• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[28.06.72, zmierzch] Trzy zapałki, trzy wspomnienia

[28.06.72, zmierzch] Trzy zapałki, trzy wspomnienia
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
08.10.2023, 22:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 15:15 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka

Odkryj wiadomość pozafabularną
Dziewczynka z zapałkami

W ciemnej alejce, w magicznych dzielnicach, twoją drogę zaszedł duch małej dziewczynki, która musiała niegdyś sprzedawać tu zapałki. Smutna i zmarznięta nie zdawała sobie sprawy z tego, że umarła. Za każdym razem, kiedy odpalała jedną z zapałek, którymi ogrzewała drobne dłonie, czułeś nagły ból głowy i wraz ze swoim towarzyszem przenosiliście się do jednego z twoich wspomnień. Musieliście obserwować je oboje, nie mogąc wpłynąć na dziejące się tam wydarzenia. Nikt was nie widział. Po wypaleniu trzeciej zapałki duch zniknął.

Niebo powoli ciemniało, a w zaułkach zaczynały tańczyć cienie. Zmierzch zapadał nad magicznym Londynem, zabierając ze sobą ciepło dnia, a ulice pustoszały powoli - w obliczu tego, co działo się w magicznym świecie, nieco mniej ludzi miało chęci obecnie na nocne spacery.
Brenna wracała z Nokturnu. Spotkanie z informatorem było raczej mało satysfakcjonujące, bo przekazane wiadomości nie były tymi, na które miała nadzieję po ataku na Cane'a i niewiele dawały, a tylko powodowały zamęt w głowie. A potem trafiły się dwie męty, których nawet nie miała możliwości aresztować - nie w pojedynkę, nie w sercu Nokturnu, nie zdołałaby ich stamtąd przeprowadzić do Biura. A i nie chciała ściągać uwagi na to, co robiła Brygadzistka pod domem Marka. I chociaż spotkanie zakończyło się dla niej tylko siniakiem i niesmakiem w ustach po tym, jak jako wilk jednego z nich pogryzła, była zirytowana. Bo co jeżeli zaraz zaczepią kogoś, kto nie da sobie rady? Nie byli wielkimi wojownikami, inaczej nie wyszłaby z tego bez szwanku. Ale jakiś inny przechodzień mógłby mieć mniej szczęście. A wciąż była obolała po nocnej przygodzie w New Forest i maść nawet nie zdążyła usunąć sińców, a dłoń wciąż była zabandażowana...
Potarła odruchowo policzek i stłumiła przekleństwo, cisnące się na usta. Nie chciała wyglądać na Brygadzistkę, i to wyszło jej chyba aż za dobrze. Za to wtopienie się w scenerię Nokturna już kiepsko, skoro została uznana za łatwy cel. Może powinna następnym razem wybrać bardziej oberwane ubrania zamiast tych szarych i nijakich, mających nie rzucać się w oczy...
Dokładnie w momencie, w którym boczną alejką miała wyjść na Horyzontalną, by załatwić szybko jedną rzecz w pobliskim sklepie, a potem pędzić złapać kogoś "ze swoich", by zająć się zdobytymi informacjami... ktoś zaszedł jej drogę.
Tym razem nie żaden męt z półświatka.
Brenna spojrzała w dół i oczy kobiety rozszerzyły się nieco, kiedy zobaczyła dziecko. Martwe dziecko. Umysł usłużnie podsunął niemal natychmiast zapłakaną twarz ducha chłopca z lasu w Beltane, Jimmy'ego, a potem obraz małej Maddie, stającej pomiędzy nimi a Fawleyową.
I wreszcie Mabel. Roześmianą, szczęśliwą, żywą. Dziewczynkę, która mogła pewnego dnia...
...nie, o tym kobieta nie potrafiła nawet myśleć.
Smutek, wyzierający z widmowej twarzy, łamał coś w sercu Brenny. Przywykła do widoku duchów. Lubiła niektóre z nich i zwykle nie myślała nawet o tym, że są... cóż, martwe. Ale większość z nich była dorosła i podjęła świadomą decyzję, a dziecko... w przypadku dziecka jakoś zawsze było trudniej. Mogłoby się wydawać, że powinna już przywyknąć, ale nie, nie przywykła. I chyba wcale nie chciała.
Czego mógł od niej chcieć ten duch?
- Cześć - powiedziała łagodnie, przyklękając na bruku. Dostrzegła w dłoniach małej zapałki, wiele niewielkich pudełeczek... sprzedawała je tutaj? Czy zamarzła pewnej zimowej nocy, czy też ktoś ją skrzywdził w tym zaułku? Dlaczego została tutaj, zamiast iść do błękitnego ognia w Limbo?
Może nie czekał tam nikt, kto mógłby wyciągnąć ku niej dłoń i poprowadzić na drugą stronę?
- Dlaczego tu zostałaś, maleńka? - zapytała, wciąż tym samym, niemal czułym tonem, nie chcąc spłoszyć zjawy, ale dziecko nie odpowiedziało. Zamiast tego wrzuciło pudełka do kieszonki fartucha, a z ostatniego wyciągnęło zapałkę…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#2
10.10.2023, 17:10  ✶  
To był długi dzień. Nowa sprawa o przejęcie majątku jednego z popularnych czarodziejów, który okazał się hazardzistą, pochłaniała większość jego czasu. Była trudna, facet nie chciał współpracować, a Anthony był ambitny i mierzył wyżej, nawet w zostanie głową departamentu, w którym pracował. Siedział nad papierami do czasu, gdy wskazówki zegara dawno minęły punkt, w którym powinien był wyjść z biura. Borgin westchnął, spakował rzeczy do skórzanej teczki i wciągnął na ramiona odwieszoną na wieszak marynarkę, upewniając się, że miał tam papierosy. Pierwotnie zamierzał iść na drinka lub odwiedzić któregoś ze swoich przyjaciół, ale dał sobie spokój. Pożegnał się grzecznie z młodym stażystą, który utknął w archiwum i wyszedł, zmierzając na Aleje Horyzontalną, zahaczając wcześniej o Nokturn.
No kto by się spodziewał, że przy wyjściu dostrzeże znajomą sylwetkę jednej z Brygadzistek, której hobby to było pakowanie się w kłopoty i ściąganie na siebie gniewu niewłaściwych ludzi. Stanął z ręką w kieszeni, mając uniesione brwi, przyglądał się jej chwile badawczo. Longbottom wyglądałaby ładnie nawet w starym worku po pietruszce, ale tym razem jej ubiór wskazywał, że wracała z terenu, bo wyglądała mało barwnie, mało wzorzyście. Najbardziej przecież lubił ją w kwiatkach. Nie podobało mu się, że wraca SAMA z Nokturna o takiej godzinie — spojrzał na zegarek tkwiący na nadgarstku. Pewnie nie chciała go widzieć, pierwotnie nie zamierzał jej zaczepiać, ale wolał upewnić się, że dziewczyna dotrze bezpiecznie do domu — niezależnie, co myślałby o tym Stasiek czy Lou. O jej związkach z Atreusem wolał nie myśleć, wieczór był zbyt młody, aby się wkurwiać.
Brunetka przykucnęła, a on dostrzegł dziwną dziewczynkę. A jak to jakaś sztuczka i zaraz jej coś wbije sztylet w serce? Przetarł oczy dłonią, a potem poprawił krawat i podszedł tak, aby słyszała jego kroki — nie chciał jej zaskoczyć.
- Brenna? Wszystko w porządku? - zapytał, zanim jeszcze znalazł się obok niej, przesuwając spojrzenie ciemnych oczu pomiędzy twarzą swojej nieszczęśliwej miłości a małą i drobną właścicielką zapałek, która okazała się.. Duchem? Zacisnął wargi, jakby nie bardzo wiedział, co powiedzieć lub zrobić. Nie miał zbyt dużego doświadczenia z istotami pozbawionymi ciał, które utknęły w ich szarym i ciemnym świecie. Nie dziwiło go jednak, że zaczepiła akurat Longbottom. Poprawił teczkę w dłoni, a potem sam kucnął obok i przyjrzał się dziecku.
- Taka urocza dama, jak Ty, nie powinna kręcić się tu sama po nocy. Możemy coś dla Ciebie zrobić? - zapytał wyjątkowo łagodnie jak na siebie. Bo ta nieszczęsna Gryfonka wyglądała, jakby jej zależało i nie chciał ducha wystraszyć, o ile to w ogóle wchodziło w grę. Czy duchy się bały? Przeniósł spojrzenie na jej rączki i zapałki. Sprzedawała je? Odwrócił twarz w stronę Brenny, posyłając jej pytające spojrzenie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
10.10.2023, 18:27  ✶  
Odwróciła głowę dość gwałtownie, słysząc Borgina. Powstrzymała odruch sięgnięcia po różdżkę – gdyby planował rzucać w nią zaklęciami, przecież by do niej nie wołać.
– Tak, w jak najlepszym. Nic się nie dzieje, mam tutaj sprawę dla ministerialnych spirytystów – rzuciła po prostu, po czym skierowała spojrzenie z powrotem na dzieciaka, zakładając, że Anthony ruszy dalej w swoich sprawach… chociaż gdy tego nie zrobił, nijak nie skomentowała. Nie była na tyle głupia, aby wyskakiwać na Borginów z pluciem jadem i pięściami, gdy nie dawali jej ku temu powodów. Uwagę zwyczajnie skoncentrowała na duchu. – Skarbie, czy pamiętasz, jak się tutaj znalazłaś? – spytała łagodnie, pochylając się nieco ku dziewczynce. W tej chwili priorytetem było dla niej ustalenie, czy mała w ogóle wiedziała, czy umarła.
Dziecko nie odpowiedziało.
Zamiast tego odpaliło zapałkę. Ta płonęła błękitnym, nie dającym prawdziwego ciepła ogniem, a kiedy Brenna w nią spojrzała, poczuła gwałtowny ból głowy. Chociaż nawykła do bólu, wrażenie było tak nagłe i niespodziewane – jakby ktoś wbił w nią szpilki gdzieś od środka – że syknęła cicho, odruchowo sięgając dłonią ku skroni.
I wtedy świat się zamazał. Otoczyły ich ciemność i mgła. Dziecko znikło – znikła też alejka, w której oboje ledwo co klęczeli przed martwą dziewczynką. Brenna poderwała się gwałtownie, wydobywając różdżkę.
– Jasny szlag – syknęła, rozglądając się, dłonią zahaczyła o jakąś wazę i…
…jej ręka przez tę przeszła.
A do Brenny dotarły jednocześnie dwie rzeczy. Po pierwsze, nigdzie ich nie przetransportowano, nie byli tutaj naprawdę.
Po drugie znała to miejsce. W ciemnościach trudno było dostrzec coś więcej poza zarysem trzech sarkofagów, malowideł na ścianach i waz, w których niegdyś pewnie stały kwiaty
W nagłym przypływie paniki uświadomiła sobie, że trafili do grobowca, który odwiedziła nie tak dawno temu. I kiedy odwróciła spojrzenie ku wejściu, dostrzegła tam na schodach dwie postacie, ledwo widoczne pośród mroku.
W pierwszej chwili przy drzwiach były tylko dwie osoby. Ale zaraz coś przemknęło pomiędzy nimi, tak szybko, że Anthony nie miał szans dokładnie się temu przyjrzeć. Jedna z nich – odziana po mugolsku, w luźną bluzę i jeasny – cofnęła się gwałtownie, stopień niżej, unosząc różdżkę. Ta trzecia sylwetka przemknęła między nią a jej towarzyszem – ten stał teraz dalej, kaptur przysłaniał mu głowę i częściowo twarz, w mroku nie dało się go rozpoznać – szybko i zwinnie.
Trochę jakby tańczyła.
Wokół stojącej przy wejściu kobiety. Zupełnie ignorując tę drugą osobę.
Mgły przebywało, spowijała tonące w mroku pomieszczenie, i ledwo cokolwiek widzieli: tylko cienie trzech osób w grobowcu. Poruszająca się sylwetka zdawała się to rosnąc, to maleć, nie dało się jej przyjrzeć. I choć to było wspomnienie, zdawało się, że sięga ich cień strachu, jaki ze sobą niosła. Przeczucie nadciągającego, nieuchronnego końca.
  –  Non, ja dopiero coś zrobię – powiedział kobiecy głos gdzieś z mroku.  –  Skup się na mnie, Miła, to nie musi być bolesne dla żadnej z nas. On nie ma znaczenia.
– Chrzań się – padła odpowiedź: może z daleka nie dało się zobaczyć, że to była Brenna, ale głos bez wątpienia należał właśnie do niej. Rzucony przez nią czar przeciął powietrze, ale cień umknął przed nim tak zwinnie, jakby nie dotyczyły go prawa grawitacji. Skoczył na Brennę, szybkim, ba, wręcz nieludzko szybkim ruchem i Brenna poleciała w dół, z kilkunastu stopni, tak że kobieta z pewnością boleśnie uderzyła plecami o podłogę, przygnieciona ciężarem napastniczki. Wampirzyca – bo przez moment w mroku i mgle mignęła Anthony’emu jej twarz – wytrąciła Brygadzistkę z dłoni różdżkę.
Była piękna. Miała takie rysy, o jakich chętnie piszą poeci, włosy czarne jak noc, a oczy ciemne i roziskrzone. Była tą istotą, na którą mężczyźni spoglądają na sali balowej, za którą oglądają się na ulicach, która nawiedza ich w snach i wraca w fantazjach. Niemożliwą do przegapienia.
Miała jednak też bardzo wiele ostrych zębów, które przez moment mignęły, gdy znowu się odezwała, próbując zmusić przygwożdżoną do ziemi kobietę do pokazania szyi.
- Nie walcz – wychrypiała wampirzyca. – Śmierć to nie koniec opowieści, bo historia nie jest o tobie.
Pochyliła się, by ugryźć, ale Brenna najwyraźniej ani myślała czekać grzecznie na śmierć. Gestem kogoś, kto nie robi czegoś takiego pierwszy raz, Brenna lewą dłonią wbiła wydobyty skądś sztylet w bok wampirzycy, a kiedy ta odchyliła się, chcąc uniknąć większych obrażeń, prawe przedramię Brenny zablokowało próbę wgryzienia się w szyję. Longbottom postawiła na przyjęcie rany gdzieś, gdzie nie skończy od razu martwa lub przynajmniej wyłączona ze starcia. Zęby zacisnęły się na przedramieniu Brygadzistki, rozszarpując ubranie i skórę. Krew zaczęła plamić ubranie.
Jasny szlag, pomyślała ta teraźniejsza Brenna, odruchowo sięgając ku przedramieniu, gdzie pod ubraniem wciąż znaczyła się blizna. Wspomnienie. Trafili do jej wspomnienia.
- Nie pytaj. Po prostu nie pytaj.
Cieszyła się teraz, że wampirzyca przywołała mgłę. W mlecznych oparach nie było szans na to, by Borgin rozpoznał mężczyznę zbiegającego ze schodów, rzucającego się na pomoc tamtej Brennie ze wspomnienia, walczącej o życie w mroku grobowca. Strój, ciemność i mgła doskonale chroniły jego tożsamość. Był tylko rozmazaną plamą w mroku. Gdyby jakimś cudem to kiedykolwiek wyszło na jaw... Brenna wmawiałaby każdemu, że zeszła tu z Jasonem Meadowesem. On i tak nie żył.
Ale tak naprawdę... to miała zamiar utrzymywać, że to jakaś sztuczka duchów.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#4
19.10.2023, 00:53  ✶  
Przez głowę by mu nie przeszło, aby potraktować ją zaklęciem, ostatecznie przecież Antek był całkiem przyzwoitym gościem, co było głównie zresztą zasługą Longbottom, na której całe nastoletnie i dorosłe życie próbował zrobić wrażenie. Przyjrzał się jej uważnie, nie zamierzając jednak naciskać, nie miał powodu, aby jej nie wierzyć, a zatrzymanie się przed dzieckiem, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku — niezależnie czy żywym, czy martwym, było w jej stylu.
- Skoro tak mówisz, to w porządku. - odparł jedynie, wzruszając delikatnie ramionami, idąc jej śladem i patrząc na dziewczynkę i jej zapałki, chociaż ton głosu brunetki go rozczulał. Ona była świadoma, jak jest urocza? Nie zdawał sobie do końca za to sprawy, że duchy mogły nie zauważyć, że umarły, chociaż był taki jeden Profesor w Hogwarcie, chociaż on to niczego ogólnie rzecz biorąc, nie widział.
Z zamyślenia wyrwało go syknięcie Brenny, niepokojącej skupiające całą uwagę Borgina, który delikatnie położył dłoń na jej ramieniu, otwierając buzię, aby coś powiedzieć. Widział też kątem oka to niebieskie światło od zapałeczki.
Potem było trochę tak, jakby użyli świstoklika, ale był pewien, że to nie było to samo. Czuł, jak jego mięśnie się napinają z zaniepokojenia, a spojrzenie próbuje przeniknąć przez panującą dookoła ciemność. Alejka zniknęła, nie byli już na Pokątnej. Tony cofnął się pół kroku, gdy wstała gwałtownie i wyjęła różdżkę, mimowolnie przesuwając dłonią po kieszeni marynarki, aby sprawdzić, czy jego magiczny patyk się tam znajdował. - Zmieniła nas w duchy? - zapytał cicho, gdy znów syknęła, tym razem mówiąc coś i próbując dotknąć wazy, w którą wpadła jej dłoń. Tego to się zupełnie nie spodziewał. Zmierzwił dłonią w zamyśleniu włosy, rozglądając się dookoła, nie miał pojęcia, gdzie był. Jakiś stary grobowiec? Trafili na miejsce kultu?
Zaczął się spektakl, którego się nie spodziewał, próbując dostrzec twarze osób, które tkwiły zaraz obok nich, a zdawały się ich zupełnie ignorować, nie widzieć. Jego palce mocniej zacisnęły się na rączce ot trzymanej teczki, ale zniechęcił się już do sięgnięcia po różdżkę, bo co mógł, jako taki duch zrobić? Ubiór jednej z postaci przypominał mu Brenne, podobnie jak sposób poruszania się, a gdy kazała się komuś chrzanić, to już jawnie wiedział, że to była ona, a nie tylko złudzenie złudzenia. Uniósł brwi i uśmiechnął się pod nosem nieco rozbawiony, bo "chrzań się" jakoś mu do niej pasowało, bardziej niż "kurwa" lub klasyczne w męskim towarzystwie "pierdol się". Mimowolnie zerknął w stronę swojej towarzyszki, potem znów na widmo.
Przekręcił głowę na widok kobiety, która wytrąciła Brennie różdżkę z dłoni — zniewalajacej zresztą, mało ludzkiej. Była idealna, ciemne włosy i oczy, ale mając obok siebie Longbottom, mogłaby mu tu nago tańczyć, a on i tak by patrzył na swoją pierwszą, szkolną i bardzo poważną, niezauważoną miłość.
Obserwował dalej. - I to jest to Twoje "Zawsze na siebie uważam?", bicie się po nocach w grobowcach? - zapytał tylko cicho i właściwie retorycznie, kręcąc głową. I jak miał się nie martwić? Nawet jeśli wiedział, że dziewczyna nie da sobie w kaszę dmuchać, że nie pozwoli sięgnąć do swojej szyi. Walczyła jak mały tygrys.
- Nie będę. - odpowiedział, bo wampirzyca razem z Brenną i kimś jeszcze, co sądził po dźwiękach, zniknęła we mgle. Zaczynało do niego docierać, gdzie właściwie się znajdują i był w stanie zrozumieć jej niezadowolenie. On też nie byłby zachwycony, gdyby trafili do jego wspomnień. Na pewno miała takie, których nie chciała nikomu pokazywać lub po prostu wolała do nich nie wracać, bo przywoływały tylko ból i rozczarowanie. Chrząknął, odwracając twarz w jej stronę. - Jeśli chcesz, to mogę zamknąć oczy i nie podglądać, ale wtedy wolałabym, żebyś pilnowała, żebym się nie wywalił lub mnie nie zostawiła we wspomnieniach, ponoć ciężko wrócić?
Mówił pół żartem, pół serio, posyłając jej lekki, łobuzerski uśmiech. Ciemny lok spłynął mu na czoło, a on nie wiedział, czego spodziewać się dalej. Po Brennie można było przecież wszystkiego, skoro już tłukła się po grobowcach.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
19.10.2023, 08:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.11.2023, 02:00 przez Brenna Longbottom.)  
Ledwo zwróciła uwagę na jego dotyk, zbyt zajęta szpileczkami wbijającymi się jej w głowę. A ledwo chwilę później już stała z różdżką w ręku, tym razem szukając zagrożenia nie w Anthonym - który może i był porządnym człowiekiem, ale paskudne przeczucie, że stoi nie po tej stronie, co ona, wymuszało ostrożność - a otoczeniu.
Tyle że szybko zrozumiała, że z tym, co im grozi, walczyć nie może.
- Nie - odparła jakby z pewną rezygnacją, kiedy spytał, czy zamienili się w duchy. - A to było południe – sprostowała chwilę później, jakby to cokolwiek zmieniało wobec tłuczenia się z wampirami po nocy. Była zresztą zdziwiona, że w ogóle pamiętał, co powiedziała. - Poza tym wyszłam stąd żywa.
Oderwała spojrzenie od sufitu, kiedy wspomniał, że może nie patrzeć, przenosząc wzrok na niego. Nigdy w takich chwilach nie potrafiła rozgryźć, czy był to element gry, czy po prostu naprawdę zostało w nim coś z chłopca, którego zapamiętała z Hogwartu.
- Nie mam pojęcia, jak się stąd wydostać - przyznała po prostu. Nawet gdyby chciała zostawić go we wspomnieniach, a nawet nie przyszło jej to do głowy, nie miała pojęcia, co robić. Machnęła różdżką, szepcąc pod nosem zaklęcie rozpraszające, ale nic się nie stało.
Mężczyzna w kapturze dopadł wampirzycy. Schwycił ją wpół i dosłownie oderwał od Brenny - miało to jednak swój efekt, bo ugryziona ręka została wręcz rozszarpana, i z ust Brenny wreszcie wydobył się krzyk. Jej towarzysz cisnął napastniczką o najbliższy sarkofag, ale ta, choć drobna, odbiła się od niego tylko, umiejętnie przetaczając, unikając obrażeń.
Oboje znikli we mgle: widać było tylko ich sylwetki, których ruchy wskazywały na to, że starcie trwa.
Brenna ze wspomnienia też nie czekała.
Schwyciła różdżkę ręką, pokrytą krwią. Łatwo było domyśleć się, że z tak rozszarpanym przedramieniem rzucanie czarów nie będzie łatwe - o ile w ogóle zdoła to zrobić. Ale Brenna nie usiłowała czarować. W tej samej chwili, w której złapała za różdżkę, jej ciało nagle zwinęło się, i nie było tu już Brenny - tylko wilczyca o ciemnym umaszczeniu i pokrwawionej łapie.
Z wściekłym warkotem rzuciła się w mrok i mgłę, by dołączyć do walki.
A potem wszystko znikło: znów klęczeli w alejce.
Brenna odsunęła się gwałtownie, ale w dłoniach ducha zapłonęła kolejna zapałka. Ból głowy znów uderzył, sprawiając, że usiadła wprost na bruku i...
...świat znów zawirował, porywając ich w otchłań kolejnego wspomnienia.
*

Znów było ciemno. Nie tą ciemnością grobowca, bo świeciły gwiazdy i księżyc, a gdzieniegdzie były i latarnie, ale była noc, a ulica, na której się znaleźli, tonęła wśród cieni. Nokturn.
Ulicą nadchodziły dwie kobiety.
- Czasem jestem za bardzo Gryfonką. Nie myślę – powiedziała samokrytycznie Brenna i kopnęła jakiś przypadkowy kamyczek. Prawą rękę trzymała tuż koło różdżki, wystającej z kieszeni, i szła pewnym krokiem kogoś, kto wie, dokąd zmierza, nie spieszy się nadmiernie, ale i nie rozgląda, szukając dróg. Nie rozglądała się z niepokojem, ale czasem jej spojrzenie zwracało się ku którejś z alejek, ilekroć dostrzegła w takiej ruch.
- Cóż, udowadniasz tylko, że Tiara mała rację, przydzielając ciebie do Gryffindoru – odparła z pewnym rozbawieniem w głosie jej towarzyszka. Piękna kobieta o odrobinę egzotycznej urodzie, zdradzającej mieszane pochodzenie. Karnację miała nieco ciemniejszą niż ta Brenny, oczy czarne i ktoś, kto znał Brennę, pewnie wiele razy widział je razem – Mavelle Bones, kuzynka Longbottomówny.
- Wahała się przez moment. Zagroziłam chyba, że ją podpalę, jeśli spróbuje zrobić mi taki numer – stwierdziła Brenna, a kąciki jej ust zadrżały w tłumionym uśmiechu, może na to wspomnienie.
- Brennie, złotko, jestem pewna, że podpalilibyśmy ją we trójkę, gdyby odważyła się przydzielić cię do innego domu.
Rozmawiały cicho, a jednak doskonale słyszeli ich głosy. Może dlatego, że znajdowali się we wspomnieniu Brenny?
– Znowu pisali o was w Proroku. Ciekawe, kiedy się im znudzi. A chłopak z kafeterii pytał, czy to prawda, że zaczęłaś sypiać w trumnie. Nie mam pojęcia, skąd mu się to wzięło – rzuciła Brenna, zmieniając temat.
- Trumna, też mi coś, wymyślił – parsknęła Mavelle, kręcąc głową – Przecież to małe, drewniane, niewygodne, nikogo do niej nie zaproszę, bo się nie pomieścimy, a nie piję krwi, żeby spać w czymś takim, jak te wampiry z mugolskich filmów – oburzyła się zaraz. A potem… westchnęła. - Niektórzy muszą najwyraźniej zaopatrzyć się w porządne okulary. Regał. Kupowałam regał, bo tata nie miał czasu, a ten w domu najwyraźniej postanowił dokonać swojego żywota.
Brenna zerknęła na kuzynkę, a jej uśmiech poszerzył się i w końcu wybuchła śmiechem. Dźwięk dziwnie brzmiał na nocnym Nokturnie, gdy mijały ich raczej podejrzane indywidua, gdy z każdej strony mogło nadejść zagrożenie.
– Wiesz, Mavy, gdybyś potrzebowała, sprawię ci taką dużą, dwuosobową trumnę, z miękką wyściółką – obiecała, sięgając lewą ręką, by objąć kuzynkę w pasie. Bo prawa wciąż znajdowała się tuż przy kieszeni, by w razie czego błyskawicznie chwycić za różdżkę. Mavelle przez chwilę nie odpowiadała, a potem też zaczęła się śmiać – i dwie Brygadzistki w cywilu wędrowały tak przez noc, przytulone do siebie, roześmiane, dyskutując po cichu o tym, jak miałaby wyglądać trumna - Brenna sugerowała, że koniecznie muszą być świeczki i nietoperze - jakby wybrały się na miły, towarzyski spacer.
Wspomnienie rozwiało się.
Przez moment znów widziała ducha. Kolejną zapałkę, która zamigotała błękitnym światłem. Ból głowy ponownie uderzył, uniemożliwiając odsunięcie się, ucieczkę przed następną wyprawą w przeszłość.
*
Tym razem trafili… gdzieś w góry? Jednak to nie krajobrazy przyciągały wzrok: a raczej wielki troll, który właśnie unosił maczugę, by kogoś zmiażdżyć. Brenna zbierała się z ziemi, gdzieś za plecami stworami, spróbowała rzucić jakieś zaklęcie… i nic z tego nie wyszło.
W jednej chwili Brenna była na ziemi.W następnej odbiła się od najbliższego głazu i wskoczyła na plecy trolla.
Lewą ręką otoczyła jego szyję, co takiej istocie zapewne nijak nie przeszkadzało, bo Brenna mogłaby próbować dusić stwora najbliższy rok i nie wywołałoby to żadnego efektu. Nieco bardziej skuteczne okazało się dźgnięcie różdżką prosto w oko – które sprawiło, że maczuga wypadła trollowi z ręki, a z jego paszczy dobiegł ryk, który zdawał się odbijać echem po górach. Szarpnął się i w szaleńczej miotaninie, zdołał zrzucić Brennę, mocno ciskając nią dokładnie na tę samą skałę, z której przed chwilą odbiła się do skoku. Stoczyła się z niej na trawę, częściowo chyba ogłuszona, bo nie poderwała się od razu.
I to wspomnienie znikło.
Duch dziewczynki spojrzał na Brennę wielkimi oczyma, a potem znikł.
*
– Jasny szlag – westchnęła Brenna i przesunęła obandażowaną dłonią po czole. Dobrze, że nie zobaczył żadnego zebrania Zakonu Feniksa… – Co za paskudny dzień. Nie zostawaj tutaj długo, jeszcze dopadnie ciebie. I... dzięki. Za mojego brata, na statku – rzuciła, po czym skierowała się ku wyjściu z uliczki.
Postać opuszcza sesję


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#6
26.11.2023, 23:46  ✶  
Westchnięcie przemknęło przez jego usta, gdy przyglądał się stojącej obok dziewczynie. Była uparta, silna i niezależna, wcale go nie potrzebowała, a jednak Antek nie mógł jej tak po prostu zostawić. I ciągnęło się to od szkoły, chociaż było pozbawione sensu i przyszłości, bo Longbottom dawno uznała go za porażkę i człowieka niewłaściwego. Młody Borgin jednak nadal o nią dbał na swój pokrętny sposób, nadal wysyłał jej kwiaty.
- Ah, no tak. To było południe, to wszystko zmienia. - wywrócił oczami, wciąż trochę niezadowolony. Czy zawsze musiała pchać się w kłopoty? Była paskudnie egoistyczna w całym swoim altruizmie, bo nie zdawała sobie sprawy, jak wiele osób skrzywdziłaby faktem, że coś się jej stało? Nawet jej durny brat, którego w gruncie rzeczy nie lubił. I te jej przyjaciółeczki, Lestrange i Flint i jeszcze ta od pączków. - Wtedy wyszłaś żywa, ale kiedyś to szczęście Ci się skończy. - dodał ciszej, jakby bardziej miękko i troskliwie, ale chłopak chrząknął szybko i poprawił dłonie, wsuwając je w kieszenie, zawieszając spojrzenie gdzieś w martwym punkcie przed sobą. No i przecież zawsze jej słuchał, w przeciwieństwie do niej, b dziewczyna zdawała się wpuszczać jego słowa jednym uchem i wypuszczać drugim, a do tego całkiem zmienione, dając im wydźwięku takiego, jakiego akurat chciała.
- Ja też nie, ale przynajmniej żadna z Twoich przygód nas nie zabije. Chyba.- zauważył z nutą optymizmu, posyłając jej krótki uśmiech i wzruszenie ramion. Bo co mogli zrobić? On w gruncie rzeczy nie narzekał, pomimo wampirów, mgły i podziemi, bo mógł czegoś się o brunetce dowiedzieć.
Gdy widmo Brenny wrzasnęło, zacisnął wargi, czują, jak zaciskają się mu palce w bezradnej złości i furii, że ktoś w ogóle miał czelność ją krzywdzić. Był też wdzięczny temu, kto odciągnął od niej przeciwnika — tak wnioskował, bo starał się naprawdę nie patrzeć, jak obiecał, że zrobi. - Twój upór i siła mnie zawsze zaskakiwały, już od czasów Hogwartu. Pamiętam, jak doprowadzałaś do porządku sytuacje na korytarzach i wstawiałaś się za wszystkimi.
Długo ją obserwował, zanim odważył się jej dać walentynkę — pierwszą z wielu, a jednak żadna nie została zrozumiana. Aby powstrzymać chęć spojrzenia na to, co się działo i jak wspomnienie tętniło życiem w walce, zawiesił wzrok na Brennie, przyglądając się jej drobnej, ale ładnej buzi i dużym oczom. Wyglądała na trochę zmęczoną, chyba też złą. Mimowolnie położył jej dłoń na ramieniu, kucając obok. - Łap może głębsze wdechy, będzie mniej bolało? - zasugerował, na bólach głowy nie bardzo się znając. Mógłby pozbyć się ich hipnozą w pewien sposób, ale nie chciał nigdy użyć na niej tej umiejętności. W głowie też nie zamierzał jej szperać, chociaż wywoływanie z odmętu umysłu dobrych wspomnień mogło być lekarstwem. Jego spojrzenie utkwione było w dziewczynce i kolejnej zapłacę. Ile jeszcze? Przymknął oczy, bo wirujący dookoła świat wcale nie sprawiał przyjemności, chociaż odczuwał to słabiej niż Longbottomówna.
- W porządku? - Anthony cofnął dłoń z jej ramienia i spojrzał w górę, napotykając spojrzeniem sylwetki dwóch kobiet. Jedną poznałby wszędzie, druga była zagadką, przynajmniej dopóki nie dostrzegł lepiej jej twarzy. Widywał je razem, chociaż nie pamiętał, jak się nazywała. Nie wyglądało to jednak na złe lub traumatyczne wspomnienie, co przyjął z niejaką ulgą. Przysiadł na bruku obok brunetki, patrząc na swoje buty, mimowolnie przysłuchując się rozmowie. - Miałaś chyba wtedy niezły ubaw, co? Chociaż nie rozumiem, dlaczego właściwie trumna i jak mogłaś grozić tiarze, gdyby wybrała Ci inny dom. Masz cechy każdego z czterech.
Skwitował, ponownie wzruszając ramionami. Nigdy z nim nie rozmawiała tak swobodnie, nigdy też nie śmiała się tyle, ile w towarzystwie tej dziewczyny i dostrzeżenie takiej twarzy Brenny, było miłą odmianą. Duch dziewczyny zapalił kolejną zapałkę, a świat zawirował.
Tym razem atmosfera była zupełnie inna.
- Naprawdę Longbottom? Rzuciłaś się na trolla? - zapytał retorycznie, wstając, a chwilę potem podrapał się po szyi, kręcąc głową. Nie była normalna, ale właśnie ten ogień i impulsywność lubił w niej najbardziej, pod tym względem byli całkiem podobni. Nie zamierzał jej jednak o tym mówić, nie byłaby zadowolona, gdyby cokolwiek ją z nim łączyło. Chciał, ale nie mógł powstrzymać się przed przyglądaniem temu, jak walczy z trollem.
A potem duch wytrzeszczył oczy, a oni wrócili do Londynu w czasie rzeczywistym.
- Nie masz za co mi dziękować Brenna. - bo przecież nie chciałby przyłożyć ręki do tego, żeby było smutna. Przekręcił głowę na bok, kiwając głową i podążył za nią spojrzeniem, wzdychając ciężko. - Uważaj na siebie.
Jego złe rzeczy nie spotykały, zwykle sam je na sobie ściągał, nie przychodziły tak po prostu. Dlatego, gdy zniknęła za rogiem, westchnął i usiadł na krawężniku, kładąc swoją teczkę obok. Wciąż miał mnóstwo do zrobienia, ale naprawdę potrzebował zapalić.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (1843), Brenna Longbottom (2556)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa