• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[26.07.72, przed południem] Dzieci swoich rodziców

[26.07.72, przed południem] Dzieci swoich rodziców
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
07.01.2024, 15:03  ✶  
Ktoś, kto potrzebuje pomocy.
Bardzo nie chciała być postrzegana, jak ktoś, kto z czymś sobie nie radzi i kto potrzebuje wsparcia. I robiła wszystko, by wyglądało na to, że jest w porządku – zwłaszcza, że sobie radziła. Chociaż gdyby spojrzeć na to w inny sposób – czy nie miała teraz pociągać nićmi, uczepionymi tych osób, które mogły być akurat potrzebne? W pewnym sensie robiła to najmniej od roku, po prostu nie… oficjalnie i nie w takim szerokim zakresie.
Zasoby, zasoby, zasoby.
Potrzebowali zasobów, a Morpheus Longbottom, jakkolwiek by to nie brzmiało, też był zasobem. Może nie wojownikiem, nie jednym z tych, którzy mogli stanąć na pierwszej linii. Ale człowiekiem, który patrzył i który widział. Okiem w Departamencie Tajemnic, będącym domeną Rookwoodów i Mulicberów, nie ukrywających swoich poglądów i Bulstrodów, o których w najlepszym wypadku dało się powiedzieć, że większość z nich była neutralna. Jasnowidzem, mogącym spojrzeć w przyszłość potencjalnie rekrutowanych, by sprawdzić, co zechcą zrobić z przekazanymi im informacjami. Mieli już kilka bojówek, gotowych zaryzykować życiem swoim i cudzym, ale chociaż takich osób też przydałoby się więcej, nie mogła patrzeć wąsko. Nie potrzebowali tych, którzy wezmą różdżki do rąk. Informacje. Różnorodne umiejętności.
Wszystko.
Potrzebowali wszystkiego, choć tak ciężko było to wszystko zapewnić.
Brenna bywała porywacza, ale w pewnych sytuacjach stawiała na planowanie. Analizę. Szukanie plusów i minusów, szans i zagrożeń. Potrzebowali ludzi, ale musieli być to ludzie zaufani. Po Beltane bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Dumbledore kazał jej znaleźć osoby, które mogą im pomóc, nie tylko jednak one nie mogły wzbudzać wątpliwości, ale i ich otoczenie. Gdzie miała szukać, jeżeli nie we własnej rodzinie? Czy jeżeli nie mogłaby zaufać im – mieliby w ogóle jakiekolwiek szanse w tej wojnie? A na pytanie „czy mam prawo ich w to wciągać” odpowiedziała sobie przecież już dawno, gdy rzuciła parę zdań do Erika, gdy poszła do Mavelle. Nie miała prawa ich w to nie wciągać.
Morpheus miał jednak prawo odmówić, pozostać takim, jakim był, zapatrzonym w przyszłość i w przepowiednie, ustawione rzędami na półkach w Departamencie Tajemnic. Analizować słowa wypowiadane przez wieszczów, oceniać ich prawdziwość, sprawdzać, które z nich się wypełniły, i w jaki sposób mogą wypełnić się inne.
– To nie kwestia tego, co chcę i mogę powiedzieć, Morpheusie – stwierdziła w końcu, odrywając spojrzenie od kart i przenosząc wzrok na Longbottoma. Uśmiechała się do niego ponad stolikiem, ponad rozłożonym celtyckim krzyżem i kubkiem pełnym rozmiękłych już fusów, chociaż ciemne oczy pozostały poważnie. – A tego, ile chcesz usłyszeć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#12
07.01.2024, 18:10  ✶  

Satynowa czerń spojrzenia rozbłysnęła odbiciem świateł wieczornych, gdy te zapalały się w Warowni wraz z zapadającym zmierzchem. Nie odpowiedział jej jednak, a odsłonił ostatnią kartę, Ósemkę Buław. Karta, jako jedna z nielicznych, nie miała żadnej postaci, ani zwierzęcej, ani ludzkiej, na swoim przedstawieniu, była też dość skromna pod względem symboliki. Oto osiem kijów, które wypuszczają wiosenne listki, ustawionych tak, aby dawać wrażenie poruszania się. Gdyby talia została zaklęta, pewnie byłyby to trzonki mioteł, pędzące w nieznane gdzieś na jasnoniebieskim nieboskłonie.

To była bardzo szybko spełniająca się przepowiednia.

— Buławy to twój dwór, Brenno. To Dwór Działania, akcji. Ty kręcisz kołem, nie tylko poddajesz się jego młynowi. Ósemka symbolizuje mobilizację sił w kierunku określonego celu lub projektu. Wraz z Trzema Pentaklami może oznaczać, że podejmiesz działania lub inicjatywy w sferze zawodowej, które przyniosą szybkie rezultaty. Może to być związane z nowymi pomysłami, projektem lub współpracą.

Postawił na ostatnim słowie wyraźny akcent.

— Nie zapominajmy jednak o naszym Paziu, bo chociaż od niego wyszło, bardzo mocno skupiło się to dookoła materialnej części. Gdzie jednak emocje? Widzę w tym potrzebę uporządkowania swojego życia i podjęcia konkretnych kroków. Jeśli zadziałasz, w tej chwili, która jest ci darowania, w ramach tej nowej relacji, nie zawiedziesz się. Musisz jednak działać w każdej sferze, nie zatracić rzeczywistości, na rzecz porywów wartkiej wody z kielichów uczuć. Głupiec odchodzi, pora na działanie.

Nie odpowiedział, bo mówili wciąż o niej, wieszczył dla niej, nie chciał mieszać w odczyt karty swojej osoby, ale miał wrażenie, że nić i tak powstała, błysnęła srebrem i splotła ich losy dodatkowym węzłem, którego jeszcze nie rozumiał. Dopiero za chwilę zamierzał podjąć cieniutką igłę konwersacji i stworzyć z niej coś, co miało ręce i nogi.

Morpheus Longbottom nie był wojownikiem w żadnym wymiarze, a wpis na liście członków klubu pojedynkowego nie zmieniał tego w żadnej sposób. Wuj Brenny miał zdecydowanie inny zestaw umiejętności, niż większość członków tej rodziny, znajomości w innych miejscach. Ten, który patrzy. Ten, który skacze przez czas. 

— Brenno. Znasz mnie całe swoje życie, tak jak ja znam cię całe twoje. Ja zawsze chcę widzieć i słyszeć.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
07.01.2024, 22:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2024, 18:26 przez Brenna Longbottom.)  
Kręcę kołem? – miała ochotę zapytać Brenna. Miała wrażenie, że ani tego nie robi, ani się do tego nie nadaje. Za to była całkiem dobra w gnaniu za nim, i obieganiu dwa razy, zanim reszta, pchnięta wraz z nim w ruch, zakończyła pierwsze okrążenie.
W gruncie rzeczy było – jak właściwie zawsze z tarotem, chociaż Brenna tego wiedzieć nie mogła, bo nie miała z nim za wiele do czynienia – karty rzucały ci w oczy to, co już właściwie wiedziałeś. Wiedziała, że Głupiec musi odejść. Ósemka Buław symbolizowała ciągłe zmiany i działanie, a Koło Fortuny zmienne koleje losu, i jedno, i drugie tak prawdziwe.
A Paź Kielichów?
Uśmiechnęła się tylko lekko do siebie, bo on raczej był tym, o czym zapomnieć powinna, tak jak o Głupcu. On odejść nie mógł, bo nigdy nie był jej, a może nawet nigdy nie istniał, nie była na tyle głupia, by uważać, że jego zachowaniem nie kierowała wyłącznie magia (no dobrze, może trochę była, bo wcale nie czuła się z tą świadomością dobrze). Chyba że spojrzeć na tę kartę nie w tej pierwszej interpretacji Morpheusa, jako nowe relacje wynikające z innej roli.
– Dziękuję za wróżbę. Masz ochotę zajrzeć dla dopełnienia do mojego kubka? – spytała jeszcze lekkim tonem, podsuwając mu naczynie, nijak nie komentując tego, co wuj wyczytał z kart. Nie sądziła jednak, aby naprawdę oczekiwał jakichkolwiek komentarzy z jej strony. Czy to co powiedział miało zmusić ją do myślenia? Już zmusiło, ale Brenna była tym gatunkiem człowieka, który popadał pod tym względem ze skrajności w skrajność, czasem myślała o wiele za dużo, a czasem to myślenie zupełnie wyłączała.
Teraz jednak musiała skupić się na czymś innym niż wróżba…
A może wcale nie?
Może to też było jej elementem.
– Dwadzieścia siedem lat temu Grindewalda nie pokonało ministerstwo. Niemieckie, angielskie, amerykańskie, wszystkie były bezradne, bo zbyt zinfiltrowane i zbyt skrępowane własnymi zasadami. Zrobili to Dumbledore i jego ludzie – powiedziała, rzecz raczej oczywistą, bo przecież pamiętał te czasy, jej znane tylko z opowieści i snów widmowidza. Chodził do Hogwartu, gdy Dumbledore ruszył do walki, i pewnie też dostrzegał, że jego starsi bracia już wtedy mieszali się w pewne sprawy. Zniżyła odruchowo głos, chociaż gdyby ktoś ją zapytał o najbezpieczniejsze miejsca w Anglii, wskazałaby po kolei Strażnicę, Hogwart i Warownię. – Ministerstwo i teraz nie działa dość sprawnie.
Gdyby było inaczej, Catherine Barlow nigdy nie musiałaby uciekać, Jason by żył, Derwin nie zginąłby podczas Beltane, nie doszłoby do niektórych ataków, o których czytała w gazetach, z których niekiedy ofiary ginęły, a niekiedy wychodziły cało głównie dlatego, że ktoś przypadkiem im pomógł… albo bo zrobił to ktoś z Zakonu.
– W tym domu jest pełno ludzi Dumbledore’a. Ja, Erik, Mav, Dora, Lucy, tata, od niedawna Dani. Derwin też nim był. Ale chociaż żołnierzy mamy sporo, to już nie oczu i uszu w Departamencie Tajemnic.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#14
08.01.2024, 10:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2024, 10:48 przez Morpheus Longbottom.)  

Nigdy nie oczekiwał komentarzy od osób otrzymujących wróżbę, zwłaszcza w kontekście tarota, ponieważ ten lubił wbijać szpileczki w bardzo oczywisty sposób, naśmiewać niemal naiwność tych, którzy przychodzą po ich radę w rozkładzie. Spotkanie z własną przyszłością stanowiło intymny proces, któremu on jedynie pośredniczył, stawał się szafarzem sakramentu losu. Mógł jedynie miękko naprowadzić na odpowiedni tor wnioski, niczym dłoń zanurzona w stawie, zagarniająca ławicę kolorowych rybek z dala od szuwarów, w których czycha wygłodniałe ptactwo życiowych potknięć i przeszłości.

Wziął od Brenny naczynie po herbacie, rozejrzał się za jakimś podstawkiem, znalazł paterkę po owocach. Postawił na niej kubek do góry dnem, nie chciał dodawać Malwie pracy, w swoim pokoju miał kilkanaście specjalnych filiżanek ze spodkami do tego celu, obrócił jego uchem pełne trzysta sześćdziesiąt stopni i wywrócił na nowo w prawidłową pozycję. Zajrzał do fusów i parsknął.

— To pies. Najwierniejszy z przyjaciół.

Podczas wydarzeń, które opisywała Brenna Morpheus był nastolatkiem. W roku słynnego pojedynku Dumbledore'a uczył się w przedostatniej klasie Hogwartu i z pisał zaniepokojone listy do rodziny, gdy tylko coś większego się działo. Martwił się o roczną Brennę, o małego Erika, o ciężarną siostrę, bo w głębi duszy wiedział. Nawet gdy znajdował się setki mil od nich, w murach Hogwartu, nie czuł ich bezpieczeństwa tak jak niektórzy. Dla niego szkoła nie mogła zagwarantować niczego, prędzej ochroni go nazwisko, ale tylko i wyłącznie w przypadku, gdy nie stanie po niewłaściwej stronie.

Teraz miał swoje potwierdzenie, tego co zawsze odczuwał. Iskierka zdrady błysnęła na jego twarzy, ale racjonalne myślenie prędko ją zagasiło. Wtedy potrzebowali wojowników. W czasach wojny z Voldemortem dało się poddać pod wątpliwość jego lojalność, w końcu pracował w Departamencie Tajemnic i był dziką kartą, czarnym koniem tego wyścigu. W każdej chwili mogli go stracić dla dzikiej magii, jaka kryła się w Komnatach w podziemiach Ministerstwa, a wizje nie były jasne.

Powstał ze swojego miejsca. Widocznie brak zmiany odzienia na mniej formalny strój również należało do przebłysków profetycznych. Przykląkł przy bratanicy na jednym kolanie i ujął jej dłonie, dłonie wojowniczki, które dokonywały heroicznych czynów, w swoje, duże dłonie wieszcza, naznaczone atramentem i przyszłością. Ciemne otchłanie jego wszystkowidzących oczu spotkały się z jaśniejszymi czarodziejki, a wtedy zadeklarował uroczyście:

— Jak długo moje oczy będą patrzeć, a uszy słyszeć, będą twoje, Brenno. Jak długo będę trzymać władzę nad czasem, tak długo będę przezeń skakać dla ciebie, jak długo będę widzieć to, co nadejdzie, będę patrzeć, nawet jeśli przyniesie mi to ból i trwogę



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
08.01.2024, 18:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2024, 18:31 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy Morpheus wspomniał o psie. Z wielu powodów. W domu kręciła się w końcu cała masa psów, a Brenna nie byłaby wcale zaskoczona, gdyby ta wróżba zwiastowała pojawienie się kolejnego. Ale też dlatego, że w tej rodzinie roiło się od psów i wilków: że wielu Longbottomów miało już taką naturę, nawet jeżeli symbolem samego Morpheusa była kukułka. Zazula, w której kukaniu niektórzy dopatrywali się przepowiedni przyszłości.
Jeżeli zaś należało patrzeć na to bardziej metaforycznie, to nie była zła wróżba. W tym paskudnym świecie, w którym nawet bliskim ciężko było zaufać, dobrze było mieć prawdziwych przyjaciół.
To nie tak, że nie ufała wujowi. Nie ufała wielu osobom, także tym, które szczerze kochała, ale nie wierzyła, że Morpheus wydałby rodzinę na śmierć. Do niedawna jednak nie wszystko zależało do niej, skupiała się raczej na bieganiu tam, gdzie widziała pożar i ciągnięciu za sobą kogoś z rodziny i przyjaciół. Poza tym Morpheus zawsze stał nieco z boku, zapatrzony w przyszłość, wiele czasu spędzający w mroku Departamentu Tajemnic, i skoro Derwin nigdy nie proponował na żadnym zebraniu, aby go wciągnąć, Brenna nie była pewna, czy powinna robić to sama.
Ale Derwin nie żył, a ona potrzebowała zasobów. Czy karty same nie powiedziały tego ledwo parę chwil temu głosem Morpheusa? Jego poglądów nie trzeba było weryfikować, znała je przecież doskonale. Jego otoczenia nie musiała sprawdzać - należeli do jednej rodziny i jeśli znalazłby się w nim ktoś podejrzany, to głównie z Departamentu, a tym bardziej potrzebowali jego oczu i uszu. O milczenie martwić się nie musiała, wszak Niewymowni oddychali tajemnicami. Nie było potrzeby prosić, aby aurowidz sprawdzał jego aurę, bo Danielle widywała ją nieskończenie wiele razy.
Spłoszyła się nieco, kiedy wuj ukląkł przy jej fotelu i przez chwilę sama miała ochotę zejść na podłogę. Brenna była gadułą, ale nigdy nie radziła sobie ze słowami uroczystymi, nie umiała pleść ich siedzi i nie do końca umiała na nie odpowiadać. Znacznie lepsi w tym byli Erik i Patrick. Ona należała do istot do bólu wręcz przyziemnych, a przynajmniej za taką się uważała. Pytała Mavelle z radosnym uśmiechem, czy chce się zaangażować w coś absolutnie niebezpiecznego i nielegalnego, albo oznajmiała Heather, że potrzebują osób, które pójdą tam, gdzie Ministerstwo pójść nie może. I nie dokonała nawet nigdy żadnego heroicznego czynu - była żołnierzem i walczyła na wojnie, ale wykonywała jedynie rozkazy i nawet nie sądziła, by się w tym do tej pory szczególnie Zakonowi przysłużyła.
Na Beltane popełniła zbyt wiele błędów.
- Dziękuję - powiedziała więc po prostu, pochylając się mężczyźnie, by na moment go objąć. Może była to głupia reakcja, niestosowna, ale Brenna była Brenną i tylko to przyszło jej do głowy.
Tak naprawdę była niemal pewna, że się zgodzi, ale i tak ogarnęło ją coś na kształt ulgi. I była mu naprawdę wdzięczna, że się nie zawahał, bo przynajmniej nie zastanawiała się teraz, czy nie wciągała go w coś, w co wciągać go nie powinna.
- Przydasz się nam, Morpheusie. Zakonowi Feniksa. Bo to dla niego będziesz patrzył i może skakał przez czas. Dowodzi nami Dumbledore, a jego Prawą Rękę... pewnie poznasz za jakiś czas.
Odsunęła się na długość ramienia, spoglądając w ciemne oczy mężczyzny: człowieka, który spoglądał w przyszłość i potrafił skoczyć wstecz. Nie wspominała mu, że wszystko to musi zostać tajemnicą, bo to z pewnością sam wiedział.
- Masz jakieś pytania?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#16
09.01.2024, 15:18  ✶  

Morpheus dałby sobie trzecie oko wykuć, gdyby to było możliwe, że głównym powodem, dla którego nikt nie zasugerował, aby dołączył, który przyszedł do niego po chwili dopiero, nie był brak zaufania, ale ten sam powód, dla którego wytypowano go jako pierwszego, który umrze z braci. W końcu to byli jego starsi bracia, którzy wykorzystywali skrzętnie każdą okazję, aby mu dopiec, chcieli chronić najmłodszego z nich. Jak Elektra rozpoznała po tak wielu latach rozłąki swojego brata, Orestesa, tylko po włosach, tak i bracia rozpoznawali jego zamyślone kroki i widzieli w nim baranka, którego tak łatwo zranić. Nie był wilkiem, nie był psem, nie był zwierzęciem pożerającym i atakującym, lecz małą kukułką, niewielkim ptaszkiem. Płochliwym i skrytym. Ptakiem, który podkłada swoje jajka innym gatunkom.

— To ja dziękuję ci, Brenno, za zaufanie — powiedział jej w uścisku. W głębi zastanawiał się, czy właśnie to było mu pisane, czy po to został stworzony? Obawiał się spojrzeć w tej chwili w przyszłość tak bezpośrednio, jak potrafił spoglądać innym w oczy, aby nie zacząć żałować swojej decyzji. Przyszłość nie została wyryta w kamieniu, jak sądzą niektórzy jasnowidze, ale płynęła wartko, rozgałęziając się na możliwości.

Wstając, ucałował ją w czoło, jakby małą dziewczynkę i poczochrał. Otrzepał nieistniejący pył i wrócił na swoje miejsce. Zaczął zbierać swoje karty metodycznie, jedna po drugiej, odkładając je do talii w takiej kolejności, w jakiej z niej wyszły. Talia została schowana do czarnego woreczka i zniknęła w przepastnych kieszeniach szat Morpheusa. Najwidoczniej również z tego powodu czarodziej unikał ubrań mugolskich, bez dodatkowych fałd materiału, nie było jak w nich chować wszystkich rzeczy, które nosił przy sobie.

— Oczywiście, że mam. Co dalej. Kogo poznam i na kogo powinienem uważać oraz z kim się skontaktować, gdy nie będę miał dostępu do was. Wątpię, aby profesor Dumbledore mnie w ogóle pamiętał.

Użył liczby mnogiej w kontekście osób mieszkających w Warowni. Dość czarno na to spoglądał, ale należało mu to wybaczyć, bo dość mocno czerń jego ubioru wpływała na jego podejście do życia, a nosił ją codziennie od trzech miesięcy.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
09.01.2024, 18:28  ✶  
Może było i tak: że Derwin i Jeremiah chcieli go chronić, a początkowo werbowano głównie ludzi do walki w pierwszych szeregach. Jak pomijano Danielle, ponieważ Lucy i Derwin pragnęli chronić swoją słodką, wesołą dziewczynkę. Było wiele drobnych elementów, składowych, nad którymi Brenna wolała się nie zastanawiać, bo może jeszcze zaczęłaby kwestionować własną decyzję, podjętą teraz, gdy właściwie zależało to od niej i na niej spoczywała odpowiedzialność.
Uśmiechnęła się tylko, gdy zmierzwił jej już i tak rozczochrane włosy i nieco wygodniej rozsiadła się w fotelu. Spojrzenie odruchowo powędrowało najpierw ku schodom, potem ku kuchni, chociaż w tym domu nie było nikogo, kogo podejrzewałaby o sprzyjanie śmierciożercom: gdyby było inaczej, pewnie byliby już dawno wszyscy martwi.
- Przede wszystkim ze mną. Jeśli cokolwiek zaobserwujesz, uważasz, że coś powinno zostać zrobione, zdobędziesz informację albo czegoś potrzebujesz, możesz przyjść z tym do mnie, a ja mam znaleźć sposób, by coś zrobić dalej - powiedziała, odruchowo dość cicho, mimo tego, że rozmawiali przecież w chronionym domostwie Longbottomów. - Jeżeli to pilne, a mnie nie ma, Mavelle zwykle albo wie, jak mnie znaleźć, albo falami może szybko pchnąć sprawę do Prawej Ręki. Tak samo... jeżeli będziemy czegoś potrzebować, ja przyjdę z tym do ciebie - wyjaśniła. Wiele pytań, wiele wyjaśnień, a w tej chwili zaś mogła udzielić tylko części. Zwłaszcza, że sama nie była pewna, jak głęboko wciągać we wszystko Morpheusa: miała wrażenie, że po części na to pytanie odpowie czas. - Chyba nie będzie dla ciebie zaskoczeniem, że sporo naszych znajomych tkwi w to po uszy - dodała, sama zresztą wymieniła mu domowników, którzy należeli do Zakonu. Ciężko byłoby to przeoczyć, teraz, kiedy wiedział, co się święciło.
- Na kogo uważać? Odpowiedź "na wszystkich" pewnie jest mało satysfakcjonująca, co? - spytała, uśmiechając się przy tym nieco krzywo. - Borginowie - dodała zaraz, nawet nie czekając na odpowiedź. Nazwisko padło bez zastanowienia i nawet nie z powodu Voldemorta, a Crawleyów i cóż… pewnego listu od Patricka z końcówki czerwca. - Przynajmniej paru z nich bardzo sprzyja idei czystości krwi. Poza tym niezbyt ufam Rookwoodom. To może zaskakiwać, ale Chester Rookwood nawet nie ukrywa, że nie lubi mugolaków, a jeden z jego braci na pewno jest zaangażowany.
Ojciec Charliego konkretnie. Brenna zakładała, że Chester raczej nie ma mrocznego znaku, w końcu pracował w Biurze Aurorów, zakładała, musieliby by być tam ślepi, by niczego nie zaobserwować, ale poglądy na pewno zbliżały go do tej drugiej strony...
- Ogólnie, o samym Zakonie nie może dowiedzieć się nikt poza osobami, które są jakoś zaangażowane. Nawet jeżeli ktoś nie należy do śmierciożerców, może ich informować. My zresztą skupiamy się głównie na gromadzeniu informacji, próbach zorientowania się, kto, zwłaszcza w Ministerstwie może sprzyjać Voldemortowi... - i zresztą dlatego Morpheus mógł bardzo się im przydać. - ...przeciwdziałaniu atakom, krzyżowaniu planów śmierciożercom, pomaganie niektórym się ukryć, i cóż, wypełnianiu bieżących zadań od Dumbledore’a. On informuje, co trzeba zrobić, a my szukamy sposobu, by się to udało. Trochę szpiegujemy, trochę walczymy, parę osób dostarcza zaopatrzenie i tak dalej. Można powiedzieć, że budujemy siatkę ludzi. Jeśli chcesz wiedzieć, o co mogę się poprosić… to na przykład o spojrzenie w przyszłość kogoś, kogo będziemy próbowali zrekrutować. O trzymanie oczu szeroko otwartych w Departamencie Tajemnic, bo bada się tam sprawę Beltane i widm, a to może interesować Voldemorta. O poinformowanie nas, jeśli w twoje ręce wpadnie przepowiednia, której on nie powinien usłyszeć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#18
12.01.2024, 11:36  ✶  

Pokręcił głową przytakująco. Oczywiście, że nie był zaskoczony, w końcu uważał, że znajomi jego rodziny są osobami z kompasem moralnym przynajmniej próbującym trzymać się dobrego kierunku. O swoich znajomych niekoniecznie mógł tak powiedzieć, bo naturalnie mieszał się z osobami o nieco odmiennych zainteresowaniach i dogłębnej ciekawości, która zbyt często prowadzi do korupcji duszy i mentalnego przegnicia. Czy Morpheus był szczególnie moralną osobą? Sam uważał, że nieszczególnie, bo stawiał dobro zadania w Departamencie ponad życie współpracowników, co jeden przypłacił właśnie tą najwyższą ceną, ale z drugiej strony to właśnie było ryzyko zawodowe Niewymownych i Longbottom nie spodziewał się niczego innego ze strony reszty. Nie miał oporów, aby iść do łóżka z osobą po ślubie, pomijając już samo łamanie prawa przed '67. Jednak nie uważał, aby ktokolwiek zasługiwał na śmierć, na pewno nie przez to, nad czym nie panuje, jak warunki urodzenia. Nigdy nie był fanem eugeniki. Nigdy też nie wiązał się w działania zorganizowanych grup przestępczych (przynajmniej do teraz, miał wrażenie, że Zakon Feniksa do tego by się zaliczał według litery prawa, musiał to później sprawdzić). Ogółem rzecz ujmując, nie czynił zła dla satysfakcji, dla sadystycznych chęci, a każda krzywda przychodziła z ogromnymi wyrzutami sumienia.

— Zanotowano.— Złożył ręce w piramidkę, w wyuczonym geście, chociaż znów świerzbiło go, aby sięgnąć po papierosa. Powinien trochę nad tym zapanować, bo z nałogu przechodziło to w kompulsywne palenie jednego za drugim, aby zaczadzić gęstym, sinym dymem wyrzuty sumienia i nerwy. Czasami miał wrażenie, że rodzeństwo ma mu za złe, że tego nie przewidział, wydarzeń podczas obchodów Beltane. Wiedział jednak, że to tylko wrażenie i dużo bardziej wszyscy obwiniają siebie samych. Tak samo jak on.

Borginowie. A więc część śmieci wyrzucają też legalnie.

— A więc mówisz, że to dobry czas na awans na szefa Komnaty Przepowiedni? — zaczął pół żartem, pół serio, bo już kiedyś wspominał przy jakichś kolacjach, gdy padł temat dalszej kariery, że ma aspiracje zostać Szefem Departamentu Tajemnic. To byłby pierwszy krok ku temu. — Vespera Rookwood pracuje w Komnacie Artefaktów, mogę się jej przyjrzeć, często korzystam z tego działu, byłby zdecydowanie bardzo łasym kąskiem dla Śmierciożerców, mnóstwo tam artefaktó zapieczętowanych dla generalnego bezpieczeństwa. Łatwo jednak nie będzie, jesteśmy dziwni, każdy Niewymowny powinien być podejrzany. Łącznie ze mną. Jesteśmy podatni na dziwną magię i szaleństwo.

Nie sugerował, że może zdradzić Zakon celowo, ale że pokładanie zbytniego zaufania w kimś, kto może stracić całkowicie głowę, stanowiło pewne ryzyko, którego sam wolał uniknąć dla bezpieczeństwa swojej rodziny. Gdy ktoś pytał o to, co robi w Komnacie Tajemnic, żartował zwykle, że dekorują Komnatę Miłości serduszkami z bibuły i tańczą hippisowskie piosenki w kółeczku lub że grają w kręgle przepowiedniami, patrząc, kto rozbije więcej artefaktów. Za tymi głupimi kłamstewkami stał pewien mrok, nie czarnoksiężski, ale mrok tajemnic. Niewymowni. Bo niektórych rzeczy nie da się opisać słowami, a im więcej ich używasz, tym dalej jesteś od ich sensu.

— Jak długo pozostanę zdrowy na umyśle, możesz na mnie liczyć. Później wiesz, co robić — wyciągnął z kieszeni kartę, niby na oślep, ale z jakiegoś powodu, jak zwykle, doskonale trafił: Dziesiątkę Mieczy. Przesunął ją po stoliku w stronę Brenny. Czerwień płaszcza i srebro mieczy przebijających ciemnowłosego mężczyznę mówiły same za siebie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
12.01.2024, 12:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2024, 17:57 przez Brenna Longbottom.)  
Nikt nie mógł tego przewidzieć.
Wiedzieli, że coś się stanie. Niektórzy jasnowidze nawet mieli prorocze sny na ten temat. A jednak żadne informacje, ani te od Dumbledore'a, ani te od Bulstrode, ani ze śledztwa u Shafiqów, ani wizje jasnowidzów, ani nawet najczarniejsze przewidywania Brenny nie przygotowywały ich na katastrofę, jaką stało się Beltane. Brenna nie mogła winić Morpheusa, że nie wyczytał śmierci Derwina z kart, nie zobaczył jej nadejścia w kryształowej kuli: sama w końcu wiedziała, że dar trzeciego oka był kapryśny i objawiał się na różne sposoby.
Jeżeli kogoś winiła, to po pierwsze Voldemorta, po drugie samą siebie.
- To będzie ciężka rywalizacja z Bulstrodami, ale jestem pewna, że świetnie sprawdziłbyś się na tym stanowisku - oświadczyła półżartem, półserio, i w gruncie rzeczy naprawdę tak uważała, niezależnie od Zakonu Feniksa. Morpheus żył, oddychał i śnił przyszłością, przepowiedniami i czasem. On urodził się, by zostać Niewymownym.
- Córka Chestera Rookwooda. Ciężko ją sobie wyobrazić w mrocznej szacie, ale zdawała się zawsze bardzo oddana ojcu, więc obawiam się, że jej poglądy są... - urwała i wzruszyła ramionami. Nie musiała przecież kończyć. Ciężko było nie domyślać się, w jakim duchu Chester wychowywał swoje dzieci, jeżeli rozmawiało się z nim przynajmniej kilka razy. Czy podejrzewała Vesperę o mroczny znak? Nie bardziej niż jakiegokolwiek innego członka konserwatywnych rodów. Ale czy łatwo było uważać, że mogłaby przynajmniej przekazywać informacje komuś z drugiej strony, obojętnie czy ze słowami "Chwała Czarnemu Panu" na ustach, czy z myślą "to mój kuzyn, czemu mam mu odmówić"? Owszem.
Brenna nie wspomniała, że powinien więc być ostrożny wobec Rookwoodówny i za knuta jej nie ufać. Morpheus na pewno sam to wiedział.
– Jesteś najbardziej zdrowym człowiekiem na umyśle, jakiego znam – powiedziała spokojnie, chociaż wiedziała, że w Departamencie Tajemnic działy się różne rzeczy. Sama ledwo miesiąc temu ganiała po korytarzach Ministerstwa Niewymownego, który w komnacie mózgu zrobił coś, co… cóż, zapewne usmażyło mu mózg. I coś przewracało się jej w żołądku, na te słowa, na kartę, którą położył między nimi, na świadomość, o co prosił.
Nie chciała się zastanawiać, czy dałaby radę.
Nie, nie chciała się zastanawiać, jak dałaby radę, bo przecież radę by dać musiała.
– Dam ci znać niedługo w sprawie… dalszych kroków.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (4160), Morpheus Longbottom (3589)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa