• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[ Maj 1960 ] – Baby, who you fighting?

[ Maj 1960 ] – Baby, who you fighting?
Black Swan
Są chwile
gdy wolałabym martwym widzieć Cię
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobna, chuda, koścista. Mierzy sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu i czterdzieści osiem kilogramów wagi. kości policzkowe, odznaczają się na chudej, bladej twarzy. Sprawia wrażenie dumnej, pięknej i pewnej siebie. Ma bladą skórę, na której odznaczają się błękitne żyły. Kolor jej skóry kontrastuje idealnie z jej hebanowymi włosami, które są zazwyczaj spięte ciasno w koka. Gdy są rozpuszczone są długie, proste i zawsze opadają jej bezwładnie na plecy. Posiada burzowe oczy, granatowe, z ciemnymi obwódkami przy krawędzi. Jej wzrok jest dziki, ale chłodny jak u polującego tygrysa. Percy nakłada na siebie zazwyczaj długie suknie z gorsetami, które mają długie rękawy sięgające kościstych nadgarstków w kolorach czerni z elementami szarości. Szyja zawsze jest osłonięta przez ciasny kołnierzyk należący do stroju. Czasami zakłada spodnie wciskając je w długie, ciemne kozaki i obcisłe golfy. W chłodne dni ma na sobie czarny płaszcz sięgający ziemi, który czasami zastępuje czarną szatą z dużym kapturem.

Persephona Degenhardt
#31
04.01.2024, 20:59  ✶  

Męczący dzień. Jak myślisz? Co dla ciebie szykował? Czyżby jutro jak się obudzisz za drzwiami będzie stał tabun mężczyzn gotowych cię przelecieć? Oh, nie bój się – na pewno nie był aż tak głupi. Na pewno nie zrobi ci tego. Pewnie chodziło o to, że jutro będziecie w Londynie i już szykowali dla ciebie dziwkarski pokój, w którym będzie obciągać. Będą płacić Hadesowi, aby taka osoba jak ty zadowalała męskie ego. Na te słowa drgnęłaś, ale bez wahania ruszyłaś do tego ogromnego łóżka i położyłaś się na drobnym skrawku plecami do niego. Nie chciałaś na niego patrzeć, bo nie za bardzo chciałaś, aby widział twoje oczy, twoją obawę przed tym, co miało się wydarzyć. Próbowałaś wrócić ponownie do tej swojej pewności siebie, do tego, aby nie czuć obaw. Próbowałaś wymyślić jakiś plan, do kogo się odezwać, aby nie skończyć jako dziwka. Gdzieś tam powinien być twój kuzyn, prawda? Może uda ci się z nim skontaktować.

Nie chciał cię tknąć, kazał ci się nie bać, więc poczułaś coś na kształt ulgi? Potem jednak wspomniał, że masz zapomnieć, a z twoich ust wydobyło się ciche sarkastyczne prychnięcie. To nie było możliwe. Zapamiętasz każdy moment z tego dnia, każde wypowiedziane słowo, każdy jego grymas na twarzy, który widziałaś, gdy na ciebie parzył. Chciałabyś móc zapomnieć, ale nie było to możliwe. Nie miałaś tej przyjemności zapominać i wypierać traum. W twojej głowie kumulowało się zbyt wiele wspomnień, zbyt wiele twarzy.

– Obawiam się, że to nie możliwe – mruknęłaś cicho, a twój głos delikatnie stawał się monotonny i zmęczony – Ja nie zapominam nic, a podobno pierwszych nie zapomina się nigdy – mruknęłaś i osunęłaś się w bezden swoich snów.

Nie wiedziałaś, że byłaś, aż tak mocno zmęczona, że ten sen tak szybko nadejdzie, a to zmęczenie spowodowało, że wyrzuciłaś ze swojej głowy ostatnią myśl jaką miałaś na głos. Nie byłaś tego świadoma, że zrzuciłaś na niego bombę pod postacią informacji, że był pierwszym. To mogło jednak oznaczać wszystko prawda? Przez sen zwinęłaś się w mały kłębek, nieświadomie zgarniając dla siebie całą kołdrę, a sam Hades rozwalił się na całym łóżku i zrzucił cię na ziemię. Pomógł mu w tym również ten przeklęty sztorm, który sprawił, że wylądowałaś twardo na podłodze. Warknęłaś do siebie budząc się przez to gwałtownie. Sięgnęłaś po poduszkę i zwinęłaś się znowu w kłębek, aby zebrać jak najwięcej ciepła. Pod wpływem ruchów tego miejsca wsunęłaś się pod łóżko i już zostałaś tam do samego rana.

Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#32
05.01.2024, 23:00  ✶  
Nie rozumiałem tego jej prychnięcia, nawet nieco mnie oburzyło, mimo że sam często prychałem, wywracałam oczami czy unosiłem brwi w górę, sugerując, że mój rozmówca jestem debilem, ale to nie ja tym razem robiłem za prychacza, tylko ona i to nie leżało mi jakoś. Nie wiem, co ja takiego powiedziałem, że zasługiwało na prychnięcie. Może kolekcjonowała sobie te łóżkowe przeżycia...? A może żaden nie był w stanie jej doprowadzić ją do krzyku w łóżku, a mi się to jako jedynemu udało...? Cóż, w takim przypadku, to raczej powinienem być z siebie dumny, tylko czy powinienem...? Nie tylko dlatego że była siostrą Otto, ale te jej słowa mi zrobiły pudding z mózgu, więc próbowałem zasnąć, zastanawiając się, co miała na myśli.
Chciałem ją dopytać, co miała na myśli, ale zasnęła. Pochyliłem się nawet nad nią, za co siebie przeklinałem, bo znowu wyglądała tak uroczo i niewinnie, podobnie jak wtedy, kiedy ją porywałem uśpioną silnym eliksirem usypiającym. Jej twarz stała się łagodna i ciepła, mimo że wciąż pozostawała blada, a na szyi... miała siniaki... od moich rąk, więc szybko pożałowałem tego podniecania się. Położyłem się na boku i, cóż, walczyłem ze swoim umysłem, bo wiedziałem, co miała na myśli, ale jednocześnie nie chciałem tego do siebie dopuścić, szczególnie biorąc poprawkę na to, co jej dziś robiłem, a robiłem dużo i długo, że aż sam byłem zmarnowany, a ona... Musiała tam być cała porozrywana. Czy ja byłem dogłębnie złym człowiekiem? Jak w ogóle do tego doszło? Czemu traciłem kontrolę za każdym razem, kiedy działo się coś ważnego, robiłem cholernie pojebane rzeczy, a potem dopiero zadawałem sobie pytania, czy byłem kretynem, czy tylko kretyna udawałem.
W końcu jednak zasnąłem, niezwykle łaskawie, więc kiedy się przebudziłem późnym rankiem, to miałem wrażenie, że byłem ma ostrym kacu. Niestety, wolałbym być na kacu, a nie czuć się obitym po mordzie przez niedospanie, nawał atrakcji, a potem z kolei przez zbyt długie spanie. Obśliniłem się, fuj, kości i stawy bolały, zmarzłem, bo nigdzie nie było cholernej kołdry, a jeszcze jakaś mewa napierdalała za drzwiami za oknem, więc wstałem, tak.
Jebałem dogłębne - i płytkie zresztą też - analizy moich uczynków, bo potrzebowałem coś zjeść. Zlokalizowałem Persephonę pod łóżkiem z poduszką i kołdrą, więc postanowiłem ją tam zostawić. Najważniejsze, że nic nie odjebała przez noc, a sam, cóż, wyszedłem na zewnątrz. Już nie majtało morzem ani statkiem, więc uznałem, że bogowie mi jednak przebaczyli i postanowili pozwolić mi na spokojne zjedzenie śniadania, przywitanie się z kapitanem, z moim ziomeczkiem i takie tam. Ogółem to, co robią, śmieszkują i o czym dyskutują prawdziwi mężczyźni na morzu. Niestety, nie mogłem przebywania na świeżym powietrzu przeciągać w nieskończoność, więc pożegnałem wiatr w swoich włosach, żeby wrócić do kajuty, gdzie dalej sobie spała - albo i nie - Persephona. Ja tu już planowałem sobie swobodną lekturę książki, a ona sobie stała jak gdyby nigdy nic, w mojej koszulki, w której wyglądała zabawnie, ale nie było mi z tym teraz do śmiechu, bo w ręce miała różdżkę wycelowaną właśnie we mnie, mój nos albo w moją pierś. Co miało ze mną się stać i moim debilizmem?
I dlaczego mnie to podniecało, zamiast przerażać. Czemu zapierało mi dech? Wyglądała cholernie seksownie, kiedy była półnaga i taka władcza, ale... Miałem kłopoty? KŁOPOTY. MAYDAY! KŁOPOTY, KURWA!!! COŚ TAM DOCIERAŁO, CZY TYLKO GOŁE NOGI, BOSE STOPY?!?!?!?!
- Nie powiedziałaś mi, co lubisz na śniadanie, a też nie miałem zbyt dużego wyboru... - wydukałem z siebie na jednym wdechu, stojąc z tacą w ręku... jak ten debil?
Black Swan
Są chwile
gdy wolałabym martwym widzieć Cię
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobna, chuda, koścista. Mierzy sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu i czterdzieści osiem kilogramów wagi. kości policzkowe, odznaczają się na chudej, bladej twarzy. Sprawia wrażenie dumnej, pięknej i pewnej siebie. Ma bladą skórę, na której odznaczają się błękitne żyły. Kolor jej skóry kontrastuje idealnie z jej hebanowymi włosami, które są zazwyczaj spięte ciasno w koka. Gdy są rozpuszczone są długie, proste i zawsze opadają jej bezwładnie na plecy. Posiada burzowe oczy, granatowe, z ciemnymi obwódkami przy krawędzi. Jej wzrok jest dziki, ale chłodny jak u polującego tygrysa. Percy nakłada na siebie zazwyczaj długie suknie z gorsetami, które mają długie rękawy sięgające kościstych nadgarstków w kolorach czerni z elementami szarości. Szyja zawsze jest osłonięta przez ciasny kołnierzyk należący do stroju. Czasami zakłada spodnie wciskając je w długie, ciemne kozaki i obcisłe golfy. W chłodne dni ma na sobie czarny płaszcz sięgający ziemi, który czasami zastępuje czarną szatą z dużym kapturem.

Persephona Degenhardt
#33
07.01.2024, 21:59  ✶  

Skrzek przeklętej mewy. Szum przeklętego morza. Kołysanie przeklętego statku. To powoli wyciągało cię z krainy snów, powoli wrzucało cię w bolesną rzeczywistość. Nie sądziłaś, że ten ból, który promieniował na twoim ciele będzie taki przyjemny. Twoje mięśnie były zastałe, dłonie, szyja, plecy, uda – wszystko ozdobione potężnymi siniakami, które namalował ci wczoraj Hades. Gdy miałaś zamknięte oczy raz po raz odtwarzałaś to, co się wydarzyło. Nie mogłaś tego zapomnieć, a obraz tych chwil będzie prześladować cię do końca twoich dni. Czułaś się dziwnie zmęczona, mimo że spałaś całą noc.

W końcu otworzyłaś oczy, a przed nimi pojawiły się deski łóżka. Nie było wgniecenia, nie było wklęsłości, która wskazywałaby na to, że na nim ktoś leży. Czyżby Hadesa nie było w pokoju? Nie obudził cię… Może myślał, że zdąży przyjść nim się obudzisz? Obserwowałaś każdą deskę i każdą przerwę między nimi patrząc na stary, przeżółkły materac, a wtedy twoim oczom ukazało się coś, co nie pasowało do reszty tego obrazka. Wyczołgałaś się z trudem spod łóżka i podniosłaś się powoli do pionu.

– Hades? – rzuciłaś w eter, rozejrzałaś się, spojrzałaś do łazienki. Pusto… Zostawił cię tu samą, z różdżkami pod materacem. Drgnęłaś i szybko wyjęłaś je spod materaca, ale zaraz z powrotem je tam ułożyłaś. Co zrobisz? Jak uciekniesz? Miałaś na sobie koszulę, tylko jego jebaną koszulę. Pachniała tak przyjemnie, tak bardzo jak on. Oparłaś się plecami o ścianę wpatrując się w miejsce, w którym schowane były różdżki. Poszłaś po kilku minutach takiego wpatrywania się w nie do łazienki, gdzie obmyłaś twarz zimną wodą. Wzdrygnęłaś się znowu i wróciłaś do sypialni.

Wyjęłaś różdżki, złapałaś swoją w dłonie, przyjrzałaś się jej uważnie. Była twoja, piękna, a ty poczułaś się silna. W końcu usłyszałaś szybkie kroki za drzwiami, które ewidentnie zbliżały się tutaj, albo to była twoja paranoja, ale słyszałaś te kroki, znałaś je. Pamiętałaś. Hades.

Śniadanie. Pamiętałaś to pytanie, pamiętałaś też swój brak odpowiedzi. Nadal nie czułaś potrzeby, aby mu na to pytanie odpowiedzieć. Twoje burzowe oczy wpatrywały się w jego, zimne, stalowe, seksowne i podniecone oczy. Ręka i nie drgnęła, stałaś w pozycji bojowej, nogi lekko rozłożone, jedna ręka sztywno ułożona wzdłuż ciała, ale nie wiedziałaś co miałaś zrobić, nie wiedziałaś jakie zaklęcie rzucić, nie wiedziałaś jak go zaatakować. Wiedziałaś, że za kilka chwil dobijecie do brzegu i wtedy, co? Jak stąd wyjdziesz? Nie miałaś nawet ubrań, a nawet jeśli coś dla ciebie wziął nie wiedziałaś gdzie to było, więc milczałaś patrząc na niego w zagadkowy sposób.

Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#34
08.01.2024, 00:16  ✶  
To były, kurwa, jakieś wstrętne czary. Ona była podłą wiedźmą. Nie mogłem tak po prostu tracić rozumu, kiedy się we mnie wpatrywała. Nie mogłem tak po prostu przestawać myśleć o całym świecie. A przede wszystkim to nie było normalne, ani tym bardziej zdrowe, ani naturalne, by kompletnie wypełniała mój umysł, doprowadzając mnie do maksimum podniecenia. O nie! Nie zamierzałem jej znowu dawać tej satysfakcji, tej radości... ŻADNEJ MANIPULACJI. ZNOWU NAMIESZA MI W GŁOWIE, W MYŚLACH, W PRIORYTETACH. Była niebezpieczną kobietą. Była szwedzką, podłą wiedźmą.
Co sobie myślała? Co zamierzała zrobić, mierząc do mnie ze swojej różdżki? Dlaczego nic nie mówiła? Czemu nic nie robiła? Miała przewagę, miała w sobie przecież tyle pogardy do mnie, niechęci... i powód do nienawiści, skoro ją siłą uprowadziłem z domu i transportowałem daleko od niego. Ale nie! Ona stała i czekała, wpatrywała się, jakby chciała odczytać moje myśli, wygryźć dziurę w mojej duszy, a może ją wyssać? Może właśnie o to chodziło? Może właśnie dlatego traciłem rozum, kiedy wpatrywałem się w jej oczy, tę twarz, ciało, nogi. Miałem ochotę znowu porwać ją do łóżka, choć to byłby naprawdę zły pomysł przed podróżą... A doskonale pamiętałem, jak ona potrafiła kusić, prowokować, motywować... Nie, po prostu nie. Nic nie zrobię. Nie dam się. Będę silny i nieczuły na jej czary.
Odstawiłem tacę jedną ręką na szafkę obok. Pokręciłem głową wielce niepocieszony, robiąc ten jeden gwałtowny krok w jej kierunku, by drugą ręką wyrwać jej różdżkę z dłoni.
- Pogrywasz sobie. Żałosne. Przestań mi mieszać w głowie, bo rozważę kwestię twojego życia, okej? Rozumiesz!? Słyszysz ty mnie!? - odezwałem się ponownie. Tym razem przestawiłem się na szwedzki, bo najwyraźniej nie docierały do niej słowa po angielsku. Była piękna, ale skrzywiłem się, bo nie mogłem ulegać jej urokom. Była drobna, miała długie, czarne włosy, w które chciałem właśnie wpleść palce, ale zamiast tego odwróciłem się do nie bokiem i cisnąłem jej różdżkę na łóżko, gdzie sam zaraz miałem paść jeszcze na chwilę.
Na razie to wpatrywałem się w nią, zastanawiając się, czy coś do niej dotrze. Zajebiście, że zapomniałem z rana o tych jebanych różdżkach. Mogłem właśnie mieć wypaloną dziurę w piersi i co by było...? Zostałoby mi osiem żyć, ale ciekawy byłem, w jaki sposób wydostałbym się z wody, czy nie zgnił kompletnie w tej wodzie jako ghul. Byłbym jak taki glon na dnie, się majtał i dogorywał. Niebezpieczne wizje.
- Tak na marginesie, moja droga Persephonko, jeśli będziesz chciała się mnie pozbyć z tego świata, to strzelaj w głowę. Masz mi kompletnie, totalnie, bezbrzeżnie rozpierdolić mózg - poradziłem, poprosiłem, uśmiechnąłem się nawet. Nie trwało to długo, bo zaraz wzruszyłem też ramionami i już w sumie niezależnie od jej reakcji albo jej braku, postanowiłem walnąć się na łóżko i zapalić, bo takie stanie w jej pobliżu... Za bardzo czułem jej zapach. Śmierdziała totalnie... słodko, jebana. Tytoń miał coś z tym zaradzić, więc sapnąłem z ulgą, kiedy mi się plecki zapadły w materac.
A na materacu była jej różdżka, więc ją wziąłem w wolną rękę z ciekawością i zacząłem oglądać. Była z tego samego drewna, co moja własna, ale była krótsza i - to już sprawdziłem dwiema dłońmi, łapiąc jej dwa końca, ale wciąż nie wypuszczając papierosa z rąk - bardziej giętka, zdecydowanie bardziej giętka od mojej.
- Jaki rdzeń ma twoja różdżka? - zapytałem zaciekawiony po chwili, machając nią na próbę, ale nie rzucając żadnego zaklęcia. Sprawdzałem jak leży w dłoni. Wyciągnąłem się nieco, żeby strzepnąć popiół do popielniczki na szafce nocnej, ale zaraz wróciłem do słodkiego wylegiwania się, usilnie też unikając patrzenia na Persephonie. Czego oczy nie widzą, tego penis nie chce.
Black Swan
Są chwile
gdy wolałabym martwym widzieć Cię
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobna, chuda, koścista. Mierzy sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu i czterdzieści osiem kilogramów wagi. kości policzkowe, odznaczają się na chudej, bladej twarzy. Sprawia wrażenie dumnej, pięknej i pewnej siebie. Ma bladą skórę, na której odznaczają się błękitne żyły. Kolor jej skóry kontrastuje idealnie z jej hebanowymi włosami, które są zazwyczaj spięte ciasno w koka. Gdy są rozpuszczone są długie, proste i zawsze opadają jej bezwładnie na plecy. Posiada burzowe oczy, granatowe, z ciemnymi obwódkami przy krawędzi. Jej wzrok jest dziki, ale chłodny jak u polującego tygrysa. Percy nakłada na siebie zazwyczaj długie suknie z gorsetami, które mają długie rękawy sięgające kościstych nadgarstków w kolorach czerni z elementami szarości. Szyja zawsze jest osłonięta przez ciasny kołnierzyk należący do stroju. Czasami zakłada spodnie wciskając je w długie, ciemne kozaki i obcisłe golfy. W chłodne dni ma na sobie czarny płaszcz sięgający ziemi, który czasami zastępuje czarną szatą z dużym kapturem.

Persephona Degenhardt
#35
19.01.2024, 19:24  ✶  

Cofnęłaś się, gdy ruszył w twoim kierunku, chciałaś go spętać, ale nie zdążyłaś. Zaskoczył cię, czy po prostu chciałaś, aby zabrał ci różdżkę? No oczywiście, że chciałaś. Nawet nie próbowałaś się przed nim bronić, wręcz mogło to trochę wyglądać tak jakbyś mu ją oddała. Tak prosto, łatwo, naiwnie? Oj, nie – nigdy nie byłaś naiwna. Zawsze z przyjemnością planowałaś swoje ruchy, wiedząc, co będziesz robić ze swoim życiem. Obserwowałaś go jak wskoczył na łóżko, jak oglądał twoją różdżkę, jak na ciebie nie patrzył. To ci się nie podobało. Chciałaś, aby na ciebie patrzył, chciałaś też znać jego myśli, poznać jego świat w głowie i to, co o tobie myślała. Nigdy nie interesowała cię opinia innych ludzi na twój temat. Jak jakaś była nieprzychylna to po prostu rzucałaś drobną klątwę noszącą znamiona pecha i tyle, odchodziłaś z satysfakcją na twarzy. Podeszłaś do niego powoli wpatrując się w niego natarczywie. Dłonie zaciskałaś w pięści, ale robiłaś to nieświadomie. Gdzieś na karku czułaś obawę, że niedługo wpadną ci mężczyźni, o których on wczoraj wspominał. Pamiętałaś wszystko. Czasami popadałaś w paranoję, bo nie wiedziałaś ile tych zapamiętanych rzeczy było prawdą, a ile sarkastycznym żartem, czy groźbą bez pokrycia.

– Gdybyś chciał się mnie pozbyć udusiłbyś mnie już wczoraj po tym jak mnie przeleciałeś dziwkojebcu – odparłaś beznamiętnie, ale w twoich oczach płonął ogień złośliwości oraz satysfakcji – Ale twojemu perwersyjnemu umysłowi to się na tyle spodobało, że zasnąłeś jak niewinny bobasek – znowu zrobiłaś krok w stronę łóżka. Leżąc tak był równie bezbronny jak ty. Mogłaś się na niego rzucić i nawet nie zdążyłby nic zrobić. Zacisnęła byś dłonie na jego szyi i patrzyła jak się krztusi. Czy zobaczyłabyś w nich strach, czy może chorą satysfakcję? Jakby czytając ci w myślach podał ci przepis na zamordowanie go, więc z ciekawością przekrzywiłaś głowę w lewo.

– Zapamiętam – tak, nie zapomnisz nigdy.

Nie czułaś potrzeby informowania go o tym jaki rdzeń miała twoja różdżka, więc tego nie zrobisz, nie powiesz tego na głos, bo nie było to nic, co on musiałby wiedzieć.

Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#36
20.01.2024, 01:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.01.2024, 01:35 przez Hades McKinnon.)  
Pragnąłem mieć głowę wolną od Persephony. Nie chciałem jej obserwować, kiedy paradowała w mojej koszuli. Nie chciałem wspominać jej niegrzecznego uśmiechu, wyzywającego spojrzenia i jęków, błagalnych próśb o więcej. Nie zamierzałem przede wszystkim ponownie jej ulegać, wplątywać się w kolejne, pojebane akcje. Swoje powiedziałem i usilnie zamierzałem się tego trzymać niczym rozbitek jebanej tratwy.
Tylko że średnio mi to wychodziło, kiedy ona mnie prześladowała swoim spojrzeniem. Znowu była blisko, patrzyła na mnie, choć próbowałem to ignorować, udawać, że wcale nie stała nade mną złowieszczo, ale kątek oka widziałem jej nieruchomą postać, niczym zmorę albo kostuchę czyhającą na moje życie. Chciała mnie zabić? Pazurami? Rękoma? Czy miałaby wystarczająco siły? Phi! Szczerze w to wątpiłem.
- Niby taka mądra, przemądrzała jesteś, zapamiętujesz sobie wszystko na zawołanie, a KURWA JAKOŚ NIE POTRAFIŁAŚ ZAPAMIĘTAĆ TEGO, ŻE MIĘDZY NAMI NIC NIE BYŁO?! - zapytałem ją kpiąco, ale w drugiej części zdania to już bardziej podkurwiony. Jeszcze tego mi brakowało by teraz na prawo i lewo opowiadała o tym, jak to ją poniewierałem w łóżku. Może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie była siostrą Otto, nie miała siniaków i tego niewinnego głosiku, który w każdej chwili mógł wskazać na mnie palcem i krzyknąć coś w stylu: ON MNIE POBIŁ. Choć właściwie z tego wszystko, to i tak najgorsze było porwanie... Ale mogłem powiedzieć, że sama chciała w podróż do Anglii, bo Anglia przecież taka fascynująca, no nie? Cóż, ewidentnie to był koniec mojej przygody. Może już lepiej było dać się udusić niż wyssać przez dementora.
Wziąłem głęboki oddech, bo mi się to cholernie nie podobało. Może faktycznie lepiej było się jej pozbyć. Na dobrą sprawę nie znałem jej. Nie wiedziałem, do czego jest zdolna, więc... Lepiej zabić, pozbyć się zwłok i... być może zostać oskarżonym o morderstwo? Huh, znowu miałem przed oczami wizję przylizującego się do mnie dementora. Ugh.
Podniosłem ponownie na nią spojrzenie, choć starałem się tego unikać. Nie chciałem być pod jej urokiem, jakimkolwiek czarem, a jednak wpatrywała się we mnie tak intensywnie, że aż znowu tego pożałowałem, ale nie zamierzałem teraz się dać. Kurwa, wygram to. Tylko że faktycznie... spałem jak bobasek. Spało mi się cholernie dobrze, nawet mimo sztormu. I przede wszystkim straciłem wtedy gardę, a powinienem przecież zachowywać czujność. Persephona to po prostu była złem wcielonym.
- Prawda jest taka, że nie tknąłbym cię nawet kijem, gdybyś mnie nie sprowokowała, więc sobie daruj te żałosne teksty o dziwkojebcy i perwersji. Nikt ci nawet nie uwierzy, że cię tknąłem. Totalnie nie jesteś w moim guście - odparłem niby to obojętnie, ale waliłem kłamstwo za kłamstwem. Blefowałem jak ten głupi, szczególnie że przecież dosłownie chwilę temu ślina mi niemalże ciekła na jej seksowny widok i teraz znowu mi się te trybiki przestawiały w głowie, bo znowu mi oko uciekło z jej twarzy na moją koszulę na jej ciele, na te chude nogi, które wyżej skrywały ten mokry tak bardzo wczoraj skarb. Aż mi po prostu dech zaparło na te myśli, bo to... było dosłownie na wyciągnięcie ręki. Cała ta powtórka z dnia wczorajszego i chuj, że nie powinienem, ale...
- Umiesz w magię bezróżdżkową? - zapytałem ją, przypominając sobie o rzeczywistości. Ponownie. I tym samym o tym, że miałem jej różdżkę w dłoni. I że nie odpowiedziała mi na pytanie o jej rdzeń. Może warto było to przetestować??? - Za chuja mi się nie podoba, że nade mną stoisz, Persephono - odparłem, celując w nią różdżką. Miałem całkiem długą rękę, więc nawet smyrnąłem czubkiem jej różdżki również jej podbródek. Myślę, że to miało lekki smak zniewagi. Co ty na to, cwana Degenhardtówno?
Black Swan
Są chwile
gdy wolałabym martwym widzieć Cię
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobna, chuda, koścista. Mierzy sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu i czterdzieści osiem kilogramów wagi. kości policzkowe, odznaczają się na chudej, bladej twarzy. Sprawia wrażenie dumnej, pięknej i pewnej siebie. Ma bladą skórę, na której odznaczają się błękitne żyły. Kolor jej skóry kontrastuje idealnie z jej hebanowymi włosami, które są zazwyczaj spięte ciasno w koka. Gdy są rozpuszczone są długie, proste i zawsze opadają jej bezwładnie na plecy. Posiada burzowe oczy, granatowe, z ciemnymi obwódkami przy krawędzi. Jej wzrok jest dziki, ale chłodny jak u polującego tygrysa. Percy nakłada na siebie zazwyczaj długie suknie z gorsetami, które mają długie rękawy sięgające kościstych nadgarstków w kolorach czerni z elementami szarości. Szyja zawsze jest osłonięta przez ciasny kołnierzyk należący do stroju. Czasami zakłada spodnie wciskając je w długie, ciemne kozaki i obcisłe golfy. W chłodne dni ma na sobie czarny płaszcz sięgający ziemi, który czasami zastępuje czarną szatą z dużym kapturem.

Persephona Degenhardt
#37
20.01.2024, 20:00  ✶  

Gdy znowu się uniósł ty uśmiechnęłaś się delikatnie i podle czując satysfakcję, że on traci rezon, że jest denerwowany, że tracił kontrolę. Chaos, cudowny chaos, który tak cholernie kochałaś wprowadzać w umysły innych ludzi. Umysł Hades był już na wyciągnięcie ręki cały twój. Już zasiałaś w nim swoje ziarenko, już mogłaś powiedzieć, że był twój, bo posiadłaś go jako kobieta. Czułaś delikatne podniecenie na samą myśl, że tracił kontrolę, ale musiała zapanować nad sobą, bo nie miałaś siły na więcej jego mocy, jego siły, jego potęgi.

– Za kogo mnie masz? Za idiotkę? – zapytałaś – Za cichą myszkę? Kogoś kto po czymś takim będzie kulił się w rogu pokoju i płakał w kolana, bo wielki pan Hades nie chce pamiętać o swoich dewiacjach? – zaśmiałaś się chłodno całkowicie ignorując swoją pamięć, że kilka godzin temu jeszcze kuliłaś się w łazience ze strachu, że faktycznie przyjdą marynarze i cię przelecą.

Na jego deklarację, że by cię nie tknął kijem znowu roześmiałaś się patrząc na niego z rozbawieniem. W to nie mogłaś mu uwierzyć, w to nigdy mu nie uwierzysz, bo gdyby było to prawdą, to wczoraj nie miał powodu do tego, aby cię dotykać, prawda? Był cholernie napalony i tu nie chodziło o to, że nie ruchał, bo napalił się dosłownie na ciebie, a nie na kobietę. To ciebie cholernie pragnął i było to widać w każdym jego ruchu jaki wczoraj wykonał, geście jaki zrobił.

– Wolałbyś, aby leżała pod tobą? – uniosłaś jedną brew ku górze na jego zdanie. Znowu zignorowałaś jego pytanie. Czekałaś kiedy się wkurwi i zacznie wymagać od ciebie odpowiedzi, prawda? Nie drgnęłaś, dalej stałaś tak i patrzyłaś na to jak bawił się twoją różdżką.

Pomiot z Piekła rodem
I wish I could save you
Wish I could have you grip my hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dwumetrowy koleś z nieco przekrzywionym nosem to ja. Z reguły się garbię, bo niskie sufity i przejścia pokonują mnie. Niby normalnie chodzę ubrany, ale lubię mieć ostre żelastwo przy sobie. Poza tym moje ciało znaczą mniejsze i większe blizny, ale nic nadzwyczajnego. I to musiałbym się rozebrać, a rzadko chodzę nagi, a jak już to głównie przy żonie.

Hades McKinnon
#38
20.01.2024, 22:55  ✶  
Na dobrą sprawę, nawet przez myśl mi nie przeszło, jak mogłaby się w tej chwili po tym wszystkim czuć Persephona. Szczerze powiedziawszy, myślałem jeszcze wczoraj, kiedy nie mogłem zasnąć, że za cholerę dziś nie wstanie, że będzie cała obolała i narzekająca może na ból, na siniaki, na chuj wie co jeszcze jak to kobieta, ale ona nawet się uśmiechała cwanie, grała w swą grę, jak gdyby nigdy nic. Może jednak zrobiłem błąd z tym, że nie rozkminiałem jej uczuć, bo okazywały się być cholernie pojebane, a przy tym również niebezpiecznie. Ta-ra-pa-ty. Kurwa, tarapaty to było chyba moje drugie imię.
- Gówno mnie obchodzą twoje rozważania. Ja po prostu chcę to zapomnieć, okej? - odezwałem się do niej, siadając. Moje mięśnie było kurwa tak zajebiste, że nawet nie musiałem się podpierać rękoma. Tak, też byłem niebezpieczny i nie powinienem o tym zapominać, szczególnie przy takiej drobnej, naiwnej lasce. - Ale swoją drogą, to... mogłabyś być jednak taką cichą myszką? Byłoby mi to na rękę - stwierdziłem nieco poważnie, nieco z sarkazmem. Kpiłem sobie z niej, ale jednocześnie uważałem to za całkiem dobry pomysł, o ile w ogóle mogłem mieć jakiekolwiek szanse na współpracę z jej strony. Chciałbym. Jedynie tarapaty. Swoją drogą, jeśli kiedykolwiek założę zespół muzyczny, to pierwszy kurwa utwór to będzie właśnie Tarapaty. Tekst autorstwa Hadesa McKinnona.
Dźgnąłem ją znowu jej różdżką, tym razem w brzuch, co mi właściwie jednocześnie uświadomiło, że właśnie tykałem ją kijem, a przed chwilą zarzekałem się, że nawet tego w normalnych warunkach bym nie zrobił. No kurwa. Koniec z tą maskaradą.
- Wolałbym, abyś leżała nieprzytomna - stwierdziłem tuż za nią, zdobywając się na realizację jakże przepięknego planu, który właśnie zakwitł w tej mojej pięknej bani. Machnąłem różdżką w jej nos, uśmiechając się równie cwanie co ona. Skoro tak ją wniosłem na statek, mogłem go w ten sposób również z niego znieść... Aby niestety zaklęcie potrwa krócej niż eliksir, ale w dupie tam.
Pozbawiłem ją przytomności, łapiąc ją w ostatniej chwili, kiedy zaczęła lecieć na podłogę. Diaboliczne. Uwielbiałem ją usypiać. Była wtedy taka grzeczna i przede wszystkim nie mąciła mi w głowie. Położyłem ją na łóżku, a resztę roboty również odwaliła za mnie magia, do której miałem z reguły takiego lenia.
Potem opuściliśmy bezproblemowo statek. Moja żona zasłabła, ale niebawem poczuje się lepiej. Po prostu źle zniosła podróż.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hades McKinnon (11409), Persephona Degenhardt (10716)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa