• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
17 VI 1972 | But try measure loss | Sklep Olivandera |Septima & Morpheus

17 VI 1972 | But try measure loss | Sklep Olivandera |Septima & Morpheus
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#11
18.01.2024, 19:36  ✶  

Ciało zawsze zdradzało, rumieniło się, drżało. W jego przypadku było to drgnienie kącika ust, gdy jej wzrok uciekł na drzwi. Niemal odwrócił się, aby również spojrzeć w tamtym kierunku, ale lata ćwiczeń powstrzymały go. Normalni ludzie nie zauważali tak wiele. Jego oczy, czarne w tym świetle, jak u zwierzęcia, drgnęły lekko, z tak bliska przeskakując po całej twarzy. Łatwo było sobie wyobrazić je u łani, uwięzionej w sidłach kłusowników, czekającej na wyrok, śmierć lub wybawienie. Te oczy które patrzyły w przyszłość miały w sobie rodzaj wrażliwości, który tak łatwo przeoczyć, porównując je do obsydianu, ostrego szkła i całkowitej ciemności.

Powinien już iść.

— Nie. To nie jest różdżka Ministra. To różdżka wieszcza. Profety. — Odbił, jak lustro, jej uniesioną brew, nie robiąc tego celowo. — Cis jest symbolem śmierci i odrodzenia. Tak samo jak Feniks. Wolę myśleć o tym, jak o możliwości zajrzenia w to, co niebiańskie, za zasłoną, poza rzeczywistością materialną, niż możliwość do czynienia zła. Może to jedyne miejsce, które dało prawdziwy wybór, test charakteru. W końcu zło jest takie proste, takie banalnie łatwe.

W jego ustach brzmiało to jak obelga.

Stali nad przepaścią stworzenia nowego mitu z tego samego materiału, z którego tworzy się opowieści o bogach. Stąpali razem na cienkiej linie, zawieszonej nad rzeczywistością. Każda opowieść kończy się śmiercią, a zaczyna przepowiednią. Parysowi przepowiedziano, że doprowadzi do upadku Troi i Troja spłonęła, synowi Hektora przepowiedziano jej odbudowę, więc zrzucono go z murów miasta. Kasandra odmówiła zalotów Apollo, więc nikt nie wierzył w jej przepowiednie, a gdy stanęła w końcu w miejscu narzeczonej, i to jej odebrano śmiercią.

— Są rzeczy, które można wybrać, aby nie zagłębiać się w zew bogów, ale zawsze coś przeniknie, dlatego widzę to bardziej jak ofertę nie do odrzucenia. To brzmię tylko... Poczekaj — przerwał nagle. Powoli, jak wąż, który przybliża się do ofiary wyciągnął w stronę jej twarzy dłoń i lodowatym kciukiem dotknął skóry pod okiem, tuż na kości policzkowej. Przytrzymał go tak, miejsce w którym spadła rzęsa, a później poprosił miękkim szeptem:

— Pomyśl życzenie.

Gdy tak na siebie patrzyli, nie mrugnął ani razu.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#12
22.01.2024, 01:31  ✶  
Trwała w żywicy chwili, trochę nierozbudzona, trochę bierna w starciu z nieodgadnioną zagadkowością chwili. Czuła na sobie moc męskiego spojrzenia, moc do której nie przywykła, na pewno nie w sytuacji, w której w obrębie cudzych, bacznych oczu chciała się pławić.
W końcu zło jest takie proste, takie banalnie łatwe.
Odpowiedziała mu wzrokiem, obwódkami tęczówek, w których mógł bez przeszkód odczytać emocje, zadumę oraz niepewność na temat filozofii jego wypowiedzi. Słów, których nie chciała wypuszczać obecnie w eter; trudów nie-beztroski młodzieńczych, przeżytych lat; pod maską skromności i nieśmiałości, kobiety lgnącej do zniszczenia, goniącej za czymś, co mogło skrzywdzić, osłabić, okaleczyć. Zabić. Dalej kryło się znacznie więcej, coś miękkiego, ludzkiego, przepełnionego po brzegi troską i wrażliwością. Ten dualizm ją przytłaczał i z bólem serca musiała przyznać — jakże ciężko było czasem żyć z samą sobą.
I wtedy też poczuła zimno kciuka muskającego jej skórę.
Rozwaga, opanowanie, wypadły z władzy uścisku; czuła, jak trzymana amfora powściągliwości wysuwa się nagle z rąk; słyszała, jak się rozbija, wydając z siebie pisk trzasku. Widziała oczami podświadomości swoje własne cmentarzysko odłamków, niekształtnych, ostrych krawędzi drażniących ją pragnieniem osiadłym na dnie umysłu.
I nagle ta popękana, acz wciąż gruba, skorupa naiwności pękła na jej oczach. Strzępki świadomości zaczęły dopasowywać mikro momenty w ramy, tworząc z nich szablony wzorów, które zaczynała powoli rozwiązywać i rozumieć.
Czyżby Morpheus w coś z nią grał?
Wszystko było maską, pod którą trząsł się brud. Sama, i to całkiem nieźle, unikała przytoczonej prawdy, prawdy okrutnej, szorstkiej i nieprzyjemnej. Wstrętnej jak twarz chimery; prawdę broczącą w środku, kaszlącą przypływem ropy.
Czyż to nie miało jak najwięcej sensu?
— A mogę też na głos? — wyszeptała równie cicho, nie uginając się pod ofensywą jego spojrzenia. Przymknęła oczy, gdzieś w głębinach samej siebie poszukując odpowiedzi na jego żądanie. 
I choć wydawało jej się, że rozwiązywała jakąś starożytną łamigłówkę, do której złoty klucz tkwił w jej dłoniach, nie odczuwała żadnych pęt opresji. Nie była w potrzasku i choć rytm własnego serca zdawał się zagłuszać ich stonowane oddechy, nie obawiała się niczego. 
Może nawet jej się to podobało?
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#13
22.01.2024, 15:35  ✶  

Chciałby, aby nie widziała w nim zagrożenia, ale obawiał się, że to właśnie w niej wywołał, że to ujrzał w jasności jej twarzy. Swoimi słowami szarpnął nie takie uczucia, jakie zamierzał, jego melodia grała fałszywie, z tonami mollowymi, przynoszącymi smutek. Morpheus zwykle mówił w dość zagmatwany sposób i teraz kryształy sensu rozmyły się, niczym cukier w herbacie. Chciałby wiedzieć, jakie ma życzenia, ale i to mogłoby paść na nieodpowiednią glebę, nieodpowiedni czas, nie to rozgałęzienie przyszłości. Odpowiedział zgodnie ze swoją naturą, jak w całej swojej rozmowie, gasząc na chwilę pod powiekami czarność swojego spojrzenia.

— Nie, bo się nie spełni, Septimo — szepnął w pełni powagi, nawet jeśli ta tradycja była raczej dziecięcą zabawą, jak dmuchanie świeczek czy dmuchawców. Jako jednak Wieszcz bardzo dużo spędzał pośród znaków, symboli, które mogą decydować o świecie. W jego pokoju półki uginały się pod tomami słowników omenów i interpretacji codziennych zdarzeń. Nawet jeśli nie był biegły w numerologii czy astrologii, to konotacje tych wszystkich znajdowały się w jego świadomości i konsultował je ze sobą, zanim wykonał pełną interpretację niektórych wydarzeń. Nie każdy kruk oznaczał to samo, wszystko zależało od miejsca, w którym się przebywało i okoliczności. Spotkanie czapli z daleka od zbiorników wodnych sugerowało wiadomość od Guanyin lub Maat, spokój i harmonię.

Wszystko jest połączone, a sieć jest święta.

Zerwał kontakt fizyczny, prostując się. Wprowadził między nich więcej tlenu, który nie nosił zapachów ich osób w sobie ani perfumy, ani proszku do prania, tak intymnego zapachu bieliźniarki. Przestrzeń łaskotała go poczuciem emocjonalnego ekshibicjonizmu, nawet jeśli wydawało mu się, że nic nie okazał swoim zachowaniem. Przecież zdarzało mu się milczeń i udawać, że nie istnieje i wpatrywać się w Garrica lub Septimę, gdy dywagują nad szarlotką na temat, który rozumiał jedynie połowicznie. Co się zmieniło? On, on się zmienił.

Ścisnęło go w gardle, w żołądku, jak wtedy, gdy musiał stanąć na stromym urwisku. W ustach czuł widmowe żelazo. Krew. Dlaczego krwawił? Czy to ułuda, wizja? W jego ustach nie było posoki, ale smakował ją na języku, wraz z bolesnym ukuciem serca. Nierealnym. To się jeszcze nie zdarzyło. Wziął wdech, głęboki, naruszając stworzoną granicę, wdychając Septimę i warsztat.

— Mogę jej używać w takim stanie czy powinienem poczekać, aż ją zreperujesz? — zapytał, wracając do tematu różdżki. Cenił sobie ocenę panny Ollivander i jej dogłębną wiedzę na temat drewna, magii z nim związanej, konkretnych rdzeni i subtelnych różnic pomiędzy nimi. Jego różdżka była  podatna na ciemność, stanowiła wyzwanie dla jego duszy i fizyczną demonstrację walki z mrokiem, który mógł płynąć w jego krwi.

Spłynęło na niego poczucie nadużywania jej gościnności. Coś go goniło. Tylko w jego głowie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#14
26.01.2024, 17:31  ✶  
Jej myśli nie spowiły żadnego życzenia.
Dorosłość oznaczała, że świat otworzył się dla niej życiami innych ludzi, odsłonił przed nią spojrzenia zmęczone i opuszczone, odcienie czerni, których wcześniej nie widziała, głębsze niż cienie swoich dziewczęcych koszmarów. Było to tak samo przykre, co fascynujące, choć ciekawość tych żyć napiętnowana była cichym poczuciem winy. Nie lubiła wrażenia, że otwiera tych ludzi jak kolejne książki, że dotyka ich historii obojętnie jak dotykać można palcami wersy, od których w każdej chwili można oderwać myśl, kiedy stają się zbyt przykre, zamykając w więzieniu okładek cierpiącego człowieka.
Nie odczytywała ludzi dobrze. Przecież to był Morph, znajomy ojca. Znajomy, który wpadał sporadycznie na ich niedzielne obiady, przynosząc egzotyczne wino i zajadając się ciepłą szarlotką. Opowiadał o podróżach, które Septimę intrygowały oraz fascynowały, a z czasem, gdy dorosła, była w stanie dorównywać mu w intelektualno-naukowych polemikach, w których tak się rzekomo lubowała. Wciąż, nie byli sobie równi, on należał do odległego świata dorosłych oraz odpowiedzialnych, a ona, choć zbliżająca się do nieuniknionej trzeciej dekady życia, trochę dryfowała.
Dorosłość, rozkwitająca niespiesznie w jej drżących palcach, oznaczała wiele rzeczy, których nie oczekiwała nigdy — myślała, oczywiście, o tym, że kiedyś opuści rodzinny dom i ojca, próbowała znaleźć w sobie cząstkę odpowiedzi na pytanie, kim właściwie jest i kim zamierza być. Wyobrażała sobie swoje pragnienia i marzenia, wybierane z przejrzystego, nieomylnego powołania, w które wierzyła tak silnie, a które okazywało się zupełnie nieklarowne, niestałe i nienamacalne: wydawało jej się, że nie różniło się to wszystko bardzo od efemerycznego farmazona wyobraźni, więc nie umiała złapać go stanowczo i z determinacją. Wymykał się i jej zmieniał, przez lata, czasem przypominał sklep alchemiczny, czasem dokumenty i tabelki, czasem krucze barwy, wyobrażała sobie swój własny dom, który ktoś inny będzie nazywać macierzystym, wyobrażała sobie przyszłość taką, jaką budowały książki i dziewczęca fantazja; okazywała się jednak czymś zupełnie innym, czymś bardziej płynnym, nieuchwytnym i złożonym, przeplecionym zaskoczeniem, przykrością i rozczarowaniem.
Okazywało się, przede wszystkim, że przyszłość nie wydarzała się tak po prostu: czas płynął powoli, a w jego nurcie przydarzało się wiele myśli i wiele odkryć, na których nikt jej nie przygotował.
Morpheus. Coś jej się przez moment wydawało, coś jej umknęło i poczuła z tego powodu coś nieprzyjemnego na dnie żołądka. Poczucie winy i wiadro zimnej wody wylało na nią lodowate ochłapy rozsądku, które zdawała się stracić w ostatnich minutach.
Zawładnął nią chłód oplatający ciasno skórę. Znała go bardzo, ale to bardzo dobrze.
Dystans.
— Wciąż jest w dobrym stanie — przyjrzała jej się jeszcze jeden raz, bardziej z gestu przyzwyczajenia —oczywiście daj znać, jeśli zauważysz jakąkolwiek anomalię. Jesteście razem już od wielu lat, więc nie powinieneś niczego przeoczyć.
Usta zacisnęła w kreskę. Wysiliła się na lakoniczny uśmiech, w obawie że, zobojętnienie objęte ciężką opoką niezręcznego milczenia, zostawi w jego ustach niesmak.
— Nie będę już ci zabierać czasu. Na pewno jesteś zajęty.
Sprzątnęła nieistniejący paproch z lady, z kieszeni fartucha wyciągając pomiętą listę z zamówieniami. Wpadnie w wir pracy i z czasem zapomni o żenującej sytuacji.
Nic nowego.
Postacie opuszczają sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (2706), Septima Ollivander (2668)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa