• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[27.07.1972] Shhh...

[27.07.1972] Shhh...
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
17.12.2023, 17:55  ✶  

Musiał stać plecami do tych drzwi i nie spoglądać na nie. Tak jak nie mógł spoglądać na Śmierć. Stać tyłem, ignorować, patrzeć tylko w przód. Trzymać przy sobie różowe okulary, chociaż świat był niebieski, żeby chociaż w purpurę się zamieniał, jeśli zmieniać się musiał. Wszystko było lepsze od brzydkiej czerni i brunatnej mieszanki wszystkich kolorów spływających z płótna. Czasami drżysz, czasami się zatrzęsiesz. Słyszysz chrobotanie. Nie oglądaj się za siebie. Nie wolno. Gruba kreska oddzielająca zdrowie od szaleństwa była bardzo bliska. Czasem to nie potwór, z którym stajesz twarzą w twarz był najgorszy, a ten nieznajomy i nieobecny. Ten przenikający w kąciku oka pomiędzy cieniami, przemykający między pokojami. Czy to jeszcze zdrowy strach? Czy już szaleństwo, które nie pozwala nawet spać?

Ach, więc padła odpowiedź, ta całkiem założona. Ale skoro tak to... jakiej sprawiedliwości mężczyzna się dopatrywał? Było w tym coś niepoprawnie prawdziwego - nie ważne, kto zwycięży. Sprawiedliwość po prostu zawsze stała po stronie wygrywającego. Laurent odrobinkę zmarszczył brwi w tej myśli spoglądając na Kierana - obcego człowieka. Czy brak paranoi mógł być wadą? Może mógł, ale Laurent i tak poczuł lekki niepokój. Na tyle, że sam spojrzał w kierunku wyjścia ze stajni, a potem w stronę drzwi prowadzącego do budynku administracyjnego, w którym miał swoje biuro. Ale to nie tam było najbezpieczniej. Bezpiecznie było tak, gdzie nie było się sam na sam z kimś obcym. Blondyn ruszył się z miejsca - właśnie w kierunku wyjścia ze stajni, którym tutaj weszli, jednocześnie wyciągając teczkę w kierunku mężczyzny.

- Ciężko się z tym nie zgodzić. - Miał na ten temat wiele do powiedzenia. Szczególnie pod spojrzeniem szarych oczu, które wypalało grzechy na skórze. Niektórzy już mieli w sobie coś takiego... i na własne nieszczęście Laurent lubił temu ulegać. Miał wrażenie, że tacy ludzie byli jak narkotyk - a on pozostał narkomanem. Tym samym, którym był kilka lat temu. Tym nie mniej tu i teraz czar został rozwiany przez dyskomfort przebywania z tym człowiekiem w tym miejscu sam na sam.

Delikatnie zesztywniał, ale powstrzymał odruchy ciała. Drgnęły tylko kąciki jego ust. Miał się na baczności. Nie pierwsze takie słowa i nie ostatnie, które w jego stronę kierowano. Po tym, jak nawet matka nazywa cię dziwką można przywyknąć, wydawałoby się, do takich nakłuć od strony obcych. A jednak przywyknąć się nie dało. Była tylko jakaś doza akceptacji, że takie hasła się pojawiały i pojawiać będą.

- Obawiam się, że moje interesy z tamtą damą to już nie jest interes pana. Będę nalegał na zatrzymaniu się na temacie abraksanów. - Odparł gładko. Zgadza się, niemal nic się nie zmieniło. Bo Laurent nadal się uśmiechał, a Kieran nadal spoglądał tak samo na ten świat za pomocą szarych ocząt. Tylko ciężar bardziej zacisnął się na wnętrznościach, sprowadzając dzień na ziemię. Albo wręcz w tę ziemię wtapiając.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców. Morrígan jest często opisywana jako trzy siostry, zwane „trzema Morrígan”. W mitologii członkostwo w triadzie jest przyznawane boginiom Badb, Macha i Morrígan, która może mieć na imię Anand. Uważa się, że wszystkie te imiona były imionami tej samej bogini.

Morrigan
#12
17.12.2023, 18:29  ✶  

To jak z kotami: kiedy schowają się za przeszkodą i nie widzą swojej ofiary, myślą, że ich też wcale nie widać. Lecz to, że się odwrócisz i nie widzisz tych drzwi… przecież nie znikną. Tak jak ten temat i problem – to nie żadna magia. Można było się oszukiwać, udawać, że nie ma o czym mówić… Ale to, że szybko biegasz, że zostawiłeś to wszystko daleko za sobą, w tyle, nie znaczy, że cię w końcu kiedyś nie dogoni. Kiedy spoczniesz na laurach, zapomnisz… Ach!

Czy to paranoja, Bratku?

To zwycięzca pisze historię i prawdę, nigdy przegrany. Więc z pewnej perspektywy nie ważne kto zwycięży – ten kto to zrobi, zarysuje swoją prawdę przed światem. A świat ulegnie; uwierzy, albo nie, ale ulegnie. A czy ty, Laurencie, ulegałeś? Czy poddawałeś się jak trzcina, przy bardzo dużym wietrze? Czy łamałeś jak wielki i mocny dąb?

A może już dawno powinieneś powziąć ostrożność. Przecież atak na początku czerwca nie był przypadkowy… Może zdołałeś siebie o tym przekonać przez znak, jaki ujrzałeś wcześniej: żałosny śpiew lelka wróżebnika. Potem kolejny atak, we śnie, później jeszcze jeden… Czy zacząłeś w końcu uważać…?

Czy widzisz te szpony, które się pomału zaciskają na szyi? A może ciągle myślisz, że możesz uciec?

– Masz pozdrowienia od twojego starego przyjaciela, może jeszcze o nim pamiętasz… Lukrecjo – odparł spokojnie, dotrzymując kroku Laurentowi, który postanowił chwilę temu już skierować się do wyjścia ze stajni. Zaś teczkę, do niego wyciągniętą, przyjął, chociaż wcale nie zaczął jej oglądać. Był skupiony na Laurencie i na jego reakcjach.– Masz rację, rób z tą damą co chcesz, to nie jest moja sprawa. Przejęcie jej pieniędzy mogłoby ci wyjść nawet na korzyść, miałbyś z czego oddać, pokryć odsetki… i nawet jeszcze zostałoby coś dla ciebie. Wie pan, jak bardzo ten dług urósł przez cztery lata, panie Prewett? – mruknięcie przeszło w lekki syk.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
17.12.2023, 18:50  ✶  

Napięcie wspinało się po kręgosłupie i wisiało na nim. Na szyi. Zaciśnięte palce i cień za plecami rosnący i rosnący, i rosnący... owijający się wokół ciała jak peleryna. Niestety nie chroniła przed czymkolwiek. Zapraszała mrok i żałość do życia, do którego nie chciałeś ich zapraszać. To pewnie twoja wina. Niedomknięte drzwi, rozchylone okno. Błąd i błąd, błąd za błędem, wszędzie jakieś niedokładności. Życie - takie byle jak, byle żyć. Efektem tego było usilne poszukiwanie światła, które teraz wydawało się obrzydliwie odległe, kiedy stawiałeś każdy kolejny krok do wyjścia ze stajni.

Rosło napięcie i malał oddech.

Nie patrzył już na Kierana Averego. Stracił uśmiech z twarzy. Spoglądał przed siebie, a siła jego mięśni słabła, prawie jakby miał zaraz stracić kontrolę nad własnym ciałem. Chciał stawiać kroki szybsze, a miał wrażenie, że każdy jego krok był ciągnący się, krótki, wolny. Ziemia musiała się tutaj zamienić w smołę. Albo to wiatr był zbyt silny dla trzciny, nie pozwalając się jej podnieść i odlepić od ziemi po silnym deszczu. Ciężar na klatce piersiowej nasilił się. To te pazury musiały się przesunąć z jego gardła na serce i płuca, wbijając się w nie, zaciskając w garści. To był dopiero słaby uścisk. Dopiero się zaczynał.

- O to chodzi? O pieniądze? - Zatrzymał się, bo ta wędrówka była nieznośna. I wydawała się przy tym nie mieć najmniejszego sensu, jakby przed samą metą i tak miało się odbyć podstawienie nogi, przez którą by się przewrócił. Nie miał jednak na tyle odwagi, żeby skonfrontować teraz z Kieranem spojrzenie. To była jak gra z drapieżnikiem - masz ochotę rzucić się do biegu i do ucieczki, ale czy to tylko nie pobudzało apetytu gonitwy? - Mogę mu zwrócić co do galeona i z nawiązką. - W końcu powoli obrócił głowę w stronę Kierana. - Ale polecałbym uważać, panu, panie Avery i Dantemu również. - Ściszył głos. Po to, żeby nie drżał. Żeby czasem mu się nie załamał w trakcie. - Jemu udało się uniknąć raz więzienia. Wielu jego współpracownikom już nie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców. Morrígan jest często opisywana jako trzy siostry, zwane „trzema Morrígan”. W mitologii członkostwo w triadzie jest przyznawane boginiom Badb, Macha i Morrígan, która może mieć na imię Anand. Uważa się, że wszystkie te imiona były imionami tej samej bogini.

Morrigan
#14
17.12.2023, 19:31  ✶  

Ach! Jednak, udało się dostać uwagę Prewetta-półboga. Tego mniejszego, mniej ważnego, który nie siedział na tronie z pieniędzy i ludzkich łez. W końcu widać było w nim jakieś większe emocje. Czy to strach? To przyspieszone bicie serca, płytszy oddech? Czy czujesz w końcu jej zimny oddech na karku, gdy już odgarnęła twoje platynowo blond włosy, swoimi lodowatymi, kościstymi palcami…

To tylko wyobraźnia, Laurencie. Twoja bujna wyobraźnia… Nie było nikogo za twoimi plecami, nikt nie dyszał, nikt nie zaciskał rąk ani na szyi, ani na sercu, ani na klatce piersiowej. Kieran Avery, jak się przedstawił, nie wyciągnął do ciebie rąk poza tym jednym razem, jak uścisnął twoją dłoń na przywitanie. Dłoń, którą wyciągnąłeś sam… Nie szukał kontaktu fizycznego, nie wykonywał żadnego ruchu, nie wyciągnął różdżki, nie było błysków, świstów… One były tylko w twojej głowie. Nigdzie indziej.

– Też – przyznał mężczyzna chrapliwie, choć naprawdę niewiele się w jego przepitym głosie zmieniło. Był ciągle jednostajny, wyzuty z większych emocji, doskonale się pilnował, albo naprawdę miał to wszystko w dupie. – To byłby pewnie dobry początek – zwrócenie co do galeona… i tych wszystkich odsetek, jakby Lauren tak naprawdę wziął tylko pożyczkę, a nie ukradł sobie pieniędzy sam. Jakby nie wziął ich i nie wykorzystał, jakby należały tylko do niego, a wszystko, co zrobił, zrobił bez pytania. I jeszcze wbił nóż w plecy. – Mógłby cię zniszczyć jedną celną plotką, kilkoma zdjęciami wysłanymi do gazety… są ruchome, wiesz? Może chciałbyś sobie zobaczyć, co robiłeś, nim to pójdzie w świat? – pytanie zawisło w powietrzu na kilka sekund, nim ciemnowłosy podjął temat. – A jednak tego nie zrobił. Ja też ci coś polecę, cukiereczku. Poleciłbym uważać, żeby do tej twojej pięknej główki nie przyszedł jakiś wspaniały pomysł, by znowu lecieć do aurorów… do brygadzistów też. Albo żeby ta twoja dama, z którą łączą cię interesy, nie zaczęła tą swoją śliczną buźką i tupetem mieszać, powołując się na odznakę aurora, bo konsekwencje mogłyby ci się bardzo nie spodobać – można było odnieść wrażenie, że mówił to całkowicie pogodnie. – Swoją drogą spryty ruch, pokazywać się z aurorką jak para zakochanych gołąbków. Nasz wspólny przyjaciel był bardzo pozytywnie zaskoczony. Pan De chciałby wiedzieć, czy powinien ci wysłać gratulacje i kwiaty, i powodzenia na nowej drodze życia?

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
17.12.2023, 20:27  ✶  

Kiedy jesteś zakochany to świat ogranicza się do tej jednej, jedynej osoby. Widzisz tylko ją. Czujesz tylko ją. Słyszysz tylko jej głos. Jeśli tak to Laurent musiał być zakochany w Kieranie Averym, bo słyszał i widział tylko jego. Jego świat pełen duchów, demonów i cieni ograniczał się tylko do niego. Obsuwał na brzegach i rozmywał wszędzie poza sylwetką tego jednego człowieka. Nie musiał nawet kiwać palcem. Był żywym przypomnieniem o tym, że niektórych urazów nie da się zapomnieć. Nie chciało się o nich zapominać. Ten zapach wody kolońskiej był teraz otumaniający jak zbyt długo trzymana przy nosie whiskey. Zaczęła mdlić przy zakrywaniu spalonego tytoniu, który pewnie przegryzł koszulę mężczyzny dawno temu. Lecz choć przerażał, choć teraz stalowymi oczami niósł ze sobą potwory przeszłości, przez drobną chwilę była w Laurencie drobna wola walki. Chęć oparcia się, żeby nie ulec, żeby nie dać się w tym zatopić. Żeby nie czuć się osaczonym. Przez dobrą chwilę, dopóki ta rozmowa zatrzymywała się na dobrych początkach.

Potem złapał głębszy oddech i zapomniał go wypuścić. Nie wiedział nawet, czy kolana naprawdę się pod nim ugięły, czy to było tylko wrażenie bezwładności w nich. Zrobił krok w tył i oparł się o ścianę boksu plecami, odnajdując w nich powiernika swojego ciężaru ciała. Strażnika swego pionu. Obrzydzenie zdjęło go i podniosło zawartość żołądka w górę. Wywołało mdłości i kołatanie serca, ale dzięki bogom zawartość jego brzucha utrzymała się w nim wraz z przypomnieniem sobie, że musiał oddychać. Poruszył nerwowo palcami, przypominając sobie stój, dasz radę, bo co innego pozostawało? Człowiek w pewnych chwilach tracił całą swoją godność. W chwilach... chyba w chwilach, kiedy wypuszczano te demony i diabły na wolność, które na tak długo wzięły sobie urlop. Parę lat spokoju. Parę lat spokoju nie było wartych tego wszystkiego. Tak jak tamte chwile zabawy nie były warte tego, żeby potem tak słono za nie płacić. Sprawiedliwość? Oto, jakiej sprawiedliwości się tutaj domagano. Ten, kto trzymał władze, pisał dalszą część opowieści.

Click, click, click... Dźwięk aparatu dzwonił w jego głowie jak dzwon na pustym placu. Blefował? Nie... nie blefował. Nie kłamał. Sporej części wydarzeń przy boku Dante nie pamiętał. Rozpływały mu się, jakby zatapiał się w sen - i niech tak pozostanie. Odwrócone plecy, trzaski za nimi, szuranie, chrobotanie, palce na gardle, ale pusta twarz nie spoglądała ci w oczy. Ta pustka, która odpowiadała spojrzeniem. Tak, są rzeczy, które trudno było zrozumieć. Rzeczy, które ciężko było odebrać. Ta obojętność... może nawet poprawa humoru w głosie. Temu człowiekowi było wszystko jedno. Krzywdy czy niekrzywdy, zniszczenie czyjegoś życia czy jego odebranie - był ogarem swojego pana. Zło czy dobro nie grało roli w jego maksymalnie szarym świecie, o szerokiej gamie, szerokiej palecie jej odcieni. Czemu to musiało się tak kończyć? Ha... to się nie kończyło. To się nawet dobrze nie zaczęło. Gdybyś tylko potrafił mi zaufać, Dante... Ale nie potrafił. Nikomu nie ufał. Wolał mieć kontrolę i spełniać swoją chorą wizję tego miejsca. I to wszystko przeszło właśnie do tego punktu. Zaczął mu się rozmywać ten obraz w narastającym stresie, potarł nerwowym ruchem oczy przy nierównych oddechach.

- Nie chcę od niego żadnych kwiatów. - Jakie to tragicznie ironiczne. Och tak, Dante kiedyś przynosił mu kwiaty. Piękne, piękne kwiaty. Teraz te kwiaty były jak kpina. - Zapłacę wszystko. - Nie zamierzał się o to targować. To były tylko pieniądze. Tylko pieniądze... na dobry początek. - Czego więcej chce?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców. Morrígan jest często opisywana jako trzy siostry, zwane „trzema Morrígan”. W mitologii członkostwo w triadzie jest przyznawane boginiom Badb, Macha i Morrígan, która może mieć na imię Anand. Uważa się, że wszystkie te imiona były imionami tej samej bogini.

Morrigan
#16
17.12.2023, 21:19  ✶  

Czy więc było to zakochanie od pierwszego wejrzenia? Kilku minut znajomości, ledwie kilkunastu… może kilkudziesięciu wymienionych zdań, ale na pewno mniej nić trzydziestu. Szybciutko się zakochiwałeś, Laurencie. Za szybko. Nie wiedząc nawet, czy ta druga strona ma dobre intencje, czy może jednak patrzy tylko na swoją korzyść i swój interes? Można by odnieść wrażenie, że to był najwyższy czas czegoś się już nauczyć. Nie tonąć w tym obezwładniającym zapachu, który miał coś maskować, nie zasłuchiwać się w tonie głosu, który nie niósł sobą nic dobrego, nie myśleć o szarości obojętnych oczu.

Kiedy Laurent zrobił krok w tył, Kieran zrobił krok w przód, by dystans pomiędzy nimi wciąż był taki sam, ale bardziej nie próbował go zmniejszyć, pozwalając Laurentowi zachować swoją przestrzeń osobistą. Spoglądał na niego tylko – zblazowany, jakby naprawdę wszystko mu było jedno, czy Laurent się tym wszystkim przejmie, czy nie. Czy przejdzie zaraz przedwczesny zawał… czy nie. Stał i patrzył, kiedy blondyn łapczywie łapał powietrze, kiedy jego ciało leciuteńko drżało, jak ta osika na wietrze. Dawał mu czas i nie mówił nic, kiedy panika i przerażenie wzięły nad Laurentem górę. Ale tak po prawdzie… To czy musiał robić i mówić coś więcej? Zdaje się, że uzyskał swój efekt, a może nawet przerósł jego oczekiwania?

Czy blefował, czy nie… Czy Laurent miał odwagę się o tym przekonać? Ile z tego, co powiedział Kieran było w ogóle prawdą? Czy miał na imię Kieran? A na nazwisko Avery? Czy naprawdę mu się tutaj, w New Forest podobało, czy abraksany kojarzyły mu się z wolnością, a umaszczenie tamtej klaczy – czy naprawdę uważał je za wzięte z samych głębin? A może faktycznie Laurent dobrze odczytał intencje, że to było powiedziane do niego. O nim. Syrenka z dna morza, mm? Tu było tak wiele drugiego, trzeciego, a nawet dziesiątego dna, że Laurent na pewno będzie miał się nad czym zastanawiać. Teraz jednak chyba nie był do tego zdolny.

– Jak mówiłem, to będzie dobry początek. A co więcej… Cóż. Zobaczymy – zobaczymy. Bo co więcej, to już mu powiedział – niech mu nie przychodzi do głowy latanie z tym do BUMu i aurorów… Ostatnim razem narobiło to ogromnego bałaganu. – Widzę, że nie czuje się pan zbyt dobrze, więc nie będę zabierać panu więcej czasu. Proszę sobie odpocząć… wczorajsza noc naprawdę musiała być ciężka. Przejrzę sobie pana teczkę, dziękuję bardzo za jej przygotowanie i za poświęcony dzisiaj czas. Będziemy w kontakcie… – mruknął, patrząc na Laurenta nieco z góry, gdy ten tak oddawał ciężar swojego ciała konstrukcji, o którą się opierał. – Proszę się nie przejmować, znajdę drogę do wyjścia – zapewnił go i poprawił tę złożoną marynarkę na swoim przedramieniu. – Do zobaczenia, panie Prewett – kiwnął przyjaźnie do Laurenta głową i skierował się do wyjścia ze stajni.

Po chwili zniknął ten jego mocny zapach wody kolońskiej, który miał ukryć swąd papierosów.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#17
17.12.2023, 22:21  ✶  

Teraz była to twarz Kierana w tym miłowaniu, ale równie dobrze mogłaby to być twarz Dantego. Albo mężczyzny, który odwiedzał sny, by zasiać w nich zamęt. Twarz kogokolwiek, kto prezentował sobą to, co stało się tu i teraz epicentrum tego zakochania. Strach. Terror w sercu zasiany i doglądany, by rósł. Nieodpuszczany, żeby nie wydawało się, że można przed nim uciec. Po to był krok w tył - żeby zwiększyć odległość od obiektu grozy. Po to był krok w przód - by pokazać, że Groza nigdy nie odpuszczała. Kolor oczu, włosów, ten ukryty zapach i spojrzenie, ton głosu i jego brzmienie - wszystko to było nieistotne. Łatwe do zastąpienia. Kieran Avery pewnie nie był żadnym Kieranem. Imię i nazwisko wymyślone na poczekaniu, albo będące fałszywym tropem, iluzją istnienia stworzoną po to, żeby potem aurorzy czy brygadziści mogli szukać tego jednego ziarnka zasianego w całym polu pszenicy.

To było zbyt łatwe do zburzenia. Ten spokój. Dziecinnie łatwe. Była taka bajka o wilku i o świnkach. Głupie, głupie świnki nie wierzyły, że wilk podoła ich konstrukcjom i budowały te domki z piasków i kart. Do zdmuchnięcia jednym podmuchem, czasem może dwoma. Laurent na wilka patrzeć nie chciał. Nawet jeśli teraz walczył o wizję, o skupienie wzroku na tym jednym, konkretnym. Tak, tym samym, którego przeciętna twarz wniosła kolejne krople chaosu do jego życia. Co było prawdą, co urojeniem? Co sobie dopowiadasz, a co zostało przekazane pomiędzy zdaniami? Tak, jego głowa stanie się ulem, a będzie to ul dla os złożonych ze słów, które ze spokojem przetoczyły się przez usta tego mężczyzny. Czy tacy ludzie mieli swoje rodziny? Czy istniały w ich jakiekolwiek uczucia? Tłumaczyli sobie samym, że to tylko praca, a dla bliskich chowali te resztki przyzwoitości, jakie tylko mogły się w nich pojawić? Laurent się nad tym nie zastanawiał. Jego głowa i serce drżały teraz jednakowo jak jego ciało, kiedy starał się zachować resztki jakiejkolwiek twarzy przy tym rozbrojeniu. Tak, to wrażenie... wrażenie, jakby to spojrzenie mogło przybić do desek tego miejsca - ono było na pewno prawdziwe. Mogło. To słowa były natomiast gwoździami i młotkiem.

Nie był w stanie już wykrztusić z siebie żadnej odpowiedzi. Nawet nie do końca czuł, że się zaczyna garbić, że panika zaczyna brać nad nim górę, gdy myśl o tym, by jakoś wyglądać, żeby nie dać się poskładać, żeby wytrwać i wystać, nie pokazać słabości, przerodziła się w telepiące się, obijające o czaszkę nie,nie,nienienienie (...) - tak biegło do przodu. Cień zniknął z jego sylwetki, słyszał oddalające się kroki, stukot obcasa na równej posadzce. A on zjechał plecami po tych deskach do pozycji siedzącej. Chciał zawołać Aleksandra - nie miał siły. Chciał się podnieść - nie dało rady. Chciał się otrząsnąć - zabrakło sił nawet na samo chcenie.

W końcu ktoś przybiegł. Ktoś znaczy Aleksander. Panie Laurent! Proszę oddychać! Oddychał. Przecież oddychał. Przecież oddychał...

Ocknął się już na zewnątrz, posadzony na ławce pod pięknym lasem New Forest.

Choć wiedział - nie warto było się budzić.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4036), Morrigan (2641)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa