Mieszkanie było graciarnią, w której unosił się dziwny zapach - czarnej magii i czegoś jeszcze - wypełnioną bibelotami, meblami i sprzętami o niewiadomych przeznaczeniu. Heather musiała poruszać się ostrożnie, aby na nic nie wpaść i niczego nie dotknąć.
W końcu, pośród przedmiotów wystawionych za szkłem w jednej z szafek, zdołała wypatrzeć coś, co wyglądało jak...
...zasuszona, ludzka ręka?
Jeżeli to nie wystarczy, aby mogli dokonać przeszukania, to chyba nic by nie wystarczyło.
Z przedpokoju tymczasem dobiegł jakiś trzask, huk, przekleństwo Brenny, a potem okrzyk:
[b] - Nic mi nie jest! Drzwi odblokowane! - zawołała, otwierając je na oścież. W samą porę, bo schodami właśnie nadchodzili dwaj inni Brygadziści i ściągnięci przez nich klątwołamacz oraz uzdrowiciel.