Najpiękniejsza twarz, jaką widział w swoim życiu, usta przeznaczone do pocałunków i szeptania rzeczy słodkich ja miód z mlekiem, potrafiły wypuszczać z siebie dawki jadu. To nic. Nic dziwnego. Widział to w jego ostrych oczach już pierwszego dnia, kiedy go zobaczył - kiedy tańczysz z ostrzem musisz być gotów na to, że cię zrani. "Nieumyślnie". Zwykł wybaczać wszystko wszystkim, bo każdy zasługiwał na drugą szansę. Na trzecią. Na... ile szans można dać człowiekowi? Był zmęczony tym dawaniem. Chciał coś dla siebie, a najlepiej - wszystko. To był ten czas, w którym należało przestać dorzucać do studni swojego życia kolejne grosze nieszczęść. Kayden, jego książę z bajki... Nadal mógł nim być, prawda? To tylko nieporozumienie. Jakieś zwykłe nieporozumienie... nieporozumienia nie powinny się tak kończyć. Czemu otaczał się ludźmi tak ostrymi, że to aż bolało? Tak jak przed chwilą potrzebował dotyku, tak teraz... chciał powiedzieć, że go nie potrzebował wcale, odsunąć się poza zasięg tych rąk, ale to była nieprawda.
Na tej najpiękniejszej twarzy nie powinno być zmarszczek. Pomiędzy nimi nie powinno być złości. Ale jak mówić o wielkiej miłości, jeśli to wszystko było takie krótkie, takie chwilowe, takie... niepewne. Wystarczyło zamieszanie z listami, żeby niemal wszystko popsuć. Czy Kayden miał do tego siłę? Złościł się teraz, nie wiedział, co powiedzieć i jak powiedzieć. Nie winił go za to. Nawet nie oczekiwał, że teraz zaczną się równie urocze śpiewki, co wcześniej. Sam mu powiedział, że musi się zastanowić wcześniej, dlatego milczy. Czasem lepiej było powiedzieć nic, niż powiedzieć za dużo. Wziął sobie naukę Florence do serca.
- Wila... - Powtórzył za nim, ale uśmiech nie zawitał na twarzy. Gdyby był wiłą... czy wiły również były tak rozdarte? Chyba nie. Wtopiły się w społeczeństwo, nie żyły na pograniczy dwóch różnych światów. - Nigdy bym cię nie zignorował. Nikogo bym nie zignorował. - Byłby głupcem sądząc, że takie wątpliwości się w Kaydenie nie pojawiły, przecież on sam się załamał, dał się ponieść czarnowidzeniu, które rzucało mu przed oczy wizję, że chłopak się znudził nim, że... może tamta jego narzeczona? Była narzeczona. Znalazł sobie nową panienkę we Francji. - Rozumiem te wątpliwości, w końcu... w końcu nie znamy się wcale tak długo. - Miał zmęczony głos, dłonią przetarł równie zmęczone oczy. To zapinanie guzików... potrzeba zajęcia dłoni. Prosty gest, ale miał w sobie coś wstydliwie intymnego. A wstyd nie był czymś, co często go dotyczyło. Teraz troszkę się wstydził swojego załamania, swojej zwichniętej głowy. Powiedział też kilka słów za dużo, których nie chciał mówić. Poprawił kołnierzyk, mnąc chusteczkę w kieszeni i z powrotem usiadł na miejscu, podpierając ciężko głowę dłonią. Bo ta głowa była ciężka. - Nie mogę cię winić. Sam sądziłem, że to już koniec... - Nawet gdyby mógł, to Laurent miał w zwyczaju obwiniać siebie samego, co już powiedział, co pokazał. Choć miał żal do niego, że to zrobił, to większy do siebie, że w ogóle zaufał, że miłość może istnieć. A chyba... chyba jednak mogła. Mogła? Odebrał szklankę, spoglądając na bursztynowy trunek. Nie powinien tego pić. Nie powinien, ale pociągnął łyk. Rzucony tutaj czar był obustronny, bo Laurent dla Kaydena stracił serce.
- Uch... - Przesunął palcami po skroni, przymykając na moment oczy. - Przepraszam cię, Kaydenie. Nie chciałem robić takiej... sceny. - Chyba to słowo było do tego odpowiednie. A kwestia listów? Była co najmniej tajemnicza, ale skoro listy nie wróciły ani do jednego, ani do drugiego to znaczyło, że ktoś je przejął. Rzecz, której nie należało ignorować, bo tak - reputacja! Choć nie można było powiedzieć, żeby Laurent był przejęty. Było mu to wszystko jedno. Wiedział jednak, że Kaydenowi niekoniecznie musi być.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)