Wyprawa do lasu była zdecydowanie jeszcze bardziej pogrążająca niż ten nieszczęsny bóbr. Poradzili tam sobie fatalnie, chyba nikt nie miał mniej jajek od nich, a wydawali się być duetem idealnym, z którym nikt nie mógłby sobie poradzić, w końcu tak świetnie się uzupełniali. Jak widać na załączonym obrazku nawet wspólnie brakowało im szczęścia. Wiele razem przeżyli, Norka spoglądała na Erika i uśmiechała się promiennie, naprawdę cieszyła się, że był częścią jej życia, czy powinna mu o tym teraz przypomnieć?
- Cieszę się, że jesteś Eriś, wiesz? - Nie czuła żadnego skrępowania, kiedy mu to wyznawała. Słowa zdecydowanie łatwiej przechodziły jej przez gardło po tej ogromnej ilości wlanego w siebie alkoholu. - Czy przemilczenie pewnych spraw może być uznane za kłamstwo? Chyba nie, prawda, że nie? - Trochę spanikowała, wzięła do siebie słowa przyjaciela. Ruszyło ją sumienie, nie pierwszy raz, działo się tak kiedy nie patrzyła na wszystko racjonalnie, kiedy była zamroczony alkoholem. Wtedy zaczynało ją ruszać sumienie, przychodziła niepewność i zastanawianie się nad tym, czy decyzje, które podjęła w swym życiu były słuszne.
- No ejjj, bez takich! - Wyrwało jej się, kiedy poczuła palec uderzający w jej czoło. - Dostaniesz kartę stałego klienta, tak właściwie to myślałam, że już masz. - Jak mogła to przeoczyć, wydawało jej się, że wszyscy jej najbliżsi posiadają taki pakiet. - Mógłbyś zbierać pięczątki w kształcie jednorożców, to jest myśl! Trzeba będzie to wprowadzić, ty to jednak masz łeb, jak mogłam w to wątpić. - Ciekawe tylko, czy będzie o tym jutro pamiętać?
Erik miał przed sobą nieustraszonych kompanów do alkoholowych libacji, jak w ogóle mógł sądzić, że stchórzą, przecież miał doczynienia z profesjonalistami. Gdyby tylko wiedziała, że w nich wątpił na pewno powiedziałaby mu co o tym sądzi, na szczęście nie miała pojęcia o czym teraz myśli.
- Moje, moje, ale jestem niziołkiem, chyba o tym nie zapomniałeś. - Gdyby miała się wspinać do szafki, pewnie by się z niej przepięknie spierdzieliła, także resztka zdrowego rozsądku skutecznie ją od tego pomysłu odsuwała. - Jeszcze się nie pieklę, ale mogę zacząć! - Wiedział nawet, że potrafi bardziej, w końcu to głównie Erik był odbiorcą jej gniewu, przed nikim innym nie otwierała się faktycznie, gdy była zdenerwowana, a on zazwyczaj odbierał rykoszetem za wszystkie jej niepowodzenia.
Tego się nie spodziewała. Poderwał ją nad ziemię, nie było to dla niego problematyczne. Longbottom miał dużo siły, a ona była drobniutka. Pisnęła odruchowo, później jednak zaczęła się śmiać. Daleko przecież nie polecą, wylądują co najwyżej na ziemi, i nawet by to ich nie bolało, bo byli znieczuleni przez alkohol.
Bezpiecznie odstawił ją nawet na krzesło, nie przestała się śmiać, bo humor jej dopisywał, Erik bardzo dobrze wiedział, w jaki sposób do niej podejść.
- Przecież nie oszukiwałam. - Posłała Morpheusowi żartobliwe spojrzenie. Ona? Tylko trochę korzystała ze wsparcia.
Gdyby tylko wiedziała, że wuja skorzystał ze swoich talentów, na pewno nie kryłaby oburzenia. Parsknęła śmiechem, gdy usłyszała jego odpowiedź. - To się nazywa wysoka samoocena. - Może i mogła się tego spodziewać? Nie, to musiał być żart.
- Chciałabym, żeby Mabel kiedyś tak o mnie powiedziała. - Mogli dostrzec łezki, które zakręciły się jej w oczach, najwyraźniej wzruszyło ją wyznanie Morpheusa. Alkohol zdecydowanie potęgował emocje, jakie odczuwała.
Los był sprawiedliwy, bo padło teraz na jej przyjaciela, spoglądała na niego zaciekawiona, którą opcję zdecyduje się wybrać, coś czuła, że może zdecydować się na wyzwanie, ale może ją zaskoczy?