30.03.2026, 14:15 ✶
Mój wodzu, mój królu. Królu i synu królów. Mój kapłanie, mój wyznawco. Mój bogu, Bracie mój,
Krzywdę moją wybaczam, jeżeli i Ty wybaczysz mi swoją. Wino uderzyło mi do głowy. Dzikie wino. W dzikim winie świat się plącze. Słowa się plączą. Włosy, słowa i nogi plączą się ze sobą. Niepospolicie pijana jestem, łajdaku, a Ty mnie jeszcze oskarżasz, że Ci urągam. Najdroższy, Ty obelżywości mojej nie odróżniasz od żartu. Żal, że nie będziemy mogli pójść razem. Wznieś za mnie kielich pieniący się bogiem. Bogowie z Tobą! Bo ja jestem tu, na dnie zieleni, pod powierzchnią rosy, a Ty jesteś tam, kędy dla mnie kończą się niebiosy. A gdzie kończy się niebo, zaczyna się wino. Nie jest tak słodkim jak Twoja krew. Jest tak gorzkim, że miałam nim ochotę splunąć. Gorzkie zioła uczyniły wino Helloise wonnym jak kadzidło nasenne. Ale pomyślałam, że ucałuję Cię, nim zasnę, abyś i Ty mógł nacieszyć się pięknymi snami. Mnie ucałowały już liście mięty, spętały łodyżki ruty, kolce jałowca pochwyciły mnie w objęcia. Jakże pachniały! Maeve pachnie opium. Opium pachnie Maeve. Oto niewola miłości, a ja bogata jestem w miłość. Opływamy w miłość, Baldwinie. Na ziemi angielskiej nie ma jednak miejsca dla bogaczy zza wielkiej wody. Woda ich nie przepuści, ziemia ich nie przyjmie. Klątwa? Ja ich wprzódy spętam klątwą. Włosami swymi, słowami. Nogami. Ha! Wracając, przynieś mi wiersz. Wydeklamuj go dla mnie. Tylko dla mnie. Będę czekała Ciebie z dłonią na zasuwie, a zasłyszawszy twój szelest, z nóg zdejmę obuwie. Wyjdę Ci wtedy bosa na spotkanie, zaśpiewam niespodzianie, a śpiewając, pomyślisz, że pacierze mówię...! A to, Baldwinie, będzie tylko Twoje imię.
Wybacz, jeśli byłam obelżywa.
Krzywdę moją wybaczam, jeżeli i Ty wybaczysz mi swoją. Wino uderzyło mi do głowy. Dzikie wino. W dzikim winie świat się plącze. Słowa się plączą. Włosy, słowa i nogi plączą się ze sobą. Niepospolicie pijana jestem, łajdaku, a Ty mnie jeszcze oskarżasz, że Ci urągam. Najdroższy, Ty obelżywości mojej nie odróżniasz od żartu. Żal, że nie będziemy mogli pójść razem. Wznieś za mnie kielich pieniący się bogiem. Bogowie z Tobą! Bo ja jestem tu, na dnie zieleni, pod powierzchnią rosy, a Ty jesteś tam, kędy dla mnie kończą się niebiosy. A gdzie kończy się niebo, zaczyna się wino. Nie jest tak słodkim jak Twoja krew. Jest tak gorzkim, że miałam nim ochotę splunąć. Gorzkie zioła uczyniły wino Helloise wonnym jak kadzidło nasenne. Ale pomyślałam, że ucałuję Cię, nim zasnę, abyś i Ty mógł nacieszyć się pięknymi snami. Mnie ucałowały już liście mięty, spętały łodyżki ruty, kolce jałowca pochwyciły mnie w objęcia. Jakże pachniały! Maeve pachnie opium. Opium pachnie Maeve. Oto niewola miłości, a ja bogata jestem w miłość. Opływamy w miłość, Baldwinie. Na ziemi angielskiej nie ma jednak miejsca dla bogaczy zza wielkiej wody. Woda ich nie przepuści, ziemia ich nie przyjmie. Klątwa? Ja ich wprzódy spętam klątwą. Włosami swymi, słowami. Nogami. Ha! Wracając, przynieś mi wiersz. Wydeklamuj go dla mnie. Tylko dla mnie. Będę czekała Ciebie z dłonią na zasuwie, a zasłyszawszy twój szelest, z nóg zdejmę obuwie. Wyjdę Ci wtedy bosa na spotkanie, zaśpiewam niespodzianie, a śpiewając, pomyślisz, że pacierze mówię...! A to, Baldwinie, będzie tylko Twoje imię.
Wybacz, jeśli byłam obelżywa.
Twoja