tę krótką chwilę, nie był to typowy uśmiech, ironiczny czy zaczepny, który tak często rzucał ludziom, a ten z rodzaju szczerych i prawdziwych. Rozmył się on jednak tak szybko, jak się pojawił, jakby był tylko halucynacją wywołaną przez niedobór snu.
- Skłamałbym, gdybym powiedział, że się tego nie spodziewał. Że nie robisz tego specjalnie. Gdyby ktoś wysłał mi bardzo zdenerwowaną sowę, to też nie do końca bym uwierzył - przyznał, wzruszając przy tym nieznacznie ramionami i obdarzając ją już charakterystycznym, nieco ironicznym wykrzywieniem warg. - Gorzej? - zainteresował się, znowu spoglądając na to jak wyglądała. Na rozczochrane włosy, zmęczoną twarz i bluzę. A w końcu też i na jej dłonie, który na pierwszy rzut oka wydawały się czyste. No, może nie perfekcyjnie, ale w taki sposób, kiedy ktoś próbował doprowadzić je do początku zwyczajnym starciem z nich brudu. Przy dokładnym przyjrzeniu się jednak, wcale takie nie były. Zmarszczył brwi, sięgając dłonią do jej własnej i unosząc ją lekko, by spojrzeć na jakieś zagubione ślady krwi. - Trudno wyobrazić mi sobie, że mogło być jeszcze gorzej - spojrzał jej w oczy.
Uderzyło go to, jaka była ciepła w porównaniu z nim. A jednak miał wrażenie, że ta ciepłota była tylko powierzchowna, niezdolna do przebicia się głębiej i odgonienia tego, co promieniowało zimnem gdzieś z jego wnętrza. Było to dziwne uczucie, ale nie tak jak to kryjące się gdzieś pod nim. To, które było podbite magią, która doprowadziła go tutaj tego poranka, która reagowała na to, że to była ona. Dreszcz, który przebiegł mu po plecach był zwyczajnie zaskakujący, bo do tej pory nie mieli okazji nawet stanąć obok siebie. Nie, kiedy Brenna bawiła się z nim w kotka i myszkę i w sumie przypominając sobie o tym, zmarszczył brwi z wyrzutem.
- Czemu mnie tak unikałaś? - zapytał wreszcie. Nie był fanem rozmawiania o uczuciach, ale wcale nie musieli tego robić, prawda? Nie kiedy kryła się za nimi podstępna magia, a o niej wypadało już zamienić chociaż parę słów. Spróbować wyjaśnić. Zrozumieć.
- Nie, nie trzeba - uśmiechnął się lekko, na moment rozmasowując nasadę nosa, jako ostatnią próbę ułożenia sobie w głowie tego wszystkiego. Późna (albo raczej wczesna) pora robiła swoje. Sensacje żołądkowe, które generowała jej brawura sprawiały, że też miał problemy ze spaniem. Może nie takie jak ona, żeby spać przez jakieś 3 godziny, ale miotanie się z boku na bok też nie należało do top dziesięciu doświadczeń.
- W takim razie, już nie mogę się doczekać, żeby móc przeczytać raport - uśmiechnął się na moment i przez tę krótką chwilę, nie był to typowy uśmiech, ironiczny czy zaczepny, który tak często rzucał ludziom, a ten z rodzaju szczerych i prawdziwych. Rozmył się on jednak tak szybko, jak się pojawił, jakby był tylko halucynacją wywołaną przez niedobór snu.
- Skłamałbym, gdybym powiedział, że się tego nie spodziewał. Że nie robisz tego specjalnie. Gdyby ktoś wysłał mi bardzo zdenerwowaną sowę, to też nie do końca bym uwierzył - przyznał, wzruszając przy tym nieznacznie ramionami i obdarzając ją już charakterystycznym, nieco ironicznym wykrzywieniem warg. - Gorzej? - zainteresował się, znowu spoglądając na to jak wyglądała. Na rozczochrane włosy, zmęczoną twarz i bluzę. A w końcu też i na jej dłonie, który na pierwszy rzut oka wydawały się czyste. No, może nie perfekcyjnie, ale w taki sposób, kiedy ktoś próbował doprowadzić je do początku zwyczajnym starciem z nich brudu. Przy dokładnym przyjrzeniu się jednak, wcale takie nie były. Zmarszczył brwi, sięgając dłonią do jej własnej i unosząc ją lekko, by spojrzeć na jakieś zagubione ślady krwi. - Trudno wyobrazić mi sobie, że mogło być jeszcze gorzej - spojrzał jej w oczy.
Uderzyło go to, jaka była ciepła w porównaniu z nim. A jednak miał wrażenie, że ta ciepłota była tylko powierzchowna, niezdolna do przebicia się głębiej i odgonienia tego, co promieniowało zimnem gdzieś z jego wnętrza. Było to dziwne uczucie, ale nie tak jak to kryjące się gdzieś pod nim. To, które było podbite magią, która doprowadziła go tutaj tego poranka, która reagowała na to, że to była ona. Dreszcz, który przebiegł mu po plecach był zwyczajnie zaskakujący, bo do tej pory nie mieli okazji nawet stanąć obok siebie. Nie, kiedy Brenna bawiła się z nim w kotka i myszkę i w sumie przypominając sobie o tym, zmarszczył brwi z wyrzutem.
- Czemu mnie tak unikałaś? - zapytał wreszcie. Nie był fanem rozmawiania o uczuciach, ale wcale nie musieli tego robić, prawda? Nie kiedy kryła się za nimi podstępna magia, a o niej wypadało już zamienić chociaż parę słów. Spróbować wyjaśnić. Zrozumieć.